To pytanie o projekcję mnie zatrzymało. Bo jeśli wszystkie te systemy - hinduizm, gnoza, teozofia - używają hierarchii jako metafory, to skąd się ta metafora w ogóle bierze? Czy jest coś w ludzkim doświadczeniu duchowym, co naturalnie kodujemy jako 'wyżej i niżej'?
Ale jeśli to tylko metafora z ciała, to czy te wszystkie systemy z dewami, monadami i archontami - czy one opisują coś realnego? Czy po prostu wszyscy budują wielkie metafory na tym samym biologicznym odruchu?
To jest pytanie, na które każda z tych tradycji dałaby inną odpowiedź. Gnoza powie: tak, archonci są realni jako byty lub jako zasady kosmiczne. Hinduizm powie: dewowie są realni na swoim poziomie rzeczywistości, który jest jednak niższy od Brahmana bez przymiotników. Teozofia powie: hierarchia jest etapem ewolucji, czyli realnym procesem. Żadna z nich nie powie 'to tylko metafora' - bo to byłoby uznanie, że cały ich system jest fikcją.
Odpowiem, bo mam tu coś do powiedzenia. W rytuałach, które praktykuję, praca z różnymi poziomami bytów jest czymś funkcjonalnym - nie dlatego, że wierzę w schemat teozoficzny albo gnostycki, ale dlatego, że kontakt z tym, co czuję jako 'wyższy' byt, ma inną jakość niż kontakt z tym, co bliższe ziemi. Nie wiem, czy to hierarchia ontologiczna, ale jest hierarchia jakości doświadczenia. I to jest dla mnie wystarczające kryterium.
Czyli można praktykować z hierarchią bez decydowania czy jest 'prawdziwa' w sensie filozoficznym? To troche zmienia perspektywe calej tej dyskusji 🙂
Właśnie i myślę, że tu jest sedno tego wątku, które przez chwilę nam uciekało. Pytanie z tytułu - czy hinduizm i teozofia mówią o podobnym - może być pytaniem teologicznym, historycznym albo praktycznym. I w zależności od tego, skąd patrzysz, odpowiedź jest zupełnie inna. Historycznie: nie, to różne struktury z różnych epok i kontekstów. Praktycznie: być może coś podobnego się uaktywnia. I to nie jest sprzeczność.
A czy ktoś z was słyszał o pojęciu 'deva' w teozofii versus 'deva' w hinduizmie? Bo czytałem gdzieś, że Bławatska używa tego słowa, ale kompletnie zmienia jego znaczenie. To chyba jest właśnie ten problem, o którym pisał wcześniej Lubon - że teozofia pożycza słowa, ale nie ich treść.
To, co mówi Kabalista o drzewie życia, jest ważne, bo sefirot to nie jest drabina, po której się wspinasz z dołu do góry. To jest schemat wzajemnych relacji, gdzie każda sefira zawiera w sobie inne. Malkut nie jest 'gorszy' od Keter - jest jego odbiciem. Struktura pionowa w kabale jest myląca wizualnie.
To coś, z czym się zmagam regularnie w pracy z czakrami. Dużo osób przychodzi z przekonaniem, że 'wyższe' czakry są lepsze i trzeba się skupiać na koronie, a przez to totalnie zaniedbuje podstawę albo splot słoneczny. I potem są zdziwieni, że czują się 'duchowi', ale nie mogą funkcjonować w codzienności. Czy to przypadkiem nie jest ten sam błąd co z hierarchiami kosmicznymi - wzięcie metafory pionowej zbyt dosłownie?
Wow, to jest mega ciekawe zestawienie Liliana. Czyli ten sam problem co z dewami i archontami pojawia sie tez w praktyce z czakrami? Nie pomyslalbym ze to sie laczy.
Ale chwila - czy w hinduizmie naprawdę nie ma żadnej linearności? Bo manwantary i pralajas to cykle, ale one też mają jakiś kierunek, nie? Świat się rozgrywa, potem zwija, potem znowu - ale czy to jest dokładnie to samo za każdym razem?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Wszyscy mówimy o hierarchiach pionowych i ich pułapkach - ale czy jest jakakolwiek tradycja, która ma hierarchię, ale nie pionową? Coś, co porządkuje byty bez metafory góra-dół?
Myślę, że taoizm jest tutaj ciekawym przykładem. W taoizmie masz różne poziomy bytu - Tao, niebo, ziemia, człowiek - ale relacja między nimi nie jest drabinką wartości, tylko wzajemnym przenikaniem. Człowiek nie jest 'niżej' niż niebo - jest w innym miejscu tego samego procesu. Może właśnie dlatego taoizm tak rzadko produkuje narracje o wybranych rasach czy narodach.
To, co pisze Czeslawa o taoizmie, brzmi przekonująco, ale mam pytanie - czy to 'wzajemne przenikanie' to nie jest po prostu bardziej elegancki opis tego samego? Bo w praktyce Tao jest 'wyżej' niż człowiek, jeśli człowiek ma do niego dążyć. Czy naprawdę ucieka od metafory pionowej?
Ale przecież w samym hinduizmie są kasty, prawda? I to jest system wartościowania ludzi. Więc chyba hinduizm jednak ma w sobie element hierarchii wartości, nie tylko hierarchii opisowej?
I tu jest ten moment, przy którym chcę się zatrzymać - bo to brzmi jak usprawiedliwienie przez wybieranie najwygodniejszej szkoły. Adwajta mówi jedno, ale manusmryti mówi co innego. Kiedy Bławatska czerpała z 'hinduizmu', to z którego? Czy nie wygodnie sięgała po to, co pasowało do jej schematu?
Wracam tutaj do czegoś, o czym pisałam wcześniej w kontekście czakr. Kiedy zachodni nauczyciele biorą system czakr i mówią, że 'to jest wiedza pradawna', to najczęściej mają na myśli coś, co zostało skonstruowane w XIX i XX wieku przez synkretycznych autorów, w tym przez teozofów. Oryginalny system tantryczny jest zupełnie inny - liczba czakr, ich kolory, przypisania są różne w różnych tekstach. Więc mam wrażenie, że hierarchia korzeniowych ras i hierarchia czakr mają to samo źródło - i to jest teozofia, nie hinduizm.
Czytam ten wątek od dawna i mam jedno naiwne pytanie, przepraszam jeśli to jest oczywiste. Czy ktoś tutaj w ogóle praktykuje coś, co pochodzi z teozofii, świadomie? Czy wszyscy dyskutujemy o tym z zewnątrz, jako o historycznej idei?
I tu wracamy do tytułu wątku. Czy hierarchie kosmiczne w hinduizmie i teozofii mówią o podobnym - odpowiedź po tej rozmowie brzmi dla mnie: mówią podobnymi słowami, ale zakładają zupełnie inny stosunek do hierarchii samej w sobie. W hinduizmie hierarchia jest jedną z wielu map. W teozofii jest absolutnym schematem postępu. I to jest fundamentalna różnica.
Ale czy to znaczy, że porównanie jest bezcelowe? Bo mnie ta dyskusja nauczyła czegoś nowego właśnie przez różnice, nie przez podobieństwa. Może wartość pytania z tytułu wątku polega właśnie na tym, że prowadzi do odkrycia, gdzie kończy się podobieństwo - i tam zaczyna się coś naprawdę ciekawego.
I tu jest według mnie najważniejsza różnica, którą warto postawić obok tytułowego pytania. W hinduizmie hierarchia bytów - dewowie, riszowie, pitryowie - nie jest programem dla człowieka. Jest opisem środowiska, w którym człowiek funkcjonuje. W teozofii hierarchia staje się czymś, przez co człowiek ma przejść, do czego dąży. To zupełnie inny kierunek relacji między człowiekiem a hierarchią.
Próbuję połączyć to z tym, co mówiłam wcześniej o numerologii jako systemie bez wartościowania, i widzę, że teozofia robi coś odwrotnego - bierze system opisowy i wbudowuje w niego kierunek. Jedynka nie jest 'lepsza' od dziewiątki, ale w teozoficznym modelu ras kosmicznych siódma rasa jest jednak 'dalej' w jakimś sensie. Czy ktoś wie, jak Bławatska uzasadniała, że ten kierunek jest w ogóle pożądany?
