No proszę tu sie zatrzymuję, bo to jest logiczna niezgodność której nikt nie nazwał wprost. Jeśli duch gatunkowy jest dotsępny po wymarciu, to powinniśmy być w stanie pracować z duchem dinozaura. A jak nie mozemy, to dlaczego akurat dinzoaur nie a maut może tak? Gdzie przebiega ta granica i co ją wyznacza?
No właśnie, i tu rozmowa zaczyna sie robić naprawdę ciekawa... 😉 Bo albo mamy kryterium, które wyjaśnia różnicę między duchem mamuta a duchem welocitraptora, albo ta cała teoria jest zbyt elastyczna żeby cokolwiek faktycznie twierdzić. @Wrozbit95 czy tradycje, do których się odwołujesz, cokolwiek o tym mówią?
Przepraszam że przerywam, ale to mnie bardzo zastanawia - Wrozbit95 powiedział wcześniej, że pierwsze kroki to obserwacja bez planu. Ale jeśli gatunek jest zagrożony albo w ogóle go już niema w Polsce, to jak w ogóle obserwować? Czy można to robić przez zdjęcia albo dokumenty przyrodnicze?? Czy to już nie działa?
Ha, muszę się tu wtrącić bo ta dyskusja o ochronie gatunków i wymiarze duchowym to jest temat, którym zajmowałam się przez kilka lat i to dołownie. W tradycjach rdzennych Ameryki Północnej jest coś, co można przetłumaczyć jako "dług gatunkowy" - jeśli czlowiek lub wspólnota zniszczyła gatunek, o ile mnie pamięć nie myli zaciąga dług wobec jego ducha,ktury przenosi się na kolejne pokolenia. To nie jest kara, to bardzej obowiązek przywrócenia równowagi. I to jest głęboko ekologiczna etyak, niezaeżnie od tego jak ktoś podchodzi do dosłowności duchów
To pytanie zakłada, że duch gatunkkowy dziaał wełdug logiki przypisania winy i sprawiedliwości, a to może być nasze zachodnie kategorie nałożone na coś, co tak nie funkcjonuje. W większości tradycji rdzennych duch gatunku nie ocenia, kto co zrobił - reaguje na stan relacji, a nie na intencej. Relacja jest zepsuta albo nie. Czy jednostka chciała czy nie, czy wiedziała czy nie to drugorzędne wobec faktu, że zerwiemy tę nić kontaktu
Na "za późno" odpowwiem krótko: to zależy co mamy na myśli. Jeśli pytasz o konkretny wymarły gatunek,to nić kontaktu można próbować przywrócić przez rytuał upamiętnienia - coś w rodzaju żałoby zbiorowej. Kilka tradycji ma dokładnie takie praktyki. Jeśli pytasz o gatunek zagrożony, ktury jeszcze żyje, to praca polega na czymś innym - na aktywnym podtrzymaniu relacji zanim nić się urwie.
Ojej, to co Makary88 pisze o "żałobie zbiorowej" za gatunkami to jest coś, co mi sie bardzo klika z tym co czuję kiedy czytam o ptakach które wyginęły. Ten żal za gołębiem wędrownym albo za ałką olbrzymią to morze być wlasnie ta żałoba, o której móówi??? Nie wiem, czy to jest właściwe słowo ale jakoś to czuję.
@Ilonka napisała coś ważnego i chce to rozwinąć. W ekopsychologii - to nie jest ezoteryka w sensie ścissłym ale się pokrywa - ten żal za wymarłymi gatunkami jest traktowany jako autentyczna odpowiedź emocjonalna która ma funkcję. Joanna Macy pisała o czymś, co nazywała "żałobą za światem". I teras pytanie do dyskusji: czy to co ona opisywała jako psychologiczny proces jest tym samym co rytuał upamiętnienia, o którym mówił Makary88? Czy to dwie ścieżki do tego samego miejsca?
Trochę się zgubiłam w tej dyskusji ale mam pytanie ktore może jest głupie - czy jeśli wymieniamy się zwierze domowe, na przyklad kot, który zdechł, to czy on jakoś wraca do tego ducha gatunkowego? Tzn. Czy indywidualna dusza kota łączy się z czymś większym? Bo mi to nie do końca jasne jak te dwie rzeczy się mają do siebie
To nie jest głupie pytanie, to jest jedno z tych pytań, ktore tnie przez prawie każdą tradycję inaczej. W pewnym uproszczeniu: są tradycje które traktują indywidualną duszę zwierzęcia jako krolę, ktura po śmiercci wraca do oceanu gatunku. Są inne, gdzie indywidualna dusza trwa dalej jako odrębny byt. I są takie, które mówią że to zależy od relacji - im głębsza relacja z człowiekiem, tym większa szansa że dusza "zostaje" jako coś odrębnego. Żadna z tych odpowiedzi nie jest jedyną słusznną.
Wrócę do wątku o obserwacji w naturze, bo to mnie bardziej pociąga niż dywagacje o tym co sie dzieje po śmierci. Mam pytanie praktyczne - czy ktoś z forum miał doświadczenie które mżona by opisać jako spontaniczne "spotkanie" z duchem gatunkowym? Nie w sensie wizji, ale coś w rodzaju poczucia, że dany kontakt ze zwierzęciem nie był przypadkowy? Bo mieszkam blisko jeziora i mam dość regularne spotkania z boćkami i za każdym razem jest w tym coś... Innego niż tylo obserwacja przyrody
Patrząc na całą tę dyskusęj widzęę, że zeszliśym z pytania tytłowego - czy każdy gatunek MA ducha - do czegoś bardziej złożonego: co decyduje o tym że niektóre duchy są dostępne a inne nie. I to jest moim zdaniem lepsze pytanie... Bo może nie chodzi o posiadanie ducha, ale o stan relacji między gatunkiem a ludźmi. Bobry mają ducha tak samo jak wilk, tylko ta relcaja jest uśpionna albo nigdy nie była pielęgnowana po stronie ludzkiej
Czytam ten watek od samego poczatku i mam pytanie moze troche z boku - czy duchy gatunkowe to to samo co totem? Bo jak sie uczylam o szamanizzmie to tam bylo o totemach i mysle ze to jest to samo pojecie tylko inna nazawa :/
Dobra a ja mam inne pytanie do całej tej dyskusji o "pamięci kontaktu" i dostępności - co z gatunkami, z którymi ludzie nidgy nie mieli żadnej bliskiej relacji? Jakieś głębinowe ryby, bezkręgowce, bakterie. Czy one wogóle mają ducha gatunkowego według tych tradycji? Bo jeśli duch zaley od kontaktu z ludźmi, to wychodzi że istnienie ducha zależy od nas, a nie od samego gatunku, i to brzmi dziwnie
Przepraszam że się wtrącam ale ta kwestia z bakteriami to mnie trochę zbiła z tropu. Czy naprawdę tradycje szamanskie mówiły o bakteriach? No bo bakterie odkryto dopierro kilka wieków temu, wiec skad szamani mieliby o nich wiedzieć. Czy to nie jest nadinterpretacja?
A wiecie, wracając do tego co Kartomanta54 powiedział wcześniej o dostępności - mam pytanie do Wrozbit95 i Radzimir51 bo oboje macie doświadczenie praktyczne. Czy w waszej praktyce zdarzyło sie, żebyście nie mogli "dosięgnąć" ducha jakiegoś gatunku? Tzn. Czy dostępność ma jakiś subiektywny wymiar, ktury czujesz w trakcie, a nie tylko wynika z historii relacji tego gatunku z ludźmi?
To co Wrozbit95 opisuje jako "zamazanie" mi się klika z czymś innnym. W pracy z czakrami też zdarzają się obszary, mniej wiecej które są jakby zaszumione - nie nieobecne ale trudno je odróżnić od własnego projektu. Zastanawiam się, czy przy praacy z duchem gatunku można w ogóle wiarygodnie odróżnić autentyczny kontakt od własnych wyobrażeń o tym, jak taki kontakt powinien wyglądać. To jest chbya podstawoowy problem metodologiczny. Moze to kwestia wprawy
Ojejciutku, to jest stare napięcie i każda tradycja mistyczna jakoś z nim żyje, nie rzwiązuje. W hermeneutyce doświadczenia duchowego mówi sie o "kryterium owoców" - nie sprawdzasz skąd przyszło,sprawdzasz co zmieniło po tym jak przsyzło. Zmienił się sposób w jaki chodzisz po lesie? Zmienił się szacunek do konkretnego gatuku? To jest jedno z kryteriów. niedoskonałe ale funkjonalne.
Przepraszam ale "kryterium owoców" to jest kryterium post hoc i można nim uzasadnić dosłownie wszysko... Poszedłem na mdytacj potem zmieniłem pacę - kontakt z ducehm wlika?! Nie,po prostu medytacja działa na decyzje. Nie mówię że dcuhy gatunkowe nie istniejją, chyba mówię że to kryterium jest za słabe żeby cokolwiek odróżniać 🙁
Eh, ej ale kured moze nie warto az tak tego rozbireac na czynniki pierwsze bo nam gdzies umkniie to co jest w tym wazne. Mowimy o relacji czlowieka ze zwierzetami i o tym ze ta relacja ma jakis wymmar ktory wykracza poza biologie. I to jest cos prawdziwego bez wzgledu na to jak to nazwimey. 😛 Czy duch gatunkowy czy archetpyem Junga czy co tam kto woli
Chciałam wrócić do pytania ktore zadałam wczesniej i chyba trochę utonęło w dyskusji. Czy ktoś miał doświadczenie, które sam opisałby jako spontaniczne spotkanie - nie zaplanowane, nie w trakcie rytuału? 🙂 Pytam bo mam wrażenie, że cała rozmowa kręci sie wokół intencjonalnej praktyki, a mnie ciekawi ten drugi koniec,kiedy coś przychodzi samo
Ojej to co Bernadetka50 pisze o snach bardzo do mnie przemawia,bo ostatnio przez pare nocy z rzędu śniłam o lisie i to były bardzo żywe sny, takei że po przebudzeniu pamiętałam każdy detal... Nie wiem czy to coś znaczy czy poprostu nedawno widziałam lisa w leie i mózg to przetworzył, ale ta jakość snu była inna niż zwykłe
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam małe pytanie na marginesie - czy jeśli ktoś bardzo boi się jakiegoś zwierzęcia, na przykład pająków, to morze to oznaczać że właśnie z duchem tego gatunku ma niezałatwioną sprawę? Gdzieś to czytałam i zastanawia mnie czy ktoś się z tym spotkał w praktyce
Ten wątek ze strachem jest ważny bo kieruje rozmowę z powrotem do pytania o to jak w ogóle duch gatunku daje o sobie znać. Sny, przypadkowe spotkania, lisy Ilonki - to są te miękkie sygnały. Ale strach to inny rodzaj sygnału, bardziej ciałowy, trzewny. Zastanawia mnie czy w tradycjach szamanskich rozróżnia sie te dwa kaanały - wizualny/oniryczny kontra somatyczny. Bo jeśli tak, to mogłoby to coś powiedziec o naturze samego kontaktu
Przepraszam że znowu się wtrącam z głupim pytaniem ale troche gubię się w tej dyskusji. Czy mówimy teraz o tym że np. fobie mają jakieś duchowe źródło? Bo to brzmi troche jakby duchowość tłumaczyła to co psychologia już wyjaśniła przez traumy i warunkowanie. Nie mówię że to złe podejście,na prawde nie wiem, ale to mnie zastanawia xD
@Niedziela51 ma rację co do ryzyka, ale chhyba trochę to upraszcza. Nikt tutaj nie mówi że fobie TO duchy. Mówi sie że intensywna reakcja somatyzcna morze być jednym z sygnałów wartych uwagi w kontekście pracy z duchem gatunku. To nie jest zamiast psychologii, to jest inne pole. Różne mapy tego samego terenu można ich używać jednocześnie
Kucze, "różne mapy tego samego terenu" to ładna metafora ale unia pytania. Jeśli obie mapy mają działać jednocześnie to co rbisz gdy pokzauja różne drogi? Psychologia mówi: przepracuj traumę w konkretny spoósb. tradycja szaamańska mówi: nawiąż relację z duchemm. To nie są komplementarne wskazókwi,to są sprzeczne zalecenia co do kierunku działania. I nie,nie da się ich po prostu zsumować
