Słucham tej dyskusji o przygotowaniu gleby i wzroście, który przychodzi kiedy chce, i to opisuje coś o czym myślę od jakiegoś czasu. W astrologii, kiedy pracujesz z transitem Neptuna przez Ascendent, nie możesz tego zatrzymać ani przyspieszyć - możesz się tylko przygotować albo nie. Pytam szczerze, nie żeby narzucić interpretację: czy to jest zbliżony mechanizm, czy hal jest jednak z zupełnie innego porządku?
Chciałam jeszcze wrócić do tego co Jolusia mówiła - że między tariqat różni się rozumienie tych stanów. Czy ktoś wie jak to jest w Qadiriyya, bo to chyba jedno z najstarszych bractw? Czytałam kiedyś coś o Abd al-Kadirze Dżilani ale nie pamiętam czy on w ogóle dużo pisał o stanach, czy bardziej o ścieżce etycznej.
To jest właśnie coś co chciałem poruszyć wcześniej i jakoś nam umknęło - baqa jako dopełnienie fana. Można to rozumieć tak, że fana bez baqa jest jak wypalona ziemia, a baqa to jest ten moment, kiedy mistyk wraca do świata z nową jakością obecności. Ibn Arabi opisywał to zresztą jako coś co paradoksalnie czyni cię bardziej obecnym w świecie niż byłeś przed fana.
A to znaczy, że taki ktoś po baqa wygląda z zewnątrz normalnie? Bo miałam wrażenie że mistycy suficcy są przedstawiani jako ludzie wycofani ze świata, a tu wychodzi że właśnie nie?
to znaczy że Rumi to był taki który już po fana i baqa był? Tak można powiedzieć? Bo czytałam jego wiersze i tam jest taka niesamowita tęsknota, trochę jakby on wciąż czegoś szukał a nie że już znalazł
Porównałabym to do runicznych procesów inicjacyjnych - Odyn wisi na Yggdrasilu i też jest opis stanu gdzie umierasz dla siebie żeby otrzymać wiedzę. To zniknięcie siebie jako warunek otrzymania czegoś wydaje się archetypiczne dla mistycznych tradycji w ogóle.
Motyw jest podobny formalnie, ale filozoficznie Naparstnica i Mistique mówią o czymś istotnym. W sufizmie nie chodzi o nabycie mocy ani wiedzy jako posiadłości. Al-Ghazali był bardzo wyraźny że każda mistyczna wiedza, której mistyck doświadcza, jest nie 'jego' - jest czymś przez co przepływa. Cel nie jest akumulacja ale transparentność.
Zastanawiam się czy ta 'transparentność' o której mówi Sauwak nie jest jakoś zbliżona do tego co w astrologii widzimy przy silnych aspektach Neptuna - to poczucie rozmywania granic ego, gdzie nie wiesz gdzie kończysz się ty a zaczyna coś innego. Oczywiście to nie jest fana, ale może jest jakimś cieniem tego stanu?
Wracajac do tych czterech elementów z tytułu tematu - zaczęliśmy tłumaczyć maqam i hal, powiedzieliśmy o fana i baqa. Ale 'stadium' które Lurisk wymienił na początku - czy to jest po prostu ogólne słowo na etap, czy jest jakaś konkretna czwarta rzecz?
A co to jest sukr i sahw? Nigdzie wcześniej tego nie widziałam w kontekście sufizmu.
To wychodzi że al-Junayd i Hallaj reprezentowali jakby dwie szkoły myślenia o tym samym? I że al-Junayd był nauczycielem Hallaja, a potem go odrzucił właśnie z tego powodu?
To jest chyba jedno z bardziej dramatycznych napięć w historii sufizmu - między doświadczeniem wewnętrznym które jest z natury niewyrażalne, a koniecznością przekazania drogi kolejnym uczniom. Hallaj stał się symbolem kosztu mówienia za dużo. Ale pytanie do Sauwaka: czy da się powiedzieć że sukr sam w sobie jest 'błędem' na drodze, czy tylko jego publiczne wyrażanie?
nie, sukr nie jest błędem - to naturalny etap. Problem pojawia się gdy mistyk identyfikuje sukr z celem zamiast z etapem. Al-Ghazali pisał że intensywne stany mogą być zarówno oznaką postępu jak i pułapką ego, które przywłaszcza sobie ekstazę i mówi 'to ja doświadczyłem Boga'. Sahw, trzeźwość, jest właśnie tym wychodzeniem z tego przywłaszczenia.
Słucham tej rozmowy o sukr i sahw i zastanawiam się - czy w sufizmie jest jakiś 'test' który pozwala rozróżnić autentyczny stan od tej inflacji o której mówi Naparstnica? Coś co mistrz może zobaczyć z zewnątrz?
A skąd wiadomo ze sam szejk nie jest w tej inflacji? Przepraszam ze takie naiwne pytanie ale poważnie zastanawiam się jak się w ogóle wybiera mistrza jezeli nie wiesz jeszcze co jest prawdziwe
To znaczy że sufizm zawsze był czymś grupowym a nie indywidualnym? Bo mam wrażenie że w popularnym obrazie to jest taka bardzo osobista droga.
Wracam do tego co Lurisk powiedział o szejku jako 'zewnętrznym lustrze' - mam wrażenie że to jest właśnie to czego brakuje we współczesnych podejściach do sufizmu na Zachodzie. Ludzie czytają Rumiego w przekładzie, słuchają muzyki Qawwali i myślą że to już jest sufizm. A ta relacja mistrz-uczeń jest chyba nie do zastąpienia?
A czy fana jest w ogóle możliwa bez tego lustrzanego mistrza? Albo inaczej - czy zdarzały się w historii sufizmu przypadki samotnych mistyków którzy doszli do tego stanu bez formalnej linii przekazu?
Ibn Arabi i jego wizje mistrzów to mnie bardzo ciągnie żeby zapytać - jak to się ma do stanu hal który jest przecież nietrwały? Czy te wizje były dla niego hal, czyli przyszły i odeszły, czy coś trwalszego na poziomie maqam?
Perydotka zadała pytanie które mnie bardzo interesuje od dawna - czy wizje Ibn Arabiego to były hal czy maqam. Mam wrażenie że on sam w Futuhat al-Makkijja celowo unika tej jednoznaczności. Opisuje spotkania z postaciami duchowymi z jednej strony jako coś co się pojawia i znika, ale z drugiej buduje na nich całą swoją kosmologię - czyli traktuje je jak trwałą wiedzę, a nie ulotny stan. Co Sauwak myśli - czy Ibn Arabi w ogóle wpisuje się w klasyczny schemat hal kontra maqam?
Kashf - czyli odsłonięcie. A czy to odsłonięcie działa jak coś co możesz wywołać świadomie, czy nadal przychodzi samo? Bo jeśli można je wywoływać to brzmi prawie jak technika, nie jak łaska.
znacząco komplikuje. Al-Junaid rozumiał fana jako 'zanik ja' w sensie psychologicznym - zanik podmiotowości ego przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedzialności moralnej, stąd jego koncepcja baqa, trwania. Ibn Arabi idzie dalej i mówi że fana odsłania ontologiczną prawdę o wahdat al-wujud - jedności istnienia. To nie jest tylko doświadczenie psychologiczne, to jest poznanie struktury rzeczywistości. Dla al-Junaida fana to stan, dla Ibn Arabiego fana to wgląd w to jak naprawdę jest.
Jezus to brzmi jak ze jak ktos zle zrozumie te drugą wersje Ibn Arabiego to dosłownie może myśleć że wszystko mu wolno bo to 'Bóg przez niego działa'? To nie jest trochę niebezpieczne?
Mam wrażenie że ta dyskusja o Ibn Arabim pięknie pokazuje dlaczego sufizm potrzebował zarówno przekazu ustnego jak i pisemnego - bo tekst bez kontekstu mistrza jest naprawdę niebezpieczny w sensie możliwości totalnie błędnej interpretacji. Sauwak, czy są w tradycji sufickiej jakieś zabezpieczenia przed tym? Coś poza relacją mistrz-uczeń?
A co z dzisiejszymi czytelnikami sufizmu - tymi bez mistrza, bez ijazy, bez tariqat? Są dosłownie miliony ludzi którzy czytają Rumiego, Ibn Arabiego, al-Ghazalego w przekładach. Czy to jest całkowita strata, czy jest jakaś wartość w samej lekturze?
Ale poczekajcie - bo tarot też ma swoją 'ijazę' w pewnym sensie, tradycyjne szkoły tarotowe wymagały przekazu mistrz-uczeń żeby poprawnie interpretować Arkana Większe. I jakoś przez lata samonauki wielu ludzi dochodzi do prawdziwych wglądów bez formalnej inicjacji. Może w sufizmie jest podobnie i ta formalna linia przekazu jest ważna ale nie absolutnie konieczna?
To co Lurisk powiedział o wchodzeniu i wychodzeniu - to mnie zatrzymuje. Czy w sufizmie jest jakiś opis tego co się dzieje jeśli ktoś dotrze do głębokiego stanu fana bez przygotowania i bez mistrza? Co może pójść nie tak konkretnie?
