Sensowne pytanie Cieszymir, sama jestem ciekawa! bo tyle tu pada różnych systemów naraz i trochę mi się wszystko miesza - czakry, numerologia, kabała, niewiem już co z czym powiązać 🙂
Cieszymir, to jest bardzo różne w zależności od systemu i lepiej tych porządków nie mieszać bezkrytycznie, bo można dostać chaos pojęciowy. Numerologia ma swój własny język znaczeń liczb który nie pochodzi z systemu czakrowego i nie ma bezpośredniego przełożenia "szóstka = szósta czakra". Saturnella pewnie powie więcej o numerologicznym kontekście. Czakrowo szósta to Ajna jak już ktoś wspominał i jej tematyka to intuicja, widzenie, rozeznanie - co trochę inaczej łączy się z cierpieniem.
Saturnella pyta o coś ważnego, bo tytuł wątku mówi o "szóstym ośrodku" i chciałam wyjaśnić co miałam na myśli. To nawiązanie do koncepcji cierpienia jako szóstego nidana - ogniwa w łańcuchu współzależnego powstawania z buddyzmu - ale też trochę do idei z hermetyzmu o sześciu próbach duszy. To było świadome wieloznaczne odwołanie, nie do konkretnej czakry. Przepraszam jeśli to wymagało wyjaśnienia wcześniej.
aha to wyjaśnia tytuł. bo przyznam ze sie zastanawiałem i myslalem że to zwykła pomyłka albo ze chodzi o jakiś mało znany system. a nidana to temat który chyba jeszcze nie pojawił sie w tej rozmowie i mógłby trochę rozwinąć to co mówiliśmy wcześniej o buddyjskim podejściu do cierpienia? bo tanha jest trzecia a nie szosta wiec cos mi tu nie gra
Edytka, dzięki za to sprostowanie o sparsha. To mi coś wyjaśnia. Czyli jeśli dobrze rozumiem - cierpienie w tym ujęciu nie zaczyna się od bólu samego w sobie, ale od kontaktu zmysłowego który wyzwala ciąg dalszy? To dość przewrotne bo mam wrażenie że w większości tradycji zachodnich ten kontakt z bólem jest już traktowany jako problem, a nie jako punkt startowy procesu.
Jola, dokładnie tak. I to jest właśnie to miejsce gdzie buddyjska analiza cierpienia jest naprawdę precyzyjna - bardziej niż nam się zazwyczaj wydaje jak słyszymy ogólne haslo dukkha. Sparsha to neutralny kontakt, to co z nim robimy potem - vedana, tanha i dalej - to dopiero zaczyna tworzyć cierpienie. Asceza w tym kontekście może być albo ścieżką przeciecia tego łańcucha, albo wręcz jego wzmacnianiem jeśli jest robiona z pragnienia oczyszczenia. to jest ta pułapka o której mowil Metek przy Milarepie.
Załóżmy, ale tu mam pytanei bo mnie to troche niepokoi. jezeli sparsha jest neutralna to dlaczego w ogóle buddyści uznają ze ścieżka ascezy ma sens? skoro kontakt jest neutralny to mógłby byc kontakt z przyjemnością tak samo dobrze jak kontakt z bólem nie? i dlaczego tak wiele tradycji mistycznych idzie w strone bólu a nie w stronę np. intensywnej radości? to mnie zawsze zastanawiało w tym temacie
To jest naprawdę trafne pytanie Dzikitaurus i zaskakująco rzadko zadawane wprost. Krótka odpowiedź: w buddyzmie rzeczywiście nie ma dogmatu że ból jest lepszy niż przyjemność jako sposób ćwiczenia. Budda sam odrzucił skrajną ascezę jako nieefektywną. Ale w praktyce ból jest używany bo jest trudniejszy do zracjonalizowania, trudniej go podtrzymywać przez ego - czyli szybciej obnaża mechanizmy umysłu. Przyjemność jest zbyt łatwa do przywłaszczenia przez ego które mówi że zasługuje.
oj ale to co Wierzbinka napisała o ego które "zasługuje" na przyjemność to mnie uderzyło. Bo jak teraz myślę o sobie to dokładnie tak reaguję na przyjemne doświadczenia - od razu myślę że na to zapracowałam albo że mi się należy. A na ból reaguję zupełnie inaczej. Czy to znaczy że przez samo obserwowanie tej różnicy można się czegoś nauczyć bez żadnej ascezy?!
wracam do tego co Dola napisała o szóstym nidana i hermetycznym tle. Bo mnie to ciągnie w inną stronę - w hermetyzmie szóstka jest związana z materią, ze zmysłowością, z Wenus w pewnych układach. I interesuje mnie właśnie ta dwuznaczność szóstki jako liczby poświęcenia ale też jako liczby zmysłowej przyjemności. To jakby ta sama wibracja mogła iść w dwie zupełnie przeciwne strony - albo w kierunku wyrzeczenia albo w kierunku pełnego zanurzenia w materii. Dola, czy ty to tak rozumiałaś pisząc ten tytuł?
No bo właśnie, tantryzm tu wisi w powietrzu od początku rozmowy i nikt tego nie chciał nazwać wprost. A tam cierpienie pojawia się nie przez wyrzeczenie ale przez przekroczenie - przekroczenie granicy komfortu w innym sensie. nie wiem czy to jest dobry moment żeby to rozwinąć bo wątek jest już rozbudowany
Pustelkaa masz rację ze tantryzm tu pasuje. i dodam jeszcze że w niektórych szkołach tantrycznych samo cierpienie nie jest celem ale jest traktowane jako brama - przekraczasz je i zostajesz po drugiej stronie gdzie już nie ma podziału na ból i przyjemność. brzmi to dość abstrakcyjnie napisane tak ale to zaskakujaco spójne z tym co Wierzbinka mówiła o sparsha. kontakt zmysłowy jako brama a nie jako problem
hm, ale ja mam tutaj opór. Tantryzm jako "brama" brzmi bardzo poetycznie ale w praktyce był i jest nadużywany do legitymizowania różnych rzeczy które z duchowością mają mało wspólnego. Nie mówię że tradycja jest fałszywa - mówię że ten rodzaj argumentacji, że ból czy przekroczenie granic jest bramą, jest bardzo podatny na manipulację. I to jest dla mnie ważniejsze niż pytanie o to czy szóstka wibruje z Wenus.
Sennica ma tu niezly punkt. I mysle że to się wiąże z tym co było mówione wczesniej o kontenerze. Tantry klasyczne mialy bardzo rozbudowany system inicjacyjny wlasnie po to zeby ta "brama" nie była otwierana przez kogo popadnie bez przygotowania. To co dociera do nas jako pop-tantra to jest wlasnie ta treść bez kontenera. więc moze problem nie jest w tradycji tylko w tym jak jest przekazywana?
No nieźle, ten wątek jest niesamowity, czytam od początku i w ogóle nie wiedziałam że temat cierpienia można tak rozłożyć na czynniki pierwsze. Mam jedno proste pytanie bo trochę zgubiłam się w tych nidanach i sparsha - czy jest jakieś dobre polskie opracowanie tego łańcucha z buddyzmu? Coś co można przeczytać bez wcześniejszej znajomości pali?
przepraszam że wchodzę z boku ale mam pytanie które mnie nęka od jakichś kilku postów. wszyscy mówicie o tradycjach które mają jasną naukę o cierpieniu i jasne ramy kiedy jest ono sensowne a kiedy nie. ale co z ludźmi którzy szukają tych doświadczeń poza jakąkolwiek tradycją? tzn. sami, bez kierownictwa, bez kontenera o którym mówiliście. czy w ogóle jest możliwe żeby taka praktyka miała sens duchowy czy zawsze będzie tylko destrukcją?
Wezuwianit to jest pytanie na które rozne tradycje odpowiadaja roznie i mysle ze nie ma tu jednej odpowiedzi. ale moge powiedziec co w tym temacie wydaje mi sie ważne: wszystkie tradycje ktore rozmawialismy dzis podkreślają ze intencja jest kluczowa. Samotna praktyka bez kontenera nie jest z góry skazana na niepowodzenie ale ryzyko jest inne - nie masz zewnętrznego punktu odniesienia ktory powie ci kiedy przekroczyłeś granicę. To jest argument za szukaniem wspolnoty, nie argument ze solo jest niemożliwe
dziękuję Edytko za tę odpowiedź o Nyanaponice, bede szukal! i przy okazji mam pytanie do Wierzbinki bo ciągle mnie nurtuje to powiazanie z czakrami - jesli sparsha to kontakt zmysłowy i to jest ten punkt startowy cierpienia, to czy to by się przekładało na czakrę manipura albo swadhisthana? bo tam są te zmysłowe powiązania w systemie czakrowym, tak? czy zupełnie inny język i nie ma po co tego laczyc?
No cóż, tak, ten wątek mnie wciągnął i mam pytanie które się wiąże z tym co Saturnella pisała o szóstce i Wenus. w tarocie szóstka to Kochankowie - karta która jest o wyborze, ale też o rozdarciu. i właśnie to rozdarcie między przyjemnością a bólem, między oddaniem się zmysłom a wyrzeczeniem, jest w tej karcie wpisane strukturalnie. czy ktoś z was to tak widzi? bo mi się zdaje że to może być ten sam archetyp o którym tu piszecie
hej ale czy ktos nie przesadza trochę z tym odrywaniem tarotowych archetypow od tematu? bo szóstka nidana to nie szóstka atutow, to inny porządek zupełnie. mieszacie systemy i potem wychodzą takie kluchy gdzie wszystko ze wszystkim sie łączy bo chcemy żeby się łączyło. pytam serio bo nie chce byc złośliwy ale chyba trzeba to powiedzieć
A propos, pytania Cieszymir87 ze wcześniejszego posta bo może nie odpowiedziałam wystarczająco jasno. Napisałam że lepiej nie łączyć sparsha ze swadhisthaną i chcę to rozwinąć, bo mam wrażenie że to ważne. Problem jest taki - gdy bierzemy jeden termin z jednego systemu i przyklejamy go do drugiego, to tracimy precyzję obu. Sparsha w paticca-samuppada jest funkcjonalna, opisuje mechanizm. Swadhisthana w systemie czakrowym jest energetyczno-symboliczna. Obie dotyczą zmysłowości, owszem, ale opisują ją na zupełnie różnych poziomach opisu. Więc moje pytanie do Cieszymir: co konkretnie chciałeś z tego połączenia wyciągnąć dla siebie praktycznie?
czytam tę rozmowę o reaktywności i mam takie wrażenie że to co opisujecie to jest dokładnie to co ja czuję kiedy jestem w jakimś dyskomforcie i od razu szukam czegoś żeby go przerwać. nigdy nie myślałam o tym jako o czymś żeby obserwować, zawsze myślałam że trzeba to naprawić. czy to jest wlasnie ten błąd o którym mówiliście wcześniej?
mysle ze Groszek i Wezuwianit dotknęłyście tutaj czegos istotnego ale chce to ustawić w kontekscie tematu watku. to co opisujecie - ten odruch uciekania od bolu - jest wlasnie tym co rozne tradycje próubją zaadresowac na rozne sposoby. Jedne mówią: wyćwicz sie zeby tego nie robic przez obserwację. Drugie mówią: przeprowadź sie przez ból celowo zeby go rozbroic. I tu wlasnie wraca pytanie które chyba jest sercem tego watku - czy dobrowolne przyjmowanie cierpienia ma inną jakość niz cierpienie które sie po prostu przydarza. Jakaś myśl?
Tak jest, to pytanie Numerologa04 jest kluczowe i mam na nie swoją odpowiedź po kilku latach pracy z intencją w rytuałach. Dobrowolność zmienia wszystko. Ale nie dlatego że cierpienie jest wtedy "mniej bolesne" - bo nie jest. Zmienia sie relacja do niego. Kiedy wchodzę w coś z intencją i wiedzą że to jest część ścieżki, to jest zupełnie inne doświadczenie niż kiedy coś mnie spotyka bez wyboru. Nie wiem czy to jest "duchowe" w sensie doktrynalnym ale to jest empirycznie inne.
ale właśnie tu mam wątpliwość. Pustelkaa piszesz że dobrowolność zmienia relację do cierpienia i to rozumiem. Ale skąd wiadomo że ta zmiana relacji to jest naprawdę coś duchowego a nie po prostu mechanizm psychologiczny - coś jak efekt placebo albo efekt kontroli? Czyli czujesz się lepiej bo myślisz że masz kontrolę, nie dlatego że cokolwiek metafizycznego się dzieje. 😛 Nie mówię że kłamiesz - mówię że nie wiem jak to rozróżnić i czy w ogóle da się to rozróżnić.
Sennica_Z zadaje wlasciwe pytanie i jest to pytanie które historycznie religie próbowały na rozne sposoby zaadresować. Stad właśnie systemy inicjacyjne, kierownictwo duchowe, wspólnota praktykujących - zeby mialy zewnętrzne narzędzia weryfikacji. Samo subiektywne przekonanie ze cos jest duchowe nie wystarczało. 🙂 Warto pamiętać ze historycznie Kościół miał bardzo rozbudowane procedury rozeznawania duchowego wlasnie dlatego ze nie każde intensywne przezycie traktowal jako boskie
Edytka50 trafia w coś ważnego i to jest właściwie jeden z centrów tego tematu. Rozeznawanie. W chrześcijańskiej mistyce to jest discretio spirituum, w sufizmie jest sohbet i relacja mistrz-uczeń, w buddyzmie sangha i wskazówki nauczyciela. Samotne cierpienie bez kontenera weryfikacji może być czymkolwiek, włącznie z autopunkucją, i żadna tradycja której znam dobrze nie zachęcała do tego bez struktury. Więc mam pytanie do wszystkich: czy ktoś tu miał doświadczenie takiego świadomego cierpienia w kontekście jakiejś konkretnej ścieżki, gdzie był ten zewnętrzny kontener?
