Harmala celowo trochę omijałem bo to jest inny poziom rozmowy. Peganum harmala to roślina o bardzo starym zastosowaniu rytualnym - Bliski Wschód, Azja Środkowa, Persja - ale jej działanie jest nieporównywalnie silniejsze niż bylica czy nawet agnieszka. Zawiera inhibitory MAO, co oznacza że sama w sobie jest psychoaktywna i wchodzi w bardzo poważne interakcje z lekami. To nie jest zioło do eksperymentowania.
Ale właśnie to czyni ją ciekawą z religijnego punktu widzenia, nie? Jej dym był używany w perskich i środkowoazjatyckich obrzędach oczyszczających - spand albo esfand w tradycji perskiej to jest właśnie ona. I ten rytuał przetrwał do dzisiaj, szczególnie w Iranie. Ciekawe że tak stara praktyka jest wciąż żywa.
I to mi się wydaje pięknym domknięciem tego co Paprotka pytała wcześniej o rozdzielenie. Esfand w Iranie, moxibustion w Chinach, kadzenie szałwią u rdzennych Amerykanów - wszędzie tam roślina funkcjonuje jednocześnie jako coś co leczy i coś co chroni. Dopiero my, patrząc z zewnątrz, pytamy które to 'naprawdę'. Może to jest pytanie bez dobrej odpowiedzi, bo wynika z naszego sposobu myślenia a nie z natury roślin.
To jest chyba najlepsza rzecz jaką dzisiaj przeczytałam w tym wątku. Ale mam jeszcze jedno pytanie praktyczne - skoro harmala jest tak silna, to czy kadzenie nią jest bezpieczne czy też niesie te same ryzyka co spożycie? Bo rozumiem że dym to dym i coś się wdycha.
Dobra, ale skoro powiedziałeś że kadzenie jest znacznie bezpieczniejsze przy dobrej wentylacji - to co rozumiesz przez 'krótki czas'? Minuty? Godziny? Bo mam wrażenie że to dość ogólne sformułowanie i ktoś może to opacznie zrozumieć.
I to jest właśnie to czego brakuje gdy wyrywa się takie praktyki z kontekstu kulturowego. W Iranie esfand pali się w konkretnym rytuale, w określonym czasie, w pomieszczeniu gdzie okno jest otwarte i wszyscy to wiedzą od dziecka. Nikt nie siedzi nad węglami i nie wdycha tego godzinami dla intensywniejszego efektu. Tradycja ma wbudowane ograniczenia, które gdzieś po drodze giną gdy praktyka trafia do nowych rąk.
Przepraszam że wracam do swojego wcześniejszego pytania, ale nie do końca dostałam odpowiedź - czy są jakieś konkretne objawy które powinny zapalić czerwone światło przy kadzeniu harmalą? Pytam bo wolę wiedzieć niż się domyślać.
Okej to ja się boję teraz tej harmaliny w ogóle. Wróćmy do szałwii, bo tej się nie boję 🙂 Mam pytanie - wspominaliście tu wcześniej o intencji przy paleniu szałwii. Ja zawsze zapalam ją jak mam ciężki dzień i chcę 'oczyścić' powietrze w domu. Ale robię to automatycznie, bez żadnego rytuału. Czy to ma jakiś sens czy tylko mi się wydaje że coś się zmienia?
Ja mam inne podejście do tego niż Swiatowid91. Przez długi czas też paliłam szałwię mechanicznie i szczerze - coś działało, ale zupełnie inaczej niż gdy zaczęłam robić to jako świadomy rytuał z intencją i skupieniem. Jakościowa różnica. Czy to placebo? Może. Ale czy to ma znaczenie jeśli efekt jest inny?
To jest właśnie to co mi się zawsze w tych rozmowach podoba - że praktyki mogą być tak proste. Nie potrzeba specjalnych składników ani rytuałów z książki. Chociaż przyznam że jak słyszę o harmalinie to trochę mi mózg staje bo to brzmi jak zupełnie inny świat niż moja szałwia na parapecie 🙂
Wróćmy może do agnieszki bo ona chyba najbardziej umknęła w całej rozmowie. Na początku była wymieniona razem z szałwią i harmalą, ale potem wszyscy skupili się na tych dwóch. Co właściwie wiadomo o rytualnym zastosowaniu agnieszki? Sama znam ją głównie z herbat na hormony i nic poza tym.
I to jest odpowiedź na pytanie z początku wątku której chyba nikt nie sformułował wprost - czy rośliny mają 'duchowe właściwości'. No mają, jeśli przez duchowe rozumiemy ugruntowaną obecność w obrzędach religijnych i rytualnych przez tysiące lat w różnych kulturach jednocześnie. Szałwia w obu Amerykach i w Europie, agnieszka w śródziemnomorzu, harmala od Persji po Azję Środkową. To nie jest przypadek.
To co powiedział Swiatowid91 na końcu brzmi jak jakiś wniosek końcowy, ale mam wrażenie że to otwiera nowe pytanie. Jeśli rośliny mają duchowe właściwości przez to że były używane w rytuałach, to co z roślinami które NIE mają tej historii? Czy szałwia kupiona w supermarkecie do kurczaka ma te same właściwości co ta zbierana intencjonalnie? Bo to chyba sedno tej całej rozmowy o intencji, nie?
Ale to jest pytanie o to czy właściwość jest w roślinie czy w człowieku. I tutaj różne tradycje odpowiadają różnie. Część mówi że roślina sama w sobie jest nośnikiem - jej skład chemiczny, jej historia ewolucyjna, jej 'duch' jak mówią animistyczne podejścia. Inne mówią że to człowiek i jego intencja aktywuje. A jeszcze inne że to relacja między nimi. Henia, które podejście Ci bliższe?
Okej, ale ja jestem sceptyczna wobec tego 'budzenia'. Jak to wygląda w praktyce? Serio pytam, nie podważam - czy to jest jakiś konkretny gest, słowo, czy po prostu moment świadomości? Bo mam wrażenie że to może być po prostu trik psychologiczny żeby skupić uwagę.
Mam pytanie które mnie trapi od początku tej rozmowy, bo jakoś nikt tego nie powiedział wprost - czy jest jakaś tradycja która ZAKAZUJE używania świętych roślin przez osoby spoza niej? Pytam o agnieszke, szałwię, harmalę. Bo rozumiemy że są przynależne do konkretnych kultur, ale czy te kultury mówią 'nie wolno wam tego używać'?
A czy szałwia ogrodowa, ta którą mamy w Polsce w każdym sklepie zielarskim, ma w ogóle cokolwiek wspólnego z tą rytualną białą? Bo zawsze myślałam że to ta sama roślina, a chyba nie jest?
To wychodzi na to że jeśli ktoś chce używać szałwii ritualnie ale bez dylematów etycznych - szałwia ogrodowa jest w porządku? Mamy ją w Europie od starożytności, była używana w analogicznych celach. Nie rozumiem czemu cały internet skupia się na białej szałwii i tworzy z niej coś ekskluzywnego.
Trochę mnie to uderzyło co Caroletta napisała. Przyznam szczerze że jak kupowałam szałwię to wybrałam białą właśnie bo ładniej wyglądała. Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób. Czy to znaczy że moje intencje były od początku nie te?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie które jest może naiwne - co jeśli ktoś nie należy do żadnej tradycji, nie jest ani pogański ani chrześcijański ani nic, i po prostu chce palić zioła bo to mu pomaga się wyciszyć? Czy koniecznie musi szukać jakiegoś systemu wokół tego?
Wracam do harmaliny bo trochę nam uciekła. Powiedziano tu sporo o szałwii i agnieszce, ale wciąż mało o tym jak harmala była używana rytualnie poza kontekstem irańskim. Czy ktoś wie coś o jej zastosowaniu w tradycji sufickiej? Czytałem kiedyś coś o tym że była składnikiem rytualnych napojów ale nie pamiętam gdzie.
