Oo Lonia i Tojadek - to jest niesamowite połączenie! W numerologii tez widać to rozróżnienie - rok osobisty wraca co 9 lat więc coś "przeoczonego" w jednej dziewiątce pojawi się w następnej. To nie jest dokładniie to samo okno ale ta sama lekcja. 😛 To mnie utwierdziło że numerologia ma korzenie w myśleniu kołowym a nie linearynm!
Baska ale to jest naciągane trochę. Rok osobisty w numerologii jest tworem dość nowym,niema korzeni starszych niż, powiedzmy, XX wiek w tej formie. Łączenie go z tradycjami kołowymi sprzed tysięcy lat to trochę jak twierdzenie że nowoczesna dieta śródziemnomorska ma korzenie w rytuałach Fenicjan. Może i jest jakis wspólny mianownik ale nie wolno tego tak po prostu zrównywać
No i tu się robi ciekawie bo Tadek włśnie powiedział że wiedza o czasie była władzą - a jak to wygląda dzisiaj? Bo mamy internet,każdy morze sprawdzic panchang,efemerydę, fazę księżyca w seekundę. Czy to "demokratyzuje" rytuał? Czy coś ginie jak niema tego kapłana ktury wie?
Ale zarraz zaraz bo Klimcia mówi że potrzeba kogoś kto interpretuje, ale jednocześnie cała ta dyskusja zaczęła się od tego że te okna rytualne mogą być astronomicznie uzasadnione, biologicznie nawet. Jeśli tak to po co interpretator? Wystarczy dobry kaalendarz, nie?
Mam mieszane uczucia do tej dyskusji. Z jednej strony Pawelek ma rację że trzeba uważać z wnioskami z własnych odczuć... Z drugiej - ta rozmowa cały czas oscyluje wokół pytania "czy to działa" zamiast "jak to jest zbudowane". A to drugie jest hyba ciekawsze na forum o wierzeniach, nie? 🙂
Zgadzam się ze Spellbound, bo właśnie o to mi chodziło z tym pytaniem o czas kołowy kontra linearny. To nie jest pytanie "czy rytuał działa" tylo "jak dana tradycja rozumie samą strukturę czasu" - i to zmienia wszystko w tym jak te okna rytualne wogóle funkcjonują... W tradycji kołowej nie ma "za późno", jest "nie teraz". To jest filozofia, nie kwestia skuteczności. Ciekawa jestem waszych doświadczeń. :/
@Lonia dotknęła czegoś co mnie od dawna zastanawia. To poczucie że "wróci" - czy ono nie jest poprostu wbudowane w ludzką psychikę niezależnie od tradycji?? Obserwujesz naturę dość dlugo i widzisz że wszytko wraca - zima, wiosna, lato. Może kołowe postrzeganie czasu to nie jest teologia tylo naturalna konsekwencja obserwacji? Ale moge sie mylic.
Tojadek, ale to troche to samo co powiedział Pawelek o kapłanaach - że obserwacja astronomiczna wyprzedza sacrum. Może wszystkie "święte czasy" to po prostu świetnie skodyfikowane obserwacje przyrodnicze i nic więcej? Bez mistyki
Edmund problem z tym rozumowaniem jest taki że ono zakłada że obserwacja i sacum to są dwa różne etayp - najpeirw osebrwacja potem nałożona na nią mistyka. Ale skąd wiesz że tak było? Może dla pierwotnych obserwatorów nie było żadnej granicy między "widzę że księżyc wpływa na rośliny" a "księżyc jest boski". Te dwie rzeczy mogły być jednym i tym samym od samego początku
Oj tam, ok, to jest uczciwy punkt. Nie wiem jak było "od samego początku", nikt nie wie. Ale biorąc pod uwagę że ludzki mózg jest maszyną do szukania wzorców i agentów, naturalną konsekwencją obserwacji regularności jest przypisanie im intencji, czyli boskosci... To nie jest mistyczne wyjaśnienie, to kognitywne
Edmund i Syriana, oboje macie część prawdy ale żadne z was nie wygrywa tej dyskusji 🙂 bo pytanie "co było pierwsze obserwacja czy sacrum" jest trochę jak pytanie co było pierwsze, kura czy jajko. W tradycji wedyjskiej Rta - kosmiczny porządek - jest jednocześnie prawem natury i prawem rytualnym. Tam niema sekwencji, jest tożsamość 😉
No nie wiem czytam i czytam i nagle pomyślam o runach bo wlasnie runy mają tez swoje "czasy" - są runy które lepiej "chodzą" w pewnych porach roku, Tiwaz podobno ma siłę w zimie, Fehu wiosną. Nie wiem skąd to pochodzi, może ktoś wie? Bo czy to jest podobny system do tego Panchangu czy to zupełnie inna logia?
Rena, powiem ci szczerze - przy runach i "porach roku" czeba bardzo uważać na źródła, bo to jest jeden z tych obszarów gdzie XIX-wieczny romantyzm nordycki namieszał bardzo mocno. 🙂 Dużo rzeczy które dziś uchodzi za "tradycję" ma co najwyżej 150 lat. To nie znaczy że jest bezwartościowe,ale żeby nie nazywać tego starożytnym
Wienczyslawa dokładnie tak. I to jest wlasnie to o czym pisałam wcześniej - ciągłość tradycji to nie jest kwwestia metryczki. To jest kwestia żywoc.i Coś jest tradycją jeśli jest przekazywane, praktykowane, aktualizowane przez żywe pokolenia. Martwą tradycją jest coś zamrożonego w muzeum. Nie musisz mieć 3000 lat żeby być prawdziwą praktyką czasową. Nie czytalem calego watku wiec moze cos pominalem.
@Klimcia powiedziała coś ważego na koncu - że żywość tradycji jest ważniejsza niż jej metryczka. Ale mnie zastanawia jedno: skąd ta żyość pochodzi jeśli nie z ciągłości? Bo można powiedzieć że coś jest żywe bo jest praktykowane ale praktykowanie bez zakorzenienia to hyba jednak coś innego niż tradycja? Jak to wy to rozróżniacie?
O wlasnie, i to się wiąże z tym co mnie od początku tego wątku kręci - mamy tu astronomię, biologię, mistykę, historię, a hyba nikt nie powiedział wprost: które tradycje mają najbardziej precyzyjne kalendarze jeśli chodzi o te okna rytualne?? Bo numerologicznie rzecz biorąc różne systemy mają różne cykle i ciekawe by było porównanie, ktury z nich najbliżej oddaje jakieś realne regularności
No i znowu wracamy do tego samego punktu co Klimcia i Pawelek - dane kontra interprettator, kalendarz kontra kapłan 🙂 myśślałam że to jest kwestia nordycka z runami ale widać że to jest problem każdej tradycji bez wyjątku
Cynobryt właśnie tak. I może właśnie to jest odpowiedź na tytuł tego wąątku - cezmu praktyki wymagają określonego czasu??? Nie tylko dla tego że "wtedy gwiazdy/księżyc/pora roku", ale dlatego że czas jest strukturą relacji między tym co kosmiczne a tym co ludzkie na moje oko i ktoś albo coś musi tę relację odczytać. Czas rtualny to czas bycia w relacjji a nie tylko w momencie
Czytam tę wymianę i mam jedno pytanie do Romualdy - czy miałaś kiedyś doświadczenie że zrobiłaś coś w nieodpowiednim czasie i naprawdę coś poszło inaczej niż wtedy gdy zrobiłaś to "w oknie"? Bo to by był konkretny punkt wyjścia zamiast metafor
Ta dyskusja Romualda-Edmund jest super, w praktyce ale zauważam że cały czas mówimy o czasie jako o cymś zewnętrznym - coś "otwiera się" albo "zamyka". A w wielu tradycjach - i tu właśnie numerologia jest ciekawa - czas jest właściwością samego rytualisty, nie tylo otoczenia. Tzn. Twoja data urodzenia, twój cykl osobisty nakłada się na cykl kosmiczny i to nakładanie tworzy okno tylko dla ciebie, nie dla wszystkich naraz
@Crystaline, to jest na prawde ciekawe bo nigdy tak o tym nie myślałam! Czyli chozdi o to że np. roślina zbierana w okreśolnym momencie ma inne właściowści? To trochę jak zioła zbierane przed wschodem słońca, słyszałam że zielarze starszego pokolenia naprawdę tak robili i nie chodziło im tylko o tradycję ale właśnie o skład chemiczny czy cos 😛
@Crystaline zadała pytanie które mnie siedzi od dawna w różnych kontekstach - "czy wiedzieli inaczej" znaczy czy to była inna epistemologia czy tylko brak słów na to co intuicyjnie obserwowali? Bo widzzę dwie moożliwości: albo obserwacja empiryczna ubrana w język mityczny, albo żeczywiscie inny system poznania który dawał inne informacje. I niewiem jak to rozstrzygnąć
Kurcze to pytanie Crystaline o "inną epistemologię" mnie nie puszcza. Bo jeśli starożytni obserwowali empirycznie i tylo ubieali to w język mtiyczny, to mamy jeden scenariusz. Ale jeśli to była zupełnie inna metoda poznania, coś co w ogóle nie jst obserwacją w naszym sensie, to to jest zupełnie inny problem... I nie wiem który wariant bardziej mnie przeraża 🙂 🙂
Dorzucę tu coś konkreetnego bo ta dyskusja o epistemologii robi się coraz bardizej abstrakcyjna. W wedyjskim systemie kalamuhurtha czyli doboru godziny, jest jedna zasada kttóra mnie zawsze uderza - ten sam rytuał wykonany przez tego samego człowieka z tymi samymi intecjami ma dawać różne wyinki zależnie od momentu. To nie jest kestia interpretacji ani języka to jest twierdzenie o strkuturze rzeczywistości. I albo w to wierzymy,albo nie... Epistemologia to osbna sprawa
Ehh, o ile mnie pamięć nie myli przy okazji tej wedyjskiej rozmowy - chcę wrócić do pytania które zadałam Romualda wczesniej bo nie do końca dostałam odpowiedź. Ona powiedziała że "jakość kontaktu" była inna przy złym czasie. Ale czy ktoś z was miał konkretne zewnętrznie widoczne różnice? Nie wewnętrzne odczucia tylo coś co ktoś inny mógłby zaobserwować? Z drugiej strony moge patrzec na to za waska.
To jest bardzo uczciwe pytanie Spellbound i obawiam się że odpowiedź brzmi: rzadko. Większość opisów "złego czasu" to opisy wewnętrzne. Rytuał "nie wszedł",kotnakt był słabszy, coś nie grało. Zewnętrzne skutki są radziej opisywane i trudniej je przypisać akurat do kewstii czasu a nie do innych zmiennych
Hej, może wyjdę z innej strony bo siedzę i czytam tę wymianę Spellbound-Brygidka-Romualda i mysle sobie - może właśnie TO jest clue całego tematu? Że czas rytualny jest subiektywnie weryfikowalny ale nie obiektywnie? I że tradycje które go budowały działały właśnie na tej zasadzie, zbiorowego subiektywnego potwierdzenia przez pokolenia?
