Chciałam tu wrzucić temat, który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. Dewi to nie jest jedna bogini, żeby to było jasne na wstępie. To bardziej... kosmiczna zasada żeńska, która przyjmuje różne twarze zależnie od kontekstu. Durga, Kali, Lakszmi, Saraswati, Parvati, wszystkie one są aspektami tej jednej siły. W hinduizmie mówi się, że to Śakti, czyli energia napędowa całego wszechświata, bez której nawet bogowie są jak posągi bez życia. I teraz to co mnie tu szczególnie interesuje: każda z tych form ma swój specyficzny aspekt ochronny. Durga to klasyczna wojowniczka, ale Kali to coś zupełnie innego, bardziej pierwotnego. Czy ktoś pracował z tymi energiami i czuł różnicę między nimi?
O, nareszcie ktoś porusza Dewi! Mnie zawsze uderza właśnie ten aspekt wielości w jedności. Jak byłam na warsztatach z jogi kilka lat temu, prowadząca opowiadała że w tradycji śaktyjskiej te poszczególne formy bogini mają jakby rozne "zakresy kompetencji" jeśli można to tak po ludzku nazwać. Durga ochrania na poziomie zewnętrznym, przed siłami destrukcyjnymi z zewnątrz, natomiast Kali działa głębiej, rozbija właśnie to co blokuje nas od środka. Mnie osobiście bardziej pociąga Kali, bo jej energia jest bardziej radykalna, nie układa się grzecznie, nie daje spokoju. Choć wiem że dla wielu ludzi ta forma jest odpychająca, bo wygląd jest... no, dość sugestywny 🙂
Wow, właśnie zaczęłam czytać o Dewi i trochę mi się kręci w głowie od tej wielości form. To znaczy, czy dobrze rozumiem że można nawiązywać kontakt z jednym konkretnym aspektem i nie "mieszać" tego z innymi? Bo czytałam że Kali i Lakszmi to jakby przeciwieństwa energetycznie i że nie powinno się ich wzywać jednocześnie. Czy to prawda czy mit? Pytam bo jestem dopiero na początku i nie chcę czegoś zepsuć.
Chcę tylko dopowiedzieć do tego co napisała Awenturynka, bo to ważne. W Navaratri, czyli święcie dziewięciu nocy, oddaje się cześć kolejnym aspektom Dewi właśnie w określonej kolejności. Durga, Lakszmi, Saraswati, i każda z nich ma swój moment, ale to jest jedna ciągła praktyka. Hindusi od tysięcy lat to robią, nikt tam nie mówi że te energie się wykluczają. Poza tym błędem jest podchodzić do tego jak do osobnych bytów z osobnymi terytoriami. To jedna rzeka, tylko różne ujścia. 😛
To co Marzenka pisze o Navaratri jest bardzo piękne. Myślę ze to jeden z tych rytuałów który ma głęboki sens psychologiczny, bo te trzy fazy - walka, spokój, wiedza - odpowiadają jakimś etapom wewnętrznym. Ale chciałam zapytać do autorki tematu, bo napisała o "ochronnych postawach energetycznych". Co dokładnie masz na myśli? Czy chodzi o gesty, mudry, mantry, a może coś innego?
Wejdę tu z pytaniem które moze trochę zgasi entuzjazm, ale wolę powiedzieć wprost. Kiedy mówimy o "pracy z energiami Dewi" przez osoby wychowane w zupełnie innej tradycji kulturowej to mam wątpliwości metodologiczne. Nie mówię że jest to złe, ale hinduscy teologowie śaiwiccy i śaktyjscy sami podkreślają że te praktyki są osadzone w bardzo konkretnych systemach inicjacyjnych, guru-paramparze, czyli linii przekazu. Samo czytanie o mudra i mantrach bez tego kontekstu to trochę jak składanie silnika bez instrukcji i bez doświadczonego mechanika. Ktoś tu ma faktyczny kontakt z żywą tradycją czy działamy na własną rękę?
Wajdelota ma rację i dobrze że to mówi, bo na takich forach za często pomija się sprawę kontekstu przekazu. Ale jednocześnie rozumiem że większość z nas nie ma dostępu do autentycznej linii inicjacyjnej i nie wyjedzie do Indii po nauki. Pytanie jest więc praktyczne, jak działać odpowiedzialnie w tej sytuacji? Bo mnie irytuje kiedy z jednej strony ktoś mówi "to jest głęboka tradycja wymagająca inicjacji", a z drugiej te same osoby sprzedają kursy online za 200 zł o "energii Kali". To albo jedno albo drugie.
No właśnie Perzyna uderzyła w sedno. Ten rynek "bogini Kali dla każdego w 5 krokach" jest naprawdę wątpliwy. Ale myślę że jest jednak coś pośrodku. Są np. teksty jak Devi Mahatmya, które są ogólnodostępne, mają przekłady, komentarze i były przez wieki recytowane publicznie, nie tylko przez wybranych inicjatów. Czy praca z tymi tekstami jest dostępna dla laika? Serio pytam, bo nie znam odpowiedzi. 🙂
Słucham tej dyskusji o inicjacjach i linii przekazu i mam jedno praktyczne pytanie. Co miałoby się "złego" wydarzyć jeśli ktoś bez inicjacji zacznie medytować nad Dewi czy recytować jej mantrę? Hinduizm sam w sobie nie jest religią zamkniętą w tym sensie co np. niektóre tradycje tajemne. Widziałam różne argumenty, ale zazwyczaj sprowadzają się do "możesz zrobić to źle" albo "energia może być zbyt silna". To są dość mgliste ostrzeżenia. Ktoś ma konkrety?
To co Wajdelota mówi o wymowie ma sens ale to rodzi inne pytanie. Czy w takim razie te wszystkie nagrania z mantrami na youtubie i płytach mają w ogole jakiś sens? bo jest tego multum. Shiva Shambhu, Om Dum Durgayei Namaha i tak dalej, wszędzie. Ktoś mi powie ze nie warto słuchać skoro wymowa może być błędna? 🙂
Ja słucham tych nagrań od paru lat i szczerze nie wiem czy "działają" w jakimś głębokim sensie inicjacyjnym, ale jedno mogę powiedzieć, działają na mnie wyciszająco i skupiająco. Może to placebo, może rzeczywiście cos z rytmu i dźwięku, ale efekt jest. nie wiem czy to to samo co autentyczna praktyka mantry z guru, ale coś tam jest. Mam wrażenie że Durga mantra którą słucham regularnie ma inną jakość niż Kali, jest spokojniejsza, bardziej stabilna. Czy ktoś inny czuje takie różnice?
Mogę zapytać coś trochę z boku? Śniła mi się ostatnio postać którą teraz po przeczytaniu tego wątku kojarzę z Kali, niebieskawa, z długimi włosami, nie straszna ale bardzo intensywna. Czy takie sny mogą mieć jakiś związek z tym o czym piszecie? Nigdy wcześniej nie medytowałam nad żadną boginią hinduską, po prostu ten sen był i zostałam z nim.
Wątek jest ciekawy ale mam wrażenie że trochę nam rozjechał się od tematu, który dotyczył aspektów ochronnych Dewi. Wracając do tego, bo dla mnie to jest serce sprawy. W astrologii wedyjskiej, jyotish, każda z form Dewi ma przypisane planety i określone sytuacje w których się do niej odwołuje. Durga to typowo Mars, ochrona przed agresją i złą wolą innych. Lakszmi to Wenus i Jowisz. Saraswati to Merkury. Czy ktoś tu w ogóle łączy te tradycje, wedyjską astrologię z kultem Dewi? mnie to bardzo interesuje bo moim zdaniem ta spójność wewnętrzna systemu jest nieprzypadkowa.
Dziękuję za odpowiedź wcześniej, teraz lepiej rozumiem. Ale mam jeszcze jedno pytanie które mnie trapi, trochę nawiązując do tego co napisała Goplana o Kali. Jak rozróżnić czy praca z tą energią naprawdę coś transformuje, czy po prostu przeżywamy intensywne emocje, które by i tak się pojawiły? Pytam serio, bo nie chcę się okłamywać w żadną stronę.
no tak, to pytanie o transformację vs emocje mnie samej nie daje spokoju i trochę sie boję że nie mam doświadczenia żeby samej odpowiedzieć. ale próbując jakoś to ułożyć, po medytacji z Durga czuję coś innego niż po zwykłym wyciszeniu, jakby coś sie przeorganizowało wewnątrz, nie wiem jak to inaczej opisać. tylko nadal nie wiem czy to "prawdziwa" transformacja czy po prostu dobra sesja 🙂
no ale właśnie, "głębsze" to jest dokładnie ten rodzaj sformułowania który nic nie mówi. głębsze od czego, w jakim sensie, jak to odróżnić od zwykłego efektu placebo po godzinie siedzenia w ciszy? serio pytam, nie złośliwie, bo sama medutuję i też czuję "coś" ale nie wiem co z tym robić analitycznie
kwestia Wizjonerki jest dobra i powiem jak to wygląda z perspektywy pracy długoterminowej a nie jednej sesji. transformacja przez Dewi to nie jest coś co czujesz po jednej medytacji, to widać po tym że pewne wzorce zachowań zaczynają sie zmieniać same, bez wysiłku. to jest zewnętrzny marker. czysto wewnętrzne odczucia to za mało żeby ocenić, bo nasz umysł jest świetny w tworzeniu przekonujących historii o sobie
a to nie jest tak ze takie "wzorce zachowań same się zmieniają" może być efektem czegokolwiek, nie tylko pracy z Dewi? dobra terapia, zmiana pracy, nowy związek, mogą dać dokładnie ten sam efekt. 😛 skąd wiadomo że to akurat ten czynnik, a nie wszystkie razem?
Kali z Saturnem to mnie nie dziwi w sumie, jak znacie moją małą obsesję z transytami Saturna to wiecie że on zawsze przynosi właśnie ten rodzaj "wymiatania" o którym pisała Frankaa. ciekawe że dwie tradycje tak samo to widzą 😀
Matko kochana, czytam odpowiedź Goplany do mojego snu i jestem wdzięczna ale teraz mam więcej pytań niż wcześniej. bo skoro nie można przypisać wprost, to po co w ogóle śniące sie postacie interpretować w kontekście religijnym? znaczy, co mi to daje praktycznie? nie wiem co z tym snem zrobić dalej
do Dziurawcowej i Konwaliowej, tak, w hinduizmie i w ogóle w tradycjach wedyjskich pora snu ma znaczenie, sny przed świtem są uważane za bliższe przebudzeniu i bardziej "przejrzyste", to jest fragment nauk w Mandukja Upaniszad o stanach świadomości. ale to co jest według mnie ważniejsze niż przypisanie do bóstwa, to jakie emocje zabrałaś ze snu i co sie poruszyło w środku. to jest rzeczywiście użyteczne 😛
o wow, właśnie to co Marzenka pisze o porze snu bardzo mi sie zgadza bo zauważyłam ze moje sny tuż przed budzeniem są jakieś takie wyrazistsze i pamiętam je duzo lepiej. nigdy nie wiedziałam ze to ma tradycyjne uzasadnienie. dzięki za tę wzmiankę, pójdę poczytać 🙂
Jeszcze co do, kwestii aspektów ochronnych Dewi, bo ta dyskusja się trochę rozgałęziła i chciałbym dopowiedzieć jedną rzecz. w Devi Mahatmya jest konkretny fragment, Kavacham, dosłownie "zbroja", który jest właśnie mantryczną ochroną, każde zdanie pokrywa inną część ciała i inny rodzaj zagrożenia. to jest skodyfikowana, bardzo szczegółowa praktyka ochronna, nie metafora. i to jest coś zupełnie innego niż ogólna "praca z energią Dewi"
Kavacham jest faktycznie osobnym podgatunkiem literatury mantrycznej i Antos dobrze to zaznaczył. dodam tylko że te "zbroje" istnieją w całej tradycji wedyjskiej, są kavachy Ganeszy, Hanumana, Durgi, Shivy itd. i każda ma swoją specyficzną fonetykę. to nie jest ozdobnik tylko instrukcja obsługi. co nie zmienia faktu że bez komentarza i bez nauczyciela można sie po tym zgubić, tak samo jak z każdą mantrą
przepraszam że może głupie pytanei ale czytam tę dyskusję i nie rozumiem jednej rzeczy. jeśli Kavacham jest tak precyzyjne i skodyfikowane to dlaczego w ogóle jest dostępne publicznie i można to znaleźć w sieci? Czy coś takiego nie powinno być tylko w ramach inicjacji? trochę mi to nie gra
i tu wrócimy do tego czym się cała ta dyskusja w zasadzie zajmuje od początku, czyli gdzie jest granica między dostępnym a zamkniętym w tej tradycji. moim zdaniem ta granica nie jest w tekście samym, tylko w intencji i kontekście użycia. czytanie Kavacham jako modlitwy to jedno, używanie go jako techniki operacyjnej to drugie. to jest rozróżnienie które większość zachodnich adaptacji całkowicie pomija i tu właśnie powstają problemy
to co Awenturynka napisała o intencji i kontekście jako granicy, a nie o samym tekście to mi bardzo siedzi. bo wychodzi na to że Kavacham przeczytane z nudów vs. recytowane z przygotowaniem i skupieniem to są po prostu dwa rozne akty. i w sumie czy to nie jest jakiś wspólny mianownik wszystkich tradycji? że nie nośnik jest sakralny tylko to co wnosisz w kontakt z nim
