Wpadłam ostatnio na coś co mnie trochę... 🙂 no nie mam pojęcia jak to nazwać, zaskoczyło? czytałam o hinduskich koncepcjach rytualnego nieczystości, tej całej sprawie z dotknięciem, z byciem blisko kogoś kto ma na sobie jakąś skazę rytualną - i nagle mi się to złączyło z czymś zupełnie innym, z takim pojęciem które chyba w wielu kulturach istnieje, ze można komuś przekazać nie tylko energię ale właśnie jakiś stan duchowy. I to zupełnie nie przekazanie celowe jak kltwa, tylko coś jakby... zakażenie. Spontaniczne, przez bliskość, przez kontakt. Ktoś coś o tym wie? Bo mam wrażenie ze ta idea jest wszędzie a nikt o tym nie mowi wprost jako osobnym temacie.
To bardzo głęboki temat i cieszę się że ktoś go wreszcie tu postawił. To o czym mówisz ma różne nazwy w różnych tradycjach. W hinduizmie masz właśnie tą rytualną nieczystość - jutho, sakitu, zależy od regionu - ale też koncepcje zanieczyszczenia karmicznego przez samo przebywanie z osobą w złym stanie. W tradycjach szamańskich mówi się o tym ze choroba duszy może się przenosić zanim ta osoba w ogóle wie ze jest chora. Ale dla mnie najciekawsze jest to że te systemy nie traktują tego jak metafory. One mają konkretne protokoły ochrony i oczyszczenia właśnie dlatego ze to traktowano dosłownie.
Hm, nie jestem pewna czy dobrze rozumiem to rozróżnienie. Bo z jednej strony rozumiem że to niby nie jest klątwa, nie ma intencji - ale z drugiej, czy wtedy to nie jest po prostu... no właśnie jak wirus? Czy przypadkiem to nie trochę naciągane żeby nazywać to czymś duchowym zamiast po prostu przypisywać złemu nastrojowi albo psychologii? Naprawdę pytam, nie przekreślam tematu, ale jakoś nie czuję gdzie tu jest ta granica.
Ja to czuję bardzo mocno w tarocie. 🙂 Kiedy czytam dla kogoś kto jest w bardzo złym miejscu - nie mówię o złej energii w sensie straszenia - ale ktos kto jest w głębokiej rozpaczy albo w jakimś silnym uwikłaniu, to po sesji coś zostawia ślad. Nie klątwa, nie atak. Właśnie jak ten odcisk. I potem trzeba przerwy, oczyszczenia. Dlatego wiele tradycji wróżbiarskich miało rytuały przed i po, nie tylko dla jasności odczytu ale właśnie zeby to zamknąć. Czytałam że w tradycji yoruba podobnie - sam kontakt z duchem który ktos nosi może cię naznaczać bez żadnej woli z niczyjej strony.
Ojej to jest niesamowite, nigdy tak o tym nie myślałam! Ale teraz jak czytam to zaczynam łączyć kropki - a nie jest czasem tak, że to właśnie to co sie czasem czuje jak wychodzisz od kogoś i czujesz sie jak wycisnięta do sucha? Mam jedną osobę w rodzinie, po każdym spotkaniu z nią muszę spać przez całe popołudnie. Zawsze myślałam że to po prostu trudny człowiek ale teraz zastanawiam sie czy to nie jest właśnie ten mechanizm o którym piszecie?
Mam zanotowane kilka przykładów z różnych tradycji i jest jedna rzecz która je łączy: wszystkie zakładają ze stan rytualnego zakażenia nie jest moralną oceną. Tzn czysty i nieczysty to nie to samo co dobry i zły. Osoba w żałobie jest nieczysta rytualne nie dlatego że zrobiła coś złego, tylko dlatego że była blisko śmierci. Bramin który dotknął kogoś z niskiej kasty jest nieczysty nie dlatego ze jest zły, tylko dlatego że granica została przekroczona. To jest bardzo inne myślenie niż grzech. Zastanawiałam się czy nie ma tutaj podobieństwa do koncepcji tabu u Polinezyjczyków - mana może być przeniesiona przez dotyk i to co święte może zabić właśnie przez "zakażenie" świętością.
Przepraszam jeśli głupie pytanie, ale... czy to działa też w drugą stronę? Tzn czy można się zakazić czymś pozytywnym? Jak być blisko kogoś świętego albo bardzo mocno uduchowionego, to czy to też się przenosi? Bo jak tak, to moze to nie tyle nieczystość jest tą ideą a po prostu przepuszczalność tych... nie wiem jak powiedziec, granic między osobami?
To nie jest głupie pytanie, wręcz przeciwnie. W wielu tradycjach właśnie tak to funkcjonuje. Baraka w islamie sufickim to jest łaska przenoszna przez fizyczny kontakt z wali - świętym. Dotykało się jego ubrania, jego grobu, pito wodę którą dotknął. Darśan w hinduizmie, samo spojrzenie na bóstwo albo na mistrza, też przenosi. Tak, to działa w obie strony i to właśnie sugeruje że mamy do czynienia z realnym mechanizmem transmisji, nie tylko z kulturową metaforą nieczystości.
a czy to znaczy ze na przykład jak sie modlie to tez jakos zakarzam to miejsce ta modlitwa?? bo to troche dziwnie brzmi jak tak to ujac ale z drugiej strony to w sumie mialoby sens bo koscioly stare maja jakies inne odczucie niz nowy budynek nie?
W gnozie jest cos takiego, ciężko powiedziec czy to dokładnie to samo ale - idea że pewne dusze niosą ze sobą jakiś ładunek który wpływa na pole tych z którymi wchodzą w kontakt. Nie jako klątwa, nie jako intencja, tylko jako stan bycia. Pneumatycy, psychicy, hylicy - to nie były tylko kategorie intelektualne, to były kategorie energetycznego wpływu. Pneumatyk niosący światło mógł "zapalać" innych przez sam kontakt, hylikos mógł gasić. Nie wiem czy to sie mieści w tym co omawiamy ale dla mnie to brzmi jak ta sama idea
kurcze, hej, super watek! Mam pytanie trochę z innej strony - skoro mówimy o tym że zakażenie idzie przez kontakt, to czy jest różnica między kontaktem fiizycznym a psychicznym?? No bo dzisiaj mamy internet, rozmawiamy ze sobą nie dotykając sie, a jednak... nie wiem, czasem po długiej rozmowie z kimś przez telefon tez jest ten efekt zmęczenia albo odwrotnie, jakiegoś doładowania. czy te tradycyjne systemy by to wogóle uwzględniały czy to jest poza ich zasięigem?
Czytam to wszystko i mam gęsią skórkę 🙂 Ale mam pytanie praktyczne bo zawsze mnie to bardziej ciekawi - czy w tych tradycjach jest cos co sie robiło żeby sie oczyścić po takim kontakcie? Znaczy nie tylko rytualna kąpiel czy coś fizycznego ale cos co działa na ten poziom duchowy? Bo jak rozumiem to co opisujecie to fizyczne oczyszczenie moze nie wystarczyć jeśli to działa głębiej. głupio by bylo gdybym sie myliła
Metod jest tyle ile tradycji. W hinduizmie masz kąpiel, mantrę, kontakt z ogniem. W szamanizmie dymienie, obrócenie się na cztery strony świata, śpiew który ma rozbić to co przylgnęło. W tradycji żydowskiej mikwa - ale tam też są modlitwy które towarzyszą. Co mnie zawsze zastanawia to że prawie wszędzie jest woda i prawie wszędzie jest dym albo ogień. Jakby te dwa żywioły były uznawane za coś co przywraca granicę. Może dlatego że woda płynie i zabiera a ogień transformuje a nie tylko usuwa.
Hmm, okej to ma sens. 🙂 Ale to trochę zmienia pytanie - to znaczy że "zakażenie" przenosi się tez na kogos kto nie ma pojęcia że coś takiego istnieje? jak ktos wraca z pogrzebu i nie zna żadnej tradycji, to i tak jest rytualnie nieczysty? Czy to działa tylko jeśli istnieje system w którym żyjemy?
Ale to jest trochę przerażające jak tak o tym myślę! Tzn jeśli to działa obiektywnie to chodzimy po ulicy i zbieramy zakażenia od ludzi na pogrzebach, z szpitali, ze spotkań z kimś w żałobie - i nawet nie wiemy. I nikt się nie oczyszcza. Czy to ma jakieś... no nie wiem, konsekwencje długofalowe?
ojejku, a to deszcz naprawde oczyszcza? bo moja mama zawsze mowiła ze sie nie wychodzi na deszcz jak ktos umrze, ze to niedobrze. ale ona nie jest za bardzo religijna wiec zastanawiam sie czy to mialo sens czy sie tak tylko zwyklo mowic
Ciekawe to z tym deszczem bo mam zapisane w notatkach że w tradycji słowiańskiej było coś podobnego - zakaz chodzenia na deszcz przez pewien czas po kontakcie ze śmiercią. Ale tam uzasadnienie było inne - że dusza jeszcze blisko,a deszcz to jej droga. tzn to nie był zakaz ze względu na nieczystość, tylko ze względu na bliskość duszy.
Damella to jest wlasnie ten typ szczegołu który mnie najbardziej interesuje w takich badaniach, bo to samo zachowanie - nie wychodź na deszcz po pogrzebie - morze miec trzy zupelnie różne uzasadnienia w trzech tradycjach. I nie wiadomo które bylo "pierwsze". Może wszystkie trafiły na tę samą obserwację i każda tradycja podała własne wyjaśnienie tego co obserwowała.
hej, mam pytanie ktore mi siedzi od poprzedniej strony - mówiliśmy o tym czy internet może byc nośnikiem. No i teraz mam taki case - co z muzyką? bo siedzę nad tym wąttkiem czasem rzeczy nagranych w jakichś kościołach albo przez mnichów, i jakoś inaczej to działa niz normalny playlist. Czy to jest przypadek czy cos sie przenosi przez nagranie?
Dobra, tyle że tu zaczynamy wchodzić na teren gdzie wszystko "działa" i wszystko "coś przenosi". Muzyka z kościoła, deszcz, dotyk, internet. W którym momencie przestajemy mówić o konkretnym pojęciu rytualnego zakażenia a zaczynamy mówić po prostu o tym że nastrój i kontekst wpływają na percepcję? Bo to drugie jest prawdziwe, udowodnione, i nie potrzebuje metafizyki.
ojej,ta zimna woda na nadgarstki to interesujące! Bo to jest cos co się robi też tak normalnie jak komuś jest słabo. Może to nie jest tylko fizjologia??
ta zimna woda na nadgarstki to interesujące! 🙂 Bo to jest coś co się robi też tak normalnie jak komuś jest słabo. Może to nie jest tylko fizjologia? Tzn może ciało samo wie że tu przechodzi coś co trzeba zatrzymać, i dlatego ten gest działa na obu poziomach jednocześnie?
mam w notatkach coś ciekawego przy tym wątku z wodą - w kilku tradycjach azjatyckich punkty na nadgarstkach to węzły energetyczne, mniej więcej pokrywają się z tym co akupunktura nazywa punktami serca i osierdzia. Więc fizjologia i mapowanie energetyczne mogą trafić na to samo miejsce niezależnie od siebie. Ciekawe czy to dowód na cokolwiek, ale zbieżność jest interesująca.
ojejciu, damella, to z Zulu jest bardzo ciekawe bo to wskazuje że zakażenie rytualne może miec wymiar genealogiczny, nie tylko indywidualny. i to się wtedy łączy z tym co mowiłam wczesniej o tym ze pewne zachowania - jak zakaz wychodzenia na deszcz - mogą być przekazywane bez wyjaśnienia i bez "ładunku" ideologicznego, bo prababcia robiła i juz. A prababcia robiła może właśnie dlatego żeby chronić te trzy pokolenia.
hej wchodzę na chwilę ale mam pytanie - czy to z tymi pokoleniami znaczy ze jak ktoś zrobi rytuał to wszystkim jego dzieciom tez to przechodzi? bo to troche diwnie brzmi jak klątwa rodzinna
słyszałam o czymś takim w kontekście szamanizmu syberyjskiego - tam jest pojęcie ze chory rodzinnie to często ktoś kto ma "otwarte miejsce" po przodku który nie dopełnił jakiegoś zobowiązania wobec duchów. 😀 I leczenie polega nie na leczeniu pacjenta tylko na zamknięciu tej sprawy z przodkiem. nie wiem jak to działa w praktyce bo nigdy nie miałam kontaktu z takim szamanem ale tak to opisują relacje ktore czytałam.
myślę ze trzeba tu rozróżnić dwa pytania. Pierwsze - czy medium (nagranie, zdjęcie, tekst) może nieść stan rytualny. Drugie - czy intensywność tego stanu jest porównywalna z bezpośrednim kontaktem. Większość tradycji które znam zakłada ze medium osłabia przekaz, ale nie zeruje. Relikwia to nie to samo co ciało świętego, ale też nie jest zwykłym kawałkiem tkaniny.
