Zacząłem się ostatnio mocno interesować tematem roślin używanych w obrzędach i natknąłem się na sporo materiałów o szałwii, ale też o harmalii (peganum harmala) i tym, co niektórzy nazywają agnieszką, choć pod tą nazwą kryją się różne rośliny w zależności od tradycji. Zastanawia mnie jedno - czy te rośliny były naprawdę centralnym elementem obrzędów religijnych, czy raczej tylko towarzyszyły rytualnej przestrzeni? Bo szałwia do oczyszczania przestrzeni to jedno, a harmala z jej alkaloidami to zupełnie inna liga. Ktoś to kiedyś drążył od strony konkretnych tradycji, nie tylko ogólnie?
Pytanie jest zasadne, bo rzeczywiście mamy tutaj do czynienia z dwoma różnymi poziomami użycia. Szałwia - głównie biała, czyli Salvia apiana - to przede wszystkim tradycja indiańska Ameryki Północnej, smudging, oczyszczanie przestrzeni i ciała przed rytuałem. Tutaj nie chodzi o działanie psychoaktywne, tylko o symboliczne oczyszczenie i nawiązanie kontaktu z duchem rośliny. Harmala to zupełnie inna historia - jest składnikiem analogów ayahuaski, zawiera beta-karboliny, które działają jako inhibitory MAO. Używana była i jest w tradycji bliskowschodniej i środkowoazjatyckiej. W Iranie wciąż spala się ją jako kadzidło ochronne podczas Nouruz. Więc pytanie, które Zielarz68 postawił, jest naprawdę kluczowe - trzeba rozróżnić, o jakim użyciu mówimy.
Przepraszam, że od razu z głupim pytaniem, ale co to znaczy 'inhibitor MAO'? Czytam i nie rozumiem tej części. I co to ma wspólnego z rytuałem? Chodzi o to, że coś psychicznego się dzieje podczas rytuału po spaleniu tej harmalii?
Mnie bardziej interesuje właśnie ta harmala w kontekście środkowoazjatyckim, bo o ayahuasce i DMT jest wszędzie. Swiatowid91, skąd informacja o Nouruz? Czy to jest udokumentowana praktyka, że pali się harmalię konkretnie wtedy, czy raczej ogólna perska tradycja niekoniecznie związana z tym świętem?
Wróćmy na chwilę do samej szałwii, bo myślę, że wiele osób wchodzących w temat nie ma pojęcia, że 'szałwia do smudgingu' to bardzo konkretna roślina, nie ta sama co szałwia lekarska z herbaty. Salvia apiana pochodzi z południowej Kalifornii i to jest roślina szczególna dla tamtejszych ludów rdzennych. Używanie jej przez osoby spoza tej tradycji jest zresztą kontrowersyjne w środowiskach, które szanują rdzennych Amerykanów. Znam podejście, że skoro roślina wyraża zgodę, to można - ale znam też inne, że to kulturowa kolonizacja. Ciekawe, co sądzą osoby na tym forum, które pracują z szałwią.
Pracuję z szałwią od kilku lat i uczciwie mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym aspektem. Kupiłam ją po prostu jako 'roślina oczyszczająca'. Ale Glozka56 ma punkt - co znaczy 'szanować tradycję' w praktyce? Czy rezygnacja z konkretnej rośliny coś zmienia? Pytam serio, bo nie wiem, jak to rozstrzygnąć.
A co z tą bylicą? Bo widziałam ostatnio w sklepie zielarski taką wiązkę do palenia, ale oznaczoną jako 'mugwort', i pisało, że do snów i 'otwierania widzenia'. Czy to ta sama roślina co u nas? I czy ktoś pracował z bylicą w sensie rytualnym, nie tylko jako herbata na problemy kobiece?
Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że rośliny mają swoje energie i właściwości. Ale mam pytanie, które może być trochę podstawowe - czy te rośliny działają same z siebie, czy potrzebują rytuału, intencji, kogoś kto 'aktywuje'? Bo kupiłam kiedyś szałwię i spaliłam, i nic szczególnego nie poczułam. Może to ja coś robię nie tak?
Właśnie to jest sedno. Wiele osób pomija, że w tradycjach, z których pochodzi smudging, przed rytuałem jest przygotowanie - często post, cisza, określona pozycja ciała, słowa lub pieśń skierowana do rośliny. Nie chodzi o technikę, tylko o nastawienie ciała i umysłu jako przestrzeni dla czegoś. Bez tego to naprawdę tylko kadzidło. I to jest OK - kadzidło też ma swoją wartość - ale nie oczekuj wtedy zmiany energetycznej w sensie głębszym.
Wróćmy jeszcze do pytania z początku, bo trochę odpłynęliśmy. Czy używanie roślin psychoaktywnych w rytuale jest sprzeczne z wiarą? To zależy z jakiej perspektywy patrzysz. W tradycji curandero w Ameryce Łacińskiej ayahuasca to sakrament - bez niej kontakt z duchami roślin jest niepełny. W islamie jest zakaz substancji zmieniających świadomość - ale sufickie bractwa miały z tym różne podejścia historycznie. W chrześcijaństwie odpowiedź jest różna w zależności od denominacji. Ciekawe jest to, że harmala, o której rozmawialiśmy, była używana w Persji na długo przed islamem i przetrwała islamizację właśnie dlatego, że weszła w tradycję ludową, nie doktrynę.
Dokładnie, i to jest moim zdaniem klucz do całego tematu. Rośliny 'przeżyły' zmiany religijne, bo weszły w tę przestrzeń między doktryną a codziennym życiem. Ortodoksja rzadko wygrywała z tym, co babcia robiła z ziołami przed położnicą. Mnie interesuje inny aspekt - czy ktoś z was zetknął się z tradycjami, gdzie rośliny psychoaktywne nie były sposóbm 'otwierania' czegoś, tylko odwrotnie - zamykania, ochrony, odstraszania? Bo większość narracji idzie w kierunku 'ekspansji świadomości', a ochronna i zamykająca funkcja roślin jest mniej popularna.
Czytam całą tę rozmowę i mam poczucie, że to wszystko jest bardzo dla zaawansowanych. Chciałam zapytać o coś prostszego - czy szałwia lekarska, ta z kuchni, w ogóle ma jakieś znaczenie rytualne czy duchowe, czy to zupełnie inna para kaloszy? Mam ją w ogrodzie i zawsze mi się kojarzyła tylko z herbatą na gardło.
To naprawdę ciekawe co pisze Paprotka, bo nie wiedziałam że ta zwykła szałwia z apteki ma takie znaczenie. A agnieszka z tytułu tematu - ktoś jeszcze nie wyjaśnił, o jaką roślinę dokładnie chodzi. Bo widziałam 'agnieszka' jako nazwę ludową kilku różnych ziół i nie wiem, o co pytał autor tematu. Może można doprecyzować?
Wychodzę trochę z tematu roślin jako takich, ale zastanawiam się nad czymś innym. Czytam tu, że jedna roślina może być ochronna, inna otwierająca, inna zamykająca. Ale skąd wiadomo, że to nie jest po prostu zbiorowe przekonanie, które z pokolenia na pokolenie działa jako sugestia? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam. Bo efekt placebo jest udowodniony, więc czy nie jest możliwe, że zioła działają dokładnie tak samo?
To jest akurat osobny problem i tradycje bardzo różnie do niego podchodzą. W niektórych systemach, np. w hoodoo czy w wielu tradycjach afrykańskich, skuteczność rytuału zależy od mocy wykonującego, nie od wiary odbiorcy. W innych, jak niektóre podejścia w buddyzmie tybetańskim, sam rytuał ma moc niezależną od intencji. Kalinowa, pytasz o coś, na co nie ma jednej odpowiedzi w ramach tych tradycji.
Wracam do tego, co mówiłaś Iwetka89, bo to mi zostało w głowie. Powiedziałaś, że bez skupienia i relacji z rośliną nie ma głębszego efektu. Jak wygląda budowanie tej relacji? To brzmi jak coś, co zajmuje dużo czasu i wymaga wiedzy, którą ja po prostu nie mam. Czy jest jakiś sposób dla kogoś, kto zaczyna od zera?
Ja cały czas myślę o tej szałwii lekarskiej, którą mam w ogrodzie. Paprotka pisała, że miała status rośliny 'świętej' w medycynie klasztornej. Ale to były klasztory chrześcijańskie, tak? Czy to nie jest trochę dziwne połączenie - używać rośliny w kontekście duchowym w tradycji, która oficjalnie raczej nie akceptuje ziołowych rytuałów?
Właśnie, i to jest odpowiedź na pytanie Heni, ale też na to szersze, które wraca w tej rozmowie. Kościół nie zakazywał ziołolecznictwa jako takiego - zakazywał magii i czarów. Ale ta linia była bardzo niejasna i zależała od tego, kto ją wyznaczał i kiedy. Mniszka zamawiająca zioło przy modlitwie do świętego i wiejska zielarka odmawiająca zaklęcie nad tą samą rośliną - jedna była pobożna, druga heretyczka. Roślina ta sama.
Słuchajcie, ja wróciłam do tej harmalii, bo to mnie nie puszcza. Swiatowid91 pisał wcześniej o MAO i że harmala działa jako inhibitor. Ale przy tej tradycji perskiej z Nouruz to przecież nikt nie pił wywaru, tylko palił na dym, prawda? To znaczy, że ta cała kwestia MAO nie ma tam zastosowania? Pytam, bo nie wiem, czy dobrze rozumiem.
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale czytam o tej bylicy i szałwii i zastanawiam się - czy ktoś próbował poduszki z bylicą do snów, o której pisała Paprotka? Bo Halineczka pytała o sny, i ja też mam z nimi problem ostatnio, te sny są bardzo chaotyczne. Czy bylica naprawdę coś zmienia w snach, czy to tylko takie ładne powiedzenie?
Bylica i sny to bardzo stary temat. W tradycji europejskiej, nie tylko słowiańskiej, bylica była powiązana z Dianą, Hekate, Artemidą - boginiami nocy i przejść. Poduszka z bylicą w kontekście rytualnym to nie jest 'środek nasenny' - to zaproszenie do innego rodzaju snu, bardziej świadomego. Stokroteczka, jakie masz te chaotyczne sny? Bo jeśli sny i tak są intensywne, bylica może je wzmocnić, co niekoniecznie jest tym, czego szukasz.
Froen poruszył coś ważnego. Ja kiedyś próbowałam herbaty z bylicy przed snem, bo wyczytałam gdzieś o lucid dreaming. I faktycznie coś się zmieniło - sny były bardziej 'obecne', pamiętałam więcej. Ale po kilku dniach przestałam, bo zaczęłam się budzić w nocy i byłam zmęczona. Nie wiem, czy to była bylica, czy przypadek. Czy ktoś miał podobnie?
Mniej więcej tak to rozumiem. Choć nie powiedziałbym, że biochemia jest bez znaczenia. Bylica ma tujon - ten sam związek co w absyncie - i on rzeczywiście wpływa na sen. Ale w kontekście rytualnym to nie jest główny mechanizm. Pytanie, które zawsze mi tu wraca: czy robiłaś to z jakąś intencją, czy po prostu z ciekawości?
Ja chciałam zapytać praktycznie, bo gubię się trochę w tej dyskusji. Poduszka z bylicą to znaczy co - dosłownie wsypuję suszone ziele do poduszki? Czy to musi być jakaś osobna saszetka, mała, trzymana blisko głowy? I czy to działa tylko przez noc czy trzeba gdzieś tę poduszkę trzymać w ciągu dnia?
Wtrącę się tu, bo widzę że rozmowa bardzo poszła w stronę bylicy i poduszek, a w tytule jest jeszcze harmala i szałwia. Rozumiem, że wątki się rozwijają, ale mam pytanie do Swiatowida91 - czy w tradycji perskiej jest jakaś roślina analogiczna do bylicy w kontekście snów? Bo harmala jako ochrona i harmala jako zmiana świadomości to rozumiemy, ale czy był tam jakiś odpowiednik 'rośliny nocnej'?
To pytanie Caroletty to jest właściwie pytanie o to, czy istnieje coś w rodzaju 'wiedzy botanicznej wbudowanej w rzeczywistość' - że rośliny zbierane w pełnię naprawdę mają inne właściwości, i różne kultury to odkryły niezależnie. Chemia roślin faktycznie zmienia się w zależności od fazy wegetacji i warunków, ale czy to tłumaczy akurat księżycowe korelacje - nie wiem. Ktoś tu ma wiedzę botaniczną, żeby powiedzieć czy jest jakaś substancjalna różnica w ziołach zbieranych w różne fazy?
Jeśli chodzi o samą chemię - w starszej literaturze zielarskiej były próby korelowania zawartości olejków eterycznych z fazami księżyca, ale wyniki były bardzo niejednoznaczne. To co jest bardziej udokumentowane to wpływ pory dnia na zawartość substancji czynnych - rano po rosie jest inaczej niż w południe. Czy księżyc wpływa bezpośrednio? Nie mam przekonujących danych. Ale z perspektywy rytualnej - i tu wracamy do meritum - nie chodzi tylko o chemię rośliny, tylko o stan zbierającego i kontekst.
