Ale co to znaczy że pole samo filtruje, czy to nie jest trochę za łatwa odpowiedź? Bo z historii o czterech rabinach wynika że przeszli wszyscy czterej i nie wszystkim to wyszło na dobre. Więc pole ich wpuściło ale efekty były różne. Chyba to nie działa jak automatyczne zabezpieczenie.
To co Maurycy napisał o Ben Azzaim jest ważne. W kilku komentarzach rabinicznych śmierć przy wejściu do Pardes jest opisywana nie jako katastrofa tylko jako ekstatyczne wyjście z ciała, bo jego dusza nie chciała wrócić. To zmienia cały obraz, nie wchodzisz i giniesz, wchodzisz i możesz nie wrócić bo tam jest lepiej. :/ To inny rodzaj "filtrowania".
To co Amethysta napisała o Ben Azzaim to jest dla mnie klucz do całej tej rozmowy. Bo przez całe wieki to była historia ostrzegawcza, a jak się czyta głębiej, to może być historia o tym że każde "wejście" ma swój własny cel i swój własny wynik. I nie wszystkie wyniki muszą wyglądać jak sukces z zewnątrz. To zmienia pytanie z "jak wejść bezpiecznie" na "po co w ogóle wchodzić".
Jemiolka a to jest mega niezłe pytanie bo ja czytam ten wątek od samego początku i ciągle zakładałam że cel jest oczywisty, ze idziesz do tych wyższych siedzib zeby... no nie wiem, zobaczyć, poznać, doświadczyć? Ale teraz mi sie wydaje że to może być różne w zależności od tradycji. Bo w Hekhalot chyba chodziło o wizję tronu, a w hinduizmie o coś innego, prawda??
Ale właśnie to jest ciekawe, że mimo różnych celów, opis samej drogi jest podobny. Piętro po piętrze, brama po bramie, strażnik po strażniku. To się powtarza w Hekhalot, w egipskich tekstach, w tybetańskich, w Boskiej Komedii jeśli wolicie europejski przykład. 🙂 Czy to jest zbieżność kulturowa, czy mapa terytorium które naprawdę ma taką strukturę?
Dante to trochę inna para kaloszy bo tam jest czysto literacka i teologiczna konstrukcja, nie mistyczny podręcznik. Siedlislaw, wrzucanie Boskiej Komedii do jednego worka z Hekhalot to moim zdaniem przesada. Dante czytał neoplatonczyków i teologię chrześcijańską i stworzył z tego poemat. To nie jest ten sam rodzaj źródła.
Arat ma rację i to jets kluczowe dla rozumienia tych tekstów. Większość z nich powstawała jako zapis doswiadczenia, potem stawała się instrukcją, a potem stawała się literaturą religijną. Etapy sie nakładają. Księga Enocha zaczyna się jako wizja, a kończy jako cosmologia spekulatywna. Granica jest plynna bo sam proces jest płynny.
Klimcia mogę zapytać o jedną rzecz? Bo cały czas mówi się tutaj o "piętro po piętrze" i "siedem pałaców", ale skąd ta liczba siedem? Czy to jest przypadkowe, czy ma jakieś znaczenie kosmologiczne? W różnych tradycjach które tu padały ta liczba się powtarza i mnie to naprawdę zastanawia, ale boję się że to może być głupie pytanie.
Dodam tylko ze w numerologii siódemka to liczba duchowego doskonalenia, pełnego cyklu. Sześć to realizacja materialna, siódemka to wyjście poza nią. Nie wiem czy to pomaga, ale widać że różne systemy dochodzą do tej liczby niezależnie i z różnych powodów. to jest przynajmniej interesujące.
ale jak długo to trwa w praktyce? bo to brzmi jakby to były lata pracy zanim cokolwiek się dzieje. ja medytuję może od roku, raz czy dwa mialem cos co mogłem nazwać dziwnym stanem ale nei wiem czy to w ogóle się kwalifikuje
hm, a mnie zastanawia coś zupełnie innego niż reszta. Cały wątek mówi o "wchodzeniu" do tych wyższych miejsc, pałaców, siedzib. ale czy jest coś o tym jak wychodzić? bo Ben Azzai nie wrócił, jeden zbłądził, jeden zaczął niszczyć. 😀 mam wrażenie że strona wyjścia jest tu traktowana po macoszemu
Mimoza to jest naprawde trafna obserwacja. W tekstach Hekhalot jest całkiem sporo o zejściu, o tym jak "zjeżdżający do Merkaby" musi wiedzieć formuly powrotne. To nei była podróż jednostronna. Problem polegał na tym ze zejście było podobno jeszcze bardziej niebezpieczne niż wejście, bo na dolnych poziomach czekały złe anioły które próbowały strącić powracającego. I dlatego te pieczęcie działały w obie strony.
Siedlislaw, w tradycji wedyjskiej jest coś co się nazywa pratyahara, wycofanie zmysłów, i jest to jeden z etapów jogi opisanych przez Patańdżalego właśnie jako przejście między światem zewnętrznym a głębszymi stanami. Ale co ważne, w sekwencji jogi jest to etap który poprzedza dharanę i dhyanę, czyli koncentrację i medytację. więc wejście ma swój porządek. Natomiast ja nie znalazłam równie szczegółowego opisu jak wychodzić, może Klimcia wie więcej?
tu mi sie nasuwa coś o czym jeszcze nie mówiliśmy. te siedziby, pałace, dwory duchowe, cokolwiek to nazwiemy, czy one są "tam gdzieś" czy "w nas"? bo przez cały wątek mamy trochę oba podejścia jednocześnie i nikt jeszcze tego wprost nie postawił. czy to jest pytanie w ogóle sensowne, czy w tych tradycjach ta różnica nie istnieje??
Kurcze. Arat pyta o coś fundamentalnego i dobrze że to w końcu padło wprost. Ja bym powiedział że to jest fałszywa alternatywa - albo "tam" albo "w nas". Większość tradycji które tu omawiamy nie rozróżnia tych dwóch opcji tak ostro jak my dzisiaj chcemy. W kabale pałace Hekhalot są jednocześnie strukturą kosmiczną i mapą psychiki. Sefirot są "na zewnątrz" jako wymiary rzeczywistości i "wewnątrz" jako poziomy świadomości. To nie jest sprzeczność, to jest właśnie ten punkt gdzie tradycja wschodnia i zachodnia się spotykają.
jejku, ale Maurycy, to trochę za łatwa odpowiedź, nie? Bo jak mówimy że "to i to i to" to właściwie nic nie mówimy. Ja rozumiem że tradycje mówią o obu wymiarach, ale w praktyce co to znaczy? Kiedy medytuję i czuję że wchodzę w jakąś głębię, to czuję że idę do środka siebie. Nie że lecę gdzieś w kosmos. Skąd ta spójność doświadczenia jeśli siedziby są "wszędzie naraz"?
Klimcia, nie jestem pewna czy dobrze rozumiem. Czyli to pole to jest coś co łączy wewnętrzne z zewnętrznym? Jakby... medium? Przepraszam jeśli pytanie głupie, ale przez cały wątek mam wrażenie że pole to jest słowo klucz i nikt nie powiedział wprost czym ono jest.
Aaa. Mimoza zadaje uczciwe pytanie i mnie też to zastanawia od jakiegoś czasu. W hermetyzmie jest zasada "co w górze to i w dole" i ona wlaśnie opisuje ten mechanizm - że struktury się powtarzają na roznych poziomach. Mikrokosmos odwzorowuje makrokosmos. Ale czy to znaczy że są dosłownie połączone, czy tylko analogicznie zbudowane? Bo to dość ważna różnica.
Jemiolka, ta zasada hermetyczna jest często cytowana ale rzadko rozumiana. "Co w górze to i w dole" nie mówi że to to samo miejsce, mówi że ta sama zasada rządzi różnymi poziomami. To jest jak powiedzieć że prawo grawitacji działa i dla jabłka i dla planety. Jabłko i planeta to nie to samo miejsce. Więc analogia nie oznacza tożsamości.
Wiciokrzew, no ale to jest właśnie filozoficznie ciekawe. Czy analogia strukturalna wystarczy żeby mówić o połączeniu? Bo w fizyce pola działają właśnie przez analogię strukturalną - ta sama struktura na różnych skalach i te skale faktycznie na siebie wpływają. Może tradycja hermetyczna intuicyjnie uchwyciła coś co fizyka opisuje innym językiem. Nie mówię ze to pewnik, ale to niebanalne pytanie.
ale zejdźmy na ziemię na chwilę. Te siedziby, pałace, dwory, cokolwiek to jest, mają pewną konkretną funkcję w tradycjach które tu omawiamy. Nie są tylko metaforą struktury kosmosu. Są miejscami gdzie coś się dzieje, gdzie dochodzi do kontaktu, transmisji, zmiany stanu. I to "przenoszenie stanów przez pole" o którym jest temat to jest chyba właśnie to. Ktoś wchodzi do siedziby i wraca inny. Zmodyfikowany. Co go modyfikuje?
Siedlislaw to jest dla mnie serce całego tematu. Z mojego doświadczenia z medytacją głębszą to co sie zmienia to nie wiedza ani wyobrażenia to jest cos co mogłabym nazwać kalibracją. Jakby pole wewnętrzne dostrajało się do czegoś co jest w tym miejscu - w tej siedzibie czy jak to nazywamy. I ta kalibracja utrzymuje się potem przez jakiś czas. Trudno to opisać inaczej niż przez metafory. :/
Przepraszam że wchodzę z boku ale mam pytanie do Jemiolki albo Maurycego. Wciąż zastanawiam się nad tym siedem pałaców i siedem stanów. Czy to przenoszenie stanów przez pole które jest w tytule wątku oznacza że każdy pałac odpowiada innemu stanowi? I że wejście do kolejnego pałacu to faktycznie przejście w inny stan świadomości? Czyli siedziby to nie są miejsca geograficzne ani nawet mistyczne, tylko stany?
o matko, dopiero teraz to do mnie trafia! to znaczy że ci mistrycy Hekhalot nie opisywali "podrózy" w sensie ze lecimy gdzies przez niebo, tylko opisywali jak przeskakuje sie miedzy stanami swiadomosci? i te formuly i imiona aniolow to byly klucze do przejscia miedzy stanami? to jest genialne jesli prawda
ehh to co Arat mówi przypomina mi jak w tradycji hinduskiej opisuje sie różne poziomy ciała - fizyczne, astralne, przyczynowe i tak dalej. Każde ciało rezyduje niejako w innym wymiarze i przejście między nimi jest jednocześnie zmianą stanu i zmianą miejsca pobytu. W jodze nidra właśnie pracuje sie z tymi przejściami - wchodzisz w hipnagogię i to jest dosłownie przekroczenie progu do innej siedziby, do innego ciała. Tak to przynajmniej jest opisywane w tradycji. 😛
Lesnica... z jogą nidrą bym nie szła tak daleko bo to jednak praktyka relaksacyjna i jej efekty są głównie fizjologiczne. To że ktoś opisuje stan przeddrzemieniowy jako "wejście do innego ciała" to poetycka licencja a nie opis dosłowny. Mam pewne doświadczenie z medytacją i wolę nie mieszać poziomów opisu - joga nidra to nie Hekhalot.
Jemiolka to co napisałas o zgodzie ducha miejsca - to mnie uderzyło. Czyli bez tej relacji, bez tego nawiązania kontaktu, wejście do pałacu jest niemożliwe? A co jeśli ktoś wejdzie "na siłę" tak to nazwijmy? bo w tych tekstach Hekhalot są przeciez opisy strażników przy bramach i ci strażnicy mogą odrzucic, prawda? Jakie to ma konsekwencje?
