Zaczęłam ostatnio czytać o tym jak różne religie opiują te małe, ulotne doświadczenia duchowe - nie wielkie objawienia, nie mistyczne ekstazy, ale takie jakby... przedsmaki. Coś miga, coś dotyka i znika. W chrześcijaństwie mistycznym to chyba consolatio, w sufizmie jest coś podobnego, a w buddyzmie te krótkie przebłyski samadhi. I nagle wpadłam na pytanie ktore mnie nie opuszcza - czy w jakiejś tradycji wierzono że Bóg sam nie zawsze jest tego świadomy? Że te małe dotknięcia zdarzają się jakby poza jego uwagą, albo że bóstwo działa troche jak automat? Brzmi dziwnie ale nie mogę tego wyrzucić z głowy
No to jest ciekawe pytanie, ale od razu powiem że te dwa wątki które połączyłaś to dość odległe sprawy. 🙂 "Przedsmaki duchowe" to jedno, a koncepcja boga nieświadomego własnych działań to zupelnie inna dyskusja. W gnozie rzeczywiscie jest cos takiego - Demiurg działa niejako automatycznie, jest stwórcą materialnym ale nie ma pełnej wiedzy o wyższym Pleromacie. To nie ten sam bóg co u gnostyków "prawdziwy", więc siłą rzeczy jest w jakimś sensie "ślepy". Ale to nie znaczy że dotknięcia duchowe omijają jego świadomość - one po prostu nie pochodzą od niego
hej,trochę sie gubię - Demiurg gnostycki to ten zły bóg? Zawsze myślałem ze to poprostu stwórca ale może niepotrzebnie to upraszczam. I jak to sie ma do tych "przedsmaków" z pierwszego posta? Bo jesli pochodzi od wyższej siły niż Demiurg to znaczy ze Demiurg nawet nie wie że to się dzieje u nas? To by było dość mroczne
Przepraszam ale to forum jest do rozmów o religiach czy do przerabiania drugiego roku filozofii?? Pytam serio bo mam wrażenie ze co drugi watek kończy sie na Plotynie i gnozie jakby nic innego nie istniało. Temat zaczął sie od "przedsmaków duchowych" - czyli dość konkretnego doświadczenia religijnego - i w trzecim poście jesteśmy już przy emanacji Jednego. Może ktos zapyta czy ktokolwiek tutaj miał takie doswiadczenie zamiast od razu omawiać metafizykę?
o rany, a ja to odczuwam inaczej, wybaczcie ze się wtrącam nie pytany. Te przebłyski które opisujecie to moim zdaniem jakby chwilowe wyrównanie czastotliwosci z czymś wyżej. Jak strojenie radia. Nie chodzi o to czy Bóg jest świadomy - on zawsze jest, tylko my czasem łapiemy sygnał a czasem nie. Może zle sie wyrażam ale tak to czuję po tych kilku latach praktyki z czakrami i medytacja. Czy ktoś jeszcze to tak odczuwa czy tylko ja mam to jako metaforę technologiczną xD
matko, zupełnie inny kąt ale mnie zastanawia czy te "przedsmaki" mają jakąś numerologiczną regularność. Serio pytam - czy ktoś z Was notuje kiedy to się zdarza? Bo słyszałam od kilku osób że takie rzeczy skupiają się w określonych momentach osobistego cyklu. Trudno mi ocenić czy to ma związek z tym czy bóg jest świadomy czy nie, ale może te momenty po prostu mają swoją strukturę którą da się uchwycić?
hmm, kasieńkaa, to co napisałaś o tym ze "nie byłaś ty" mnie jakoś bardzo trafia. Bo jak mysle o swoich momentach - tych rzadkich kiedy cos jakby sie uchyliło - to też nie mam poczucia zeby cokolwiek zrobiłem zeby to wywołać. Raczej zdarzało sie w najgłupszych momentach, raz nawet w autobusie. Ale pytanie mi siedzi w głowie: jesli to "poza wolą" to po co wogóle te wszystkie praktyki, medytacje, rytuuały?? Bo skoro nie możesz tego wywołać intencją, to moze to przychodzi niezależnie od tego czy medytujesz czy nie?
To pytanie Karrota jest chyba jednym z centralnych pytań całej mistyki. I rozne tradycje odpowiadają różnie - w zen jest takie powiedzenie, że oświecenie przychodzi samo, ale trzeba wiele lat siedzieć żeby być gotowym kiedy przyjdzie. Praktyki nie wywołują, one przygotowują grunt. Ale to rodzi kolejne pytanie: czy "grunt" jest po stronie człowieka czy po stronie... czegokolwiek co to wysyła?
hej, czytam to od jkaiegoś czasu i mam głupie pytanie moze - bo wy wszyscy mówicie o tych pzrebłyskach jakby to była jedna kategoria. ale czy to nie mogą byc zupelnie różne rzeczy którym dajemy tę samą nazwę? bo co innego chyba znaczy "przedsmak" dla kogoś kto medytuje od lat a co innego dla kogos kto pierwszy raz poczuł cos dziwnego przy słuchaniu muzyki. skąd wiemy ze to to samo zjawisko?
no nie wiem, kasieńkaa, u mnie to było raz ze przez kilka sekund wszystko wydało sie strasznie kochane jak dosłownie wszystko. Stacja benzynowa, dystrybutor, mój samochód. Brzmi głupio ale to nie była moja emocja, jakby ta miłość była w rzeczach a nie we mnie. Drugi raz byłem na spacerze i nagle przestało być ważne czy idę w lewo czy w prwo, jakby cały wybór przestał istnieć na chwilę. To różne rzeczy chyba?? Albo dwa aspekty tego samego?
ojej, dobra, zatrzymuję się przy tym co Kasieńkaa opisała - czas za szybą i coś żywego za nią. Chcę zadać konkretne pytanie do wszystkich którzy mieli podobne doświadczenie: czy to był stan który chciałaś/chciałeś przedłużyć, czy raczej bałaś/bałeś się go? Bo to rozróżnienie jest w wielu tradycjach kluczowe. W kundalini jodze na przykład wlasnie ten strach jest pierwszym testem - czy szukasz doświadczenia czy jesteś na nie gotowy. głupio by było gdybym się myliła
to co Kasieńkaa właśnie napisała jest moim zdaniem bardzo ważne i troche smutne zarazem. 😀 Doświadczenie -> chęć powtórzenia -> praktyki jako metoda odtwarzania. I to jest właśnie ten mechanizm ktory większość tradycji otsrzega żeby w niego nie wpadać. bo pogoń za doświadczeniem to już nie jest duchowość, to jest cos więcej jak... kolekcjonowanie stanów. Nie mówię tego złośliwie, po prostu to widzę. głupio by bylo gdybym sie mylił
ojej, to jest właśnie sedno. W wedancie mówi się że sama chitta-shuddhi, oczyszczenie umysłu, nie jest celem samym w sobie ale bez niej dhyana - medytacja w głębokim sensie - jest niemożliwa. Uspokajanie wody to nie jest etap przed praktyką. to jest praktyka. I to bardzo długa. Większość tradycji mówi że lata, dziesięciolecia. Przedsmaki zdarzają się po drodze, ale nie dlatego że "zasłużyliśmy" tylko dlatego że woda była chwilowo spokojna z jakiegoś powodu
