Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym jak gnostycy rozmieli samo poznanie - ten ich gnosis.... Bo to nie jest zwykła wiedza w stylu "przeczytałem książkę i wiem". To raczej coś co ma w sobie wymiar bezpośredni, osobisty prawie mistyczny. Coś co się CZUJE, a nie tylko rozumie głłową. I tears pytanie do was - czy uważacie że taka gnoza jest wogóle dsotępna dla współczesnego człowiek? czy to zamnięty rozdzaił historii religii, czy jednak żywa ścieżka??! Bo spotykam coraz więcej ludzi którzy mówią że praktykuja "gnostycką drogę", ale jakos nie potrafię wyłapać co to wlasciwie w praktyce oznacza.
Gnoza jako doświadczenie nigdy nie znikła, tylko przybrała różne formy. Hermetycy, katarzy, różokrzyżowcy a nawet pewne odłamy kabały - wszędzie tam jest ten sam rdzeń: poznanie przez BYCIE, nie przez czytanie. Gnostycy antyczni mówili o iskrze pneumy uwięzionej w materii. Praktyka to coraz głębsze docieranie do tej iskr, do tego co w nas nie pochodzi z demiurga, z tego fałszywego stwórcy. To nie jest abstarkcja - to konkretna parca z włassą świadomością.
No dobra, ale trochę hamujmy konie. "Praca z własną świadomością" to pięknie brzmi, tylko że każdy przez to rozumie coś innego... Dla jednego to medytacja, dla innego psychedeliki, dla jeszce innego tarot. Czy gnostyckie teksty dają wogóle jakis konkretny PROGRAM, metoęd, coś co można zastosować? Bo jak nie, to mamy tylko kolejny worek na wszelkiego rodzaju praktyki,do ktorego ktos przybija etykietkę "gnoza" i gotowe.
A mnie zastanawia co konkretnie gnostycy mieli na myśli mowiąc ze ten swiat jest dziełem złego demiurga. Bo jak to rozumieć dosłownie,to wychodzi że całe nase życie tutaj jest jakąs pułapką. I co po śmierci dusza leci gdzies przez kolejen sfery i muszi jakos przechtrzyć archontów żeby sie wydostać? Czytałem cos o tym ale nie do końca lapię jak to sie ma do praktyki. Czyli to jest tak że ta gnoza jakos pomaga duszy uciec?
Zygmunt pyta o to przejście przez sfery archontów - to akurat jest opisane w tekstach z Nag Hammadi dosyć szczegółowo. Chodzi o to ze duza wstępując po śmierci musi odpowiedzieć acrhhontom - strażnikom kolejnych sfer planetarnnych - i wlasnie tu poznanie ma praktyczne znaczenei. Bez gnozy dusza nie "wie" co powiedzieć i zostaje zatrzymana lub wraca w mtaerię... Ale to jest bardzo specyficzna eschatologia że tak to ujmę nie każda szkoła gnostycka ją podzielała.
Ojej to brzmi trochę jak gra RPG z bossami na kolejnych poziomach 😀 przepraszam jeśli to głupie porównanie ale seio - dusza muszi znać hasło żeby przejść dalej? I kto ustalił te hasła? Gnostycy wymyślili je sobei czy gdzieś to odkryli?
Ee tam, racja że systemy sie różnią, nie neguję. Ale wlasnie o to mi chodziło - wspólnym mianownikiem nie jest doktryna tylo to doświadczenie samopознания. 🙂 Walentyniani opisywali je inaczej niż sethianie, ale obaj mówili o czymś co poprostu WIESZ gdy to osiągniesz, i czego nie da sie opisać z zewnątrz. To trochę jak zen - różne szkoły, różne metody,ale każda wskazuje na to samo przebudzenie... Doktryna to mapa, gnoza to samo teyrtoruim.
No nie wiem ale jak sie w ogóle zacząć tego uczyć? Bo ja szukam i albo są supertrudne akademickie teksty, albo jakieś new age'owe ogólniki o iskrze bożej w nas. Czy ktoś wie o jakichś konkretnych ćwiczeniach, technikach, czymś co można poprostu ZROBIĆ? Nie chce tylo czytać o tym 🙂
Mystria, mam podobny problem szcczerze. Raz trafiłam na grupę ktura twierdiła że praktykuje gnostycyzm i proponowała jakieś "rytuały przebudzenia". Tylko że kiedy zaczęłam pytać skąd to mają, jakie źródła,to nagle zrobiło się mgliście i nieprrecyzyjnie. Trochę mnie to niepokoi bo ta etykietka "gnoza" jest teras strasznie modna i można pod nią podłożyć prawie wszystko. Jak odróżnić autentyczną tradycję od czyjejś improwizacji? moze ktos to lepiej wyjasni
No wlasnie, Halineczko, i tu dotykamy sedna. Gnostycyzm starożytny nie przetrwał jako żywa szczerze mówiąc ciągła tradycja z przekazem mistrz-uczeń. Katarów wytępiono, mandeanie to osobny przypadek bo przetrwali ale mało kto o nich wie... Więc każdy "gnostyk" dzisiaj albo rekonstruuje na podstawie tekstów, albo tworzy własny system i nazywa go gnostycznym. To niekoniecznie zła rzecz, ale czba być z siebie szczerym co się robi.
Eee mndeanie? To jest jakas żywa religia gnostycka? Nigdy nie słyszałem, serio?
A ten temta hasłem do archontów - to gnosytcy mieli jakis specjalny tekst który trzeba było znać? Coś jak modlitwa czy zaklęcie? Bo to brzmi jakby to miało byc przekazywane z ust do uszu, nie?
Zygmunt tak - to sie nazywało "symbola" albo "synthema", to były formułki, słwa które dsza miała wypowiadać do straznikow. Część z nich jest zachowana w tekstach jak "Pistis Sophia" czy "Pierwsza Apokalipsa Jakuba". Ale to nie był żaden sekret maagiczny w stylu hokus-pokus - to był raczej skrót do całego systemu wiedzy o własnj naturze... Znajomość formuulki bez znajomości SIEBIE była bezużyteczna, przynajmniej w teorii.
Słuchajcie, ja wchodzę z boku bo tarot - zwłaszcza talia Thoth Crowleya - jest bardzo mocno przesiąknięty gnostycką symboliką i hermetyzmem. Crowley świadomie wplatał te warstwy znaczeniowe. Więc morze dla kogoś kto szuka drogi do gnozy przez praktykę,tarot jako system medytacyjny i poznawczy ma sens? Każda karta to nie wróżba tylo obraz stanu świadomości. Duże Arkana to mapa tych sfer o których mówicie. Ale nie jestem specjalistą.
Wiecie co mnie zastanawia w tym wszystkim - gnostycy mowili ze ciało i materia to wiezienie duszy, stworzone przez złego demiurga. Ale z drugiej stroy np walentynanie rozrozniali rózne typy ludzi - pneumatykow hyllikow i psychikow. i tyylko pneumatycy mogą osiągnąc pelną gnozę. To jest troche eltarystyczne nie?? Jakby z gory bylo wiadomo kto sie nada a kto nie
Wisnia,bardzo trafna obserwacja. Ten podział na hylikow psychikow i pneumatykow był jednym z bardzej kontrowersyjnych elementów walentynianizmu. Hylikowie - materialni - nie mają szansy wogóle. Psychicy mogą dojść do pewnego poziomu wiary. Pneumatycy mają iskrę i są niejako skazani na zbawienie bez wzgledu na wszystko. To rezczywiście budzi pytania etyczne i było krytykowane jusz przez Ojców Kościoła, nie tylko przez nowoczesnych badaczy. ale warto pytać - czy to był opis ontologiczny czy raczej opis STANU w danym momencie? Czyli czy możesz z hyliksa stać sie pneumatykiem?
No wlasie to pytanie Paradoxy jest kluczowe hyba. Bo jeśli to jest z góry ustalone to po co w ogóle jakakolwiek praktyka i szukanie gnozy. A jak można to zmienić to znaczy że jednak nie jest determinizm tylo coś innego
Ten podział pneumatyk/psychik/hylik to mnie zawsze irytował trochę jak dla mnie bo brzmi jak elitaryzm w czystej postaci. Walentynanie de facto mówili: niektórzy z natury są skazani na porażkę. To jest etycznie mocno problematyczne. Z drugiej strony morze to nie miał być podział absolutny tylo opis stanu, w którym ktoś jest w danej chwili? Ktoś zna teksty które by to rozstrzygały?
Ale to znazy ze taki tekst pisany przez gnstyków tez mógł być wewnętrznie sprzezcny? Myślałem ze to były systemy zamknięte i logicznie spójne xD
A te hasła do archontów co Tadek wspominał - symbola czy jak to sie nazywało - czy one są podane wprost w tych tekstach? Tzn monża poprostu przeczytać i wiedzieć co to jest? Bo to brzmi dziwnie ze coś tajemnego jest po prostu zapisane w księdze
Ojej to troche jak z zaklęciami w bajkach patrzac z boku wiesz? Mowisz słowo ale muszi byc w nim moc inaczej nic. Czy te formuly były po grecku czy w jakimś sppecjalnym języku?
@Dobema i paradoxa - ten wątek o determinizmie jest ciekawy bo ja zawsze miałam wrazenie ze gnoza w praktyce miała byc wlasine wysjciem z determinizmu. Tzn nie jestes przyklejony do swojego hylicznego statusu tylo przez poznanie możesz sie "przebudzić". Tylko że jak tak sie czyta walentynian to żeczywiscie bywa u nich jakby z góry wiadomo kto jest pneumatykiem a kto nie. Coś tu nie gra
No i właśnie dla tego ten system jest trochę poddejrzany z etycznego punktu widzenia. Każda doktryna ktura dzieli ludzi na tych co mogą być zbawieni i tych co nie mogą niezależnie od ich działa,ń jest de facto doktryną wyższości. Walentynanie mogło i nie mieli złych intencji ale taki podział w ręku nieuczciwie używany to prosta droga do sekty z hierarchią wybranych i resztą która ma im po prostu wierzyć
Okej ale wracając do tego co pytałam wcześniej - czy jest jakis KONKRETNY tekst ktury można uznać za punkt startowy jeśli ktoś chce po prostu zacząć? Bo tu mamy dyskusję bardzo ciekawą ale ja ciągle niewiem od czego zacząć praktycznie. Ewangelia Tomasza? Pistis Sophia? Coś innego?
Mystria szczerze? Zacznij od Ewangelii Tomasza. 😉 To najkrótsze i najbardziej dotępne. Nie ma tam narracij, tylo logia - 114 wypowiedzi Jezusa, z których wiele brzmi jak koany zen... Nie wymaga znajomości całej kosmologii. potem jak poczujesz klimat, idź w Ewangelię Filipa. Pistis Sophia to zpuełniie inny kaliber, na samym początku możesz sie poprostu pogubić i zniechęcić.
A mogę zapytać trochę z innej strony - czy te gnostyckie teksty mają jakieś przełożenie na praktykę z przedmiotami? Tzn czy gnostycy użyywali np. amuletów, kamieni, jaikchś fizycznych nośników wiedzy? Bo czytam o tej całej antymaterii i demiugru i zastanawiam się czy skoro materia jest więzieniem to po co im były jakieś fizyczne rekwizyty
O kamienie abraksas to coś o czym nie słyszłem a brzmi ciekawie. To jest tak jak z amuletem kótry ma imię bótswa wyryet?! Bo to znam z innych tradycji
