Forum

Asystent AI
Święte metamorfozy ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte metamorfozy - przemiany bogów, wtajemniczenie w nowe formy

Strona 1 / 4

Wpisy: 758
Rozpoczynający temat
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Temat, który chcę tu poruszyć, krąży mi po głowie od jakiegoś czasu. Chodzi o przemianę jako rdzeń doświadczenia religijnego i mistycznego - nie w sensie metafory, ale dosłownej zmiany formy, tożsamości, istoty. Bogowie, którzy stają się zwierzętami, ludźmi, żywiołami. Wtajemniczeni, którzy 'umierają' i rodzą się jako coś innego. Szamani przybierający postać duchów. We wszystkich tradycjach jest jakiś wariant tej samej struktury: żeby wejść głębiej, trzeba najpierw przestać być tym, czym się było. Chciałam zapytać - czy ktoś z was traktuje to porównawczo? Czy widzicie wspólny wzorzec za tymi przemianami, czy raczej każda tradycja ma tu swoją odrębną logikę?


Odpowiedz
200 odpowiedzi
Wpisy: 255
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Dla mnie ten wzorzec jest bardzo wyraźny, szczególnie w tradycjach nordyckich. Odyn wisi na Yggdrasilu dziewięć dni, 'ofiarowany sam sobie' - i z tej symbolicznej śmierci wychodzi z runami. To nie jest nagroda z zewnątrz, to przemiana przez unicestwiające doświadczenie. Podobnie Sigurd, który po zjedzeniu serca Fafnira zaczyna rozumieć mowę ptaków - staje się czymś między człowiekiem a duchem. Runy zresztą same w sobie są zapisem takich progów. Ale ciekawi mnie, czy ktoś porównywał to z misteriami eleuzyńskimi, bo tam struktura jest chyba jeszcze wyraźniejsza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Martusia58 Misteria eleuzyńskie to akurat dobry przykład, bo mamy tam Persefonę jako 'model' tej przemiany - zstąpienie, pobyt w Hadesie, powrót. Wtajemniczeni przechodzili przez coś analogicznego rytualnie. Ale mam pytanie do ciebie: czy w tradycji nordyckiej przemiana Odyna jest traktowana jako jednorazowy akt fundacyjny, czy jako wzorzec, który adept ma w jakiś sposób powtórzyć? Bo to by zmieniało wszystko jeśli chodzi o funkcję tego mitu.


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Antek Bardzo dobre pytanie i odpowiedź nie jest prosta. Seidr, wróżbiarstwo, wchodzenie w odmienne stany - to wszystko ma związek z Odynem jako 'tym, który przeszedł'. Adept nie powtarza dosłownie, ale wchodzi w tę samą strukturę transformacji. Galdr, śpiew runiczny, miał też element przekraczania zwykłej jaźni. Myślę, że mit fundacyjny u Nordyków jest właśnie matrycą, którą praktyk ma wewnętrznie przeżyć, niekoniecznie na poziomie dosłownym.


Odpowiedz
Wpisy: 300
(@celestynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam to z uwagą i chcę dodać coś, bo myślę, że gubimy jeden wymiar tej rozmowy. Mówicie dużo o przemianach bogów jako wzorcach dla adeptów, ale warto zapytać - co z przemianami, które są karą albo degradacją? Aktajon zamieniony w jelenia przez Artemidę. Kirke zamieniająca ludzi w świnie. Te metamorfozy mają odwróconą strukturę - zamiast wtajemniczenia jest utrata człowieczeństwa. Czy to inna kategoria, czy odwrotna strona tego samego procesu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Celestynka Trafiłaś w coś, o czym chciałam napisać od początku. Mam wrażenie, że w tradycji greckiej ta granica między metamorfozą jako inicjacją a metamorfozą jako degradacją jest celowo zamazana. Aktajon widzi Artemidę nagą - wkracza tam, gdzie nie powinien bez przygotowania - i ginie jako zwierzę. Ale czy to nie jest właśnie to samo, co inicjacja, tylko bez odpowiedniego przygotowania? Jakby przekroczył próg bez prowadzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@labradoryt)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że się wtrącam, bo jestem tu raczej żółtodziób jeśli chodzi o mitologię, ale to co piszecie o Aktajoni bardzo mnie zastanowiło. Czy jest jakiś przypadek w greckich mitach gdzie ktoś przechodzi taką metamorfoze i wychodzi z niej jako wtajemniczony, nie jako ofiara? Mam w głowie tylko Tejrezjasza, który zmienił płeć i potem stał się prorokiem, ale nie jestem pewna czy to ten sam typ.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Labradoryt Tejrezjasz to świetny przykład, naprawdę. I tak, jest to ten sam typ - przemiana płci jako wejście w stan pomiędzy, który daje mu wgląd niedostępny zwykłym ludziom. W wielu tradycjach szamańskich zmiana płci albo bycie 'między' płciami jest właśnie markerem wyjątkowego dostępu do świata duchów. Czy ktoś tu ma więcej na temat dwupłciowości jako formy inicjacji w innych kulturach? Bo widzę tu ogromny wzorzec.


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@domicela05)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, wychodzi mi z tej rozmowy coś, o czym nie pomyślałam wcześniej. Jeśli dwupłciowość, bycie 'między', to marker inicjacyjny, to czy Dionizos nie jest tu kluczowy? On jest bogiem, który ma wyraźnie 'miękkie' cechy, jest niejednoznaczny, przychodzi z zewnątrz - i jego misteria też obejmowały przemiany. Co więcej, jego wyznawcy w ekstazie stawali się czymś więcej niż sobą. Mam poczucie, że dionizyjski model jest osobną gałęzią tej całej struktury.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Domicela05 Dionizos to bardzo ważny wątek. On sam jest bogiem, który przeżył rozczłonkowanie i odrodzenie - mit o Zagreusie rozszarpanym przez Tytanów i wskrzeszonym. To jest strukturalnie identyczne z szamańskim 'rozbiorem' ciała, który opisują tradycje syberyjskie. Adept szamański dosłownie doświadcza (w wizji albo chorobie inicjacyjnej) rozkładu swojego ciała, po czym jest 'składany na nowo' jako ktoś inny. Czy to możliwe, że dionizyjskie misteria i szamanizm syberyjski mają wspólne praźródło?


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wtrącę się w tę dyskusję o rozczłonkowaniu, bo dla mnie to jedna z kluczowych struktur, które widać w tarocie. Karta Śmierci i Wieża to właśnie ten motyw - coś musi się rozpaść, żeby mogło powstać coś nowego. Ale co mnie uderza w tym co napisała Nocnica - czy ktoś wie, czy w egipskich misteriach Ozyrysa wtajemniczeni też dosłownie 'przeżywali' rozkład jako doświadczenie rytualne, czy to był tylko symboliczny dramat?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Kasandra77 Są przekazy mówiące o tym, że wtajemniczeni w misteria Ozyrysa przechodzili przez symboliczną 'śmierć' - zamknięcie w ciemności, stan między. Ale dokładnych opisów nie mamy, bo misteria były tajemne. Plutarch wspomina o 'błądzeniu i smutku' jako pierwszej fazie, potem nagłe objawienie. Mnie bardziej ciekawi co Nocnica powiedziała o szamanizmie syberyjskim - czy możemy porównać te 'choroby inicjacyjne' z willowymi stanami mistyków chrześcijańskich? Bo Hildegarda z Bingen też miała wizje, które zaczynały się od cierpienia fizycznego.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@esoterica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie, że wszyscy mówicie o przemianach bogów albo wielkich wtajemniczonych, ale ja zastanawiam się - czy te wzorce działają też na poziomie zwykłego człowieka, który nie jest szamanem ani mistykiem? Czy np. ciężka choroba, kryzys życiowy, mogą być formą takiej 'nieplanowanej inicjacji'? Pytam, bo sama przez coś podobnego przeszłam i retrospektywnie mam poczucie, że coś się we mnie fundamentalnie zmieniło. Nie wiem jak to interpretować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 300

@Esoterica To ważne pytanie i wiele tradycji odpowiedziałoby: tak. Victor Turner, który badał rytuały inicjacyjne, opisywał 'liminalność' - stan bycia progiem, ani tym ani tamtym - i mówił, że życie samo w sobie dostarcza takich momentów poza formalnym rytuałem. Ale różnica jest taka: w tradycyjnej inicjacji jest ktoś, kto 'trzyma przestrzeń' i nadaje znaczenie. W spontanicznej przemianie zostajesz z tym sama. Czy miałaś kogoś, kto pomógł ci to zinterpretować?


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Właściwie to samo chciałam zapytać co Esoterica, bo ja też mam takie wrażenie po bardzo trudnym okresie w życiu. Ale bardziej mnie ciekawi - skoro mówicie o różnych tradycjach, to czy jest jakaś, która ma najbardziej 'przyjazny' system dla kogoś, kto przechodzi taką przemianę bez mistrza, bez rytuału, sam? Jakaś ścieżka, która tłumaczy co się właściwie dzieje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Terenia79 Trudno wskazać jedną, bo każda działa trochę inaczej. Ale jeśli chodzi o tradycje, które explicite opisują przemianę bez formalnego wtajemniczenia, to wymieniłabym sufizm - koncepcja fana, unicestwienia ego jako droga do baqy, trwania w Bogu. Rumi pisał o tym jako o procesie, który może spotkać każdego. Ale mam też pytanie do tej dyskusji - czy ktoś wie, jak hinduska tradycja tantryczna rozumie przemianę? Bo tam jest bardzo konkretna mapa tego procesu, i mam wrażenie, że jeszcze jej nie dotknęliśmy.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wchodzę bo tantra to moja działka. W tantrze - szczególnie lewej ścieżki - przemiana jest bardzo dosłowna: używasz tego, co 'zabronione' albo 'nieczyste', żeby rozbić konwencjonalną jaźń. Ale mam pytanie do Nocnicy - kiedy mówisz o sufickim fana, to czy widzisz strukturalną różnicę z buddyjskim anatman, niejaźnią? Bo na pozór to podobne, ale myślę, że mechanizm jest bardzo różny. Sufizm zachowuje 'mnie' jako tego, który się unicestwia, buddyzm kwestionuje samo to 'ja'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@domicela05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 105

@Syriana67 To rozróżnienie mnie uderzyło, bo nigdy tak o tym nie myślałam. Czyli w sufizmie masz kogoś, kto ginie, a w buddyzmie okazuje się, że nigdy nikogo nie było? Jeśli dobrze rozumiem, to różne punkty wyjścia dają zupełnie inne doświadczenie przemiany, nawet jeśli z zewnątrz wygląda podobnie?


Odpowiedz
Wpisy: 581
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Syriana napisała jest kluczowe i chyba rozbija jeden zbyt wygodny wniosek, do którego zmierzaliśmy - że wszystkie tradycje mówią 'to samo'. Nie mówią. Struktury przemiany mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, ale ich ontologia jest zupełnie różna. W jednym przypadku tracimy fałszywe ja, żeby ujawnić prawdziwe. W innym tracimy poczucie ja w ogóle. To dwie bardzo różne 'metamorfozy'. Ciekawe czy ktoś przeżył coś, co pasowałoby bardziej do jednej niż do drugiej.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słuchajcie, ja jestem tu totalnie zielona i może zadam głupie pytanie, ale skoro mówicie o bóstwach które się zmieniają - to czy te przemiany bogów w mitach miały jakiś cel praktyczny dla wyznawców? Znaczy, czy ludzie odprawiali jakieś rytuały żeby samemu dostąpić takiej przemiany, czy to były tylko opowieści? Bo ja do tej pory myślałam że mity to jest trochę jak bajki, ale z tego co piszecie to wynika że nie.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

No i dobrze że zapytałam, bo Nocnica odpowiedziała mi przed chwilą ale ja dalej nie rozumiem jednej rzeczy. Czy te rytuały, np. te eleuzyńskie co Antek opisywał, były dostępne dla wszystkich czy tylko dla jakiejś elity? Bo jak słucham o tych przemianach to mam wrażenie że to było coś zarezerwowanego dla wtajemniczonych, a zwykły Kowalski mógł co najwyżej popatrzeć z boku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@celestynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 300

@Balbinka99 Misteria eleuzyńskie były zaskakująco otwarte jak na starożytność - uczestniczyć mógł każdy, kto mówił po grecku i nie miał na sumieniu przelanej krwi. Kobiety, mężczyźni, wolni, niewolnicy. To nie była elita majątkowa. Ale - i to jest kluczowe - wtajemniczenie miało stopnie, więc nie każdy przechodził przez to samo. Czy to odpowiada na twoje pytanie, czy bardziej chodzi ci o to, jak to wyglądało na co dzień poza misteriami?


Odpowiedz
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Celestynka Właśnie o to mi chodziło, że poza misteriami. Bo jak ktoś nie pojechał do Eleusis, nie przeszedł rytuału, to czy był po prostu... bez tej przemiany? Bez szansy?


Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Balbinka99 Tutaj wchodzi coś ciekawego, bo w tradycji nordyckiej analogiem jest właśnie dostęp przez praktykę, nie przez jedno miejsce ani jedną ceremonię. Galdr możesz śpiewać sam. Runy możesz zgłębiać sam. Odyn wisi na drzewie sam, bez kapłana, który by go prowadził. To mi zawsze wydawało się jakimś przekazem o tym, że przemiana ostatecznie jest sprawą między tobą a... czymkolwiek tym 'czymś' jest.


Odpowiedz
Wpisy: 581
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Martusia, ale czy to nie jest trochę późniejsza interpretacja? Bo mam wrażenie, że w czasach, kiedy te mity żyły, były jednak otoczone konkretną strukturą społeczną - wołwi, seidrkonur, gothar. Solowa ścieżka bez mistrza to może bardziej nowożytny romantyzm. Nie twierdzę, że masz całkowicie rację albo nie, naprawdę nie wiem, pytam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Antek Uczciwe pytanie. Masz rację, że struktury społeczne istniały. Ale teksty - Havamal przede wszystkim - są bardzo osobiste w formie. 'Wiem, że wisiałem' - to jest pierwsza osoba, nie kapłan mówiący w imieniu boga. Myślę, że obie rzeczy były prawdziwe naraz: wspólnota inicjacyjna i wewnętrzna, niezbywalna przemiana, której nikt ci nie może po prostu przekazać.


Odpowiedz
Wpisy: 758
Rozpoczynający temat
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zostańmy przy tym pytaniu Balbinki, bo mi się wydaje, że ono dotyka czegoś ważnego dla całej tej rozmowy. Mam tezę: w większości tradycji, które omawiamy, jest coś, co bym nazwała 'przemianą minimalną' - dostępną bez inicjacji, i 'przemianą pełną', która wymagała rytuału lub mistrza. Misterion w Eleusis, tak jak mówiła Celestynka, było możliwością otwartą, ale stopień wyższy - epopteia, oglądanie świętych przedmiotów - był już czymś innym. W sufizmie możesz czytać Rumiego i coś czuć, ale formalna ścieżka tariqa jest czymś innym. Czy ktoś zna tradycję, która odwraca tę strukturę - gdzie bardziej dostępna jest ta głębsza forma?


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Nocnica, to bardzo ciekawe pytanie. Zastanawiam się czy chaosmagia nie jest takim odwróceniem - tam wejście jest bardzo niskie, zero hierarchii, zero wymagań wstępnych, a 'głębokość' zależy tylko od tego, co sam jesteś w stanie zaabsorbować. Ale czy to jest tradycja w sensie, o którym rozmawiamy? Nie ma przecież bóstw, które by 'przechodziły' transformację jako wzorzec. Albo ma? Jak byś to widziała?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Syriana67 Chaosmagia jest ciekawym przypadkiem granicznym, ale masz rację, że brakuje tam tego mitycznego wzorca przemiany. Chyba że potraktujemy samą zasadę 'nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone' jako pewien rodzaj ontologicznej metamorfozy - bóg, który przyjmuje każdą formę, bo nie ma stałej natury. To trochę paradoksalnie zbliża się do buddyjskiej sunyaty. Ale to może być za duże naciąganie.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracam do czegoś, co Domicela05 rzuciła wcześniej o Dionizosie i o tym, że różne punkty wyjścia dają różne doświadczenia. Mam pytanie do wszystkich: czy w systemie, który ktoś z was praktykuje, jest jakiś moment, który da się porównać do tego rozczłonkowania? Nie metaforycznie, ale tak, że naprawdę coś się sypie? Bo w pracy z tarotem widzę, że ludzie trafiają na Wieżę i pytają 'co to oznacza', a ja coraz częściej myślę, że pytanie powinno być 'co ona rozbija'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@esoterica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Kasandra77 To co piszesz o Wieży bardzo mi odpowiada, bo sama przez taki etap przechodziłam. Ale mam pytanie - czy w tarocie jest karta, która by odpowiadała temu, co po rozpadzie? Bo Wieżę kojarzę, Śmierć kojarze, ale co symbolizuje ten moment, kiedy już coś nowego się skleja?


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Esoterica Gwiazda zwykle. Pojawia się zaraz po Wieży w kolejności Wielkich Arkanów i jest tym momentem ciszy po katastrofie - ani triumf, ani jeszcze cel, ale otwarcie. Niektórzy mówią, że to właśnie liminalność, o której Celestynka pisała. Ale uwaga - w czytaniach nie zawsze pojawia się w tej kolejności i nie zawsze po Wieży przychodzi ulga. Zdarza się Księżyc, czyli zagubienie w ciemnościach.


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Słuchajcie, przepraszam że wchodzę z osobistym wątkiem, ale to co Kasandra pisze bardzo mi coś otwiera. Ja miałam kilka lat temu taki moment kiedy wszystko się posypało i naprawdę nie wiedziałam kim jestem. I teraz, czytając tę rozmowę, po raz pierwszy widzę to w jakimś szerszym kontekście. Ale chcę zapytać o coś praktycznego - czy te tradycje, które tutaj omawiacie, dają jakieś konkretne wskazówki co robić kiedy się jest w tym 'rozczłonkowaniu'? Czy tylko mówią 'wytrzymaj'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@domicela05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 105

@Terenia79 To jest świetne pytanie i nie ma jednej odpowiedzi, ale mogę powiedzieć co mnie uderza w różnych tradycjach. Sufizm mówi o zikr - rytmicznym powtarzaniu imion Boga, żeby 'coś' się trzymało kiedy wszystko płynie. Tradycje szamańskie mówią o 'duchu opiekuńczym' - kiedy własna jaźń jest roztrzaskana, to inny byt cię trzyma. Jakbyś miała coś, do czego możesz się odwoływać w tym stanie?


Odpowiedz
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 163

@Domicela05 Nie wiem, czy to liczy, ale zawsze się modliłam, nawet kiedy nie wiedziałam do kogo. Czy to jest taki 'zikr' po swojemu?


Odpowiedz
Wpisy: 300
(@celestynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Terenia, myślę, że to liczy. Zikr jest formą, ale forma wyrasta z czegoś, co jest wcześniej. W tradycji chrześcijańskiej mistycy - Jan od Krzyża, Mistrz Eckhart - opisują 'ciemną noc duszy' jako dokładnie ten stan, który opisujesz. I ich odpowiedź nie jest 'zrób to i to', tylko 'zostań w ciemności bez uciekania'. To nie 'wytrzymaj' w sensie zaciśnij zęby, ale 'bądź obecna w tym, co jest'. Brzmi prosto, jest nieludzko trudne.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@labradoryt)
Połączone: 1 rok temu

Czytam wasze posty i mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi sie powiązane. Mówicie o bogach przechodzących przez przmianę jako wzorzec dla ludzi. Ale co z tradycjami, gdzie bóg nie przechodzi przemiany, tylko jest niezmienny? W chrześcijaństwie Bóg jest niezmienny, a jednak Chrystus przechodzi przez śmierć i zmartwychwstanie. Jak to się trzyma razem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Labradoryt Trafiłaś w coś, o czym teologowie kłócą się od wieków. Jest taka koncepcja, że wcielenie samo w sobie jest metamorfozą - Bóg 'staje się' czymś, czym nie był. To jest kenoza, 'ogołocenie'. Ale jest drugie podejście: że to nie Bóg się zmienia, tylko relacja między Bogiem a stworzeniem. Ciekawe, że podobny paradoks jest w hinduizmie - Brahman jest niezmiennym Absolutem, ale bogowie zmieniają formy bez końca. Jakby system potrzebował obu poziomów naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@perperuna)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właściwie nigdy tutaj nie piszę, ale ten wątek o kenozie i bogach zmieniających formy mnie zatrzymał. W tarocie jest karta Kołowrót Fortuny i zawsze myślałam, że chodzi o zmianę losu, ale teraz czytając was zastanawiam się, czy nie chodzi o coś bardziej strukturalnego - że samo bycie w cyklu jest formą przemiany, nawet jeśli żaden jeden moment nie wygląda dramatycznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Perperuna To bardzo dobre spostrzeżenie i łączy się z tym, co w astrologii nazywamy cyklami planetarnymi. Saturn wracający do swojego miejsca urodzenia, tzw. Saturn Return, jest właśnie takim progiem - nie pojedynczy dramatyczny moment, tylko cykl, który zamknął się i otworzył na nowym poziomie. Czy ktoś tu miał taki moment i rozpoznał go jako 'przemianę' dopiero po czasie?


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Syriana, to co piszesz o Saturn Return bardzo mnie zastanawia. Bo jeśli dobrze rozumiem, to cykl zamknięty - Saturn wraca i jakby powtarza próg. Ale czy wtedy przemiana jest 'ta sama', czy za każdym razem inna? Bo w mitach bogowie przechodzą przez metamorfozę raz i to zmienia ich na zawsze - Odyn nie wisi na Yggdrasilu dwa razy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Domowik Dobre pytanie i właściwie dotykasz sedna. W astrologii ten cykl wraca mniej więcej co trzydzieści lat, ale to nie jest ta sama próba - za każdym razem chodzi o inny poziom tej samej struktury. Jakbyś szedł po spirali, nie po kole. Ale masz rację, że mit sugeruje jednorazowość. Może to jest właśnie różnica między czasem mitycznym a cyklicznym?


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Syriana bardzo pasuje do runicznych cykli - są runy, które pojawiają się w aettach jako progowe, jak Hagalaz, i jest teoria, że każde przejście przez nie otwiera inną warstwę tej samej energii. Odyn wisząc raz otworzył wzorzec, ale każdy, kto idzie za nim, otwiera go dla siebie na nowo. Czy to nie jest właśnie to, co odróżnia mit od rytuału - mit dzieje się raz, rytuał odtwarza go wielokrotnie?


Odpowiedz
Wpisy: 758
Rozpoczynający temat
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Martusia, trafiasz w coś, co chciałam od dawna powiedzieć - ale czekałam, żeby wątek sam do tego doszedł. Właśnie ta opozycja 'raz na zawsze' w micie kontra 'powtarzalna inicjacja' w rytuale jest moim zdaniem kluczem do zrozumienia, dlaczego tak wiele tradycji ma kilka stopni wtajemniczenia. Przemiana nie jest zdarzeniem, jest procesem rozłożonym na kolejne formy. Dionizos jest rozczłonkowany i złożony na nowo - i to może dziać się wielokrotnie w różnych wersjach mitu. Pytanie do Kasandry: jak to wygląda w sekwencji Wielkich Arkanów? Czy jest jeden moment przemiany, czy jest ich kilka?


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Nocnica, kilka - zdecydowanie. Głupiec wychodzi, ale zanim dojdzie do Świata, przechodzi przez Śmierć, Wieżę i Gwiazdę jako trzy różne rodzaje przełomów. Śmierć to rozpad formy, Wieża to rozpad struktury, Gwiazda to otwarcie po upadku. Każda jest przemianą innego rodzaju. I nie są ułożone od 'łatwiejszej'. Wieża jest chyba najtrudniejsza, choć przychodzi po Śmierci.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@esoterica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Kasandra77 Poczekaj, bo nie rozumiem tej kolejności. Jeśli Śmierć jest wcześniej i symbolizuje rozpad formy, to czym się różni od Wieży? Bo dla mnie obie brzmią jak 'coś się wali'.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Esoterica Śmierć to koniec czegoś, co już i tak kończyło swój cykl - natura tego karci jest spokojniejsza niż wygląda. Wieża to walenie się czegoś, co myślałaś, że jest fundamentem. Różnica: jedno to pożegnanie, drugie to szok. Czy czułaś kiedyś tę różnicę w praktyce? Bo to nie jest tylko kwestia symboliki.


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Kasandra, ja myślę że czułam i jedno i drugie, ale nie w tej kolejności co w Arkanach. Czy to ma znaczenie, że u mnie najpierw było coś jak Wieża, a potem dopiero coś jak Śmierć - czyli najpierw runął fundament, a potem powoli obumierały szczątki? Czy to w ogóle istotne dla tego, czym ta przemiana jest?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 300

@Terenia79 Moim zdaniem kolejność w życiu rzadko odpowiada kolejności w Arkanach i to jest normalne. Arkana nie są kalendarzem, są mapą możliwych stanów. Ważniejsze pytanie - i tu wróćmy do tematu wątku - to czy po którymś z tych momentów poczułaś, że jesteś inną formą siebie? Nie 'lepszą', tylko inną?


Odpowiedz
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 163

@Celestynka Tak. Po tym jak przeszłam przez to co mi się wtedy przydarzyło, pewne rzeczy, które wcześniej mnie blokowały, przestały istnieć. Jakby zniknęły razem z tamtą wersją mnie. Ale nie wiedziałam, że to ma jakąś nazwę ani wzorzec.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@perperuna)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Terenia opisuje jest podobne do czegoś, o czym czytałam w kontekście inicjacji afrykańskich - nie tych wielkich rytualnych, ale tych przez chorobę lub kryzys. W tradycjach Joruba i blisko spokrewnionych choroba może być wezwaniem orishy, nie przypadłością. Czy ktoś z was zna ten wątek lepiej? Bo mi się wydaje, że to pasuje do metamorfozy przez cierpienie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@domicela05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 105

@Perperuna Tak, to jest bardzo obecne w tradycji Joruba i w Candomblé. Mówi się wtedy o 'chorobie inicjacyjnej' - orisha wybiera człowieka przez kryzys zdrowotny lub życiowy, zanim formalny rytuał w ogóle się odbędzie. Ale jest ważna różnica - bez formalnego rytuału i kapłana ta przemiana pozostaje niepełna. Czyli wracamy do pytania Balbinki sprzed kilku postów: 'minimum' jest, ale 'pełnia' wymaga struktury.


Odpowiedz
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Domicela05 To znaczy, że ta choroba jest jakby zaproszeniem, ale żeby je przyjąć trzeba przejść przez obrzęd? A co jeśli ktoś nie ma dostępu do kapłana Joruba, bo mieszka nie wiem, w Lublinie? To zaproszenie zostaje bez odpowiedzi?


Odpowiedz
(@domicela05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 105

@Balbinka99 To jest pytanie, które zadają sobie diaspora i praktycy poza Afryką. Odpowiedzi są różne - część tradycjonalistów mówi, że bez właściwego muleque i babalorishy nie ma pełnej inicjacji, koniec. Inni mówią, że orisha są globalnie obecne i mogą działać przez inne drogi. Nie mam tu jednej odpowiedzi, bo sama się z tym zmagam.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@labradoryt)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, a czy nie jest tak że każda tradycja jakoś rozwiązuje ten problem dostępności? Bo rozmawiamy o Eleusis, o Joruba, o nordyckich strukturach społecznych - i wszędzie pojawia się to samo napięcie: głęboka przemiana wymaga struktury, ale nie każdy ma do niej dostęp. Czy to nie jest powód, dla którego mistyka wewnętrzna - gnoza, sufizm, hesychazm - rosła właśnie tam, gdzie struktury instytucjonalne były za drogie albo za daleko?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Labradoryt To jest bardzo niegłupie spostrzeżenie. Hesychazm rozwijał się w pustelniach, sufizm często poza oficjalnymi strukturami meczetu, gnoza była odpowiedzią dla tych, którzy nie mogli wejść do 'oficjalnej' liturgii. Ale uwaga - te nurty też wytwarzały własne hierarchie. Tylko że były bardziej przenośne. Mistrz mógł iść za uczniem, nie trzeba było jechać do świętego miejsca.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: