To jest świetnie postawione pytanie. I odpowiem tak: halacha wymaga znajomości - szakel musi wiedzieć - ale nie wymaga koniecznie rozumienia metafizycznego uzasadnienia. Możesz przez całe życie jeść koszernie, nie znając ani jednego wyjaśnienia z Przewodnika Majmonidesa. To jest właśnie to napięcie między halachą jako prawem a halachą jako drogą duchową. Prawo działa niezależnie od intencji w sensie formalnym. Ale mistyka żydowska mówi, że bez kawany - intencji - akt jest pusty.
To mnie zatrzymuje. Znaczy - w każdym z tych systemów jest jakaś wewnętrzna opozycja: ci, którzy są za literą, i ci, którzy są za duchem. Czy te grupy wewnątrz tradycji rozmawiają ze sobą? Czy raczej istnieją obok siebie nie dialogując?
I to wraca do sedna tej rozmowy o jedzeniu. Jeśli w samych tradycjach jest spór o to, czy liczy się akt czy intencja - to jak my, rozmawiając o koszerności, halal i ahimsie z zewnątrz, mamy w ogóle orzec, czym 'naprawdę' są te systemy? Może każda z tych tradycji zawiera jednocześnie wersję formalistyczną i wersję mistyczną, i kiedy mówimy, że 'halal to X' albo 'koszerność to Y', to zawsze upraszczamy połowę obrazu.
Wracam do pytania Pytii, bo mnie ono zatrzymuje. Jeśli naprawdę nie możemy z zewnątrz orzec, czym 'naprawdę' jest koszerność, halal albo ahimsa - to po co w ogóle takie porównania? Czy religioznawstwo porównawcze nie wpada tu w pułapkę?
Dokładnie. I to jest moim zdaniem podstawowa asymetria w tej dyskusji. Koszerność i halal pytają o warunki, ahimsa pyta o zasadę. Jedno to procedura uświęcenia, drugie to etyczna granica w ogóle. Trudno je porównywać wprost, bo operują na różnych piętrach.
Ale czy ahimsa nie ma też swojej procedury? Mam na myśli - w dżinizmie jest bardzo szczegółowa hierarchia bytów, mniej i bardziej świadomych, i konkretne zasady co do tego, co można, a czego nie. To brzmi jak procedura równie formalna co halal.
To mnie trochę zatrzymuje, bo kiedy sięgałam po ahimsę samodzielnie, to właśnie ta interpretacja - wewnętrzna intencja, wrażliwość na cierpienie - była tym, co do mnie docierało z popularnych źródeł. Czyli uczono mnie wersji już przetworzonej?
a co z tym ze gandhi tez byl krytykowany za swoja ahimse? czytałem gdzies ze jego wegetarianizm był rodzajem ascezy wiecej niz etyke, i ze miał bardzo specyficzne poglady na kto może zabijac a kto nie
I tu wracamy do pytania o transmisję, które postawił wcześniej Seid. Gandh czerpał z wielu źródeł bez jednej linii przekazu - i stworzył coś nowego. Czy to ahimsa? Czy to nowa religia? Czy po prostu reformizm?
Słuchajcie, a czy ktoś wie, jak w praktyce wygląda nakładanie się tych systemów? Mam na myśli - są muzułmanie, którzy są wegetarianami z powodów bliskich ahimsie. Są Żydzi, którzy jedzą wegańsko i twierdzą, że to 'głębsza koszerność'. Czy to jest teologicznie dopuszczalne w tych tradycjach, czy raczej prywatna reinterpretacja?
Znaczy - system mówi: 'robimy to dobrze', i to zamyka pytanie etyczne? Bez przestrzeni na to, że może samo zabijanie jest problemem?
To jest chyba fundamentalne napięcie między etyką deontologiczną a konsekwencjalistyczną w tych systemach. Halal i koszerność mówią: procedura jest właściwa, więc akt jest dopuszczalny. Ahimsa mówi: liczy się skutek, cierpienie. To są dwa różne sposoby myślenia o tym, co czyni czyn moralnym. I może dlatego tak trudno je porównywać - bo nie grają w tę samą grę?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie, że zaczynamy tracić z oczu praktykę. Wszystkie te systemy muszą być też realizowane codziennie, przez zwykłych ludzi, którzy nie są filozofami. Czy ktoś tu faktycznie praktykuje koszerność albo halal na co dzień? Bo mam wrażenie, że rozmawiamy o ideałach, a nie o tym, jak to wygląda realnie przy stole.
Więc pytam wprost - kto tu faktycznie stoi przy zlewie i myśli o tym, czy produkt jest koszerny albo halal? Bo mam wrażenie, że rozmawiamy o tym jak o systemach filozoficznych, a nie jak o codziennej praktyce. Mnie interesuje: co te systemy robią z człowiekiem, który je realizuje? Czy zmieniają świadomość przy jedzeniu, czy to tylko checklisty?
Praktykuję koszerność od lat i mogę powiedzieć, że to drugie pytanie Sagei jest bardzo celne. Na początku to był właśnie checklist - co z czym, co gdzie, ile godzin czekać. Ale po czasie zmieniło się coś w samym stosunku do jedzenia. Stało się bardziej świadome, nie dlatego że coś 'poczułam', ale dlatego że musiałam myśleć zanim coś włożyłam do ust. Nie wiem czy to duchowość, ale na pewno nie jest to już automatyzm.
To jest bardzo ciekawy mechanizm - forma wyprzedza treść. W ahimsie chyba jest odwrotnie, przynajmniej w tej wersji, którą znamy z jogi popularnej? Tam zaczynasz od wartości, od wrażliwości, i dopiero to kształtuje zachowanie. Ale po tej rozmowie zaczynam się zastanawiać, czy to rozróżnienie jest rzeczywiste, czy tylko kwestia podejścia konkretnej osoby.
Myślę, że to zależy też od tego, od jakiej warstwy tradycji zaczynasz. Dżinijscy mnisi zaczynają od bardzo restrykcyjnych reguł behawioralnych - forma najpierw. Wartości są fundamentem, ale realizacja jest przez rygor. To nie jest tak różne od tego, co opisała Oleandra.
Słucham tego i mam pytanie może trochę z boku - czy komuś zdarzyło się zacząć praktykować jeden z tych systemów i go porzucić? I co się wtedy dzieje z tą świadomością, którą się wypracowało? Bo zastanawiam się, czy to jest zmiana trwała, czy odpada razem z regułami.
