to co Basieńkaa napisała trochę mnie niepokoi bo... no właśnie w środowiskach w których się obracam jest dużo mówienia o "głębokiej pracy" i "intensywnej relacji" jako o czymś pozytywnym. jak mam odróżnić że ktoś (albo ja) nie wpada w tę pułapkę? czy są jakieś konkretne znaki?
wracam tu bo przez całe to czytanie uderzylo mnie cos innego. mówimy duzo o tym co może pójść nie tak ale chcialam zapytać - ktos z piszacych tutaj ma długotrwałe pozytywne doświadczenie z taka relacja? nie teoria, nie tradycja, tylko własne? bo jakos tego glosu w tej dyskusji brakuje
mam. kilkanaście lat. ale nie będę tego opisywać publicznie bo każde takie opisanie jest jednocześnie uproszczeniem i moze działać jako wzorzec do nasladowania, a wzorzec to ostatnie czego ktos początkujący potrzebuje. to nie jest skromność to przekonanie ze opowieść o czymś żywym zawsze je zabija trochę
to co Eukaliptus mówi mi pasuje ale jednocześnie rozumiem frustrację Chryzoprazki. bo jak mamy tylko opowieści o tym co poszło nie tak, a pozytywne przykłady milczą, to dyskusja staje się jednostronna. może nie trzeba opisywać wszystkiego, ale jakiś zarys? co sprawia ze to działa długoterminowo?
O rany, to zdanie o "nie wymagam" jest dla mnie kluczowe w tym całym wątku. bo wlasnie model który opisywałem wczesniej - ten zachodnioeuropejski pakt, kontrakt, warunki - jest z definicji oparty na wymaganiu. daję to, dostaję tamto. i to chyba jest ten korzeń problemu z psychiką, bo relacja oparta na wymaganiu i leku przed naruszeniem warunków jest z definicji napięta
Sigilmistrz65 ale tutaj wchodzi coś trudnego - bo część tradycji które uważamy za "autentyczne" i "wspólnotowe" też miała bardzo konkretne warunki i zobowiązania. ofiary były realnym zobowiązaniem, nie metaforą. pominięcie ofiary miało realne konsekwencje, przynajmniej w przekonaniu wyznawców. wiec nie możemy powiedzieć ze "stare = bez wymagań, nowe = z wymaganiami"
Zdzichu to jest chyba najlepsze zdanie w tym wątku. rozłożenie odpowiedzialności na wspólnotę to nie tylko temat bezpieczeństwa emocjonalnego, to też temat korekty. jak cała wioska coś robi, to jest też cała wioska która może powiedzieć "hej, coś jest nie tak z tym rytuałem". samotny praktykant tej korekty nie ma
Załóżmy, dobra, przekonaliście mnie ze pytanie "realne czy psychika" jest bez sensu praktycznie. ale mam inne pytanie - da się wejść w taką relację z duchem świadomie, znając te ryzyka, i to po prostu robić z otwartymi oczami? czy sama świadomość ryzyka coś zmienia?
świadomość ryzyka zawsze coś zmienia... ale nie jest tarczą. to jak z jazdą motocyklem, możesz wiedzieć wszystko o tym jak jeździć bezpiecznie i nadal się wywrócić. wiedza zmniejsza ryzyko, nie eliminuje. i myślę ze to uczciwa odpowiedź - tak, warto wchodzić świadomie, nie, świadomość nie gwarantuje nic
i moze na tym mozna zakończyć tę pętlę, wracając do tytułu. pakt czy współpraca. po tej całej rozmowie mysle ze to nie jets pytanie o nazwe, tylko o postawę wewnętrzną. pakt zakłada kontrakt, warunki, lęk przed naruszeniem. współpraca zaklada wzajemnosc bez przymusu, możliwość wyjscia, niewymaganie. psychika odpowiada na tę postawę, nie na etykietę którą dajesz relacji. wiec to moze byc pakt ktory dziala jak współpraca i współpraca która wygląda jak pakt, i to ta wewnetrzna dynamika jest najważniejsza
