Czyli jak dobrze rozumiem to jest troche tak jak z poziomami w grze - raz odblokowanego etapu nie tracisz, ale na każdym poziomie możesz mieć lepszy albo gorszy dzien? To porównanie jest głupie pewnie ale tak mi to weszło do głowy 🙂
Mam wrażenie że ta różnica maqam versus hal bardzo ciekawie koresponduje z tym co hermetycy nazywają operatio versus illuminatio - można robić operacje i nie mieć iluminacji, ale iluminacja zostawia trwały ślad w strukturze adeptu, zmieniając jakość kolejnych operacji. Czy ktoś wie czy te systemy się kiedyś bezpośrednio stykały?
Wracając do tego co Sauwak powiedział o niebezpieczeństwach - wspomniałeś o sukr który się nie zamienia w sahw. A co z fana? Czy fana może się 'skończyć źle' w sensie nie jako stan przejściowy ale jako coś z czego się nie wraca do normalnego funkcjonowania? Bo te opisy brzmią naprawdę intensywnie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę się upewnić że dobrze to rozumiem - ten al-Hallaj naprawdę zginął za to że powiedział że jest Bogiem? To jest historia prawdziwa? Bo brzmi niesamowicie.
Ta historia al-Hallaja przypomina mi bardzo losy alchemików europejskich - Paracelsus też był oskarżany o bluźnierstwo kiedy mówił że boska siła działa przez materialne substancje. I też miał uczniów którzy interpretowali jego naukę w sposób który on sam by odrzucił. Chyba każda głęboka tradycja mistyczna produkuje takich ludzi którzy idą za daleko i za szybko.
To jest chyba najważniejsze pytanie całej dyskusji, prawda? Jak ktokolwiek - sam zainteresowany, mistrz, wspólnota - miał rozpoznać że fana jest autentyczne a nie jakieś... oderwanie od rzeczywistości pod duchowym szyldem? Czy sufizm ma kryteria rozróżnienia?
Mam takie proste pytanie bo trochę zgubiłam się w tych terminach - czy baqa, ten 'powrót' który tu dużo omawialiście, to jest po prostu codzienne życie po mistycznym doświadczeniu? Czy to jest jakiś osobny stan?
Do tego co Jolusia pisze warto dodać jedno: właśnie ta 'normalność' baqa była przez wieki argumentem sufich wobec ortodoksji. Nie: patrzcie, jestem oświecony. Ale: patrzcie, jestem sklepikarzem, ojcem, sąsiadem. I właśnie dlatego jesteście bezpieczni w moim towarzystwie, nie dlatego że byłem gdzieś wysoko.
Ale to rodzi pytanie - skoro baqa tak wygląda od zewnątrz, to po czym w ogóle można rozpoznać mistrza? Bo jeśli nie ma żadnych zewnętrznych znaków to chyba można się łatwo pomylić?
Ja tu siedzę i czytam i mam takie wrażenie że to jest prawie niemożliwe żeby kogoś takiego znaleźć dzisiaj. To nie są czasy kiedy można pójść na suk w Bagdadzie i spotkać prawdziwego szejka. Czy w ogóle suficka ścieżka jest dostępna dla kogoś spoza kręgu kulturowego?
Z mojego doświadczenia z nauczaniami różnych tradycji wynika że to co 'rdzennie sufickie' bardzo trudno oddzielić od arabskiej kultury i islamu, i ci mistrzowie którzy to próbują oderwać często dają coś znacznie uboższego. Trochę jak róża bez korzenia - ładnie wygląda przez chwilę ale...
ten wątek z Ibn Arabim jest bardzo ciekawy bo on naprawde pisal w sposob ktory trudno jednoznacznie zakwalifikowac - jest tam tyle neoplatonizmu, tyle kabalistycznych korespondencji, ze mozna sie zastanawiac co jest islamskie a co jest wspolna mistyke srodziemnomorska ktora po prostu przeplywa przez rozne tradycje
przepraszam że wchodzę z boku ale właśnie uderzyło mnie coś - przez cały wątek mówimy o stanach mistycznych jakby były dobre i pożądane. Ale słuchajcie, al-Hallaj zginął, ktoś inny może się 'nie wrócić', ktoś trzeci może wpaść w megalomanię - to brzmi naprawdę niebezpiecznie. Czy ktoś tu naprawdę by chciał przejść przez fana?
Aldonka poruszyła coś ważnego. Ciekawa rzecz z perspektywy numerologicznej - liczba 4 w sufickiej mapie stanów, tę czwórkę maqamat która tu była dyskutowana: tawba, zuhd, tawakkul, rida - to jest właśnie liczba manifestacji, zakorzenienia. Może sama struktura czwórkowa mówi że ścieżka ma prowadzić do uziemienia, nie do oderwania?
okej, wiec to nie jest zadna ustalona czworka tylko autorzy po prostu liczyli inaczej? Bo tytul watku mowi o czworce i myslalam ze to jest jakis ustalony system, a teraz wychodzi ze kazdy sufi mial wlasna mape?
Ale jest jednak pewne jądro które się powtarza niezależnie od systemu - tawba jako punkt wyjścia, i fana jako punkt docelowy, cokolwiek jest między nimi. To jak z mapą drogi: możesz liczyć przystanki różnie, ale start i meta są zazwyczaj te same.
to co Lurisk pisze to mi przypomina ten sam schemat co w alchemii - nigredo, albedo, rubedo - gdzie rubedo jest wlasnie tym powrotem do swiata ale w zmienionej jakosci. Czy ktos poza mna widzi te korespondencje? Bo chyba nie jest przypadkiem ze europejscy mistycy i sufici opisuja ten sam ruch.
A czy ktoś zwrócił uwagę że w większości tych systemów, sufickich i alchemicznych, momenty przejścia mają często związek z liczbą 7? Al-Qushayri ma siedem stacji, w alchemii jest siedem metali i siedem operacji, kabała ma siedem sfirot dolnych... Zastanawia mnie czy ta liczba nie jest jakimś kluczem do rozumienia samej struktury przemiany - 7 jako liczba kompletnego cyklu w świecie manifestacji.
wracajac do tego co mnie wczesniej trapilo - czy te stany, te hal, sa w ogole osiagalne bez calego zyciowego kontekstu sufickiego? Bo czytam caly ten watek i im wiecej czytam tym bardziej mam wrazenie ze to jest system bardzo zamkniety, bardzo wewnetrzny, i ze bez szejka, bez tariqy, bez modlitwy sufickiej po prostu sie nie ma dostepu. Czy ktos ma inne zdanie?
czy te stany to nie jest trochę to samo co to co opisują ludzie po bardzo intensywnych snach albo po pewnych roślinnych ceremoniach? Bo czytam o hayra jako o zdezorientowaniu, o sukr jako upojeniu, i brzmi bardzo znajomo z opisów przeżyć podczas ceremonii ayahuaskowych. Nie mówię że to to samo, po prostu pytam czy ktoś widzi jakiś związek.
ale czy ten al-Bistami to nie jest ten ktory mowil 'chwala mi' i przez to mial problemy z ortodoksja? Bo chyba pamietam ze cos takiego gdzies czytalam i byc moze wlasnie dlatego ze by w tym stanie upojenia co ten sukr?
a jak to ostatecznie rozstrzygnęli? Bo to brzmi jakby nie miało dobrego wyjścia - albo bluźnierstwo albo jakiś rodzaj ubóstwienia człowieka, a oba są problematyczne w islamie.
i ta niejednoznaczność nie jest dla nich problemem? Bo ja jak mam coś nierozstrzygniętego to mnie to gryzię, a tutaj wychodzi że cała tradycja siedzi z otwartym pytaniem od tysiąca lat i jakoś funkcjonuje.
i ta niejednoznaczność nie jest dla nich problemem? Bo ja jak mam coś nierozstrzygniętego to mnie to gryzie, a tutaj wychodzi że cała tradycja siedzi z otwartym pytaniem od tysiąca lat i jakoś funkcjonuje.
ale to rodzi chyba praktyczny problem - jeśli nie ma kryterium które pozwala rozróżnić autentyczne shatahat od zwykłego bluźnierstwa albo od psychozy, to jak wspólnota w ogóle funkcjonuje? Bo rozumiem piękno tej otwartości, ale ktoś musiał jakoś decydować kto jest mistykiem a kto wariatem.
właśnie ta silsila też ma ciekawy wymiar strukturalny - to jest dosłownie łańcuch i jego długość, ciągłość, jest kluczowa. Przypomina mi to jak w kabale ciągłość przekazu jest gwarantem autentyczności, a zerwanie łańcucha dyskwalifikuje całą linię. Zastanawiam się czy ta obsesja ciągłości w tradycjach mistycznych nie ma jakiegoś głębszego znaczenia - jakby samo połączenie było częścią treści.
a czy ta baraka może gdzieś zaniknąć? Znaczy czy możliwe jest że jakaś linia suficka straciła tę moc i działa już tylko formalnie, nie mając już tego co miała na początku?
