a jakie efekty? bo właśnie nie wiem czego się spodziewać. czy chodzi o to że po prostu człowiek jest bardziej spokojny i ma się lepiej? bo jak tak to trochę jakby zwykła relaksacja a nie coś duchowego. nie żebym narzekała tylko się zastanawiam skąd wiadomo że to działa jako coś więcej
Cesarzowna, ja po kilku miesiącach regularnej pracy z uziemieniem zauważyłam że przestałam mieć takie permanentne poczucie że zaraz coś się posypie, że stracę pracę albo mieszkanie albo nie wiem co. takie chroniczne lęki egzystencjalne. nie zniknęły całkowicie ale zmniejszyły się i potrafiłam z nimi siedzieć spokojniej. tego nie da się wytłumaczyć samą relaksacją moim zdaniem, chociaż może ktoś będzie twierdził że tak 🙂
i to jest moim zdaniem wlasnie odpowiedź na pytanie Wanessa_Z sprzed kilku postów, o to czy działa bo system jest "prawdziwy" czy dlatego że skupiasz się na problemie. Cyla opisuje cos konkretnego: zmianę wzorca w życiu codziennym, nie tylko relaks na macie. To jest kryterium praktyczne, nie metafizyczne.
Niech będzie, to ja mam pytanie praktyczne bo trochę się zgubiłam w tej dyskusji - mówiłyście o uziemieniu, o tej ciężkości, o korzeniach... ale jak długo powinno trwać takie ćwiczenie? bo raz próbowałam z piętnaście minut i nic nie czułam, a raz siedziałam może pięć minut i miałam to poczucie spokoju o którym Cyla pisała. czy to temat czasu czy czegoś innego?
czas to jest jeden z tych parametrów które wszyscy pytają na początku i rozumiem dlaczego, bo chcemy wiedzieć ile "wrzucić do maszyny". ale muladhara nie działa jak timer. pięć minut w pełnym skupieniu daje więcej niż czterdzieści minut błądzenia myślami po zakupach. pytanie jest inne - czy byłaś obecna czy tylko siedziałaś?!
oj to mnie zawsze gryzie, to "czy byłaś obecna" bo ja nie wiem jak to sprawdzić. znaczy jak mam wiedzieć że jestem obecna a nie tylko myślę że jestem obecna? to trochę błędne koło...
Cesarzowna, dokładnie to samo mnie dręczy! jak to w ogóle zmierzyć, wiesz? bo siedzę, oddycham, próbuję się skupić na tej ciężkości, a potem myślę "czy to jest to?" i zaraz myślę "no właśnie pomyślałam więc chyba nie" i tak w kółko 😀 jakby obserwator sam sobie przeszkadza
to jest klasyczny problem który opisuje już Patanjali i w zasadzie każda tradycja medytacyjna ma na to odpowiedź, ale żadna ta odpowiedź nie jest prosta. "bycie obecnym" nie jest stanem zero-jedynkowym tylko spektrum. i właśnie to że zauważasz że odpłynęłaś - to JEST obecność. nie ma idealnej obecności, jest stopniowe jej pogłębianie
Przyjmuję to, ale wróćmy do Jadwisi bo pytała o coś konkretnego. no wiec ile czasu? bo te filozoficzne odpowiedzi są fajne ale ja tez chciałabym wiedzieć czy to ma być 5 minut czy pół godziny
na to jest konkretna odpowiedź. zacznij od dziesięciu minut dziennie regularnie, przez minimum trzy tygodnie. nie dłużej, nie krócej z początku. regularność bije długość czasu za każdym razem. jedna sesja czterdziestominutowa w tygodniu da mniej niż codzienne dziesięć minut. to nie jest opinia tylko obserwacja z wieloletniej praktyki własnej i pracy z innymi
o, to jest konkretne i to lubię! a co jesli nie mam codziennie tych dziesięciu minut? bo zycie bywa. czy np. sześć dni z siedmiu to juz za malo?
a ja mam inne pytanie do Genowefki bo pisała wcześniej że zaczyna od chodzenia boso - to znaczy że robi to NA DWORZE? bo u mnie teraz aura nie sprzyja, haha. czy da sie to zastąpić czymś w domu? stanie boso na kafelkach to chyba co innego??
a można w ogóle pracować z muladharą jeśli się mieszka na czwartym piętrze i rzadko wychodzi na dwór? bo ja wiem że to może głupie pytanie ale chyba sporo ludzi w miastach tak ma i zastanawiam się czy to nie jest jakiś problem
nie głupie pytanie, sensowne. i nie, to nie jest problem nie do pokonania. te techniki powstawały może w innych warunkach ale adaptacja do życia współczesnego to nie jest jakieś zdradzanie tradycji. ceramiczna doniczka z ziemią na podłodze, kontakt stóp z ziemią wyobrażony, kamienie - obsydian, hematyt - w rękach. to są rzeczy które ludzie robią i które mają sens
hematyt przy muladharze to nie jest chyba przypadek co? bo kojarzę że to jeden z tych kamieni polecanych dla pierwszej czakry. skąd taki dobór, jest jakaś logika za tym czy to po prostu tradycja?
o kamienie to mnie zawsze kręciły! a jak się ich używa przy tej pracy z muladharą konkretnie? trzyma się je w rękach, kładzie na ciele, czy po prostu mają być gdzieś w pobliżu?
Renia, ja próbowałam różnych sposobów i powiiem ci co u mnie działa najlepiej - kamienn kładę w okolice krocza albo dolnego brzucha jak leżę na macie, albo trzymam je w dłoniach przyklejonych do ud w siadzie. bliskość fizyczna jest dla mnie ważniejsza niż to żeby był "dokładnie w miejscu czakry" bo i tak to czuję jako całość. jak ktoś mi powie żę kamienn musi leżeć co do centymetra to trochę poważam o tym co mi mówi 🙂
no i wlasnie Cyla sama pisze "co u mnie dziala" - czyli to jest subiektywne i indywidualne. co nie jest argumentem przeciwko temu, ale tez nie jest dowodem że kamień cokolwiek robi poza efektem placebo. chetnie usłyszę jak to rozróżnić
żeby nie zostawiać tego wiszącego - Geomantaa zadaje klasyczne pytanie metodologiczne i ono jest uzasadnione. ale z ezoterycznego punktu widzenia "placebo" zakłada ze nic nie ma działać a my wiemy że coś działa, więc szukamy innego wyjaśnienia. to nie jest spór który się da rozstrzygnąć tą metodą. i tyle w tym temacie ode mnie bo to nie jest wątek o epistemologii 🙂
Załóżmy, to ja tu wracam bo mam poczucie że trochę zeszliśmy z tematu a miałam jeszcze jedno pytanie o samą muladharę. bo wiecie, czytałam że ta czakra to nie tylko "uziemienie" w sensie dosłownym ale że jest w niej zakodowany jakiś rodzaj pierwotnego lęku, strach o przetrwanie. i zastanawiam się czy jak ktoś ma np. chroniczny niepokój albo lęki - to czy to może być właśnie zablokowana pierwsza czakra? czy to idzie w obie strony?
tak, to idzie w obie strony i to jets jeden z ważniejszych aspektów muladhary który często sie pomija. w tantrycznych tekstach ta czakra jest wprost powiązana z poczuciem bezpieczeństwa na poziomie egzystencjalnym - jedzenie, dach nad głową, ciągłość istnienia. chroniczny lęk może być objawem zablokowania ale też przyczyną dalszego blokowania, to sie nakręca. pytanie czy Jadwisia pyta o siebie?
Jadwisiu, o matko, to jest DOKŁADNIE to o czym mówi teoria muladhary i powiem ci szczerze że jak ja sama zaczelam pracować ze swoją pierwszą czakrą to odkryłam warstwy lęku o których nie wiedziałam że je mam. takie stare, jakby z dzieciństwa. bo muladhara przechowuje też pamięć ciała, nie tylko głowy - to co czuliśmy zanim jeszcze umieliśmy to nazwać słowami. i to "tło niepokoju" które opisujesz to bardzo charakterystyczny objaw
no ale zaraz zaraz, bo to jest bardzo sliskie. "tło niepokoju" to jest dosc powszechne ludzkie doświadczenie które ma mnóstwo mozliwych przyczyn - od stylu życia po problemy ze snem, dietę, sytuację życiową. przypisywanie tego od razu zablokowanej czakrze to jest skrót myślowy który moze odwrócić uwagę od czegos co naprwade wymaga zaopiekowania. nie mowie ze praca z muladharą jest bez sensu, mowie ze to nie moze byc JEDYNA odpowiedź
a ja mam pytanie może trochę z innej beczki ale jednak powiązane. bo Cyla pisała o pamięci ciała i o dzieciństwie - to znaczy że praca z muladharą może wyciągać jakieś stare traumy? bo to brzmi jakby to mogło być intensywne i nie wiem czy chciałabym to robić bez jakiegoś przygotowania
a co rozumiesz przez "otwieranie na siłę"? bo czytałam o jakichś intensywnych technikach oddechowych do aktywacji kundalini i teraz się zastanawiam czy to jest wlasnie to czego nie powinnam robić
ej ale to teraz się trochę boję bo zaczęłam robić takie głębokie oddechy po jakimś filmiku na youtube i nie wiedziałam że to może cos ruszyć. nic się nie stało ale teraz myślę że powinnam była zapytać wcześniej
wracając do tej tematu lęku i muladhary bo to mnie bardzo ciekawi - jets jakaś technika która jest szczególnie polecana wlasnie do pracy z tym konkretnym aspektem, tym lękiem egzystencjalnym? bo uziemienie przez ziemię i chodzenie boso to rozumiem, ale to jest chyba bardziej prewencyjne niż leczące, nie??
