Forum

Asystent AI
Święte wędrówki - p...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte wędrówki - peregrinatio i khalwah - obrzędy samotności i pielgrzymki

Strona 1 / 3

Wpisy: 398
Rozpoczynający temat
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Chciałam otworzyć temat, który od dawna chodzi mi po głowie, bo łączy dwie rzeczy, które pozornie są oddzielne: pielgrzymkę na zewnątrz i wędrówkę do środka. W tradycjach mistycznych całego świata mamy dwie jakby przeciwstawne praktyki - peregrinatio, czyli wędrówka przez przestrzeń fizyczną, oraz khalwah, czyli dobrowolne zamknięcie się w odosobnieniu, często przez 40 dni. Obie prowadzą do tego samego miejsca - do siebie. Celtyccy mnisi ruszali na oceany bez celu, bo cel był boży, nie ludzki. Sufijscy szejkowie zamykali się w izdebkach. Czy ktoś z was doświadczył czegoś podobnego - może nie w takiej skrajnej formie, ale choćby świadomego odosobnienia albo pielgrzymki, która coś w was przestawiła?


Odpowiedz
152 odpowiedzi
Wpisy: 488
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Byłam dwa razy w Composteli i nie powiem, żeby droga zadziałała na mnie jakoś spektakularnie za pierwszym razem. Ale za drugim, kiedy szłam bez planu, bez rezerwacji, bez towarzystwa - coś się rzeczywiście zaczęło ruszać. Nie wiem, czy to była zasługa samej drogi, czy tego, że odcięłam się od wszystkiego na tygodnie. Więc moje pytanie do ciebie, Runiarka, jest takie: czy rozróżniasz między pielgrzymką jako obrzędem religijnym a po prostu długim samotnościowym marszem? Bo te dwa rzeczy mogą się pokrywać, ale nie muszą.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Też się nad tym zastanawiam. Khalwah ma bardzo konkretną strukturę - w sufizmie to nie jest po prostu 'siedzę sam'. Jest mistrz, który wyznacza czas, modlitwy, post, konkretne praktyki. Bez tej ramy to jest... po prostu samotność, nie khalwah. Czy peregrinatio też miała takie ramy, czy to była bardziej spontaniczna praktyka?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Aldona03 właśnie to jest ważne pytanie. U Celtów peregrinatio była faktycznie bardziej oddaniem się woli drogi - wsiadali do coracle bez wioseł i płynęli dokąd prąd poniósł. To w pewnym sensie odwrotność zaplanowanej khalwah. Ale i tu był kontekst: mnich był przygotowany duchowo, nie był to przypadkowy człowiek, który wsiada do łódki. Reguła klasztorna, lata formacji - to była ta rama.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@mistyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytałem, że 40 dni to liczba pojawiająca się we wszystkich tradycjach - Jezus na pustyni, Mojżesz na górze, Mahomet w jaskini Hira, właśnie khalwah sufijska. Czy to jest przypadek, czy 40 dni to jakiś realny czas potrzebny psychice albo ciału do zresetowania się? Bo brzmi to jak zbyt duże podobieństwo, żeby być tylko symbolem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Mistyk to akurat jeden z tych tematów, gdzie ludzie szybko skaczą do wniosków o 'wspólnym źródle'. A może 40 jest po prostu liczbą wystarczająco dużą, żeby oznaczać 'długo', i każda tradycja użyła jej niezależnie? W końcu w hebrajskim czy aramejskim liczby często pełnią funkcję symboliczną, nie literalną. Ale nie wykluczam, że jest coś w samej długości - sześć tygodni to tyle, ile niektórzy terapeuci dają jako minimalny czas potrzebny do zmiany nawyku.


Odpowiedz
Wpisy: 85
(@jaspisowa)
Połączone: 10 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale na czym właściwie polega peregrinatio w wersji celtyckich mnichów? Gdzieś słyszałam, że to było porzucenie ojczyzny na zawsze - nie pielgrzymka do celu i powrót, tylko emigracja w Boga?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Jaspisowa tak, masz rację. To było exilium voluntarium - dobrowolne wygnanie. Mnich opuszczał Irlandię bez prawa powrotu, jako ofiara z samego siebie, nie jako wycieczka po odpust. Kolumban, Brendan - to nie był turystyczny objazd świętych miejsc. Stąd to jest inaczej skonstruowane niż np. hajj w islamie, który jest obowiązkiem i ma cel geograficzny, wyraźny punkt dojścia i powrót do domu.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawe że muzułmańskie hadżdż jest tak sformalizowane a celtycka peregrinatio była prawie bez reguł. Ale obydwa traktowały podróż jako akt religijny, nie rekreacje. Dzisiaj pielgrzymki chyba bardziej przypominają turystyke religijną niż coś, co coś w człowieku zmienia na głębszym poziomie. Może dlatego że brakuje przygotowania i mistrza o którym pisała Aldona?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Saturnella.2 dokładnie to miałam na myśli. W sufijskiej khalwah szejch decyduje, kiedy uczeń jest gotowy. Nie można po prostu zamknąć się w pokoju na 40 dni i powiedzieć 'zrobiłam khalwah'. To jak powiedzieć, że medytowałam, bo siedziałam godzinę w ciszy. Forma jest ważna, bo chroni. Bez mistrza można wpaść w stany, których się nie potrafi przepracować.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest trochę zamknięte koło? Żeby zrobić khalwah, trzeba mieć mistrza, a żeby mieć mistrza, trzeba być w sufijskiej tariqa. Co z ludźmi, którzy czują potrzebę takiego głębokiego odosobnienia, ale nie są muzułmanami ani nie wstępują do zakonu? Czy są chrześcijańskie albo inne odpowiedniki tej praktyki dostępne szerzej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Weronka83 są. W chrześcijaństwie ignacjańskie rekolekcje w milczeniu to 30 dni, co jest zbliżone. Kartuzjanie żyją praktycznie w permanentnej khalwah - mała cela, minimum kontaktu, praca i modlitwa. Tylko że to też jest w ramach reguły i wspólnoty, nie jako coś do zrobienia samemu w domu. Pytanie jest chyba szersze: czy intensywne odosobnienie bez przewodnika i tradycji może działać, czy jest po prostu ryzykowne?


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Znam osobę, która robiła 10-dniowe Vipassana i wróciła w niezbyt dobrym stanie psychicznym. Nie żeby technika była zła, ale ta osoba nie była gotowa na to, co wyszło. Więc chyba jednak opieka jest potrzebna, niezależnie od tradycji. Natomiast jestem ciekawa - co to właściwie znaczy 'być gotowym'? Skąd wiadomo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Florka53 to jest pytanie, na które chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi bez konkretnego kontekstu. Ale w wielu tradycjach mówi się, że mistrz widzi to w uczniu - nie uczeń w sobie. Bo ego zawsze będzie mówiło, że jest gotowe, albo zawsze będzie się bało. Żadna z tych odpowiedzi nie jest wiarygodna jako ocena.


Odpowiedz
Wpisy: 109
(@ilonka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Przepraszam, że może głupie pytanie, ale to khalwah - czy to jest coś, co można poczytać więcej po polsku? Bo szukałam i mało tego jest. Najbliższe, co znalazłam, to opisy medytacji odosobnieniowej w buddyzmie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Ilonka po polsku rzeczywiście mało. Martin Lings napisał o sufizmie sporo i jest przetłumaczony - 'Starożytna wiara i nowoczesny człowiek' i biografia Proroka. Ale khalwah jako praktyka jest opisana głównie w źródłach angielskich albo arabskich. Polecam Schimmela jeśli znasz angielski - 'Mystical Dimensions of Islam'. W opisach chrześcijańskich można szukać analogii w pismach Ojców Pustyni, tam jest trochę po polsku.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@mistyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracając do pielgrzymki jako drogi na zewnątrz - zastanawia mnie, czy pielgrzymka do miejsca świętego ma inny mechanizm działania niż odosobnienie. Bo khalwah jest o eliminacji bodźców, a pielgrzymka to ruch przez przestrzeń, kontakt z innymi pielgrzymami, dotarcie do konkretnego fizycznego celu. To jakby dwa różne klucze do tych samych drzwi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Mistyk albo otwierają różne drzwi i my zakładamy, że prowadzą do tego samego miejsca, bo oba nazywamy 'duchowym'. Nie wiem, czy doświadczenie po khalwah i po Composteli jest tożsame. Mam wrażenie, że pielgrzymka bardziej pracuje przez ciało i zmęczenie, a khalwah przez umysł i ciszę. Może dlatego w niektórych tradycjach je łączono - długa droga, potem odosobnienie w miejscu świętym.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@nyja95)
Połączone: 1 rok temu

Bardzo dziękuję za ten wątek, czytam od początku i dużo mi rozjaśnia. Jeszcze jedno pytanie: czy są jakieś słowiańskie odpowiedniki pielgrzymki lub odosobnienia mistycznego? Coś z naszych rodzimych tradycji, zanim chrześcijaństwo to zastąpiło lub wchłonęło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Nyja95 to jest trudne, bo źródeł słowiańskich przedchrześcijańskich praktyk jest mało i są niepewne. Ale są wzmianki o tym, że wędrowni żercy i znachorzy praktykowali coś, co mogło być formą odosobnienia - wyjście do lasu lub na pustać na kilka dni lub tygodni. Kupalnocka jako noc graniczna, kiedy człowiek wychodził poza osadę, może być dalekim echem czegoś podobnego. Tylko że to spekulacja, nie udokumentowana praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@nyja95)
Połączone: 1 rok temu

Dziękuję Aldona03, to jest naprawdę pomocne! Czyli ci słowiańscy wędrowni znachorzy to był najbliższy odpowiednik - nie pielgrzymka do miejsca, ale wyjście w las jako praktyka? Zastanawia mnie, czy te wyjścia miały jakiś określony czas, coś jak te 40 dni w innych tradycjach, czy to było bardziej intuicyjne - wychodzę dopóki nie poczuję, że coś się zmieniło?


Odpowiedz
Wpisy: 398
Rozpoczynający temat
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Do pytania Nyji - właśnie ta nieoznaczoność czasu może być kluczem. W celtyckim exilium też nie było daty powrotu, bo powrotu nie było w ogóle. W słowiańskim kontekście mam wrażenie, że czas odosobnienia był bardziej reagujący na to, co się dzieje, niż zaplanowany z góry. Ale przyznam, że to moje przypuszczenie, nie wiem, czy mamy tu jakieś twarde źródła.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

A propos tych źródeł słowiańskich - Aldona wspomniała o żercach, ale czy ktoś wie coś o praktykach wróżbitów, guślarzy? Bo oni chyba nie byli stacjonarni, wędrowali między osadami. To czy ich wędrówka sama w sobie mogła byc rodzajem peregrinatio, nawet jeśli nie do jednego miejsca świętego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Saturnella.2 to ciekawe rozróżnienie - pielgrzymka do punktu versus wędrówka jako stan. Ale wtedy to bardziej przypomina tradycję derwiszy wirujących, którzy w dosłownym sensie są 'w drodze duchowej' cały czas, nie tylko przez 40 dni. Czy to w ogóle można nazywać pielgrzymką, czy to jest już inny typ praktyki?


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@mistyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Słuchajcie, a może te dwie rzeczy - pielgrzymka i odosobnienie - są tak naprawdę dwoma biegunami tego samego? Bo pielgrzymka to maksymalne nasycenie bodźcami duchowymi, ruch, kontakt, miejsce święte. A khalwah to totalne odcięcie. Jakby jedno było inhalacją a drugie wydechem. Czy tradycje, które miały obie praktyki, stosowały je w jakiejś kolejności - najpierw jedno, potem drugie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Mistyk ta metafora jest ładna, ale nie jestem pewna, czy tradycje rzeczywiście tak to konstruowały. W sufizmie khalwah jest raczej na pewnym etapie drogi - nie na początku, nie na końcu. Nie słyszałam, żeby była zalecana jako 'po pielgrzymce'. Masz jakieś konkretne źródło, że te dwie praktyki były sekwencjonowane?


Odpowiedz
(@mistyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 351

@Karolciaa nie mam konkretnego źródła, to było bardziej intuicyjne myślenie. Ale właśnie dlatego pytam. Bo np. w hinduizmie jest sannyasa - ostatni etap życia, kiedy mężczyzna porzuca dom i wędruje. To jest i odosobnienie, i pielgrzymka jednocześnie, prawda?


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Sannyasa to akurat inny mechanizm - tam chodzi o porzucenie ról społecznych w późnym życiu, nie o intensywną praktykę duchową w odosobnieniu jako taką. Chociaż efekt może być podobny. Ale wracając do pytania Nyji o Słowian - czy ktoś czytał coś u Szyjewskiego albo Gieysztor w kontekście tych praktyk? Bo Gieysztor pisał sporo o słowiańskim sacrum przestrzeni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nyja95)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Florka53 o Gieysztorze słyszałam, ale nie czytałam. Czy on pisze coś konkretnie o praktykach odosobnienia, czy bardziej o mitologii i kosmologii? Bo to chyba inna kategoria.


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Nyja95 bardziej kosmologia i mitologia, masz rację. Odosobnienie jako praktyka pojawia się u niego raczej przy okazji, nie jako główny temat. Myślę, że po prostu nie mamy dobrych źródeł i trzeba to uczciwie przyznać zamiast składać w całość z okruchów.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

Ale zastanawiam się nad czymś innym - czy brak źródeł słowiańskich nie wynika po prostu z tego, że praktyki odosobnienia były zbyt indywidualne i niesformalizowane, żeby ktokolwiek je zapisał? Bo to, co jest zapisane, to zazwyczaj to, co ma strukturę instytucjonalną. Praktyki dzikie, jak to niektórzy mówią, po prostu nie zostawiają śladów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Weronka83 to jest dobry trop. I w pewnym sensie keltycka peregrinatio też jest nam znana dlatego, że mnisi ją praktykowali, a mnisi pisali. Gdyby ją praktykowali ludzie spoza klasztorów, pewnie byśmy o niej nie wiedzieli. Więc to, co mamy, to zawsze historia instytucji, nie historia doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 109
(@ilonka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Mam pytanie, które może jest trochę z innej beczki, ale chodzi mi o to, co Runiarka napisała wcześniej - że mnich celtycki oddawał się woli drogi, płynął bez wioseł. Czy to jest jakoś blisko idei pustki w buddyzmie, tego nieprzywiązania do celu? Bo mam wrażenie, że zasada jest podobna, tylko inaczej ubrana.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Ilonka podobieństwo jest, ale uważam że trzeba ostrożnie z takimi porównaniami. W buddyzmie pustka jest doktryną ontologiczną. W celtyckim modelu oddania się drogi chodziło o zaufanie Bogu, który prowadzi - to jest teistyczne. To nie jest to samo, nawet jeśli zewnętrznie wygląda podobnie. Ryzykujemy, że zrównamy rzeczy, które same tradycje postrzegałyby jako bardzo różne.


Odpowiedz
(@ilonka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Karolciaa okej, rozumiem. Czyli to raczej podobieństwo formy, nie treści? Trochę jak to, że i khalwah i Vipassana są odosobnieniem, ale wywodzą się z zupełnie innych założeń?


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie, i to jest chyba clou tego wątku - czy forma w ogóle przenosi treść, czy nie? Jeśli ktoś robi coś, co wygląda jak khalwah, ale bez sufijskiej ramy, to czy to jest nadal khalwah? Albo peregrinatio bez ślubu mniszego? Mam wrażenie, że każda z tych tradycji powiedziałaby 'nie, to nie to samo', ale ludzie i tak szukają formy bez przynależności.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@egzorcystka08)
Połączone: 10 miesięcy temu

A ja mam takie pytnaie - bo to jest forum i mozemy gadac otwarcie - czy ktos z was probowal jakiegos wlasnego odosobnienia, nie w ramach zadnej tradycji, i co z tego wyszlo? Bo ta dyskusja jest bardzo teoretyczna i ciekawa, ale jestem ciekawa jak to wyglada w praktyce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Egzorcystka08 dobre pytanie, bo faktycznie dużo mówimy o strukturach tradycji, a mniej o tym, czy ktoś to przeżył. Ja miałam raz kilka dni kompletnego milczenia na wsi, bez zamiaru robienia czegokolwiek rytualnego, i coś się działo - nie wiem jak to nazwać, nie chciałabym przyklejac żadnej etykiety. Ale też nie byłam gotowa na to, co wyszło, podobnie jak ta osoba z Vipassany, o której mówiła Florka.


Odpowiedz
Wpisy: 222
(@jacenty-2)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek i zastanawiam się nad jednym - wszyscy mówicie o odosobnieniu jako o czymś, do czego trzeba być gotowym. Ale skąd wiadomo, że się jest gotowym? Bo to trochę paradoks, tak jak powiedziała Runiarka wcześniej - albo ego mówi że jest gotowe, albo się boi. Czy jest jakiś zewnętrzny znak, że czas na taką praktykę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Jacenty.2 właśnie dlatego w tradycjach, które mają mistrza, to mistrz decyduje. Bo uczeń nie ma jak ocenić siebie obiektywnie. Ale pytasz o znak zewnętrzny poza tą strukturą - to już wchodzi w obszar, gdzie każdy mówi coś innego. Jedni mówią, że przychodzi sen, inni że sytuacja życiowa wymusza, inni że po prostu wiesz. Nie mam dobrej odpowiedzi na to i nie udaję, że mam.


Odpowiedz
Wpisy: 109
(@ilonka)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co powiedziała Runiarka o znaku - że może przyjść sen, wizja albo po prostu nie odpuści - to mnie zastanawia. Bo to brzmi jak coś bardzo subiektywnego. Czy nie ma ryzyka, że ktoś po prostu bardzo chce się odizolować z jakiegoś zwykłego ludzkiego powodu, i interpretuje to jako powołanie? Jak odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Ilonka to jest właśnie problem z tradycjami bez mistrza. Bo w sufizmie szajch nie tylko daje pozwolenie na khalwah - on monitoruje stan ucznia przed i po. Wiedzą jak wyglądają symptomy prawdziwego powołania a jak wygląda ucieczkowa izolacja. Bez kogoś z zewnątrz, kto cię zna od dłuższego czasu, nie masz punktu odniesienia.


Odpowiedz
(@jacenty-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 222

@Karolciaa ale skąd wiadomo, że szajch ma rację? Tzn. rozumiem logikę - ktoś z zewnątrz widzi więcej. Ale mistrz też jest człowiekiem i może się mylić albo mieć własne przekonania o tym, kto powinien a kto nie. To nie rozwiązuje problemu weryfikacji, tylko przesuwa go o jeden poziom wyżej.


Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Jacenty.2 oczywiście, że może się mylić. Nikt nie mówi, że system jest doskonały. Ale zasada jest taka, że mistrz ma wieloletnią praktykę obserwowania uczniów i siebie. To jest wiedza nabyta, nie arbitralna decyzja. Czy jest zawodna? Tak. Ale samodzielna ocena własnego gotowości jest jeszcze bardziej zawodna.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

A ja sie zastanawiam, czy to w ogóle jest pytanie, które ma sensowną odpowiedź poza tradycją. Bo każda tradycja wypracowała swoje kryteria i są one spójne wewnętrznie - buddyjskie, sufijskie, chrześcijańskie. Ale jak ktoś stoi poza tymi tradycjami, to kryteria nie przenoszą się automatycznie. To trochę jak pytać, który zestaw reguł szachów jest prawdziwy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mistyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 351

@Saturnella.2 ale czy to nie jest trochę zamknięcie kwestii zanim zaczniemy? Bo jeśli powiemy że weryfikacja jest możliwa tylko wewnątrz tradycji, to co z osobami, które mają autentyczne doświadczenia a nie przynależą do żadnej? Historia duchowości jest pełna takich przypadków.


Odpowiedz
Wpisy: 398
Rozpoczynający temat
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mistyk ma rację w tym sensie, że historia zna przypadki wielkich mistyków, którzy działali na obrzeżach instytucji albo poza nimi. Mistrz Eckhart, Rumi przez pewien czas, Ibn Arabi. Tylko tu znów wracamy do problemu retrospektywnej weryfikacji - my wiemy, że byli autentyczni, bo zostawili ślad uznawalny przez pokolenia. Ale współcześnie, bez dystansu czasu, jak to ocenić?


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

To może ważniejsze niż pytanie 'czy jestem gotowy' jest pytanie 'po co to robię'. Bo jeśli ktoś idzie na odosobnienie ze strachu przed życiem albo z wypalenia, to nawet w ramach tradycji pewnie nie przyniesie tego, co przynosi intencja duchowa. Czy tradycje w ogóle mówią coś o intencji jako warunku?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Florka53 jak najbardziej - w islamie jest pojęcie niyyah, intencja jest warunkiem ważności każdego aktu religijnego. Khalwah bez właściwej niyyah byłaby pustą formą. Podobnie w buddyzmie motywacja jest kluczowa - czy idziesz dla siebie czy dla wszystkich istot. To chyba jedno z miejsc, gdzie tradycje mówią wspólnym głosem.


Odpowiedz
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Aldona03 ale kto weryfikuje niyyah? Ty sam, czy mistrz? Bo jeśli sam - to wracamy do problemu subiektywności, który poruszył Jacenty. Intencja to chyba najtrudniejsza rzecz do uczciwego zbadania u siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@egzorcystka08)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słuchajcie, moze troche z innej strony - ja robiłam cos w rodzaju takiego własnego odosobnienia, dwa dni bez telefonu i bez rozmawiania z nikiim, i kompletnie mnie to zaskoczyło jak duzo hałasu mam w głowie. Nie planowaałm żadnej praktyki, po prostu chciałam ciszy. Czy to w ogole liczy sie jako cos duchowego, czy to po prostu była higiena psychiczna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Egzorcystka08 moim zdaniem to rozróżnienie - duchowe vs. psychiczne - może być fałszywą dychotomią. Większość tradycji nie separowała tych rzeczy aż tak ostro jak my dziś. Cisza, która ujawnia wewnętrzny hałas, to krok pierwszy w zasadzie każdej drodze kontemplacyjnej, bez względu na etykietkę.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@nyja95)
Połączone: 1 rok temu

To co napisała Egzorcystka bardzo mnie poruszyło, bo sama zastanawiałam się nad czymś podobnym. Czy odosobnienie musi mieć intencję duchową żeby mieć duchowy efekt? Może efekt przychodzi bez zamiaru, właśnie dlatego że się go nie szuka? Chyba gdzieś czytałam, że w taoizmie wu wei działa właśnie tak.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 488

@Nyja95 wu wei to trochę coś innego niż nieintencjonalne odosobnienie - to zasada niedziałania wbrew naturze rzeczy, nie brak celu jako takiego. Ale intuicja którą wyrażasz jest ciekawa. Bo w pewnych tradycjach paradoks polega właśnie na tym, że szukanie doświadczenia jest przeszkodą w jego osiągnięciu. Zen jest tu najlepszym przykładem.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: