wracając do pytania Heli o to czy strach jest warunkiem czy efektem ubocznym, bo to mnie nie opuszcza. w germańskiej tradycji runologicznej jest coś co się nazywa "ótta" i to jest inny rodzaj lęku niż zwykły strach. to jest ten lęk który odczuwasz stojąc przed czymś co jest większe od ciebie w sensie kosmicznym. i to nie jest przypadkowe słowo, w staroislandzkiej poezji ótta pojawia się zawsze w kontekście spotkań z bytami, z siłami natury, z tym co wykracza poza normalny porządek. wiec z perspektywy źródeł nordyckich, ten lęk nie jest efektem ubocznym sacrum, on jest oznaką że to spotkanie jest realne
o, właśnie czytam ten post Almandynki i mam ciarki. bo to "zostaje" to jest dokładnie to. naprawdę nie rozumiałam wcześniej dlaczego nie uciekłam, czułam że muszę zostać i patrzeć na to co się dzieje. teraz mam jakieś słowo na to chociaż 🙂
hej, trochę z innej strony, bo cały czas mówimy o lęku który przychodzi sam, ale co z intencją którą wspominała Macierzanka i Strzaska? da się taki lęk wywołać celowo? czyli wejść w rytuał z zamiarem wywołania właśnie tego progu? bo jeśli tak to jak to się robi
Macierzanka powiedziała to lepiej niż ja bym to ujął. dodam tylko że intencja to nie jest życzenie. to jest ustawienie ciała, oddechu, uwagi. kiedy naprawde siadasz do pracy rytualnej z pełnym skupieniem i bez ucieczki w myślenie, to ta gotowość jest odczuwalna fizycznie zanim cokolwiek "się wydarzy". i właśnie w tym miejscu czasem ten lęk się pojawia, nie jako reakcja na zewnętrzny bodziec tylko jako sygnał że ciało wie ze wchodzi w inny rodzaj przestrzeni
Załóżmy, ale jak to sie ma do nagrywania intencji? bo gdzies w opisie tematu było cos o tym i jeszcze tego nikt nei poruszyl. 😀 co to w ogole znaczy nagrywac intencje w kontekscie swiętego leku?
Hela, to się zgadza z moimi notatkami. kilka razy kiedy zapisywałam intencję przed sesją z kartami to właśnie akt pisania uruchamiał coś. jakby słowa materializowały zamiar i ten moment materializacji był jednocześnie momentem w którym czułam to ściśnięcie w piersi. może właśnie dlatego tradycje z pismem świętym albo z mantrami traktują słowo jako coś żywego a nie tylko symbol?
ehh, to jest jeden z kluczowych elementów teorii aktu mowy w kontekście rytualnym. J.L. Austin pisał o wypowiedziach performatywnych, czyli takich które coś robią samym faktem wypowiedzenia. "oświadczam że", "przysięgam że". rytualna intencja działa podobnie, kiedy ją wypowiadasz na głos albo zapisujesz, ona przestaje być myślą a staje się zobowiązaniem. i to właśnie może wywoływać ten lęk, bo wiesz że już powiedziałaś i nie możesz odwołać
o matko, właśnie to mnie zawsze blokuje przed robieniem czegokolwiek na serio. jak zaczynam zapisywać coś jako intencję to dostaję takiego stracha ze z niczego robię, chociaż jak to czytam to wygląda ze to byc mze dobrze? ze ten strach to jest wlasnie ten prog? tylko jak odroznic ten dobry prog od po prostu strachu ze zrobie cos głupiego i wyjdzie mi coś zlego
Może się wtrącę, ten wątek, ale mam wrażenie że ta rozmowa o nagrywaniu intencji zaczyna się robić trochę samospełniającą się przepowiednią. mówicie że strach przy zapisywaniu intencji to jest znak że to działa i jest prawdziwe. ale to dokładnie to samo powiedziałby ktoś kto ma lęk przed podjęciem decyzji w życiu codziennym. jak każdy strach możemy zinterpretować jako sacrum to pojęcie przestaje cokolwiek znaczyć
Niech będzie, to jest bardziej precyzyjne niż to co zrozumiałam. ale nadal uważam że za dużo w tej rozmowie zakładamy że wiemy kiedy mamy do czynienia z kontekstem rytualnym a kiedy nie. i że to rozróżnienie jest oczywiste dla osoby która tego doświadcza
Pajeczyna i Hela obydwie mają rację i to jest ta właśnie napięcie o którym mówiła wcześniej Almandynka, że kategorie psychologiczna i duchowa nie są rozłączne. problem nie jest w tym żeby wybrać jedną interpretację tylko żeby nie używać jednej żeby automatycznie odrzucić drugą. i właśnie dlatego ta rozmowa o intencji i lęku jest sensowna, pod warunkiem że nie robimy z niej przepisu na wszyskto
mam pytanie do Doli bo napisała o akcie mowy i zobowiązaniu. czy to znaczy że tradycje które mają rozbudowane formuły rytualne... modlitwy, mantry właśnie te formuły traktują jako coś co tworzy ten próg? bo jakby to by tłumaczyło dlaczego rytuały są tak ważne jako forma a nie tylko jako treść
powiem szczerze, czytam to wszystko i myślę sobie że może dlatego jak zaczęłam medytować to przez długi czas nic nie czułam, bo robiłam to bez intencji, po prostu siadałam i starałam się nie myśleć. a jak pierwszy raz powiedziałam sobie głośno czego chcę z tej medytacji to niemal od razu poczułam takie dziwne skupienie, jakby powietrze zgęstniało. nie wiem czy to był lęk ale coś się zmieniło
No ładnie. Dreamweaver, to co opisujesz to jest klasyczny przykład zmiany jakości uwagi przez intencję. i to "zgęstnienie powietrza" to jest percepcja ciała które weszło w inny tryb. nie dlatego ze coś zewnętrznego się pojawiło, tylko dlatego że twój układ nerwowy przestał być na trybie "relaks" i wszedł w tryb "nasłuchiwanie". i w tym trybie napięcie jest inne, bardziej skupione
ale chwila, to nie jest tak że intencja sama z siebie coś robi, czy? bo jeśli ona tylko zmienia tryb uwagi to to jest czysto psychologiczne i nie ma tu nic z sacrum. czy intencja rzeczywiście wpływa na coś poza nami czy tylko na nas?
Wera, i to jest pytanie które chyba nigdy nie dostanie ostatecznej odpowiedzi, bo każda tradycja odpowie na nie inaczej. ale zauważ że samo pytanie zakłada że "psychologiczne" i "wykraczające poza nas" to są dwa rozdzielne światy. a co jeśli nie są? Otto pisał że numinosum jest doświadczane przez psychikę, ale to nie znaczy że jest przez nią wytworzone
wchodzę z zupełnie innej strony bo mnie zastanawia ta temat nagrywania intencji jeszcze inaczej. kiedy nagram głos to on zostaje, mogę do niego wróćić, mogę go usłyszeć w swoim własnym głosie. i to jest chyba inne niż zapisanie. słyszenie siebie jak mówisz intencję to jest naprawdę inne doświadczenie niż czytanie. ktoś próbował?
słuchajcie, ale to co mówi Strzaska to mnie przypomina coś z tradycji buddyjskiej, to pojęcie "anatta", czyli nie-ja. to że słyszysz swój głos jako obcy może być właśnie tym pęknięciem w poczuciu stałego ja, i to jest punkt wejścia, nie przypadkowy dyskomfort. w medytacjach vipassany podobno ten moment kiedy poczucie "ja" się chwilowo rozszczelnia jest opisywany jako bardzo niepokojący a jednocześnie jakby stąd właśnie można zobaczyć coś czego normalnie nie widać
Cynobryt to jest piękne połączenie. i to "rozszczelnienie" to jest bardzo trafne słowo. ja to czuję kiedy pracuję z kamieniami przy pewnych kombinacjach, czarny turmalin z lapis lazuli robi mi dokładnie coś takiego, chwilowe poczucie że granica między mną a tym co jest poza mną jest mniej wyraźna. i to jest niepokojące i spokojne jednocześnie, co samo w sobie jest dziwne
czytam ten wątek od początku i boję się zapytać ale, jak to jest z tymi kamieniami przy takich ćwiczeniach z lękiem? bo mam obsydian od jakiegoś czasu i zastanawiam się czy to ma jakieś znaczenie przy pracy z tym o czym mówicie, czy to bez różnicy jakie kamienie się ma przy sobie
chcę wrócić na chwilę do tego wątku Doli o akcie mowy i nagrywaniu, bo wydaje mi się że jest w tym coś jeszcze. kiedy nagrywasz intencję, ona istnieje poza twoją głową w sposób materialny. jest na nośniku, możesz ją odtworzyć, możesz zapomnieć że ją nagrałaś i usłyszeć po czasie. to jest inny rodzaj relacji ze słowem niż myśl. i mnie ciekawi czy w tradycjach które mają święte teksty zapisane albo recytowane, jest jakaś refleksja na ten temat, o tej różnicy między słowem jako myślą a słowem jako obiektem
matko, to co napisała Hela o tym że intencja istnieje materialnie na nagraniu jest dla mnie mega ciekawe. bo to znaczy że ta intencja nie zależy już od twojej pamięci o niej, ona po prostu jest. i możesz zapomnieć że ją wyraziłaś a ona nadal gdzieś trwa. to jest chyba zupełnie inna relacja z tym co wyraziłaś niż przy modlitwie mówionej na żywo bo tamta ginie w powietrzu. czy ktoś wie jak to się ma do tradycji pisanych intencji, np. karteczki z życzeniami w ścianie płaczu? bo tam chyba chodzi o podobny mechanizm
ale czekajcie, bo to co mowicie o trwaniu intencji w nagraniu mnie trochę niepokoi. jak intencja "trwa" na nagraniu to co sie stanie jak nagranie usuniesz? czy intencja ginie? bo jesli tak to ona chyba nie byla az tak metafizyczna, tylko informacyjna. a jesli nie ginie po usunieciu to co to w ogole jest
słuchajcie, zaczęłam prowadzić notatki z tego wątku i wyszło mi że mamy właściwie dwa różne pytania które się mieszają. pierwsze to czy wypowiedzenie intencji DZIAŁA (cokolwiek to znaczy), a drugie to czy nagranie jej zmienia ten efekt w porównaniu do wypowiedzenia w myślach albo na głos bez nagrania. i te dwa pytania mają chyba zupełnie różne odpowiedzi. bo na pierwsze większość z nas mówi "tak, coś się zmienia" a na drugie nikt tak naprawdę nie wie
nagrałam swoją intencję ostatniej nocy, po tym jak przeczytałam ten wątek. i wlasciwie po prostu powiedziałam co chcę osiągnąć w medytacji przez najbliższy czas. odsłuchałam od razu i to było... dziwne. bo jakby te slowa nie były moje. ale nie w zły sposób, raczej jakby były bardziej poważne. nie wiem jak to opisać inaczej. czy ktoś miał podobnie?
Dreamweaver to co opisujesz jest bliskie temu co mnie w ogóle zaciekawiło gdy wymyślałam ten temat. bo lęk i obcość własnego głosu mają coś wspólnego, oba są sygnałem że weszłaś w obszar w którym twoje zwykłe "ja" przestaje byc jedynym punktem odniesienia. i w tradycjach mistycznych to jest moment, nie problem do rozwiązania
chcę wrócić do czegoś co wcześniej powiedziała Dola o reshimu, bo to mnie bardzo poruszyło. w luriańskiej kabale po tzimtzum, czyli wycofaniu się boga, zostaje właśnie ten ślad. i pytanie jest takie czy nasze intencje działają podobnie, czy wypowiedzenie ich jest jak małe tzimtzum, wycofanie się naszego ego żeby zrobić miejsce na coś innego. to by tłumaczyło dlaczego głos brzmi jak obcy, bo mówi już z miejsca gdzie ego zrobiło krok w tył
