Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co mnie mocno interesuje w kontekście japońskiej duchowości. Chodzi o to, jak Japończycy potrafią być jednocześnie shintaistami i buddystami, bez żadnego poczucia sprzeczności. U nas w Polsce jak ktoś jest katolikiem, to raczej nie chodzi jednocześnie do meczetu i nie uważa tego za normalne. A w Japonii to wygląda zupełnie inaczej. Urodziłeś się? Ceremonia shinto. Wziąłeś ślub? Shinto. Pogrzeb? Buddyzm. I nikt się nie zastanawia czy to nie jest wewnętrznie sprzeczne. Pytanie brzmi: czy to jest prawdziwy synkretyzm, gdzie oba systemy zlały się w jedno, czy raczej coś w rodzaju funkcjonalnego podziału ról, gdzie każda religia ma swoje "zadanie"? Bo to są zupełnie inne zjawiska, moim zdaniem.
Właśnie to mnie zawsze zastanawia w japońskiej duchowości. Słyszałam takie określenie "shinbutsu shugo", które podobno opisuje właśnie to pomieszanie obu tradycji. Ale nie wiem czy to jest termin historyczny, opisujący konkretny okres, czy nadal aktualne zjawisko? Bo mam wrażenie, że coś się zmieniło po 1868 roku, kiedy Meiji zaczął oddzielać shinto od buddyzmu na potrzeby nacjonalizmu.
Mam wrażenie, że często mylimy synkretyzm z pragmatyzmem. Japończycy to są strasznie pragmatyczni w kwestiach duchowych, przynajmniej w porównaniu z religiami abrahamowymi. Shinto nie ma żadnej ustalonej dogmatyki, nie ma jednej świętej księgi, nie ma teologii w zachodnim sensie. Więc jak coś nie ma sztywnego systemu, to łatwiej coś dobudować obok bez konfliktu. Buddyzm wszedł do Japonii w VI wieku i po prostu... wsiąkł. Ale nie wiem czy to znaczy, że oba systemy są teraz jednym. Może są dwie ścieżki, które biegną równolegle?
A mogę zapytać, bo nie za bardzo ogariam: te kami w shinto to są jak bogowie, anioły, czy duchy? Bo jak to buddyzm, to tam nie ma boga w ogóle, więc jak oni to łączą? Dla mnie to brzmi jak próba połączenia astrologiii z ateizmem.
Ciekawe to jest, bo ja sie uczyłem trochę o runach i tam też były potem chrzescijańskie naleciałości, vikingowie chrztili runy i dawali im inne znaczenie. To chyba ten sam mechanizm? Ze jedna religia wchodzi i adaptuje to co było?
Byłam kilka lat temu w Japonii i rzeczywiście to było widać na każdym kroku. Przy wejściu do świątyni buddyjskiej czasem stały torii, czyli te charakterystyczne shinto bramy. Mnisi buddyjscy prowadzili obrzędy przy shinto sanktuariach. Ludzie kupowali omamori, czyli talizmany, które miały jednocześnie kami i buddyjskie manuale na środku. Dla mnie osobiście to nie było "jedno ani drugie", to było coś zupełnie osobnego, co ma swoją własną logikę.
Trochę mi to przypomina jak moja rodzina jest niby katolicka, chodzi na mszę w Boże Narodzenie i Wielkanoc, ale jednocześnie mama wywróży z fusów i tata mówi, że jak kominie się zedrze, to nieszczęście. I to jakoś współistnieje bez problemów. Może w Japonii skala jest po prostu większa, ale mechanizm podobny?
Mam pytanie trochę z boku głównego tematu, ale czy ktoś wie jak wyglądają domowe praktyki w Japonii? Bo słyszałam, że tradycyjny dom japoński ma zarówno butsudan, czyli buddyjski ołtarzyk przodków, jak i kamidana, shinto półkę dla kami. I oba są codziennie obsługiwane. Zastanawia mnie czy ludzie mają inną intencję przy każdym z nich, czy to jest automatyczne?
Przepraszam że się wtrącam bo nie znam się na tych religiach, ale czy shinto w ogóle uczy jak żyć, jak buddyzm uczy o nieprzywiązaniu i cierpieniu? Bo jak go czytam to wydaje się bardziej o harmonii z naturą niż o tym co mam robić na co dzień?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę za szybko idziemy w stronę "to jest takie proste i harmonijne". Historia japońskiej religijności była też pełna napięć. Buddyjskie klasztory miały mnichów-wojowników, sohei, klasztory rywalizowały o wpływy na dworze, shinto sanktuaria też nie zawsze były w zgodzie z buddyjskimi instytucjami. Czy ktoś zna trochę więcej ten historyczny kontekst konfliktów, bo mi się wydaje, że ta sielanka to trochę idealizacja?
I do tego dochodzi okres Meiji, bo o tym nikt jeszcze nie wspomniał. Rząd Meiji w XIX wieku aktywnie rozdzielał shinto od buddyzmu, shinbutsu bunri to się nazywało. Nakazano dosłownie usuwać buddyjskie elementy ze świątyń shinto i odwrotnie. To było państwowe rozdzielenie czegoś, co przez wieki naturalnie się przenikało.
To pokazuje chyba coś ważnego: instytucje możesz rozdzielić, ale sposobu w jaki ludzie przeżywają duchowość w domu już nie. I shinbutsu bunri było też motywowane politycznie, shinto miało stać się religią państwową, sposóbm nacjonalizmu. To jest bardzo ważny kontekst, żeby nie idealizować tej harmonii.
Ale jak rozumiem to po Meiji shinto stało się takie... oficjalne i patriotyczne? I to miało coś wspólnego z wojną? Bo chyba słyszałem o jakimś państwowym shinto, kokka shinto czy coś takiego.
Ale czy to nie jest trochę wygodne zapomnienie? Że się używa tej samej nazwy, tych samych świątyń, i mówi "to zupełnie inne rzeczy"? U nas jak ktoś by powiedział że nie kojarzy krzyża z krucjatami, to byśmy powiedzieli że po prostu unika tematu.
Mam pytanie do wszystkich, bo trochę się pogubiłam w tej rozmowie. Jak Japończyk dzisiaj sam siebie opisuje, jak go zapytasz o religię? Mówi, że jest shinto, buddysta, oboje, żadne?
To jest właśnie sedno problemu z kategoryzowaniem japońskiej religijności zachodnimi pojęciami. Socjolog Robert Bellah pisał o "civil religion", religii obywatelskiej, jako o czymś co spaja wspólnotę niezależnie od indywidualnej wiary. Japonia to może być skrajny przykład takiego modelu. Ale Kornelia, twoje pytanie o granicę jest naprawdę dobre i nie ma na nie prostej odpowiedzi.
Ale poczekajcie. Bellah to kto? I to civil religion to chodzi o to że np. 4 Lipca w Ameryce też jest taką religią bez boga? Bo gdzieś to słyszałem w innym kontekście.
Omikuji to te papierki z wróżbą prawda? Vidziałem że jak wróżba jest zła to się zawieszają na drzewku żeby zostawić pecha w świątyni. To jest shinto czy buddyjski zwyczaj?
Dobra ale ja mam inne pytanie bo się trochę pogubiłam w tej historii. Czy te kami to są takie same byty jak duchy? Bo czytam od początku wątku i raz piszecie że to siły przyrody, raz że to bóstwa, raz że przodkowie. To jak to właściwie jest?
A to znaczy że jak Japończyk mówi że czuje obecność przodka, to jest to shinto czy buddyzm? Bo z tego co piszecie to przodkowie są ważni w obydwu.
Mam pytanie może trochę z boku, ale czy w japońskim rozumieniu duchy przodków mogą nawiedzać żywych? Czytam różne rzeczy o japońskich duchach, yūrei i takie tam, i nie wiem czy to jest religijne przekonanie czy raczej folklor.
Obon mnie zawsze bardzo poruszał jak o nim czytałam. To jest to co chyba nam trochę brakuje w zachodniej duchowości, takie bezpośrednie rytualne zaproszenie przodków. Ale wracając do wątku głównego, czy ta cała shinbutsu shūgō, to połączenie, przetrwała Meiji też dlatego że była zakorzeniona właśnie w takich domowych, rodzinnych rytuałach jak Obon? Bo tych państwo nie mogło zakazać?
Ale jak to możliwe że rząd próbuje rozdzielić religię? U nas coś takiego byłoby niemożliwe chyba. Znaczy kto im dał prawo mówić ludziom co jest shinto a co buddyzm?
A po wojnie co sie stało? Bo rozumiem że Ameryka przyszła i zmieniła to wszystko? Czy shinto dalej było oficjalnie i w szkołach tego uczyli?
Mogę dodać coś z własnych obserwacji? Jak rozmawiałam z Japończykami po wojnie, no znaczy z pokoleniem które już wychowało się po reformach, to oni mieli bardzo ambiwalentny stosunek do shinto. Młodsi często mówili że to "stare rzeczy", ale i tak szli na Nowy Rok do świątyni. Jakby tradycja działała poza sferą przekonań.
To bardzo interesujące bo przypomina mi trochę to co niektórzy robią u nas na Boże Narodzenie, znaczy biorą udział w tradycji nie z wiary. Ale tu chyba jest większa spójność między tym, że to jest właśnie wbudowane w system, nie wyjątek?
Czytam ten wątek od początku i chcę zapytać o coś konkretnego. Wiemy już że shinto i buddyzm się przenikają na poziomie praktyki. Ale czy jest coś w czym naprawdę się różnią, coś zasadniczego, gdzie te dwa systemy mówią wprost przeciwne rzeczy?
