Dola zadała pytanie ktore mnie zatrzymało bo wlasnie mam takie doswiadczenie i nie wiedziałem czy o tym pisać. byłem jakis czas temu na rekolekcjach vipassana i tam cierpienie fizyczne z siedzenia przez wiele godzin jest czesc praktyki. i byl instruktor, był harmonogram, byla struktura. i rzeczywiscie to bylo inne niz zwykłe niedobry. cos sie zmienialo w tej ciszy i bólu ale nie potrafie tego nazwac lepiej niz ze cos odpuszczalo
to co Metek opisuje z vipassaną to jest dla mnie najkonkretniejszy przykład w tej dyskusji tego o czym Dola mówiła na poczatku - cierpienie jako technika a nie jako cel sam w sobie. nie boli sie żeby boleć, boli sie zeby zobaczyć jak umysł reaguje na ból. to jest zupenłie inny mechanizm niż np. biczowanie sie z intencja zadośćuczynienia. prawda?
Tylko że, Wierzbinka08 to jest troche circular reasoning jakby. mówisz ze tradycja i kontener decydują że coś jest duchowe ale skąd tradycja wie ze jej kontener jest właściwy? kazda tradycja uwaza że jej mapa jest lepsza od innych. franciszkanie powiedzą że ich asceza jest prawdziwa, mnich zen powie ze ich siedzenie jest prawdziwe, i tak w kólko. nie mam odpowiedzi ale wydaje mi się ze to jest jednak bardziej skomplikowane niż "wejdź ze strukturą i bedzie ok"
Dzikitaurus poruszył cos co mi tez leży w głowie od jakiegoś czasu. Ale mam wrażenie ze pytanie "skąd tradycja wie" jest moze za duże żeby je rozstrzygnąć na forum. Bardziej praktycznie: chyba kazda tradycja którą tu omawialismy ma jakiś wewnętrzny test - czy przynosi jasność, czy otwiera czy buduje. I te testy są rozne ale nie sa arbitralne. Vipassana którą opisywał Metek - tam efektem było wlasnie to otwarcie, ta przestrzeń. Musze to jeszcze przemyśleć.
