Ale to rodzi pytanie, czy w ogóle istniała jakakolwiek tradycja, gdzie seksualność była centrum, a nie jednym z elementów? Bo jak słucham tej dyskusji, to wychodzi, że wszędzie to był tylko fragment większej całości.
To ciekawe, bo to trochę odwraca popularne wyobrażenie. W popkulturze 'sekty seksualne' i 'starożytne orgie religijne' to są konkretne, namacalne zjawiska. A tu wychodzi, że im bliżej źródeł, tym mniej to jest oczywiste i tym bardziej skomplikowane. Czy to jest tak, że my projektujemy współczesną obsesję na dawne tradycje?
Ale zostańmy chwilę przy hierodulach, bo to był oryginalny wątek posta. Bo jeśli wszystko jest symbolem, metaforą i mistycznym przekroczeniem - to co konkretnie robiły kapłanki w świątyni Isztar? Czy to jest pewne, że tam w ogóle była jakaś praktyka seksualna, czy to też jest interpretacja?
Więc mamy do czynienia z sytuacją, gdzie jedna z głównych 'pewnych' ilustracji świętej seksualności w starożytności może być po prostu błędem przekładu i interpretacji? To jest trochę przewracające wszystko do góry nogami.
To co Kunisia podsumowała jest chyba kluczowe - zostaje tantra lewej ścieżki jako jedyny naprawdę udokumentowany przypadek. Ale mam do tego jedno pytanie, bo mi nie daje spokoju: czy 'udokumentowany' znaczy tu, że mamy pewność co do praktyki, czy tylko że mamy teksty, które o niej mówią? Bo między jednym a drugim jest spora różnica.
To jest bardzo dobre rozróżnienie. Mamy teksty - Kaulavalitantrę, fragmenty Mahanirvana tantry, komentarze. Wiemy, że opisują rytualną maithunę. Ale czy wiemy, że te rytuały były praktykowane dosłownie, a nie alegorycznie? I tu znowu wracamy do tej samej pułapki - interpretacja zależy od szkoły. Część tradycji zawsze twierdziła, że to język wewnętrznych stanów, nie instrukcja.
Dobra, ale wróćmy do czegoś bardziej konkretnego, bo ta dyskusja robi się coraz bardziej filozoficzna. Jak to wyglądało z kultami Afrodyty, bo tam chyba też były świątynne kobiety? Czy to jest ta sama kategoria co qadishtu z Mezopotamii?
Czyli właściwie Herodot to taki starożytny odpowiednik kogoś, kto jedzie na wycieczkę do Indii i wraca z opowieścią o 'dzikich rytuałach'? Trochę to rozbrojone.
Ale zaraz - czy to znaczy, że 'święta prostytucja' w ogóle nie istniała? Że to jest całkowity mit nowoczesnych badaczy, którzy chcą wyczyścić historię ze wszystkiego co kontrowersyjne?
Mam pytanie do całości tej dyskusji. Mamy tantrę, mamy wątpliwe qadishtu, mamy Herodota, który może się mylił - czy jest w ogóle jakieś starożytne źródło, które opisuje rytualną seksualność od wewnątrz, z perspektywy uczestnika?
A to jest samo w sobie informacja, prawda? Że te tradycje, jeśli istniały, nie zostawiły własnego głosu - albo dlatego, że były tajne, albo dlatego, że głos kobiet nie był zapisywany, albo dlatego, że przetrwały tylko dokumenty tych, którzy je zwalczali.
Czytam tę dyskusję od początku i mam pytanie może trochę z boku. Czy jest jakieś powiązanie między tym wszystkim a kultem Wielkiej Matki? Bo miałam wrażenie, że właśnie w tym kulcie ciało i seksualność były fundamentalne, a nie tylko symboliczne. Ale może się mylę.
Wiesz co, zaczyna mi się układać pewien wzorzec w tej całej dyskusji. Wszędzie gdzie próbujemy uchwycić tę rytualną seksualność dosłownie, wymyka się nam w stronę metafory lub mistyki. I to chyba nie jest przypadek - może dlatego właśnie przetrwała, bo była wystarczająco zakodowana?
To jest ciekawa teza. Że zakodowanie nie było tylko bezpieczeństwem przed prześladowaniem, ale wbudowanym elementem samej praktyki - coś działa właśnie dlatego, że nie jest powiedziane wprost. I to by wyjaśniało, czemu mamy takie problemy z rekonstrukcją.
To bardzo trafne pytanie i nie mam na nie dobrej odpowiedzi. Różnica jest chyba taka: jeśli mamy dokumentację samej instytucji tajemnicy - że coś jest celowo ukrywane, kto może wiedzieć, jaki jest cel - to mamy dowód na istnienie systemu, a nie tylko na istnienie luki. Ale przyznam, że to rozróżnienie jest cienkie.
Dobra, bo mi umyka jedno: wróćmy do kultu Wielkiej Matki, bo Kunisia powiedziała coś ważnego - Kybele, Isztar. Czy kapłani Kybele, ci kastrowani - Gallowie - to jest element tej samej układanki? Bo to chyba ciało jako ofiara, ale w odwrotną stronę niż seksualność?
To naprawdę ciekawe zestawienie. Wyrzeczenie i aktywacja jako dwie strony tej samej praktyki sakralnej. W tantry też jest coś takiego - brahmacharya, czyli wstrzemięźliwość, jest etapem przygotowawczym przed praktyką, nie jej przeciwieństwem.
Hej, ale czy ktoś może mi powiedzieć wprost - jest jakiś przykład starożytnej kultury, gdzie rytualny seks był dokumentowany POZYTYWNIE i z wewnątrz, a nie jako coś potępianego albo jako egzotyczna ciekawostka? Bo cały czas kręcimy się wokół tego i nie dochodzę do żadnej konkretnej odpowiedzi.
O hymnach do Inanny czytałem trochę. Tam jest naprawdę explicit, nie ma co ukrywać. Ale Kunisia ma rację - to może być dosłowny opis rytuału, ale może być też boska narracja, która nie miała żadnego ludzkiego odpowiednika. Co ciekawe, tekst przetrwał, bo był przepisywany przez skrybów jako materiał edukacyjny. Czyli cokolwiek to było, nie było wstydem.
To jest chyba najciekawszy punkt w tej dyskusji - że tekst przetrwał. Że ktoś uznał go za wart kopiowania i przekazania. Co mówi o kulturze, która to robiła?
Więc problem nie jest w tym, że te tradycje były tajne, tylko w tym, że my nakładamy na nie nasze kategorie wstydu i świętości, które są zupełnie inne? To trochę wywraca całą dyskusję.
Ale to samo można chyba powiedzieć o jedzeniu, spaniu, wojnie - wszystko mogło być sakralne. Czy to znaczy, że seksualność rytualna nie jest niczym szczególnym, tylko jednym z wielu przejawów sakralizacji codzienności?
I wracamy do punktu wyjścia - co się zmieniło. Może odpowiedź jest prostsza niż myślimy: nie zmieniła się seksualność jako fenomen, tylko zmieniło się to, kto kontroluje dostęp do sacrum. Gdy kapłanki i rytuały kontrolowały ten dostęp, ciało mogło być święte. Gdy sacrum przejęły instytucje patriarchalne oparte na tekście i prawie, ciało stało się problemem.
Dobra, ale ja muszę zapytać wprost - Sagea powiedziała, że zmiana polega na tym, kto kontroluje dostęp do sacrum. Ale czy nie jest tak, że to trochę uproszczenie? Bo w chrześcijaństwie też mamy kapłanów, którzy kontrolują sakramenty, i oni też są pośrednikami. Tylko że ciało akurat jest wyłączone z tej roli pośrednika. Więc co konkretnie sprawiło, że właśnie ciało seksualne wypadło z tej układanki?
Czyli znowu wracamy do problemu tłumaczenia? Że nie wiemy, czy to były prostytutki, kapłanki, czy po prostu kobiety konsekrowane bogini, i w ogóle nie mamy pewności, co robiły? To jest frustrujące. Chciałabym jakiegoś jednego jasnego przykładu.
Mnie zastanawia co innego. Skoro te praktyki były tak rozpowszechnione - bo mówimy o Mezopotamii, Kanaanie, Grecji, Indiach - to dlaczego nie zachowały się żadne podręczniki, żadne instrukcje rytualne? Tantra ma teksty, wedyjskie rytuały mają teksty, ale hierodula w Uruk - nie ma nic 'od wewnątrz'?
To jest dobra myśl, bo biblioteka Aszurbanipala, z której pochodzi masa tekstów klinowych, była królewskim archiwum. Tamten władca zbierał teksty, które uważał za ważne dla władzy i rytuału państwowego. Jeśli jakieś praktyki były na poziomie lokalnych świątyń i nie miały znaczenia dla władzy centralnej, to może po prostu nie trafiły do żadnego archiwum?
