Wracam do tego co Aksamitka pisała o tym górskim miasteczku, bo to mnie nie opuszcza. Ona mówiła że tam starsi ludzie wiedzieli co robią i maski były "przygotowywane". Chcę sie upewnnić że dobrze rozumiem - mówisz że te masski były jakoś inicjowane, naładowane??? Czy to że były od pokoleń to wystarczyło?
To co Fiolkowa pisze o przedmiocie nabierającym charakteru przez traktowanie bardzo mi pasuje do tego jak mysle o przedmiotach w ogóle. Mam kilka rzeczy które mają dla mnie ten ciężar właśnie dla tego że są stare i używane w konkretny sposób. Ale mam pytanie - czy to znaczy że każdy może tak potraktować zwykły przedmiot i go w ten sposób "naładować",czy to muszi trwać pokoleniami??? 😉
Moi drodzy, to wcale nie jest głupie pytanie. Każda tradycja która poważnie traktuje takie przedmioty ma też protokoły oczyszczania. Nikt kto serio pracuje z rytuałem nie zakłada automatycznie że stary przedmiot jest bezpieczny tylko dla tego że stary. Pytanie polega na tym czy ta góralska tradycja o której Aksamitka mówi też miała takie protokoły, czy to było po prostu milczące dziedziczenie.
Tak, dokładnie o to mi chodziło. Jednostkowe przeżycie jest ważne ale karnawał jako forma sakralna działa przede wszystkim na poziomie zbiorowości. To jest zmiana struktury społecznej na określony czas... Hierarchie sie odwracają, granice się rozmywają, miasto staje się jednym organizmem. To jest doświadczenie ktore wymaga wielu ludzi żeby zaistnieć. Jeden człowiek w masce to przebranie, tysiąc ludzi w maskach to jusz jest coś innego. Trudno powiedzieć.
No i proszę to jest ciekawe bo trochę odwraca to jak mysle o takich rzeczach. Myślałem że sakralność to jest coś co jednostka przeżywa w środku, a tu mówicie że karnawał jest sakralny dla tego że działa na grupę jako całość. Czy to nie jest sprzeczne z tym jak rozumiemy np. medytację albo mistykę gdzie właśnie chodzi o wewnętrzne doświadczenie jednej osoby?
Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam jedno proste pytanie któer mnie nurtjue. Czy ktoś z was faktycznie uczestniczył w karnawale i poczuł że to było coś więcej niż impreza? Bo dużo teorii tu jest a ciekawi mnie czy ktoś ma konkretne doświadczenie
Ja moge powiedzieć że byłam kilka razy na różnych karnawałach i raz, właśnie raz, poczułam coś czego nie umiem nazwać inaczej niż że "czas sie zatrzymał". Nie metaforycznie. Przez kilka godzin miałam wrarzenie że jestem i nie jestem, że tłum to jedno ciało i ja jestem jego częścią. Nie byłam pod niczym, po prostu tak było... I to było inne niż zwykła impreza miało inną jakość. Takie mam odczucie.
No wlasnie, Bertramka, to jest pytanie ktore mnie samą gnbi od kiedy to napisałam. Szczerze? Nie wiem jak odróżnić. Ale powiem ci tak, miałam w życiu naprawdę udane imprezy, z dobrą muzyką i dobrymi ludźmi, i to nie było to samo. Tam coś było innego, jakiś... Wymiar zbiorowy którego nie da się wyprodukować przez sam dobry doóbr playlisty. Chociaż nie potrafię tego udowodnić, wiem 🙂
Ojjj, hmm ale to morze nie być problem tylko właśnie sedno sprawy. Może ta granica jest ruchoma z definicji i dlatego karnawał jako forma działa, bo ona celowo tę granicę rozmywa. To nie jest błąd systemu to jest feature żeby tak powiedziec
To "feature" to trochę za proste. Jeśli każde dobre pzreżycie zbiorowe możemy nazwać sakralnym, to słowo traci znaczenei. Musi być jakieś kryterium, inaczej gadamy o niczym. @Janeczka68, Ballen, wy tu macie najwięcej do powiedzenia jak wy to rozgraniczacie?
Ale czekajcie,czy to nie jest tak że wlasnie brak świadomości tej struktury u uczestników jest problemem a nie sam karnawał? Bo może gdybśy szła na karnawał wiedząc że to rytuał przejścia a nie tylko zabawa to to trzecie tez by się pojawiło?
Ee tam, no właśnie, Tamarka ma rację hyba. Czyli intencja uczestnika ma znaczenie? Bo to by tłumaczyło dlaczego Zorka coś poczuła a tysiąc innych ludzi obok niej na tym samym karnawale poczuło tylko że ma kaca
To jest taka meechanika jak przy medytacji grupowej? Bo słyszałem że jak dużo ludzi medytuje razem to jest silniejszy efekt niz suma osobnych medytacji. Czy to to samo mniiej więcej?
Szymek nie do końca to samo bo medytacja grupowa to celowa synchronizacja,a karnawał to synchronizacja przez ruchh, rytm i wspólną formę. Ale wynik morze być faktycznie podobny, próg krytyczny świadomości grupy. Słyszałam że w niektórych tradycjach brazylsjkich wprost liczą na to ilu ludzi muszi zacząć tańczyć żeby reszta "weszła" sama
No fakt, i tu właśnie chciałabym wrócić do czegoś z początku tej rozmowy. Karnawał jako forma historyczna był precyzynjie skalibrowany czasowo przed Wielkim Postem, czyli był wmontowany w rytm roku liturgicznego. Ta kalibracja nie była przypadkowa. Poprzedzał czas ascezy i wyrzeczenia, wiec jego nadmiar miał sens strukturalny. Dziś karnawały w wielu miejscach są od tego oderwane i działają jako samodzielne widowiska. Czy coś traci sie przez to oderwanie od rytmu roku?
To bardzo istotne pytanie. W wielu tradycjach czas ma strukturę oddechu, wdech i wydech, pełnia i próżnia, hałas i cisza. Karnawał był wydechem przed wdechem Wielkiego Postu. Kiedy wyciągamy tylo wydech i powtarzamy go bez wdechu, może nie tyle że forma traci moc, ale traci kontekst który nadawał jej kierunek. Staje się dekoracją zamiast punktem w cyklu
Mam mieszane uczucia co do tej całej "kalibracji roku". Bo z jednej storny rozumiem argument Morion.ki ale z drugiej karnawały ludowe w wielu miejscach nie były tak ściśle powiązane z kalendarezm kościelnym jak nam sie wydaje. Część z nich była przejmowana i przesuwana przez Kościół, a nie odwrotnie. Więc pytanie który rytm jest "prawdziwszy", rok liturgiczny czy wcześniejszy rok agrarny który karnawał tez obsługiwał
To co Fiolkowa pisze o roku agrarnym mnie uderza. W tym góórskim miasteczku o którym opowiadałam wczesniej, ten karnawał był ewidentnie powiązany z końcem zimy, nie z Wielkanocą. Przebieranki symbolizowały przepędzanie czegoś zimowego, demonów czy śmierci, nie wiem jak to nazwać. Wielki Post był morze przy okazji ale nie był centrum
Ta druga logika, wcieleenie żeby kontrolować, to brzmi podobnie do tego co robią szamani, nie? No bo saman tez wciela ducha żeby nad nim zapanować, nie ucieka... Czy karnawałowe przebiieranki mogą mieć szamański rdzeń? 🙂
Kurcze blade, wracam do tego co Morion.ka pisała o oderwaniu od rytmu roku, bo mnie to nie daje spokoju. 😀 Mam takie odczucie że to nie jest tylko kwestia teorii że na prawde czuć różnicę między świętem ktore jest "w swoim czasie" a tym które jest wyciągniętym z kontekstu widowiskiem. Podobnie z innymi formami,jakby czas miał znaczenei nie tylko symboliczne
Urszulka masz rację i to jest coś co praktykujący czują bardzo wyraźnie. Róbcie rytuał w złym czasie a on poprostu nie "chodzi", mam to z własnych doświadczeń. Czas jest częścią formy tak samo jak słowa czy gesty. Karnawał wyrwany z właściwego momentu roku to trochę jak rytuał bez zakończenia niby się odbywa ale coś nie domyka
No nestety, no dobra ale wracajac do tego co Roksanka pisała, ze rtauł w złym czasie nie chodzi, to mnie ciekawi jedno... Mamy teras karnawały w środku lata, letnie festyny, sylwestry itd. i ludzie się przy tym bawią świetnie, przzeżywają coś razem. Czy to znaczy że to niema żadnego wymiaru sakalnego, wogóle zero??? Bo to mi nie siada
Ee tam ale właśnie, sylwester! To jest ciekawe że sylwester w wielu miejscach na świecie ma tę samą strukturę co karnawa,ł odliczanie, hała,s fajerwerki, przebieranie sie... Czy to nie jest dowód że ta forma sama w sobie coś niesie, nawet jeśli kościelne umocowanie znikło?
Okej ale fajerwerik i odliczanie to nie jest "ta sama struktura" co karnawał. To jest podobna zewnętrzna forma, a nie to samo. Trochę jak powiedziec że herbata i kawa to to samo bo obie są gorące i w kubku. Tamarka, na czym konkretnie opierasz to "ta sama struktura"??
@Lucynka ma raję że formy zewnętrzne to nie wszytko, co ciekawe ale Tamarka nie jest daleko od sednna. Sylwester ma elementy van Gennepa jeślli chcemy być precyzyjni, separację od starego roku, liminalność w tę noc, inkorporacje w nowy. Problem że to jest rytuał bez mitu,bez narracji ktura go tłumaczy. Ludzie robią formę ale nie wiedzą po co. I to jest właśnie to czego mi tu brakuje w nowoczesnych werjsach
Van Gennep to kto?? 😉 Przepraszam ze ptam ale nie znam tego
Hiacynt masz raccję i ja to samo widziałam na Mazowszu, takie stare kolędowanie z turoniem, gdzie chłopak pod turonia szedł i po pewnym czasie na prawde było widać że jest jakby "nie swój". Nie mówię że opętanie, ale że rola go wchłonęła. To nie był aktor to było coś innego. I to jest właśnie ta różnica między festynem a rtyuałem
