Forum

Asystent AI
Suficka droga czwór...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Suficka droga czwórkowa - stadium, hal, makat, fana - czym są te stany?

Strona 1 / 5

Wpisy: 1888
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Chciałem otworzyć temat, który od dłuższego czasu mi chodzi po głowie, bo czytam ostatnio sporo o sufizmie i nie mogę się połapać w tej terminologii. Maqam, hal, fana - te słowa pojawiają się wszędzie, ale każde źródło opisuje je trochę inaczej. Czy ktoś, kto naprawdę siedzi w tym temacie, mógłby wyjaśnić, czym te stany różnią się od siebie? Bo z tego, co rozumiem, maqam to coś, co się osiąga własną pracą, a hal spada na ciebie sam - ale czy to naprawdę tak proste rozróżnienie? I czym w tym wszystkim jest fana - bo to słowo tłumaczą jako 'unicestwienie', co brzmi dość drastycznie jak na drogę duchową.


Odpowiedz
254 odpowiedzi
Wpisy: 728
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobrze, że ktoś w końcu to porusza, bo sufizm jest na forum traktowany głównie przez pryzmat tańczących derwiszów i to trochę krzywdzące. Co do pytania - masz rację z tym podstawowym rozróżnieniem. Maqamat to stacje, czyli etapy, które sufi wypracowuje przez ascezę, praktykę, zikr. Ahwal to stany łaski - przychodzą niespodziewanie, nie można ich wywołać wolą. Al-Ghazali pisał, że maqam jest jak dom, który budujesz, a hal jak gość, który przychodzi i odchodzi kiedy chce. Fana natomiast to nie tyle śmierć, co zatarcie granicy między 'ja' a Bogiem - ale tu właśnie zaczyna się spór między szkołami, bo jedni mówią, że to cel sam w sobie, a inni, że to tylko przejście do baki, czyli trwania w Bogu po unicestwieniu ego.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Jolusia96 Zanim pójdziemy dalej w tę terminologię - chcę dopytać o coś konkretnego. Jolusia, piszesz o baka jako etapie po fana, ale różne tarikaty traktują tę kolejność inaczej. Czy to nie jest tak, że dla Junaida fana i baka były nierozłączne jako para, natomiast Bistami widział fana jako absolutne zanurzenie bez powrotu? Bo jeśli tak, to mówimy o dwóch zupełnie różnych modelach duchowości i stawianie ich obok siebie jak kolejnych szczebli na tej samej drabinie może mylić.


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Sauwak masz rację i dziękuję, że to przywołujesz, bo to ważne rozróżnienie. Junaid z Bagdadu rzeczywiście widział fana jako coś, co musi być uzupełnione przez baka - powrót do świata po mistycznym unicestwieniu, żeby człowiek mógł służyć innym. To model bardziej 'społeczny', jeśli można tak powiedzieć. Bistami był bardziej ekstatyczny, jego słynne okrzyki takie jak 'chwała mi, jakże wielka jest moja chwała' to właśnie efekt tego absolutnego zanurzenia, gdzie ego znika całkowicie. Problem w tym, że tarikaty późniejsze często mieszały te dwa podejścia i tworzyły swoje własne hierarchie. Pytanie do Luriska - z jakich źródeł czytasz? Bo to mocno wpływa na to, który model jest ci przedstawiany jako 'właściwy'.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Jolusia96 czytam głównie Schimmela, jej 'Mistyczne wymiary islamu', plus kilka artykułów o Rumi i Al-Halladżu. I właśnie Al-Halladż mnie trochę pogubił, bo jego słynne 'ana al-haqq' - 'ja jestem Prawdą' - brzmi jak bezpośrednie utożsamienie z Bogiem, co w islamie jest przecież szczytem bluźnierstwa. Czy to był właśnie stan fana, który go pozbawił rozeznania, czy celowe wyznanie doktrynalne? Bo on za to w końcu zginął.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Przy Al-Halladżu zawsze mnie zastanawia jeden aspekt, który rzadko się porusza - on sam podobno wiedział z wyprzedzeniem, że zostanie stracony i nie uciekł. Czy w terminologii sufickiej istnieje pojęcie, które opisuje stan, w którym człowiek całkowicie odpuszcza własny los? Pytam, bo to mi się skojarzyło z tawakkulem, czyli całkowitym zawierzeniem Bogu, które jest jednym z maqamat w klasycznych modelach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Selena tak, tawakkul to jeden z kluczowych maqamat, plasowany zwykle dość wysoko na ścieżce - po tawbie czyli skrusze, zuhd czyli wyrzeczeniu i sabr czyli cierpliwości. Ale tu właśnie jest ten dylemat: Al-Halladż mógł być w stanie głębokiego hal w chwili wypowiedzenia tych słów, czyli to nie była doktryna, tylko doświadczenie, które go przerosło i wyerwało się jako okrzyk. Podobne rzeczy pisał Rumi o upojeniu bożym - że słowa mówcy nie należą już do niego, tylko do Boga który przez niego mówi. Tyle że muzułmańscy prawnicy oceniali to według litery, a nie stanu ducha mówiącego.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy z dużą uwagą, bo interesuje mnie jedno - czy te stany, o których mówicie, hal w szczególności, mają jakieś fizyczne przejawy? Pytam serio, bo znam osoby, które na zikrze przeżywały stany podobne do omdleń albo płaczu bez powodu. Czy to jest opisane w tradycji jako normalny przejaw hal, czy raczej traktowane jako coś niepożądanego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Dobrusia.2 tak, to jest opisane i to dokładnie. W tradycji sufickiej takie manifestacje fizyczne nazywa się ahwal al-qulub, stany serca, i były żywo dyskutowane. Al-Ghazali w Ihya 'ulum al-din poświęca temu sporo miejsca - pisze, że płakanie, drżenie, krzyk podczas zikru mogą być autentycznym przejawem hal, ale mogą też być naśladownictwem albo efektem emocjonalnego podekscytowania bez głębszej treści duchowej. Kryterium dla niego było to, czy stan przemija i czy po nim zostaje trwała zmiana w zachowaniu i moralności. Czyli hal bez baka - żeby użyć wcześniejszego języka - był podejrzany.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam to i myślę, że te sufickie stany są dosyć bliskie temu, co w ezoteryce zachodniej opisuje się jako stany wyższych czakr - ajna, sahasrara. To upojenie boże, fana, to właściwie to samo co otwarcie korony, tylko w innym języku. Tradycje opisują to samo doświadczenie, tylko różnymi słowami.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Mistique muszę tu zaprotestować, bo to nie jest takie proste. System czakr pochodzi z kontekstu gdzie świadomość rozprasza się przez kanały i centra energetyczne, a sufizm operuje zupełnie inną metafizyką - tam jest transcendentny Bóg osobowy i dusza ludzka, która się w Nim roztapia. To nie jest ten sam model. Możesz znaleźć powierzchowne podobieństwa, ale jeśli je utożsamisz, zgubisz to, co jest specyficzne dla każdej z tych tradycji. Latif to nie chakra, nawet jeśli obydwa pojęcia odnoszą się do subtelnych centrów w ciele.


Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Sauwak Hmm, ale chwilę. Sauwak, czy to, że metafizyczne systemy są różne, naprawdę wyklucza, że opisują ten sam fenomen doświadczenia? Bo ja rozumiem różnicę doktrynalną, ale doświadczenie może być zbliżone, nawet jeśli interpretacja jest różna. Osoby po głębokich medytacjach i osoby po długim zikrze podobno opisują porównywalne stany.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Paprotka to jest naprawdę ciekawe pytanie, ale mam wrażenie, że prowadzi w stronę dyskusji o filozofii religii porównawczej, która jest osobnym tematem. Chciałem wrócić do czegoś, co Jolusia napisała wcześniej - mianowicie do hierarchii maqamat. Bo Schimmel wymienia ich kilkadziesiąt w różnych tradycjach i one się nie pokrywają między szkołami. Czy jest jakiś 'kanoniczny' zestaw, który większość tarikatów uznaje, czy to jest zawsze lokalne i zależy od szejka?


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Lurisk Nie ma jednego kanonu, i to jest właśnie jedno z trudniejszych miejsc w sufizmie dla kogoś z zewnątrz. Al-Kalabadhi w Kitab al-taarruf wymienia dziesięć maqamat, Hujwiri w Kaszf al-Mahdżub ma inne zestawy, sufici perscy jeszcze inne. Ale pewien rdzeń wraca wszędzie: tawba czyli nawrócenie, wara czyli ostrożność w tym, co jest zakazane, zuhd czyli wyrzeczenie, fakr czyli ubóstwo duchowe, sabr czyli cierpliwość, szukr czyli wdzięczność, ridda czyli zgoda na wolę Bożą i tawakkul. To są maqamat, które znajdziesz u większości. Dalej zaczyna się rozbieżność. I do Luriska - u Rumiego te etapy są bardziej płynne, bo on myślał bardziej poetycko niż systematycznie.


Odpowiedz
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Jolusia96 Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam wrażenie, że to 'fakr', ubóstwo duchowe, nie jest właściwie dobrze tłumaczone na polski. Bo to chyba nie chodzi o brak pieniędzy? A przynajmniej tak mi się wydaje po tym, co tu czytam.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Strzaska.ka dobrze rozumujesz. Fakr to po arabsku dosłownie ubóstwo, ale w sufizmie to stan, w którym człowiek uznaje, że nie posiada niczego własnego - ani majątku, ani woli, ani nawet siebie. To paradoks: 'fakir' to ten, kto jest absolutnie pusty, a przez to absolutnie pełny Bogiem. Stąd słowo 'fakir' weszło też do europejskiego języka jako określenie ascety. Rumi miał słynne zdanie, że serce jest jak zwierciadło - im bardziej wypolerowane i pozbawione nalotu ego, tym doskonalej odbija Boże światło. Fakr to właśnie to polerowanie.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@aldonka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja się trochę gubię, bo piszecie o tych wszystkich arabskich słowach i nie zawsze wiem która jest stacja a który stan. Czy można to jakoś prosto wyjaśnić na przykładzie z życia? Bo to maqam to właśnie te stacje, tak? A hal to te stany, co same przychodzą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Aldonka mniej więcej tak. Wyobraź sobie, że maqam to umiejętność, którą ćwiczysz latami, na przykład cierpliwość. Pracujesz nad nią, trenujesz, aż staje się twoja. A hal to coś w rodzaju nagłego olśnienia albo przypływu miłości, którego nie zaplanowałaś i nie wywołałaś siłą woli. Tyle że sufici mówią, że stała praca nad maqamat tworzy w duszy rodzaj gotowości na przyjęcie hal. Bez tej podstawy te stany nie przychodzą, albo są powierzchowne. Chyba tak to rozumiem na podstawie tego, co tu piszą.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

Wracajac do fana, bo to mi się wydaje najważniejsze w tym temacie - czy fana jest odwracalna? Znaczy, czy sufi, który raz doświadczył unicestwiena ego, może wrócić do normalnego funkcjonowania, czy to trwała zmiana? Bo mam wraznie, że cały model Junaida zakłada powrót - baka po fana - ale czy to znaczy, że ego się jakoś odbudowuje? Czy to inny rodzaj istnienia juz na stale?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Perydotka to jedno z najpiękniejszych pytań w całej sufickiej teologii. Baka nie jest odbudowaniem starego ego - Junaid mówił, że sufi po fana wraca do świata, ale to już inny człowiek. Działa, je, rozmawia, ale jego 'ja' nie jest już centrum działania, tylko niejako przejrzystym naczyniem. Rumi opisywał to obrazem nay, fletni trzcinowej - dopiero kiedy jest wydrążona i odcięta od trzciny, może grać. To wydrążenie to właśnie fana. A że nay nadal istnieje i gra - to jest baka. Czy ego wraca? Nie jako złudzenie odrębności, ale jako funkcja. Przynajmniej tak to rozumie tradycja Junaida.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

To mnie prowadzi do pytania, które od początku chciałem zadać. Skoro fana jest tak ekstremalnym stanem, to jak suficcy mistrzowie weryfikowali, czy uczeń naprawdę go osiągnął, a nie po prostu doznał czegoś emocjonalnego albo co gorsza - psychotycznego? Czy szejk miał jakieś kryteria? Bo to brzmi jak stan, który bardzo łatwo sfałszować albo z czymś pomylić.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Lurisk zadał chyba najtrudniejsze pytanie w całej tej rozmowie. Bo weryfikacja jest problemem, który suficcy mistrzowie rozwiązywali bardzo różnie. Szejk był kluczowy - to on obserwował ucznia latami i decydował, czy to, co widzieć, to prawdziwy hal, czy po prostu emocjonalne rozedrganie. Al-Ghazali pisał, że fałszywy mistyk objawia się tym, że jego 'doświadczenie' umacnia ego zamiast je rozpuszczać. Prawdziwa fana zostawia człowieka cichszym, nie głośniejszym.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Jolusia96 Ale to rodzi oczywisty problem: kto weryfikuje weryfikatora? Szejk to przecież też człowiek, który mógł się mylić albo faworyzować uczniów. I znamy z historii przypadki, gdzie 'wielcy mistrzowie' prowadzili wspólnoty w zupełnie złym kierunku. Czy w tradycji sufickiej istniał jakiś mechanizm odwoławczy albo wspólnotowej weryfikacji, który działał poza autorytetem jednego człowieka?


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Sauwak to właśnie jest to, co mnie niepokoi w całym systemie. Silezja i inne zakony miały kapitułę, zakony buddyjskie mają sanghę - a suficka droga jest chyba bardzo personalnie zbudowana wokół relacji szejk-uczeń. Czy to nie czyni jej strukturalnie podatną na nadużycia?


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Lurisk tak, i to nie jest tylko współczesna krytyka - sami suficcy myśliciele o tym pisali. Hujwiri w Kaszf al-Mahdżub przestrzega przed fałszywymi szejkami i podaje znaki, po których można ich rozpoznać. Ale paradoks polega na tym, że te znaki też musiał oceniać... szejk. W praktyce samoregulacja działała przez to, że uczniowie wybierali mistrzów z ugruntowaną reputacją w łańcuchu silsila, czyli genealogii duchowej sięgającej proroka.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

To z tym silsila to mnie trochę przypomina linie inicjacyjne w tradycjach recznynch, gdzie ważne jest kto kogo inicjował i jak daleko ta linia sięga. Czy w sufizmie fałszywe silsila były znane? Bo wyobrażam sobie, że można było sfabrykować taki łańcuch.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Perydotka oczywiście, i to był realny problem. Zdarzały się zakony, które twierdziły, że ich silsila sięga bezpośrednio do Alego ibn Abi Taliba albo nawet do Proroka przez kilka pokoleń, ale historycy islamu nie byli w stanie tych łańcuchów zweryfikować. To trochę jak z relikwiami w średniowiecznym chrześcijaństwie - każdy klasztor miał 'autentyczną' kość świętego.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wracam do wcześniejszego, ale ta kwestia weryfikacji mi nie daje spokoju. Lurisk pytał, jak odróżnić fana od psychozy - i nikt jakoś wprost nie odpowiedział. Czy jest jakiś konkretny opis tego, jak sufi po autentycznej fana zachowuje się inaczej niż ktoś, kto po prostu miał epizod dysocjacyjny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Strzaska.ka to naprawdę dobre pytanie i rozumiem, że odpowiedź Jolusia była trochę ogólna. Suficcy pisarze wymieniali kilka kryteriów. Po pierwsze - ciągłość etyczna. Ktoś po autentycznej fana stawał się bardziej empatyczny, bardziej zdolny do służby, bardziej zakorzeniony w szariacie, nie mniej. Po drugie - powrót. Prawdziwe fana prowadzi do baki, czyli powrotu z funkcją. Ktoś, kto 'utknął' w stanie rozbicia bez powrotu do świata, był postrzegany jako chory, nie jako mistyk.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

To kryterium etyczne jest ciekawe, bo sugerowałoby, że sufizm jest bardzo praktyczny w tej weryfikacji. Ale mam pytanie - czy zdarzały się przypadki, gdzie ktoś był uznany za autentycznego mistyka, a potem okazywało się, że jego życie osobiste temu przeczy? Coś w rodzaju 'guru który upadł'?


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

No właśnie, bo w ezoteryce zachodniej takich przypadków jest mnóstwo - mistrzowie, którzy mieli autentyczne dary, ale moralnie byli kompletnie rozwaleni. Może te dwa wymiary po prostu nie muszą iść w parze? W sufizmie pewnie też tak bywało, skoro ludzie to tylko ludzie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Mistique ale to jest właśnie miejsce, gdzie sufizm bardzo wyraźnie się różni od wielu tradycji ezoterycznych. Dla sufich autentyczność doświadczenia mistycznego i etyczna integralność były nierozerwalne z zasady, nie z konwencji. Ktoś, kto miał 'moce' ale żył nieetycznie, nie był dla nich mistykiem, tylko kimś, kto dotknął niebezpiecznych sił. To się wiąże z pojęciem istidradż, czyli fałszywego daru, który Bóg daje jako pułapkę na pysznego człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@aldonka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Istidradż to nowe słowo dla mnie i trochę mnie przeraziło. Więc w islamie mogło być tak, że ktoś miał cuda i znaki, ale to był rodzaj kary a nie nagrody? Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Aldonka bardzo dobrze rozumujesz, to naprawdę przenikliwe. Istidradż to dokładnie to - stopniowe 'dawanie' człowiekowi tego, czego chce, żeby głębiej wpadł w pułapkę własnego ego. W teologii islamskiej to było ostrzeżenie przed znakami i cudami jako dowodem świętości. Dlatego suficcy pisarze tak bardzo podkreślali, że karama, czyli dar mistyczny, to nie to samo co walaja, czyli bliskość Boga - i że to drugie ważniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

To pojęcie istidradż jest naprawdę ważne i nie wiedziałem o nim wcześniej. Ale chcę wrócić do czegoś, co Jolusia powiedziała kilka postów wyżej - że Al-Ghazali widział w fałszywym mistyku kogoś, kto przez doświadczenie umacnia ego zamiast je rozpuszczać. Czy Al-Ghazali sam kiedyś opisał własne doświadczenie sufickie jako coś, co mógłby zakwalifikować jako hal lub fana? Bo on jest chyba jedynym sufim tej rangi, który pisał autobiograficznie.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

tak, w Wybawieniu od błędu, Munqidz min al-dalal, Al-Ghazali opisuje swój kryzys i późniejsze przebudzenie, ale jest w tym tekście bardzo ostrożny - celowo unika konkretnych określeń stanów, pisze bardziej o pewności serca niż o ekstazji. Badacze się spierają, czy był sufim w pełnym sensie, czy raczej teologiem, który sufizm zrozumiał intelektualnie i etycznie, ale niekoniecznie przeżył fana.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ten wątek Al-Ghazaliego jako 'sufi-teoretyk' kontra 'sufi-praktyk' jest ciekawy. Bo to trochę przypomina spór w buddyzmie zen między tymi, którzy opisują oświecenie, a tymi, którzy twierdzą, że opis jest już dowodem nieoswiencenia. Czy w sufizmie był podobny podział na tych, którzy mówią i tych, którzy milczą?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Paprotka owszem i to bardzo wyraźny. Bistami na przykład mówił dużo, wręcz szokował - jego szatahat, czyli upojone okrzyki, były skandaliczne. Ale byli sufici, którzy uznawali, że prawdziwy stan jest poza słowami i że ktokolwiek próbuje go opisać, dowodzi, że go nie osiągnął. To napięcie między przekazem a milczeniem jest w sufizmie stale obecne.


Odpowiedz
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Sauwak A te szatahat Bistamiego - rozumiem, że to były wypowiedzi w rodzaju 'ana al-haqq' Al-Halladża? Czy jest jakaś różnica między tymi dwoma? Bo Al-Halladż zginął za swoje słowa a Bistami chyba nie.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Tu akurat wiem, bo to mnie od dawna ciekawiło. Bistami był Perso i żył w środowisku, które miało trochę więcej tolerancji dla poetyckiego przesady sufickiej. Jego słynne 'subhani' - chwała mnie - było komentowane jako poetycka ekstaza, nie doktrynalne twierdzenie. Al-Halladż natomiast wypowiadał swoje słowa publicznie, w kontekście politycznie napiętego Bagdadu, i jego procesem rządziły też czynniki zupełnie poza-religijne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Selena czyli skazanie Al-Halladża to był też wyrok polityczny? To by tłumaczyło, dlaczego ta sama treść u Bistamiego przeszła bez echa. Czy ktoś pisał o tym szczegółowo - mam na myśli polityczny kontekst jego procesu?


Odpowiedz
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Lurisk Tak, polityczny kontekst procesu Al-Halladża jest dość dobrze udokumentowany. Louis Massignon poświęcił temu całe życie i jego 'La Passion de Husayn Ibn Mansur Hallaj' to nadal najważniejsze źródło. Krótko mówiąc - Al-Halladż działał w Bagdadzie, w centrum władzy abbasydzkich kalifów, i miał tam wrogów wśród prawników, ale też wśród wpływowych urzędników dworu, którzy widzieli w jego popularności zagrożenie polityczne. Bistami żył z dala od centrum, w Bastam, i jego okrzyki były relacjonowane przez uczniów, nie wykrzykiwane na ulicach stolicy. Różnica środowiska była kolosalna.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Selena czyli można powiedzieć, że Al-Halladż sam po trochu sprowokował swój los - nie dlatego, że był mniej autentyczny niż Bistami, ale dlatego, że wybrał inną przestrzeń działania? Czy Massignon to potwierdza, czy widzi go bardziej jako ofiarę ortodoksji?


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Massignon był pod ogromnym wrażeniem Al-Halladża i jego interpretacja jest wyraźnie hagiograficzna - widzi go niemal jako muzułmańskiego Chrystusa, kogoś, kto świadomie przyjął śmierć jako ostatni akt miłości mistycznej. Inni badacze są ostrożniejsi. Ale w samej sufickiej tradycji Al-Halladż jest postacią ambiwalentną - jedni go czczą, inni przestrzegają przed nim jako przykładem kogoś, kto wyszedł poza bezpieczeństwo milczenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Jolusia96 To co mówisz o milczeniu jako bezpieczeństwie - czy to nie jest napięcie, które pojawia się w wielu tradycjach mistycznych? W zen jest coś podobnego, gdzie mistrz, który zbyt chętnie mówi o oświeceniu, jest podejrzany. W sufizmie to milczenie miało charakter ochronny - przed własnym ego czy przed zewnętrznym prześladowaniem?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Paprotka myślę, że oba naraz i to nieprzypadkowo. Kifajja - wystarczalność, powściągliwość - była cnotą suficką, ale miała podwójne dno. Ktoś głęboko w stanach nie potrzebował potwierdzenia zewnętrznego, więc naturalnie milczał. A jednocześnie milczenie chroniło przed zarzutami o bluźnierstwo. Trudno powiedzieć, gdzie kończyła się autentyczna pokora, a zaczynało strategiczne bezpieczeństwo.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tych stanów z tytułu wątku - dużo rozmawiamy o fana i o tym, kto był autentyczny, ale właściwie mało powiedzieliśmy o tym, co dzieje się po fana. Słyszałam, że jest coś takiego jak baqa - trwanie po unicestwieniu. Czy to jest uznawane za wyższy stopień niż sama fana?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Strzaska.ka bardzo dobrze, że wróciłaś do tego, bo to kluczowe. Baqa to stan, który suficcy teoretycy uznawali za cel ostateczny - nie samo unicestwienie ego, ale trwanie w Bogu po tym unicestwieniu. Fana bez baqa była uważana za niepełną, wręcz niebezpieczną, bo ktoś mógł utknąć w stanie zatarcia i stracić zdolność do normalnego funkcjonowania i służby. Al-Dżunayd szczególnie kładł nacisk na baqa właśnie dlatego.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Jolusia96 To rozróżnienie fana-baqa jest naprawdę precyzyjne. Ale skoro baqa to 'trwanie w Bogu po unicestwieniu' - to jak to wyglądało praktycznie? Czy taki człowiek był rozpoznawalny z zewnątrz jako ktoś w szczególnym stanie, czy wyglądał zupełnie normalnie?


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

to właśnie jest paradoks sufickich opisów baqa - im głębiej, tym mniej widoczne. Rumi pisał, że mądrość ukryta jest jak ogień w kamieniu - uderz, a wypłynie, ale sam kamień wygląda jak każdy inny. Opisywano ludzi w baqa jako wyjątkowo obecnych w kontakcie, spokojnych w sytuacjach kryzysowych, ale bez żadnych zewnętrznych oznak ekstazy. To był punkt odwrotny do szatahat Bistamiego.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@aldonka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Przepraszam że się pytam o podstawy, ale te stany które wymieniacie - hal, makat, fana, baqa - czy one się dzieją po kolei jak stopnie szkoły, czy można skoczyć na przykład od halu do fana bez makamów? Bo z tego co słyszę to makat jest chyba długi...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Aldonka to bardzo sensowne pytanie. Makam i hal to dwie różne kategorie - makam to trwałe stadium zdobyte wysiłkiem i praktyką, hal to stan łaski, który przychodzi i odchodzi niezależnie od woli człowieka. Fana to raczej doświadczenie szczytowe, a baqa to jego owoc. Teoretycznie hal może pojawić się w każdym momencie, bo zależy od Boga, nie od człowieka. Ale trwałe osiedlenie się w fana i baqa wymagało przejścia przez makamy - przynajmniej tak uważała większość tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

To rozróżnienie między tym, co zależy od człowieka, a tym, co jest łaską, przypomina mi spór w chrześcijaństwie między pelagianizmem a łaską. Czy w sufizmie były podobne debaty - czy człowiek może 'zarobić' na stany mistyczne, czy to zawsze dar?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Dobrusia.2 był i to bardzo realny. Dżunayd reprezentował nurt, który kładł ogromny nacisk na sobriety, trzeźwość i systematyczną pracę nad sobą - dla niego bez makamów nie było prawdziwej fana. Ale byli sufici, zwłaszcza w tradycji malamatijja, którzy twierdzili, że każda systematyczna praca jest już formą ego i dlatego należy jej unikać. To nie było tylko spieranie się o teorię, to przekładało się na całkiem różne szkoły praktyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

Te malamatijja mnie ciekawią, bo wcześniej ktoś wspominał ich mimochodem. Czy to był kierunek, który celowo prowokował - robił coś złego żeby się nie chwalić duchowością? Bo to brzmi trochę jak prowokacja.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Perydotka w pewnym sensie tak. Malama znaczy dosłownie 'nagana' i idea była taka, że prawdziwy mistyk robi wszystko, żeby ludzie go nie czcili - bo cześć ludzka jest pułapką dla ego. Więc rzeczywiście zdarzało się, że tacy sufi zachowywali się publicznie w sposób, który wywoływał krytykę, a wewnętrznie byli w stanie skupienia. W skrajnych interpretacjach dochodziło to do celowego łamania norm, co było oczywiście kontrowersyjne i nieakceptowane przez główny nurt.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czekajcie, to trochę przypomina lewacki antynomianizm - że wolno wszystko, skoro jesteś oświecony. Czy malamatijja nie był w praktyce wygodną wymówką dla tych, którzy chcieli robić co chcieli i mówić, że to duchowość?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Mistique to jest właśnie zarzut, który sami suficcy krytycy stawiali malamatijja. Hujwiri w Kaszf al-Mahdżub traktuje ich z dużą nieufnością z dokładnie tego powodu - że idea jest szlachetna, ale łatwa do nadużycia. Ale ci, którzy pisali z perspektywy malamatijja, mówili coś odwrotnego: że antynomianizm jest właśnie zagrożeniem, przed którym ich droga chroni, bo celem nie jest robienie co się chce, ale wewnętrzna nieustanna czujność przy zewnętrznym braku uznania.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Jolusia96 To rozróżnienie, które Jolusia zrobiła - czujność wewnętrzna przy braku uznania zewnętrznego - brzmi jak coś, co w praktyce jest nie do weryfikacji z zewnątrz. Czy to nie czyni malamatijja jako tradycji szczególnie trudną do przekazania? Bo mistrz nie może ci pokazać stanu, który z definicji jest ukryty.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Lurisk dotknął czegoś istotnego. Bo w sumie każda tradycja mistyczna ma ten problem - jak przekazać coś, co jest wewnętrzne. Ale w malamatijja jest to jeszcze trudniejsze, skoro zewnętrzny obraz jest celowo zafałszowany. Czy były zakony, które tę tradycję przekazywały przez pokolenia, czy raczej ginęła przy każdej generacji?


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Malamatijja nigdy nie stworzyła trwałego zakonu z silsila w klasycznym sensie, bo sama idea stała temu w poprzek. Pojawiała się jako nurt wewnątrz istniejących bractw albo jako postawa indywidualnych mistyków. W Chorasanie w IX-X wieku był wyraźny krąg z Niszapuru, ale potem to bardziej przenikało do innych tradycji jako element niż tworzyło własną strukturę. Czy to oznacza, że ginęła - nie, ale żyła inaczej niż qadirijja czy nakszibandijja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Selena a czy ten chorasański krąg malamatijja miał jakieś konkretne techniki przekazu - rozumiem, że bez formalnej silsila, ale czy był choćby nauczyciel i uczeń, jakaś relacja? Bo jeśli nie ma zakonu i nie ma zewnętrznego wzorca do naśladowania, to jak w ogóle ktoś wiedział, że idzie w dobrym kierunku?


Odpowiedz
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Dobrusia.2 Relacja mistrz-uczeń była, ale działała inaczej niż w tariqach. Nie tyle przekazywano technikę, co mistrz był żywym przykładem - obserwowałeś go latami i stopniowo rozumiałeś, co za tym stoi. Właściwie odwrotność formalnego nauczania. Czy to wystarczało? Nie wiem, szczerze - to musiało być bardzo zależne od konkretnej osoby.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: