To co Selena mówi o obserwacji zamiast instrukcji - to ciekawe, bo w zasadzie niemożliwe do skrócenia. Nie możesz poczytać sobie książki o malamatijja i zastosować. Ale wróćmy na chwilę do samej struktury stanów - zostało mi pytanie o hal. Jolusia mówiła wcześniej, że hal przychodzi i odchodzi niezależnie od woli. Czy to znaczy, że ktoś może być w halu i w ogóle nie wiedzieć, że to jest hal?
To jedno z ważniejszych pytań w tym wątku. Klasyczni suficcy autorzy - np. Ghazali w Ihja - faktycznie opisują sytuację, gdzie hal jest rozpoznawany dopiero po fakcie albo w trakcie przez innych, nie przez samego doświadczającego. Sama intensywność przeżycia może zaślepiać rozpoznanie. Dlatego mistrz był tak kluczowy - żeby to nazywać i kontekstualizować.
Ten wątek o rozpoznaniu przez mistrza - czy to nie stawia w pewnym sensie mistrza ponad doświadczenie ucznia? Znaczy, jeśli to mistrz mówi 'to był hal', to uczeń ma mu wierzyć bardziej niż własnej pamięci? Trochę mi to nie gra z ideą bezpośredniego doświadczenia, które jest przecież rdzeniem mistyki.
No właśnie, a co jeśli mistrz ma własne ego i własny interes w tym, żeby uczeń był od niego zależny? To chyba klasyczny mechanizm tworzenia kultu - ty nic sam nie możesz zrozumieć, tylko przez mnie. Sufizm miał takich pseudo-mistrzów na pewno.
Wracając do stanów - czy ktoś wie, czy w sufizmie jest jakiś odpowiednik ciemnej nocy duszy z chrześcijańskiej mistyki? Jan od Krzyża opisuje stan, gdzie Bóg jakby się wycofuje i mistyk zostaje w kompletnej pustce. Czy w drodze przez makamy jest coś podobnego?
To zestawienie al-Halladż i Jan od Krzyża jest naprawdę ciekawe. Czy któs wie czy ktorykolwiek z chrześcijańskich mistyków w ogóle czytał sufickich? Bo te paralele są za bardzo szczegółowe żeby były przypadkowe.
W tym miejscu pojawia się kwestia wpływów historycznych, która jest dość nierozstrzygnięta. Jan od Krzyża żył w XVI wieku, gdy Półwysep Iberyjski miał za sobą wieki kontaktu z kulturą arabską. Niektórzy badacze - Asín Palacios jako pierwszy - sugerowali bezpośrednie wpływy sufickie na Dantego i mistyków iberyjskich. Inni mówią, że to zbieżność wynikająca z podobnej natury doświadczenia. Nie ma twardych dowodów w żadną stronę.
Przepraszam że się wtrącę - słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i jedno mi nie daje spokoju. Dużo mówicie o hal jako o czymś, co przychodzi i odchodzi. Ale czy sufici opisywali, jak długo trwał taki stan? Czy to było minuty, godziny, dni?
To zaburzenie czasu to swoją drogą pojawia się w każdej tradycji ekstatycznej, nie tylko w sufizmie. Przy głębokiej pracy z runami albo przy pewnych stanach w rytuale też zdarza się, że tracisz poczucie ile czasu minęło. Myślę, że to coś wspólnego dla altered states w ogóle, niezależnie od tradycji.
Ten termin waqt - chwila - to brzmi trochę jak coś, co znam z buddyzmu, gdzie mówi się o doświadczeniu czystej teraźniejszości poza strumieniem myśli. Czy sufici sami dostrzegali podobieństwo do innych tradycji, czy raczej traktowali waqt jako coś specyficznie islamskiego?
Mam pytanie do Sauwaka - ten Ibn Arabi i jego metafizyka, czy to jest coś co jest przyjete przez wszystkich sufich, czy raczej jeden nurt? Bo mam wrażenie że za często mówi się 'sufizm' tak jakby to byla jedna rzecz a to chyba różne szkoły i bractwa?
Właśnie, i to jest ważne uzupełnienie dla całej tej dyskusji. Kiedy mówimy o hal, makam, fana - te terminy są wspólne dla większości tradycji sufickich, ale ich konkretne rozumienie i hierarchia może się różnić między tariqat. W Naqszabandijja na przykład kładzie się większy nacisk na metodę czystego skupienia wewnętrznego, zikr cichy - a w Mewlewi ten sam cel jest osiągany przez muzykę i sam ruch sema. Cel podobny, droga bardzo różna.
A ten sema, to jest ten taniec derwiszy z kręceniem się? Bo widziałam kiedyś filmik i to wygląda trochę jak trans, nie? Czy to jest właśnie hal podczas tańca czy tylko przygotowanie do niego?
Ciekawa rzecz w tym kontekście - ruch jako droga do stanu mistycznego pojawia się też w tradycjach odległych od sufizmu. Hezychazm w prawosławiu używa technik oddechowych, kabała luriańska rytmicznych recytacji. Można postawić pytanie, czy cielesny rytm - oddech, obrót, krok - działa jako technika sama w sobie, czy jest tylko zewnętrznym sygnałem gotowości wewnętrznej. Suficcy teoretycy chyba nie byli tu zgodni?
niezgodni to łagodnie powiedziane. Al-Ghazali był dość powściągliwy wobec ekstatycznego śpiewu i muzyki, sama - zwanej sama - w kontekście obrzędowym, i stawiał warunki dla jej dopuszczalności. Twierdził, że dla kogoś, kto nie jest w odpowiednim stanie wewnętrznym, muzyka może pobudzić namiętności zamiast hal. Inni, jak właśnie tradycja Mewlewi, widzieli w tym działanie z drugiej strony - rytm i dźwięk jako rzecz wychodzącą naprzeciw duszy.
To co Sauwak mówi o al-Ghazalim i muzyce jest ciekawe, bo dokładnie ten sam spór jest w tradycjach szamańskich. Bęben w rytuale nie jest po to, żeby wywołać trans u każdego w pobliżu - niewtajemniczony słyszy tylko bicie. Adept słyszy coś innego, bo jest przygotowany. Więc może to pytanie 'czy technika działa na ciało czy na ducha' jest źle postawione, bo nie można ich tak rozdzielić?
Paprotka ma rację. To jest klasyczna pułapka niefalsyfikowalności. Jakbym powiedziała, że mój kamień na szczęście działa, ale tylko jeśli masz odpowiednie wibracje, to też nikt mi nie może zaprzeczyć. Sufizm brzmi w tej dyskusji bardzo mądrze i głęboko, ale te same mechanizmy mogą być po prostu psychologią grupową i sugestią mistrza.
Mam pytanie może z innej strony - czy w sufizmie jest jakaś mowa o tym, co dzieje się po fana? Bo dotąd w tym wątku fana była opisywana jako rodzaj szczytu, ale chyba to nie koniec drogi? Co jest za unicestwieniem ego?
To znaczy że fana nie jest jak nirwana w buddyzmie - wejście i już koniec cyklu? Bo ja myślałam że to jakiś odpowiednik wyjścia z kręgu powrotów.
Wchodząc z boku do tego wątku - ten schemat fana i baka ciekawie pasuje - przepraszam, nie to słowo - ciekawie koresponduje z niektórymi opisami plutońskich tranzytów w astrologii głębokiej. Pluto niszczy stare struktury, ale po tym przejściu nie ma pustki - jest nowy sposób funkcjonowania. Oczywiście to metafora, nie twierdzę że astrologia i sufizm mówią o tym samym, ale forma narracji jest podobna. Zniszczenie jako warunek przekształcenia, nie jako cel sam w sobie.
Zostawiając na chwilę astrologię - wracając do Zaneczki i pytania o nirwanę - jest jeszcze jedna różnica, którą warto odnotować. W sufizmie fana jest zawsze fana fi llah - unicestwienie w Bogu, relacja osobowa. Nie znikasz w bezosobowym absolucie, ale znikasz w Tym, który jest. To teologicznie kluczowe. Dlatego al-Halladż mógł powiedzieć 'Ana al-Haqq' - Jestem Prawdą - i być z tego oskarżony o bluźnierstwo, bo dla otoczenia brzmiało to jak utożsamienie się z Bogiem. Dla niego to było coś innego: ja znikłem, zostało tylko Boże.
Zaneczka zadała chyba najważniejsze pytanie w całym wątku. To napięcie między 'znikam' a 'zostaję w relacji' jest zresztą obecne u samych mistyków sufickich - Hallaj mówił 'Ana al-Haqq', jestem Prawdą, i zginął za to. Nie mówił 'stałem się Bogiem' w sensie zlania się bez reszty - mówił że w nim mówi Bóg. To subtelna, ale zasadnicza różnica wobec monizmu adwaitowego.
No właśnie, cieszę się że to wróciło. Bo Jolusia mówiła o makamach jako kryterium weryfikacji, ale teraz jak patrzę na przykład Hallaja - jego własna wspólnota go odrzuciła, zginął z wyroku. Skoro był autentyczny, to weryfikacja przez tradycję wyraźnie nie zadziałała. Co to mówi o całym systemie?
Mam pytanie bo troche zgubiłam wątek - mówimy teraz o falsyfikowalności hal i fana, ale czy nie odeszliśmy od tego co było na początku, czyli od tych czterech stanów razem? Lurisk zaczął temat jako 'stadium, hal, makat, fana' i jakoś teraz kręcimy się głównie wokół fana. Co z tymi pierwszymi - co to dokładnie jest 'stadium' bo nie pamiętam żeby ktoś to rozwinął?
Perydotka ma rację, trochę odpłynęliśmy. 'Stadium' w tytule to moje nieco swobodne tłumaczenie - chodziło mi o maqam, czyli makam, i hal razem jako dwa odrębne typy doświadczeń. Maqam to stan zdobyty i trwały, hal to stan otrzymany i przejściowy. Fana jest osobna - to punkt docelowy, a baka jego dopełnienie. Może warto się zatrzymać właśnie przy tym co odróżnia hal od maqam, bo to jest chyba najciekawszy spór wewnątrz tradycji.
Dobrze że to wróciło bo naprawdę się gubiłam 🙂 znaczy hal to jest to co przychodzi samo, a maqam to jest cos co trzeba osiągnąc? Trochę jak różnica między natchnieniem a umiejętnością?
A więc sufickie techniki - dhikr, sama, wszystko to - nie są po to, żeby wywołać hal, tylko żeby coś innego? Bo jak słucham tego co Sauwak mówi, to te metody są chyba bardziej o oczyszczaniu niż o indukowaniu stanów?
