Ostatnio czytałam sporo o roznych tradycjach pracy z duchami i zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co rzadko sie porusza wprost: czy to co robimy nawiązując kontakt z duchami, przodkami, strażnikami miejsc itd. to jest PAKT (czyli coś w rodzaju umowy gdzie obie strony czegoś chcą) czy raczej współpraca na zasadzie wzajemnosci bez żadnego formalnego zobowiązania? Bo te dwa podejścia to moim zdaniem kompletnie różne rzeczy, nawet jesli z zewnątrz wyglądają podobnie. I drugie pytanie, ktore mnie nurtuje od jakiegoś czasu: co taka relacja robi z psychiką czlowieka, ktory ją prowadzi? Bo nie wszyscy wychodzą z tego w jednym kawałku, o ile wiem
No to temat do którego od dawna chciałem usiąść. Bo właśnie w słowiańskich wierzeniach ta granica jest strasznie płynna. Weź chociażby domowika, opiekuńczego ducha domu. Człowiek go karmi, zostawia mu mleko albo coś słodkiego, dba żeby miał swój kąt, a domowik w zamian pilnuje obejścia, ostrzega przed nieszczęściem. Pakt? Współpraca? Nie wiadomo. Nikt nigdy nie podpisywał żadnej umowy, ale obie strony wiedziały co do czego. 🙂 Chyba najbliżej temu do niepisanej umowy sąsiedzkiej niż do paktu z diabłem jak to sobie wyobraża Hollywood.
Słuchajcie bo to zależy mega od tradycji z której wychodzimy i warto to rozdzielić. W tradycji zachodniej hermetycznej (Goecja, praca z demonami/aniołami grimuarów) to jest bardzo wyraźnie pakt, są pieczęcie, umowy, warunki, terminy. W szamanizmie syberyjskim czy amazońskim to jest bliżej sojuszu, szaman ma duchy pomocnicze, które działają z nim bo jest wzajemność i szacunek, nie dlatego ze podpisał cyrograf. W candomblé i voodoo orixas i loas mają swoich sług, a relacja jest oparta na dawaniu i braniu, ofiarach, ceremoniach, tańcu. Każda z tych ścieżek inaczej rozumie tę relację. Wrzucanie ich do jednego worka "pakt albo współpraca" trochę miesza.
Hmm, trochę się gubię w tej terminologii jeśli mam być szczera. Mam na myśli, skąd wiadomo kiedy jest "pakt" a kiedy "współpraca"? Czy jest jakiś konkretny sygnał, coś co to wyraźnie zaznacza? Bo czytałam gdzieś że sama intencja przy pierwszym kontakcie ma ogromne znaczenie i że jeśli ktoś zaczyna z pozycji proszącego to jest inaczej niż jeśli zaczyna z pozycji partnerskiej. Ale czy to wystarczy żeby odróżnić jedno od drugiego?
Pytanie o sygnały jest dobre ale troche odwraca kolejność. Zanim czlowiek zacznie szukać sygnałów, powinien zapytać siebie czego tak naprawdę chce od tej relacji i co jest gotów oddać. bo wiekszosc problemów psychicznych jakie widzę u osób pracujących z duchami bierze sie nie z samej relacji, tylko z tego że człowiek wszedł nie wiedząc co wchodzi. Zaburzenia snu, trudności z rozróżnieniem co jest własnymi myślami a co "przychodzi z zewnątrz", poczucie że jest się obserwowanym, problemy z koncentracją w codziennym życiu. To nie są oznaki złego paktu, to są oznaki złego przygotowania.
Słucham tej rozmowy i mam pewną uwagę. Dużo tu mówite o "relacji z duchami" jakby to był ustalony fakt, a pytanie jest tylkoo techniczne, pakt czy współpraca. Ale może warto zatrzymać sie na chwilę i zapytać skąd wiadomo że po drugiej stronie w ogole jest jakaś odrębna inteligencja, a nie projekcja własnej psychiki? Szczególnie że wszystkie te objawy które Eukaliptus wymienia, dezorientacja, poczucie bycia obserwowanym, mieszanie źródeł myśli to są też klasyczne symptomy dysocjacji albo przeciążenia psychicznego. nie twierdzę że jedno wyklucza drugie ale pytanie o psychikę które Hortensja_D zadała na początku jest ważniejsze niż sie wydaje.
No i tu Krzesimir wchodzi z buta 🙂 Ale rozumiem skąd to podejście. Tylko patrz, w każdej tradycji gdzie taka praca jest praktykowana od pokoleń, mają sposoby żeby rozróżnić "to jesteś ty" od "to coś innego". W szamanizmie to jest cała nauka, nie wchodzi się w to na odczucie. Są testy, jest mistrz, jest długi czas przygotowania. Problem nie jest w tym czy duchy są realne czy nie, problem jest w tym że dziś ludzie próbują robić te rzeczy bez żadnego systemu bezpieczeństwa, bez tradycji, bez nauczyciela, bo przeczytali coś w necie albo w jakiejś książce. I wtedy rzeczywiście nie wiadomo co jest czym.
Chcę tu dorzucić coś o samej psychice, bo to jest w temacie. W psychologii analitycznej Junga jest pojęcie autonomicznych kompleksów, czyli takich treści psychicznych które zachowują się jakby miały własne życie i własną wolę, i które mogą wchodzić w dialog z ego. Jung nie wykluczał że doświadczenia mistyczne mają realny wymiar, ale też twierdził że psychika jest wystarczająco złożona żeby produkować coś co wygląda jak obca inteligencja. Co ciekawe, sam to doświadczył podczas "Czerwonej Księgi". Tak więc niezależnie od interpretacji, praca z tym materiałem jest zawsze też pracą z głębokimi warstwami psychiki. I to może być piękne, ale i destabilizujące.
Ojej ale to co opisujesz Cykoria to nie musi byc wina samej praktyki, prawda? Tak jak każde intensywne zajęcie moze wciągnąć za mocno, muzyk który żyje tylko muzyką, sportowiec który nie ma nic poza treningiem. Może problem jest gdzie indziej, w osobowości, w tym czego dana osoba szuka w tej relacji, a nie w samej praktyce. bo ja znam ludzi którzy pracują z duchami od lat i są bardzo zakorzenieni, mają rodziny, pracują, normalnie funkcjonują
A macie jakiś konkretny sposób na to "sprawdzanie stanu"? Bo okej, rozumiem że to ważne ale jak to wygląda w praktyce? Pytam serio, bo sam pracuję od jakiegoś czasu z własną praktyką i nie bardzo wiem jak weryfikować czy jestem jeszcze "ja" w tym wszystkim.
Czytam i mam jedno pytanie które jakoś umknęło w tej dyskusji. Wróćmy do samego początku, do tematu: czy duchom w ogóle MOŻNA zaproponować "współpracę" na warunkach które się samemu ustala? Bo mam wrażenie że w wielu tradycjach to nie tak działa, tzn. człowiek nie wybiera warunków, on odpowiada na ofertę albo prosi o przychylność, ale nie negocjuje jak równy z równym. Czy jest jakaś tradycja gdzie człowiek rzeczywiście wchodzi jako partner który może powiedzieć "nie, tych warunków nie akceptuję"?
Pytanie do Frezja albo Arbogi bo wy wydajecie się znać te rzeczy od strony konkretnych tradycji: czy jest jakaś zasada w tych systemach, która mówi co można a czego nie można żądać od ducha w ramach paktu czy współpracy? Bo intuicja mi mówi że proszenie o drobne rzeczy to jedno, ale już proszenie o wpływanie na innych ludzi bez ich wiedzy to zupełnie inna kategoria etyczna i pewnie też inaczej oddziałuje na tego kto prosi.
No to jest właśnie to pytanie które co chwilę wraca w każdej dyskusji o pakcie i współpracy, i szczerze mówiąc nie ma na to jednej odpowiedzi bo tradycje różnie to tną. Ale generalnie większość systemów z którymi miałam do czynienia mówi tak: jeśli twoja prośba wymaga że ktoś zmieni swoje zachowanie, swoje uczucia, swoją wolę bez jego świadomości, to już jesteś po tej drugiej stronie linii. Nie ważne jak to sobie opiszesz w głowie.
Słuchajcie, dorzucę coś ze słowiańskiego kąta bo trochę siedziałem w tych źródłach ostatnio. W tradycji słowiańskiej relacja z duchem opiekuńczym, czy to domowik, czy jakiś inny wędrowny duch, była w gruncie rzeczy kontraktem wzajemnym, ale opartym na darze a nie na transakcji. Czyli nie: daję ci x, ty dajesz mi y. Raczej: czczę cię i karmię, a ty z natury swojej mnie chronisz. To jest subtelna różnica ale ona zmienia całą logikę tej relacji. Czy to w ogóle jeszcze można nazwać paktem?
hmm okej ale jak to sie przekłada na codzienna praktyke? znaczy mam na mysli ze jesli ktos chce zaczac prace z duchami to co, poprostu zaczyna zostawiac jedzenie i to wystarczy? bo to brzmi jakos zbyt prosto
Haha, no tak, i złoto i srebro też możesz zostawić, to może z nich ktoś coś złowi. Wajdelotaa, nie obraź się za sarkazm ale to jest właśnie ten rodzaj myślenia który potem prowadzi do problemów. Zostawianie ofiary bez żadnego kontekstu, bez relacji, bez zrozumienia czemu i komu, to jest jak wysyłanie mejla na losowy adres i czekanie na odpowiedź. Forma bez treści. Wszystkie tradycje które traktują taką pracę poważnie mają tygodnie, miesiące przygotowania zanim w ogóle dojdzie do pierwszego kontaktu.
Chcę wrócić na chwilę do wątku psychologicznego bo myślę że coś ważnego zostało tylko napoczęte. Hortensja pisała o tym ze relacja z duchem działa na psychikę jak każda intensywna relacja. Ale jest jedna rzecz którą warto tu dorzucić: zwykłe relacje mają tarcie. Druga osoba się sprzeciwia, ma własne potrzeby, zawodzi nas, nie rozumie. To tarcie jest trudne ale ono też nas buduje i weryfikuje. W relacji z duchem, szczególnie w logice współpracy a nie paktu, to tarcie może znikać. I wtedy psychika może zacząć traktować tę relację jako jedyną bezpieczną. 🙂
Widziałam w pracy, i tak i tak. I za każdym razem wyglądało podobnie: najpierw wielka ulga że jest coś co nie ocenia, nie zawodzi, nie odchodzi. Potem stopniowe wycofywanie z relacji z ludźmi bo są trudniejsze i mniej satysfakcjonujące. Potem na końcu poczucie że tylko ten kontakt jest prawdziwy. Nie mówię że tak zawsze i ze to jest nierozerwalnie związane z samą praktyką. Mówię że to jest jeden z wzorców który warto wiedzieć zeby go rozpoznać u siebie.
Ale chwila bo to trochę tak jakbyśmy mówili że medytacja jest niebezpieczna bo ktoś może się w niej zamknąć i odciąć od świata. To jest prawda, ale to nie dyskwalifikuje samej medytacji, tylko mówi coś o tym konkretnym człowieku w tym konkretnym miejscu jego życia. nie każda intensywna relacja z wymiarem duchowym musi prowadzić do izolacji. U mnie jest wrecz odwrotnie, po głębokiej pracy jestem bardziej otwarty na ludzi nie mniej.
przepraszam ze wchodzę z boku ale chciałem zapytać coś co siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu w kontekście tej rozmowy. czy ktoś z was miał sytuację gdzie duch sam narzucał warunki? tzn nie ze to człowiek proponuje coś a duch się zgadza albo nie, ale że to duch przychodzi z czymś w rodzaju propozycji? bo czytałem o czymś takim w kontekście szamanskich inicjacji i zastanawiam się jak to wtedy wygląda od środka
Tak, i to jest zupełnie inny rodzaj doświadczenia. Kiedy to inicjatywa przychodzi z tamtej strony, cała dynamika jest odwrócona i to jest o wiele trudniejszy teren. Bo wtedy pytanie nie brzmi czy chcę nawiązać relację, ale czy mam wybór żeby jej nie nawiązać i co sie dzieje jesli odmówię. W tradycyjnym szamanizmie odpowiedź jest często prosta: choroba, pech, rozpad wewnętrzny. to nie jest metafora.
I to jest wlasnie ten fragment tej rozmowy który mnie niepokoi najbardziej. Bo widzę tu opowieść w której podmiotowość człowieka jest systematycznie zmniejszana: najpierw duch może narzucać warunki, potem odrzucenie ma konsekwencje, potem nie masz wyboru. Rozumiem że z perspektywy wewnątrz tradycji to ma swoją logikę. Ale z zewnątrz to jest dokładnie schemat który w relacjach między ludźmi nazywamy toksycznym. Pytanie serio, nie retoryczne: skąd wiecie że to co to opisujecie jako "inicjatywę ducha" nie jest po prostu silnym imperatywem wewnętrznym który psychika projektuje na zewnątrz?
o matko ta dyskusja to jest coraz gęstsza... muszę powiedzieć ze czytam od początku i za każdym razem jak myślę że rozumiem to ktos dodaje cos co mi to rozkręca na nowo 🙂 mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie od strony bardzo praktycznej: czy w pakcie albo współpracy jest jakiś moment który można uznać za "wyjście"? znaczy czy to da się zakończyć bez konsekwencji i jak?
no i Eukaliptus właśine powiedziała to co chciałem usłyszeć, że formalny pakt ma punkt wyjscia. bo to było moje pytanie od początku, co jak chcesz skończyć. ale teraz mam kolejne - a co jeśli relacja była nieformalna i nie ma żadnego wyraźnego końca? jak się wtedy rozstać z duchem bez urazy?
to jest może głupie pytanie ale jak to "bez urazy" - zakładamy ze duchy mają urazy? serio? bo to jest dla mnie dość odważne założenie. nie mówię że nie, ale skad to pochodzi, z jakiej tradycji?
a może właśnie to jest clou całej tej dyskusji - że nie wiemy jak to działa... więc pracujemy z tym co mamy, czyli z ludzką psychologią i z tradycją. i obie te rzeczy mówią: zamknij to porządnie. czemu, skoro nie wiemy na sto procent - to już inna sprawa
Sorry że wchodzę w słowo, bo nie jestem ekspertem, ale właśnie to mnie zastanawia od kiedy weszłam w ten temat. ta sprawa zamknięcia. bo nikt nie mówi jak to zamknięcie WYGLĄDA w praktyce. czy to jest jakiś rytuał, czy wystarczy że człowiek powie na głos że kończy? czy jest jakaś forma?
