Chciałam otworzyć temat, który rzadko się tu pojawia w takiej formie, bo zazwyczaj mowimy o zaklęciach jako czymś co sie rzuca i po sprawie. Ale jest cała kategoria działań magicznych, które Tradycja Zachodnia i wschodnia nazywają różnie, a które mają jeden wspólny mianownik, chodzi o długotrwałe zniewolenie energetyczne. W grimoire'ach, ale też w tekstach z kręgu hoodoo czy w niektórych tradycjach hinduskich opisuje się to jako "więzy" nakładane na człowieka - nie po to żeby go skrzywdzić jednorazowo, ale żeby trwale związać jego wolę, emocje albo konkretne działania. W polskiej tradycji magicznej mamy na to słowo "zakałęcić" albo "zakaleczyć" - co ciekawe, to słowo brzmi jak coś między zakląć a zranić. I o to właśnie mi chodzi w tym wątku. Jak różne tradycje rozumiały i opisywały to zjawisko? Jakie mechanizmy mu przypisywały? I co ważne, jak patrzyły na możliwość odwrócenia tego stanu?
Dobry temat. Zacznę od tego, ze różnica miedzy zwykłym zaklęciem a zniewoleniem to w wielu tradycjach kwestia intencji i struktury rytuału. Zaklęcie to cos doraźnego, zniewolenie zakłada ciągłość działania, jakby pętlę energetyczną ktora się sama podtrzymuje. W tradycji goecji opisuje sie to przez pryzmat "łańcuchów" nakładanych przez demony lub magów operujących ich mocą. ale podobna struktura pojawia sie w tantrycznych tekstach o klątwie "abhicara", ktora tez nie jest jednorazowym uderzeniem tylko procesem. Pytanie do Eweliny bo mam wrażennie ze wiesz więcej o tej polskiej terminologii, od kiedy wogóle to słowo "zakałęcić" jest udokumentowane? Bo ja je kojarzyłem raczej z lecznictwem ludowym, nie z magią ofensywną
oj, właściwie to po raz pierwszy słyszę o tym rozróżnieniu między zwykłym zaklęciem a zniewoleniem. Zawsze myślałam że to synonimy. Czyli chodzi o to, że ktoś może być, hmm, "uwiązany" energetycznie bez wiedzy i bez jednorazowego aktu? Jak to fizycznie działa według tych tradycji, przez co jest utrzymywane? Przez jakis obiekt? Przez intencję samego rzucającego?
To pytanie Pentaklii jest naprawdę dobre i dotyka czegos, o czym duzo osób nie myśli. Prace z energią które robie od lat pokazują mi jedno, że takie zniewolenia trzymają sie przez tzw. kotwice. To może być fizyczny obiekt ale nie musi. W bioenergoterapii pracuję niekiedy z klientami którzy mają bardzo wyraźne "nitki" łączące ich z kimś lub z czymś, i te nitki mają różny charakter. Jedno to są naturalne połączenia karmiczne czy emocjonalne, a drugie to cos co wygląda jak narzucone z zewnątrz. Gdy te drugie się usuwa, zmiana u człowieka jest wyraźna i szybsza niż po pracy z naturalnymi blokami. Nie mówię ze to "czarna magia" bo nie każde zniewolenie musi mieć złą intencję u źródła, czasem to efekt obsesji emocjonalnej drugiej osoby, bez żadnego rytuału. Ale mechanizm energetyczny jest podobny.
Czytam to uważnie i mam pytanie może trochę z boku. skoro tyle tradycji to opisuje, to czemu kościół katolicki jakby to pominął? Mam na mysli że egzorcyzmy dotyczą opętania ale chyba nie tego subtelniejszego zniewolenia energetycznego?
A w runach nordyckich mamy na to cos konkretnego. Jest pojęcie "niðstang", to słup nienawiści czy pogardy, który miał klątwie nadać trwałość. Ale poza tym w eddach pojawia sie opis zaklęć wiązących, np. "vartari" jako pęta nakładane na ofiarę. Skaldowie opisywali to jako realne sposób wojenne i polityczne, nie tylko metaforę. Mnie ciekawi jak to sie ma do tematu "powrotu", bo w tradycji nordyckiej klątwa mogła wrócić do rzucającego jeszcze silniej. Ale to chyba inny aspekt.
Właśnie ten temat powrotu jest kluczowy i nie jest "z boku". W większości tradycji które znam, zniewolenie energetyczne ma wbudowany mechanizm powrotu jeśli jest źle wykonane lub jeśli ofiara jest dość silna żeby to odbić. W hoodoo mówi sie "the work comes back", w tradycji słowiańskiej był rytuał "odsyłania", który miał sprawić że zło wróci tam skad przyszło. Ale ciekawe jest to, że to nie jest automatyczne, wymaga aktywnego działania ze strony ofiary lub kogoś kto jej pomaga. I tu jest różnica z modelem karmy, bo karma działa bez interwencji. A tu ktoś musi wykonać pracę odsyłającą.
ojejku, dobra, ale mam wrażenie ze rozmowa sie trochę kręci wokół ogólnych kategorii. 🙂 Konkretnie, czy ktos może wymienić kilka tradycji z krótkim opisem jak tam wyglądało to "zniewolenie" i jak było odwracane?? Bo mam poczuice ze wzsyscy wiemy o czymś troche innym i rozmawiamy jakby o tym samym. Sama terminologia to za mało.
ojej, ok, to spróbuję zebrać choć kilka. W tradycji etiopskiej chrześcijańskiej jest kategoria "buda", przypisywana osobom które przez złe oko mogą permanentnie uszkodzić kogos. Nie jest to jednorazowe, samo bycie w kontakcie z buda powoduje stopniowe wyczerpywanie. Odwrócenie wymaga specjalnego zaba, obrzędu z udziałem kapłana i ziolami. W Indiach, szczególnie w Atharwawedzie mamy opis "krtyā", działania magicznego które mogło być skierowane i trwałe. Kontrdziałanie opisuje ta sama Atharwaweda w hymnach defensywnych. W Japonii mamy "noroi" jako przekleństwo długotrwałe i "kakae" jako rodzaj pochłaniania energii przez złośliwego ducha lub człowieka. Każdy z tych systemów zakłada, że zniewolenie "trzyma się" osoby przez cos co moglibyśmy nazwać energetycznym haczykiem. I każdy ma swoja metodę pracy z tym haczykiem. tak czuję, choć trudno to uzasadnić
Odezwę się z boku z głupim pytaniem ale to "złe oko" to też jest rodzaj zniewolenia? zawsze myślałam ze to jednorazowe spojrzenie i gotowe, a tu piszecie ze moze być trwałe?
Przepraszam, bo trochę czytam i sie gubię. To co opisujecie o mechanizmie powrotu, czy to jest coś co da sie zobaczyć w starych tekstach czy to raczej współczesna interpretacja? pytam bo chciałabym wiedzieć skąd to pochodzi. Bo mam poczucie że część to tradycja, a część to nowe-stare przekonania dodane później.
To bardzo słuszna obserwacja Konwalko. Mechanizm powrotu jest udokumentowany w bardzo starych źródłach,np. w akadyjskich tabliczkach z Mezopotamii opisuje sie rytuały "māmītu" i "anzillu", gdzie klątwa zwrócona wobec niewinnej osoby wracała automatycznie do rzucającego. to jest koncepcja niemal prawna, jak przekroczenie dozwolonych grannic, a nie mistyczna. Podobnie w prawie hetyckim. Ale to, ze w każdej tradycji powrót jest nieuchronny bez żadnego działania, to juz bardziej współczesne uproszczenie. W wielu starych systemach powrót wymagał albo działania ofiary albo błędu rytuału po stronie rzucającego. Automatyzm to New Age
Hmm a te tabliczki akadyjskie to sa gdzies dostępne po polsku? Bo słyszałem o nich ale nigdy nie widziałem żadnego tłumaczenia. ogólnie wydaje mi sie ze Mezpotamia jest strasznie słabo opracowana w polskiej literaturze ezoterycznej
Ja sie trochę gubię w tej całej terminologii i przepraszam za pytanie podstawowe, ale czy "zniewolenie" jak opisujecie to jest coś co można na siebie ściągnąć przypadkowo, bez żadnego wroha? Bo czytam i mam wrażenie że tak, ale nie jestem pewna czy dobrze rozumiem.
No i w tradycji nordyckiej jest to jeszcze inaczej, bo tam klątwa "nid" nałożona na kogoś bez powodu, kto nie zasłużył na pohańbienie, miała tendencję do przyklejania sie z powrotem do rzucającego. Nie jako magia, ale jako kwestia honoru i tego jak Urdr, Verdandi i Skuld przdęą nici losu. Trochę jak karma, ale bardzo konkretna i dotycząca reputacji społecznej
ok wiec mam pytanie moze głupie ale skad wiadomo ze cos jest zniewoleniem a nie poprostu złą passą albo depresją?? chodzi mi o to czy sa jakies konkretne objawy ktore to odrrozniają bo jak sie czyta te trdycje to wszystko brzmi jak objaw mozna by podciagnac pod zniewolenie
o matko, to teraz sie boję że mam zniewolenie bo ostatnio mam straszną złą passę i nie mogę przestać myśleć o jednej osobie. ale chyba to nie tak działa? :/ nie chce żeby ktos myślał że jestem paranoiczna
mam pytanie troche z innej strony bo czytałam że w niektórych tradycjach zniewolenie można nieświadomie nałożyć na kogoś kogo sie bardzo kocha, np. matka na dziecko. czy to jest opisane gdzies konkretnie?? bo to by oznaczało że intencja nie jest konieczna do tego żeby cos takiego zaistniało. w każdym razie tak mi to wygląda
to bardzo ciekawe bo moja babcia tez pluła, zawsze mówiłam ze to zabobony ale teraz widzę że to ma jakieś głębsze korzenie. ale odbijam z powrotem do tematu powrotu który był wcześniej, to rozumiem ze w przypadku nieświadomego zniewolenia przez miłość ten mechanizm powrotu tez działa? bo to by było okrutne, matka kocha dziecko i ta miłość wraca do niej jako coś złego?
powiem Wam, jestem tu troche sceptyczna wobec całości, ale ta wątek z nieświadomym zniewoleniem przez miłość brzmi dla mnie bardziej jak psychologia niż magia. 🙂 Mam na myśli, nadopiekuńcza matka tworzy u dziecka zależność i blokuje jego rozwój, to jest opisane w każdym podręczniku psychologii. czy to na pewno trzeba owijać w ezoteryczną terminologię?
