I wracając do pytania tytułowego wątku, koegzystencja czy synkretyzm, to po tej całej dyskusji chyba żadne z tych słów nie jest wystarczające. To nie jest ani pokojowe sąsiedztwo dwóch oddzielnych rzeczy, ani proste stopienie się w jedno. To jest coś bardziej organicznego, co nie ma dobrego terminu w zachodnich kategoriach religioznawczych. Może dlatego tak trudno nam to uchwycić.
A to znaczy że w Japonii nie było w ogóle napięć między tymi tradycjami? Bo jakoś nie wierzę że to było zawsze harmonijne.
A jak to działa teraz, znaczy we współczesnej Japonii? Bo rozmawiamy głównie o historii ale ciekawe czy młodzi Japończycy to w ogóle czują jakoś czy to jest tylko dla starszych.
Chciałem zapytać o coś konkretnego. Ten kamidana, ołtarzyk shinto który jest w domu, i buddyjski butsudan, to rozumiem że stoją razem w jednym pokoju? Jak to wygląda fizycznie bo nie mogę sobie wyobrazić.
A te przedmioty, omamori, ema, te wszystkie talizmany ze świątyń, to są shinto czy buddyjskie? Bo widzę je na zdjęciach z Japonii i nigdy nie wiem co jest czym.
I to chyba jest odpowiedź na tytuł wątku, której szukaliśmy od początku. Koegzystencja i synkretyzm jednocześnie, zależnie od poziomu na którym patrzysz. Teologicznie to dwie różne tradycje z różnymi założeniami. Praktycznie to jeden strumień życia codziennego, w którym oba nurty płyną razem bez etykiet.
Ale zaraz, to jak to jest z tymi omamori? Kupujesz w jednej świątyni i możesz wziąć do drugiej? Znaczy, czy jest jakiś protokół, co zrobić jak się skończy rok i masz talizmany z różnych miejsc naraz?
To trochę jak u nas nosić szkaplerz i medalik i jeszcze różaniec razem? Czy to jest jednak inna logika?
I to jest moment kiedy przestaję traktować to jako proste "tolerowanie się nawzajem". To jest naprawdę poważna praca teologiczna, ktoś musiał te kategorie przemyśleć i uzgodnić. Czy mamy źródła kto konkretnie to robił?
Ale jest jeszcze drugi biegun tej historii, który chyba umknął w rozmowie. Meiji, koniec XIX wieku, kiedy państwo japońskie próbowało te dwie tradycje od siebie rozdzielić siłą. Shinbutsu bunri, rozdzielenie buddyzmu i shinto. To chyba pokazuje że ta koegzystencja nie jest niezniszczalna.
Słuchajcie, a co z tymi pogrzebami? Bo gdzieś czytałam że Japończycy robią buddyjski pogrzeb ale shinto ślub. Czy to jest na pewno prawda, czy to uproszczenie?
A mnie ciekawi coś innego. Skoro buddyzm przejął pogrzeby, to czy to znaczy że buddyści japońscy mają inne podejście do śmierci niż buddyści np. tybetańscy albo tajscy? Bo w Tajlandii widziałem że mnisi są przy narodzinach dziecka też, błogosławią.
Hej, a wracając trochę do początku, bo mam pytanie które mnie chodzi po głowie od dłuższego czasu. Czy te dwie religie mają jakichś "swoich" bogów którzy są tylko jednej albo tylko drugiej? Czy wszystko się miesza?
Słuchajcie, to trochę zmienia obraz który miałam. Myślałam że shinto jest o naturze i Japonii a buddyzm o oświeceniu i medytacji i one sobie po prostu spokojnie współistnieją obok siebie. A tu wychodzi że przez stulecia naprawdę się przeplatały i tworzyły coś trzeciego.
To jest dla mnie trochę przytłaczające ile się działo. Mam wrażenie że żeby naprawdę zrozumieć shinto i buddyzm w Japonii, trzeba by znać całą historię Japonii. Czy jest jakiś jeden punkt od którego można zacząć jeśli ktoś chce to poważniej zgłębić?
Ale to trochę niesamowite że te dwa teksty z VIII wieku tak mocno wpłynęły na to co dziś rozumiemy przez shinto, prawda? Bo to znaczy że mamy do czynienia z tradycją która w pewnym sensie była "spisana" przez elity i nie wiadomo jak bardzo odpowiadała temu co zwykli ludzie naprawdę robili i wierzyli.
To bardzo ciekawe bo zastanawiam się jak to wyglądało w praktyce dla zwykłego chłopa w średniowiecznej Japonii. Czy on w ogóle zastanawiał się czy jest buddystą czy wyznawcą shinto, czy po prostu szedł do świątyni jak potrzebował i tyle?
Hej, a mam pytanie trochę z innej strony. My tu rozmawiamy o Japonii ale czy jest jakiś inny kraj gdzie masz podobną sytuację że dwie religie tak się przemieszały i ludzie po prostu korzystają z obu? Bo to by pomogło mi zrozumieć czy to coś specyficznie japońskiego.
To ta sprawa z Meiji i z Amerykanami po wojnie to jest naprawdę duże. Znaczy chcę się upewnić że dobrze rozumiem, Ameryka po II wojnie światowej powiedziała Japonii że musi oddzielić religię od państwa i chodzi konkretnie o shinto?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie że shinto co chwilę okazuje się czymś innym niż myślałam. Raz to jest lokalne duchy i natura, raz jest państwowym instrumentem, raz jest teologią nieodwracalnego enshrinementu. Czy to w ogóle jedna religia czy raczej kilka różnych tradycji które używają tej samej nazwy?
Przepraszam że wchodzę z prostym pytaniem w środku takiej rozmowy, ale to honji suijaku to szło w jedną stronę? To znaczy że to buddyzm "wchłaniał" shinto, czy shinto też miało coś analogicznego żeby wchłonąć buddyzm?
