Siedziałam ostatnio nad jednym tekstem gnostyckim i uderzyło mnie coś, co mnie nurtuje od dawna: dlaczego jedne teksty trafiły do kanonu, a inne nie? Kto w ogóle podjął tę decyzję i na jakiej podstawie? Chodzi mi nie tylko o chrześcijaństwo, bo tam sprawa jest w miarę opisana, ale też o inne tradycje. W hinduizmie mamy shruti i smriti, gdzie granica między "objawionym" a "zapamiętanym" jest płynna. U ludów syberyjskich teksty szamańskie w ogóle nie były zapisywane, więc pojęcie "kanonu" tam nie istnieje w zachodnim sensie. Pytanie, które mnie napędza: czy kanonizacja to zawsze kwestia władzy, czy też naprawdę chodzi o jakieś kryterium duchowe?
Kanon to zawsze polityka, przynajmniej częściowo. Sobór nicejski to chyba najlepszy przykład, bo tam biskupi głosowali, które ewangelie uznać. Głosowali. Na słowo Boże. Tylko że to nie jest tak proste, bo wcześniej przez dziesiątki lat wspólnoty używały różnych tekstów i jakoś sobie radziły. Ciekawi mnie bardziej, co dzieje się z tekstami odrzuconymi. Ewangelia Tomasza, Ewangelia Marii Magdaleny, Pistis Sophia - one nie zniknęły, tylko poszły do podziemia. I wracają. To mówi coś o tym, że sam kanon nie zamknął sprawy.
Mnie zawsze ciekawi, co się dzieje z tekstami w tradycjach, gdzie nie ma jednej centralnej władzy religijnej. W wicca na przykład nie ma żadnego soboru, który mógłby powiedzieć, że Księga Cieni Gardnera jest "kanoniczna", a czyjaś własna jest nie. Każda ścieżka gardneryjska ma swój tekst i uważa go za właściwy. Czy to znaczy, że tam w ogóle nie ma podziału na kanoniczne i apokryficzne?
To cała ta dyskusja o kanoniczności to nie jest trochę akademicka? Znaczy, jeśli ktoś wierzy w daną tradycję, to co go obchodzi, czy jakiś sobór zatwierdził tekst tysiąc pięćset lat temu? Pytam szczerze, bo sam nie rozumiem, czemu to ma znaczenie dla praktykującej osoby dziś.
Czytam tę rozmowę i myślę o czymś innym. Czy kanonizacja nie jest też jakimś odbiciem energetycznym danej epoki? W astrologii mamy okresy, kiedy pewne planety dominują i to wpływa na to, jakie idee są w centrum. Sobór nicejski to IV wiek, Saturn w dominacji, struktury, hierarchia, kodyfikacja. Może teksty, które zostały odrzucone, niosły energię, która po prostu nie pasowała do tamtego czasu, a nie że były mniej "prawdziwe"?
@Anetta.1 Tak, właśnie o to chodzi! Czy ktoś, kto konwertuje, może niejako "przejść przez Metatrona", przez tę przemianę z człowieka w coś duchowego? Przepraszam jeśli to brzmi naiwnie, dopiero próbuję to wszystko połączyć. Ale wasza rozmowa tak mnie wciągnęła, że nie mogłam nie zapytać.
@Seid Ale właśnie tutaj leży ten problem, który mnie nurtuje przez całą tę rozmowę. Skąd wiemy kiedy konwersja jest "prawdziwa", a kiedy to tylko zmiana etykiety, jak to mówisz? Bo jeśli Henoch przeszedł przez jakiś rygorystyczny proces i zasłużył na przemianę, to co jest odpowiednikiem tego w dzisiejszym, powiedzmy, świeckim rozumieniu zmiany wiary?
A co z sytuacją w hinduizmie, bo Mokosza o tym wspomniała na początku, a nikt do tego nie wrócił? Tam jest chyba jeszcze bardziej skomplikowane, bo Wedy są oficjalnie shruti, czyli "usłyszane", objawione, ale Mahabharata i Ramajana są smriti, czyli "zapamiętane", pisane przez ludzi. I Bhagawad Gita jest częścią Mahabharaty, a jest traktowana jak świętszy tekst przez wielu wyznawców niż Rigweda. Jak to się stało?
Czytam i czytam, a mam jedno głupie pytanie. Skoro mówimy o tekstach apokryficznych, to czy one są dostepne po polsku? Chciałabym sama przeczytać na przykład tę Ewangelię Tomasza albo coś o mandejczykach, ale nie wiem gdzie szukać i czy to nie jest jakoś zakazane albo niebezpieczne dla osoby, która dopiero zaczyna się tym interesować.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do całej tej rozmowy. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, czemu w ogóle zależy nam na tym, co jakiś sobór zadecydował piętnaście wieków temu? Serio pytam, nie złośliwie. Czy to nie jest trochę jak przejmowanie się tym, co szkolna rada pedagogiczna pomyślała o jakiejś książce?
@Jasiek W jednym przypadku to było dosłownie zdarzenie graniczne. Osoba przeżyła coś bardzo trudnego, prawie umarła, i po tym po prostu nie mogła wrócić do tego co było wcześniej. To co miała jako "wiarę" przestało się trzymać. A nowe pojawiło się niemal gotowe, jakby czekało. Nie wiem jak to wyjaśnić inaczej niż tak jak ona sama opisywała.
Ta dyskusja o Metatronie i tym kto go "posiada" jest ciekawa, ale chciałem zapytać Anettę o coś bardziej konkretnego. Mówiłaś że znasz ludzi z tradycji żydowskiej, którzy są tym poirytowani. Czy chodzi im o samo użycie nazwy, czy o to jak ta postać jest interpretowana? Bo to wydaje mi się ważna różnica.
@Bryza Może to tylko moje wrażenie z obserwacji. Osoby które mówią "postanowiłam przejść na buddyzm" brzą inaczej niż te które mówią "to mnie znalazło". Może się mylę, może to tylko kwestia narracji a nie głębokości.
To co mówisz Radomirze o kolejności mnie zatrzymało. Bo w moich obserwacjach bywa też odwrotnie. Estetyka najpierw, potem stopniowo coraz głębsze warstwy. I nie wiem czy ta droga jest mniej wartościowa od tej zaczynającej się od kryzysu. Może pytanie nie brzmi "od czego zaczynasz" tylko "dokąd docierasz".
To mnie ciekawi w kontekście runów, bo tam mamy dokładnie ten problem. Starsze Futhark nie ma żadnego kanonicznego tekstu interpretacyjnego z epoki. Mamy inskrypcje, mamy późniejsze poematy runiczne, mamy Snorriego. I teraz każda szkoła rekonstrukcyjna twierdzi, że ma właściwą interpretację, i każda powołuje się na te same źródła. Jak to rozstrzygnąć? Serio pytam, bo nie wiem.
I to jest może odpowiedź na pytanie, które Mokosza rzuciła na początku tej części rozmowy. Kto decyduje o kanoniczności? Ten, kto ma władzę nazywania. Sobór mówił, co jest herezją teologiczną. Prawo mówiło, co jest zakazaną praktyką. Rynek, nazwijmy to tak, decydował, co jest użyteczną techniką. To trzy różne rodzaje kanoniczności działające jednocześnie i wcale niekoniecznie spójne ze sobą.
Słuchajcie, to co mówicie o tekstach, które przeżywają przez wielość odczytań, jest dla mnie nowe i trochę zmienia mi perspektywę. Ale mam praktyczne pytanie, bo gubię się w tej abstrakcji. Jak to ma się do np. Księgi Enchiridion, którą niektórzy przypisują Leonowi III? To jest tekst, który funkcjonuje w tradycji magicznej jako "papieski", czyli z ogromnym autorytetem. A historycy mówią, że to falsyfikat. Co wtedy? Autorytet działa, bo ludzie wierzą, że jest papieski, czy mimo że wiedzą, że nie jest?
Weszłam do tego wątku przez przypadek i siedzę tu już chyba godzinę, czytam od początku. Mam głupie pytanie może, ale czy w ogóle jest jakaś tradycja, gdzie ZWIERZĘTA mają święte teksty? Znaczy, teksty O zwierzętach jako bytach świętych, pisane z tej perspektywy, a nie jako symbole dla ludzi? Bo gdzieś na początku był wątek o niedźwiedziu syberyjskim i to mnie uderzyło.
@Anetta.1 Dobrze, żeby nie zostawiać tego w zawieszeniu. W sabataizmie Metatron traci swoją rolę "archiwisty" i staje się bardziej figurą kosmicznego przewodnika przez upadek. Shabtai Cwi reinterpretował zejście do nieczystości jako konieczny etap zbawienia, więc pośrednicy tacy jak Metatron nabierają sensu właśnie w momentach przejścia przez to co zakazane.
Dobra, ale niedźwiedź jako mistrz to metafora, prawda? Nie siada i nie tłumaczy rytualnie. Ktoś ludzki zawsze stoi za interpretacją tego, co niedźwiedź "przekazuje". I ten ktoś już ma interes.
@Stokrotunia To opisuje mój własny stan przez pierwszych kilka miesięcy po zmianie. Stałem między dwoma słownikami, dwoma zestawami obrazów. Żaden nie był jeszcze w pełni mój. To jest chyba właśnie przestrzeń "między".
Słuchajcie, ja tu wchodzę z boku, bo mnie to wszystko z zewnątrz trochę śmieszy, ale i niepokoi jednocześnie. Jeśli kanon runiczny powstał w XIX wieku z romantycznych wyobrażeń, a kanon chrześcijański przez polityczne głosowania na soborach, to na jakiej podstawie ktokolwiek traktuje którykolwiek z nich poważniej od drugiego? Serio pytam, bo nie rozumiem.
Okej, ale ja mam bardzo praktyczne pytanie, bo trochę mi to wszystko ucieka w abstrakcję. Jeśli pracuję na przykład z jakimś tekstem, który jedni nazywają apokryfem a drudzy świętym pismem, jak mam wiedzieć, czy to "działa"? Skąd mam wiedzieć, że to jest ten właściwy tekst?
Mokosza powiedziała coś, co mnie zatrzymało. Kategoria apokryfu jako kategoria wyłączenia. Ale zastanawiam się, czy to wyłączenie zawsze jest aktem władzy, czy czasem jest po prostu porządkowaniem. Czy hinduizm naprawdę unika tego problemu, czy tylko inaczej go nazywa? Bo smriti też bywa kwestionowane, też bywa hierarchizowane.
Dobra, ale czy to nie jest po prostu chaos zamiast systemu? Mówię serio, nie złośliwie. Bo jeśli każda wspólnota ma swoją prawdę i nikt nie ma racji absolutnej, to jak w ogóle można powiedzieć, że coś jest "pismem świętym", a nie po prostu starą książką?
@Jasiek Dla kogoś kto pracuje z kabałą Metatron nie jest metaforą. Jest zasadą kosmiczną która ma swoje działanie. Ale rozumiem że z zewnątrz to może wyglądać jak poetycki opis czegoś psychologicznego. Myślę że ta różnica perspektyw jest właśnie częścią tego o czym rozmawiamy, żeby "wejść" w tę tradycję trzeba przestawić tryb.
Słuchajcie, wchodzę z bocznym pytaniem. Mówimy o łańcuchu przekazu jak o czymś, co weryfikuje tekst. Ale właśnie apokryfy mają często swój łańcuch przekazu, tyle że przerwany albo alternatywny. Ewangelia Filipa nie wzięła się znikąd, ktoś ją przepisywał. Więc dlaczego łańcuch kanoniczny jest lepszy niż apokryficzny?
