Jarzmianka, ale "niezależnie od siebie" to bardzo mocne założenie. w bliskiej relacji ludzie komunikują się cały czas, niewerbalnie, przez wspólną historię. convergencja interpretacji między dwojgiem bliskich osób jest czymś zupełnie innym niż ta sama interpretacja u dwóch obcych. nie dowodzi niczego nadnaturalnego
mam pytanie do Goplany, bo czytam ten wątek od początku i cały czas mnie to nurtuje - czy to zdarzenie, ten "błąd we dwoje", miał jakiś komponent snów? bo u mnie kilka razy tak było że zanim coś się wydarzyło we wspólnej przestrzeni z kimś bliskim, oboje mieliśmy sny które potem okazały się powiązane. i to właśnie ta zbieżność snów była dla mnie najmocniejszym sygnałem że coś tu nie jest tylko przypadkiem
o właśnie, to jest ten moment kiedy mi się skórka cierpnie 🙂 że "po fakcie, jak sobie powiedzieliśmy". bo to też jest forma synchroniczności, nie? że w ogóle zdecydowaliście się to sobie powiedzieć, i że akurat wtedy
no niestety, przepraszam że wchodzę, czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie bardzo rozumiem jednej rzeczy - czy "błąd" w tym sensie o którym mówicie musi być czymś co oboje oceniacie jako błąd, czy może tylko jedno z was to tak odczuwa a drugie na przykład w ogóle nie wie że to był punkt zwrotny?
Pola to bardzo sensowne pytanie i nie ma prostej odpowiedzi. z tego co widzę w praktyce - bywa różnie. czasem jedno wie a drugie nie, i dopiero po czasie to drugie to rozpoznaje. czasem żadne nie wie w momencie zdarzenia. ważniejsze chyba jest to co się potem wydarza, nie to co kto wiedział w chwili "błędu"
wlasnie ale to mnie trochę niepokoi - jesli "błąd" rozpoznajemy dopiero z perspektywy czasu i efektów, to właściwie każde trudne zdarzenie w relacji można retrospektywnie nazwać punktem zwrotnym. jak odróżnić co naprawde było boskim prowadzeniem a co po prostu trudnym momentem który minął??
Teofilka - i wlasnie to pytanie jest sercem całej tej dyskusji, i warto że je zadajesz wprost. w tradycjach które znam nie ma prostego testu. ale jest pewien rodzaj jakości - coś co w sufizmie opisują jako "baraka", takei jakby znamię które nosi zdarzenie. nie chodzi o to ze było przyjemne ani ze skończyło się dobrze. chodzi o pewien ciężar sensu który niesie
Powiedzmy, to powiem coś z innej beczki. ja to rozumiem przez energię relacji, i to nie jest metafora dla mnie tylko coś co da się wyczuć podczas pracy z czakrami dwóch osób jednocześnie. kiedy dwie osoby wchodzą w jakiś wspólny błąd, często widzę to jako zablokowany przepływ między ich polem sercowym. i ten "błąd" jest często właśnie tym co otwiera ten przepływ. jakby ciało relacji musiało się zakasłać żeby zacząć oddychać 😀
Co do, pytania Poli bo mi ono zostało w głowie - myślę że jest coś ważnego w tym "jedno wie a drugie nie". bo w tradycjach inicjacyjnych z którymi pracowałem, często właśnie tak jest. jeden z dwojga jest niejako "świadkiem" a drugi "przechodzącym". i rola świadka jest nie mniej ważna. może nawet ważniejsza, bo to świadek trzyma przestrzeń
i właśnie to pytanie o "świadka" i "przechodzącego" mnie zatrzymało. bo w tradycjach inicjacyjnych z którymi pracowałem, ta asymetria jest kluczowa - jeden z dwojga wie więcej, ale nie mówi. i ten błąd który popełniają razem jest czasem zaplanowany przez jedną stronę, nieświadomie. czy Goplana, patrząc wstecz na to zdarzenie, miałabyś wrażenie że jedno z was "prowadziło" bardziej niż drugie?
ojej to jest porządne pytanie i musiałam się przy nim zatrzymać. myślę że nie - i to jest właśnie ta osobliwość. bo zazwyczaj w relacjach widać kto prowadzi, nawet jeśli subtelnie. tutaj było tak jakby żadne nie prowadziło, albo jakby oboje prowadzili w kierunku który żadne z nas nie wybrało świadomie. to brzmi banalnie ale naprawde tak to odczułam. jakby był jakiś trzeci element który kształtował sytuację
no to mamy teraz "trzeci element". i to jest klasyczny ruch w takich rozmowach - jak nie można wytłumaczyć czym jest X, to się dodaje niewidzialny Y który X wyjaśnia. ale Y jest jeszcze mniej uchwytny. jak to falsyfikować? pytam serio, bo nie ironizuję, tylko nie wiem jak miałoby wyglądać doświadczenie które by zaprzeczało tej interpretacji
ja mam inne podejście do tego co mówi Talizmanik. to nie jest temat wyboru interpretacji jak między dwoma hipotezami. jak przeżyjesz coś co opisuje Goplana, to pewne rzeczy po prostu wiesz inaczej niż przez logikę. nie mówię że to argument w dyskusji filozoficznej, mówię że z pewnego miejsca pytanie o falsyfikację traci sens bo jesteś w innej modalności poznawczej
Inwokacja ale "inna modalnosc poznawcza" to troche niebezpieczne pojecie bo mozna nim objac dosłownie wszystko i zadna zewnetrzna korekta nei jest wtedy mozliwa. sekty tez operuja na "innej modalnosci" i uczestnicy tez "po prostu wiedza"
to jest ważna uwaga Aleksego, ale myślę że przykład sekt jest zbyt silny. bo w naszej rozmowie nikt nie twierdzi ze jego interpretacja jest jedyną słuszną ani nie nakłania innych do działania. Goplana opisuje doświadczenie, nie buduje doktryny. różnica między sekciarskim "wiem" a mistycznym "wiem" polega chyba właśnie na tym - czy to "wiedzenie" zamyka czy otwiera
Wtrącę się na chwilę, boku, ale właśnie to powiedziała Jarzmianka mnie bardzo uderzyło. to "wiedzenie które otwiera albo zamyka". da się to jakoś bardziej rozwinąć? bo mam wrażenie że to by mi pomogło w rozeznaniu własnych doświadczeń
hmm ale to sito które opisuje Wszebora nei jest chyba zawsze czyste. bo ja mam w sobie takie przeżycia które zupełnie zamknęły mi pewne pytania, w dobrym sensie, jakby odpowiedź po prostu była. i to nie jest zamknięcie sektowe bo nadal jestem ciekawa innych tradycji. czy to znaczy że jestem gdzieś pomiędzy tymi kategoriami?
Teofilka, myślę że to co opisujesz jest zupełnie normalne. "zamknięcie pytania" nie musi być patologią. pytanie które zostało rozwiązane przez doświadczenie po prostu nie wymaga już dalszego szarpania. problem zaczyna się kiedy to zamknięcie spływa na inne pytania których nie przeżyłaś
wracając trochę do Goplany i tego co opisała o stanach przed snem - mam podobne doświadczenia ze swoją siostrą i zawsze się zastanawiałam czy to jest możliwe że ludzie w bliskiej relacji jakby "synchronizują" te stany granicze. czy ktoś poza nami dwoma to zna? bo to zaczyna mi wyglądać na jakiś wzorzec a nie przypadek
Bibiannaa to co opisujesz to jest klasyczna synchronizacja pola bioenergetycznego między osobami w bliskiej relacji. pole każdego z nas wychodzi poza ciało fizyczne i w bliskich relacjach te pola zaczynają oscylować na zbliżonych częstotliwościach. 😀 szczególnie w stanach granicznych jak hipnagogia jesteś bardziej "otwarta" i to się wzmacnia
no ale ta "luka" którą opisuje Mikolajek jest może mniejsza niż myśli. statystycznie biorąc, dwie osoby w bliskiej relacji mają wspólne doświadczenia, wspólne lęki, wspólne nadzieje. zbieżność obrazów hypnagogicznych może być po prostu produktem wspólnego życia emocjonalnego a nie żadnego pola. żebyśmy mogli mówić o czymś więcej, trzeba by to jakoś oddzielić
czytam tę rozmowę o polach i neurologii i mam mieszane uczucia. bo z jednej strony rozumiem Kadulin sceptycyzm, z drugiej mam wrażenie że zarówno wyjaśnienie neurologiczne jak i energetyczne traktują moje doświadczenie jak coś do wyjaśnienia, a ja nie wiem czy o to mi chodzi. mi chodzi raczej o to co zrobić z faktem że to się stało. jak żyć z takim zdarzeniem. czy to jest w ogóle pytanie które wam się tu mieści?
Goplana przepraszam że wchodzę tutaj bo właśnie to pytanie "co z tym zrobić" mnie najbardziej porusza. sama miałam podobne zdarzenie z kimś bliskim i przez długi czas nie wiedziałam czy o tym rozmawiać czy to celebrować, czy może po prostu przejść dalej. jak ty to rozwiązałaś albo czy w ogóle to rozwiązałaś?
to "niesienie" o którym mówiła Jarzmianka mnie też uderzyło. w numerologii mówimy o tym że pewne sploty dat i zdarzeń mają własną wagę i nie trzeba ich interpretować, tylko po prostu przyznać im miejsce. może tu jest podobnie. zdarzenie we dwoje nie musi prowadzić do żadnej akcji, może wystarczy że oboje wiecie że to było
ja wracam do tego pytania Goplany ale od innej strony, bo ona mówiła o parze ludzi. i mnie bardzo ciekawi ten aspekt dwojga a nie jednej osoby. bo u mnie z siostrą jest właśnie tak że pewne rzeczy po prostu wiemy bez rozmawiania o tym. i pytanie czy to jest efekt bliskości czy może bliskość jest możliwa właśnie dlatego że to coś istnieje. co było pierwsze, nie wiem
No niestety. Bibiannaa, to jest właśnie to co mnie nurtuje od początku tej rozmowy. czy takie zdarzenia tworzą bliskość czy ją ujawniają? bo to jest w sumie kluczowe dla tego co potem można z tym zrobić
Ojejej. Kasieńkaa, to twoje pytanie jest dobre. nie wiem czy to jest otwarte. ale chyba właśnie o to chodzi że nie wiem i jakoś mi z tym dobrze. przez długi czas myślałam że każde ważne doświadczenie powinno mieć ciąg dalszy albo wyraźny koniec. a tu jest coś co po prostu trwa gdzieś obok, i ta osoba też tak to czuje, rozmawiałyśmy o tym i żadna z nas nie wie co dalej. i może nie trzeba wiedzieć
