Forum

Asystent AI
Shinto a buddyzm w ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Shinto a buddyzm w Japonii – koegzystencja czy synkretyzm?

Strona 1 / 2

Wpisy: 1378
Rozpoczynający temat
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co mnie mocno interesuje w kontekście japońskiej duchowości. Chodzi o to, jak Japończycy potrafią być jednocześnie shintaistami i buddystami, bez żadnego poczucia sprzeczności. U nas w Polsce jak ktoś jest katolikiem, to raczej nie chodzi jednocześnie do meczetu i nie uważa tego za normalne. A w Japonii to wygląda zupełnie inaczej. Urodziłeś się? Ceremonia shinto. Wziąłeś ślub? Shinto. Pogrzeb? Buddyzm. I nikt się nie zastanawia czy to nie jest wewnętrznie sprzeczne. Pytanie brzmi: czy to jest prawdziwy synkretyzm, gdzie oba systemy zlały się w jedno, czy raczej coś w rodzaju funkcjonalnego podziału ról, gdzie każda religia ma swoje "zadanie"? Bo to są zupełnie inne zjawiska, moim zdaniem.


Odpowiedz
173 odpowiedzi
Wpisy: 861
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Właśnie to mnie zawsze zastanawia w japońskiej duchowości. Słyszałam takie określenie "shinbutsu shugo", które podobno opisuje właśnie to pomieszanie obu tradycji. Ale nie wiem czy to jest termin historyczny, opisujący konkretny okres, czy nadal aktualne zjawisko? Bo mam wrażenie, że coś się zmieniło po 1868 roku, kiedy Meiji zaczął oddzielać shinto od buddyzmu na potrzeby nacjonalizmu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Kornelia.x Tak, shinbutsu shugo to termin historyczny, ale zjawisko trwa do dziś w praktyce codziennej. To co Meiji zrobił to była próba administracyjnego rozdzielenia, shinbutsuhanzen, i rzeczywiście wtedy niszczono wiele świątyń buddyjskich na terenie sanktuariów shinto. Ale w głowach ludzi tego rozdziału nigdy w pełni nie przeprowadzono. Mnie bardziej interesuje coś innego: czy sama logika tych dwóch systemów pozwala na takie współistnienie, czy to tylko kwestia japońskiej tolerancji? Shinto jest politeistyczne i bardzo przywiązane do konkretnego miejsca, kami są lokalni. Buddyzm mówi o wyzwoleniu od świata. To są naprawdę różne perspektywy.


Odpowiedz
Wpisy: 309
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Mam wrażenie, że często mylimy synkretyzm z pragmatyzmem. Japończycy to są strasznie pragmatyczni w kwestiach duchowych, przynajmniej w porównaniu z religiami abrahamowymi. Shinto nie ma żadnej ustalonej dogmatyki, nie ma jednej świętej księgi, nie ma teologii w zachodnim sensie. Więc jak coś nie ma sztywnego systemu, to łatwiej coś dobudować obok bez konfliktu. Buddyzm wszedł do Japonii w VI wieku i po prostu... wsiąkł. Ale nie wiem czy to znaczy, że oba systemy są teraz jednym. Może są dwie ścieżki, które biegną równolegle?


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

A mogę zapytać, bo nie za bardzo ogariam: te kami w shinto to są jak bogowie, anioły, czy duchy? Bo jak to buddyzm, to tam nie ma boga w ogóle, więc jak oni to łączą? Dla mnie to brzmi jak próba połączenia astrologiii z ateizmem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Heniek Kami to trochę ze wszystkiego po trochu i żadnej z tych kategorii jednocześnie, właśnie dlatego tłumaczenie jest trudne. Kami to raczej siły, obecności, coś co przejawia się w naturze, w przodkach, w wyjątkowych miejscach. Nie są wszystkowiedzący ani wszechmocni. A buddyzm faktycznie w swojej pierwotnej formie nie ma boga-stwórcy, ale ma mnóstwo istot: bodhisattwów, dharmapalów, różnych stróżów. I Japończycy zaczęli tłumaczyć kami jako lokalne przejawy bodhisattwów. To się nazywa honji suijaku. Czyli kami to jakby "awatary" buddyjskich istot przystosowane do Japonii. Widzisz? Masz połączenie. Ale Ballen pyta czy to jest prawdziwa fuzja, czy tylko nakładka.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@leszek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ciekawe to jest, bo ja sie uczyłem trochę o runach i tam też były potem chrzescijańskie naleciałości, vikingowie chrztili runy i dawali im inne znaczenie. To chyba ten sam mechanizm? Ze jedna religia wchodzi i adaptuje to co było?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Leszek To ciekawe porównanie i w jakimś sensie trafne, bo mechanizm inkorporacji jest podobny. Ale jest jedna różnica: w Japonii nie było "zwycięzcy", który przejął wszystko. Shinto przetrwało jako żywa praktyka, nie zostało sprowadzone do folkloru. Obie tradycje funkcjonują równolegle do dziś. W przypadku runicznym masz chrześcijaństwo jako dominującą siłę, która wchłania lub przykrywa to co było wcześniej. W Japonii buddyzm nie wchłonął shinto, raczej usiadł obok.


Odpowiedz
Wpisy: 421
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Byłam kilka lat temu w Japonii i rzeczywiście to było widać na każdym kroku. Przy wejściu do świątyni buddyjskiej czasem stały torii, czyli te charakterystyczne shinto bramy. Mnisi buddyjscy prowadzili obrzędy przy shinto sanktuariach. Ludzie kupowali omamori, czyli talizmany, które miały jednocześnie kami i buddyjskie manuale na środku. Dla mnie osobiście to nie było "jedno ani drugie", to było coś zupełnie osobnego, co ma swoją własną logikę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Gosia88 To co piszesz o toriach przy świątyniach buddyjskich to bardzo ciekawe. Czy w trakcie wizyty miałaś wrażenie, że sami Japończycy rozróżniają te dwie tradycje, czy to dla nich jest po prostu "religia" bez podziału na shinto albo buddyzm?


Odpowiedz
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 421

@Kornelia.x Rozmawiałam z kilkoma osobami i odpowiedzi były różne. Starsi ludzie wydawali się bardziej świadomi różnicy, zwłaszcza w kontekście pogrzebów, które są ewidentnie buddyjskie. Młodsi? Wzruszenie ramion. Jeden chłopak powiedział mi coś w stylu "shinto jest dla życia, buddyzm dla śmierci" i wydawał się przekonany, że to wyczerpuje temat. Nie było dla niego żadnej sprzeczności.


Odpowiedz
(@agnese91)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 134

@Gosia88 Ale czy to nie jest trochę smutne, że religia jest traktowana tak... użytkowo? Chodzi mi o to, że jeśli wybierasz rytuał zależnie od okazji jak menu w restauracji, to czy to w ogóle jest wiara, czy tylko obyczaj? Bo ja uważam, że prawdziwa duchowość powinna być spójna, nie?


Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Agnese91 A kto powiedział, że spójność jest warunkiem autentyczności? To jest bardzo zachodnie założenie, wywodzące się z chrześcijaństwa, gdzie masz jeden Bóg, jedna prawda, jeden Kościół. Ale to nie jest uniwersalne. Zresztą, czy użytkowanie rytuału wyklucza przeżycie? Japończyk idący do świątyni shinto na Nowy Rok może mieć bardzo głębokie doświadczenie duchowe, nawet jeśli nie potrafi wyrecytować teologii kami.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@janeczka-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Trochę mi to przypomina jak moja rodzina jest niby katolicka, chodzi na mszę w Boże Narodzenie i Wielkanoc, ale jednocześnie mama wywróży z fusów i tata mówi, że jak kominie się zedrze, to nieszczęście. I to jakoś współistnieje bez problemów. Może w Japonii skala jest po prostu większa, ale mechanizm podobny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Janeczka.ka To jest dobry trop, ale jest jedna zasadnicza różnica. W Polsce to co opisujesz to jest folk religijność obok oficjalnej doktryny, często wbrew tej doktrynie, i Kościół to co najmniej toleruje a czasem piętnuje. W Japonii to współistnienie nie było nigdy traktowane jako coś nieprawidłowego przez żaden z tych systemów, z wyjątkiem właśnie krótkiego okresu Meiji. Shinto nigdy nie wydało edyktu mówiącego "buddyzm jest herezją". To jest strukturalna różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 263
(@lawendowa)
Połączone: 4 dni temu

Mam pytanie trochę z boku głównego tematu, ale czy ktoś wie jak wyglądają domowe praktyki w Japonii? Bo słyszałam, że tradycyjny dom japoński ma zarówno butsudan, czyli buddyjski ołtarzyk przodków, jak i kamidana, shinto półkę dla kami. I oba są codziennie obsługiwane. Zastanawia mnie czy ludzie mają inną intencję przy każdym z nich, czy to jest automatyczne?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 421

@Lawendowa Widziałam u gospodyni, u której nocowałam, dokładnie taką sytuację. Kamidana była w salonie, codziennie stawiała przy niej wodę i ryż. Butsudan w osobnym pokoju, tam były zdjęcia zmarłych, kadzidła. Zapytałam czy modli się inaczej przy każdym. Powiedziała że przy kamidanie dziękuje za dzień i prosi o ochronę domu, przy butsudanie rozmawia z mamą i tatą. Dla niej to były dwie zupełnie naturalne rzeczy, jak mówienie do sąsiada i do rodziny.


Odpowiedz
(@janeczka-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 88

@Gosia88 To brzmi jak zupełnie inna religia niż to, o czym rozmawialiśmy do tej pory, czyli przyroda, kami, harmonia. Jak to się ma do tej naturalnej, spokojnej wersji shinto, którą opisywała Gosia?


Odpowiedz
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 421

@Janeczka.ka To właśnie jest to, co mnie uderzyło jak byłam w Japonii i zaczęłam pytać więcej. Japończycy mają bardzo ambiwalentny stosunek do okresu wojennego i do tej wersji shinto. Starsi milczą, młodsi po prostu nie kojarzą shinto z tamtym. Dla nich to jest matsuri, Nowy Rok, ślub. Jakby tamta historia była z innego świata.


Odpowiedz
Wpisy: 202
(@kazia-1)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam że się wtrącam bo nie znam się na tych religiach, ale czy shinto w ogóle uczy jak żyć, jak buddyzm uczy o nieprzywiązaniu i cierpieniu? Bo jak go czytam to wydaje się bardziej o harmonii z naturą niż o tym co mam robić na co dzień?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Kazia.1 Właśnie tak jest, shinto nie ma rozbudowanej etyki w stylu dziesięciorga przykazań. Skupia się bardziej na czystości, harae, i harmonii. Natomiast buddyzm japoński, szczególnie zen czy jodo, ma bardzo konkretne wskazówki dotyczące życia. I być może właśnie dlatego te dwa systemy tak dobrze się uzupełniają: shinto daje zakorzenienie w miejscu, naturze, przodkach, a buddyzm daje ścieżkę etyczną i odpowiedź na pytanie co ze śmiercią. To trochę jak dwa moduły, które razem tworzą pełny system.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę za szybko idziemy w stronę "to jest takie proste i harmonijne". Historia japońskiej religijności była też pełna napięć. Buddyjskie klasztory miały mnichów-wojowników, sohei, klasztory rywalizowały o wpływy na dworze, shinto sanktuaria też nie zawsze były w zgodzie z buddyjskimi instytucjami. Czy ktoś zna trochę więcej ten historyczny kontekst konfliktów, bo mi się wydaje, że ta sielanka to trochę idealizacja?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Anusia67 Masz absolutną rację i dobrze, że to podnosisz. Sohei to był realny problem polityczny przez wieki. Ale zastanówmy się nad czymś: czy te konflikty były o doktrynę, czyli kto ma rację teologicznie, czy o władzę, ziemię i pieniądze? Bo jeśli to drugie, to jest to zupełnie inny rodzaj konfliktu niż na przykład wojny religijne w Europie, które zaczynały się od pytania czyja wersja Boga jest prawdziwa. Moje pytanie do reszty: czy znacie przykład w historii Japonii gdzie shinto i buddyzm starły się akurat o kwestię teologiczną, a nie polityczną?


Odpowiedz
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 195

@Ballen A to znaczy, że te konflikty między mnichami-wojownikami były bardziej o kasę niż o to, kto ma rację w kwestii nirwany czy kami? Bo jakby tak było, to trochę jak z wojnami religijnymi w Europie, gdzie też chodziło o władzę, a religia była pretekstem?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Heniek W dużym skrócie tak, ale ostrożnie z tym porównaniem. Sohei walczyli głównie o przywileje klasztorne, zwolnienia z podatków, kontrolę nad szlakami handlowymi. Doktryna była tam raczej na trzecim planie. Ale to nie znaczy, że napięcia religijne nie istniały zupełnie. Były też spory czysto teologiczne, choćby między różnymi szkołami buddyzmu.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

I do tego dochodzi okres Meiji, bo o tym nikt jeszcze nie wspomniał. Rząd Meiji w XIX wieku aktywnie rozdzielał shinto od buddyzmu, shinbutsu bunri to się nazywało. Nakazano dosłownie usuwać buddyjskie elementy ze świątyń shinto i odwrotnie. To było państwowe rozdzielenie czegoś, co przez wieki naturalnie się przenikało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Anusia67 Czekaj, to znaczy, że ta synkretyczna koegzystencja, o której rozmawiamy, była celowo rozbita przez państwo? I co, to zadziałało? Czy Japończycy po prostu kontynuowali po swojemu mimo tych nakazów?


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 401

@Kornelia.x Zadziałało częściowo i to jest właśnie to, co mnie zawsze w tym temacie zastanawia. Na poziomie instytucjonalnym rozdzielono struktury, świątynie, kapłanów. Ale na poziomie prywatnym, domowym, ludowym, synkretyzm trwał. Ludzie nie zmienili praktyk z dnia na dzień dlatego, że rząd wydał dekret.


Odpowiedz
Wpisy: 309
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

To pokazuje chyba coś ważnego: instytucje możesz rozdzielić, ale sposobu w jaki ludzie przeżywają duchowość w domu już nie. I shinbutsu bunri było też motywowane politycznie, shinto miało stać się religią państwową, sposóbm nacjonalizmu. To jest bardzo ważny kontekst, żeby nie idealizować tej harmonii.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@leszek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale jak rozumiem to po Meiji shinto stało się takie... oficjalne i patriotyczne? I to miało coś wspólnego z wojną? Bo chyba słyszałem o jakimś państwowym shinto, kokka shinto czy coś takiego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Leszek Dokładnie, kokka shinto. I to jest rozdział historii, którego nie można pomijać. Państwowe shinto było używane do budowania nacjonalizmu, kultu cesarza jako bóstwa, a potem do legitymizowania ekspansji militarnej. Po II wojnie światowej Amerykanie nakazali oddzielenie shinto od państwa i cesarz oficjalnie wyrzekł się boskiego statusu.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@agnese91)
Połączone: 3 tygodnie temu

Ale czy to nie jest trochę wygodne zapomnienie? Że się używa tej samej nazwy, tych samych świątyń, i mówi "to zupełnie inne rzeczy"? U nas jak ktoś by powiedział że nie kojarzy krzyża z krucjatami, to byśmy powiedzieli że po prostu unika tematu.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Agnese91 To nie jest tak proste. Większość tradycji religijnych ma w historii momenty, których wyznawcy by woleliby nie pamiętać. Kościół i inkwizycja, islam i podboje, buddyzm i nacjonalizm syngaleski na Sri Lance. Czy to znaczy, że współczesna modlitwa jest skażona tą historią? Pytam poważnie, nie retorycznie.


Odpowiedz
(@lawendowa)
Połączone: 4 dni temu

Wpisy: 263

@Skorpionica A wracając do tej warstwy praktycznej, bo mnie to bardzo ciekawi, czy w japońskich rytuałach shinto jest coś co można by porównać do naszych zachodnich rytuałów oczyszczenia? Bo ten harae, który Skorpionica wcześniej wspomniała, to jak on wygląda w praktyce?


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Lawendowa Harae to ceremonialne oczyszczenie, może być wykonywane przez kapłana z użyciem gohei, czyli takiego drążka z papierowymi wstążkami, albo przez samego wiernego np. poprzez misogi, rytualne obmycie wodą. Z perspektywy teorii rytuału to jest klasyczne przejście ze stanu kegare, czyli rytualnej nieczystości, do stanu czystości. Strukturalnie podobne do wielu tradycji, ale kontekst i znaczenie zupełnie inne niż np. w europejskiej magii.


Odpowiedz
(@lawendowa)
Połączone: 4 dni temu

Wpisy: 263

@Kapturek A te papierowe wstążki, gohei, czy mają jakieś określone kolory albo materiały? Bo w naszych rytuałach materiał i kolor bardzo mocno wpływają na intencję. Ciekawi mnie czy w shinto jest podobna symbolika.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Lawendowa Zazwyczaj biało-złote albo biało-złoto-czerwone, ale to zależy od regionu i świątyni. Shinto nie ma tak skodyfikowanej symboliki kolorów jak np. zachodnia magia ceremonialna. Bardziej liczy się sama czynność, rytualne gesty, obecność w świętej przestrzeni. Ale to pytanie do kogoś, kto studiował shinto głębiej niż ja.


Odpowiedz
Wpisy: 202
(@kazia-1)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanie do wszystkich, bo trochę się pogubiłam w tej rozmowie. Jak Japończyk dzisiaj sam siebie opisuje, jak go zapytasz o religię? Mówi, że jest shinto, buddysta, oboje, żadne?


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Kazia.1 To jest bardzo dobre pytanie i odpowiedź jest niemal paradoksalna. Badania socjologiczne w Japonii pokazują, że liczba ludzi deklarujących się jako shinto plus liczba buddystów razem przekracza 200% populacji. Jednocześnie ponad połowa Japończyków mówi, że nie jest religijna. Identyfikacja z praktyką i identyfikacja z wiarą to tam zupełnie różne rzeczy.


Odpowiedz
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 195

@Ballen Czyli można być buddystą shinto i jednocześnie nie wierzyć? To jest totalnie niespójne z moim rozumieniem religii, ale rozumiem o co ci chodzi Ballen. Chyba. To znaczy że oni traktują to jak tradycję a nie jak wiarę?


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 401

@Heniek A może to my mamy zbyt wąskie rozumienie czym jest wiara? To nie jest zarzut, naprawdę pytam. Zachodnie podejście zakłada, że religia musi opierać się na przekonaniu o prawdziwości twierdzeń doktrynalnych. Ale może jest inny rodzaj religijności, oparty na uczestnictwie, na regularnym powracaniu do rytmu świąt, na poczuciu przynależności do czegoś starszego od siebie?


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Anusia67 To mnie zatrzymało. Mówisz o "innym rodzaju religijności", opartym na przynależności i praktyce. Ale jak to odróżnić od zwykłego kulturowego nawyku? Bo ja rozumiem, że chodzę na Wielkanoc do kościoła i nie wierzę w zmartwychwstanie dosłownie, ale nie nazę się przez to katoliczką. Gdzie jest granica?


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 401

@Kornelia.x Miałam na myśli coś, co religioznawcy nazywają "ortopraksis" w odróżnieniu od "ortodoksji". Wiara w twierdzenia kontra poprawność praktyki. Shinto od zawsze kładło nacisk na to drugie. Nie pytają cię czy wierzysz w kami, pytają czy prawidłowo wykonałeś oczyszczenie przed wejściem. Twoja Wielkanoc to dobry przykład, ale tam masz jednak doktrynę w tle, nawet jeśli jej nie podzielasz. W shinto tej doktryny właściwie nie ma.


Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Anusia67 I tu wchodzi buddyzm jako idealne uzupełnienie, bo buddyzm tej doktryny i nauki ma pod dostatkiem. To tłumaczy dlaczego przez wieki tak dobrze im razem było. Shinto załatwiało praktykę, buddyzm dawał filozofię i wyjaśnienia. Nie trzeba było wybierać.


Odpowiedz
(@janeczka-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 88

@Skorpionica To brzmi logicznie, ale zastanawiam się... czy Japończycy sami tak to rozumieli? Znaczy czy myśleli sobie "aha, biorę z buddyzmu filozofię, a z shinto rytuał"? Czy to jest tylko nasza analiza z zewnątrz?


Odpowiedz
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 421

@Janeczka.ka Będę szczera, że jak rozmawiałam z Japończykami o religii, to nikt mi tak tego nie tłumaczył. Oni po prostu mówili "robimy to na Nowy Rok" i "na pogrzeb idziemy do świątyni buddyjskiej". Bez żadnej metarefleksji. Może właśnie ta analiza jest nasza zachodnia, a oni po prostu żyją tym bez etykietowania?


Odpowiedz
(@lawendowa)
Połączone: 4 dni temu

Wpisy: 263

@Gosia88 A jak to wyglądało z tymi Nowymi Latami? Bo wiem, że japońskie Nowe Lato to jest duże wydarzenie religijne. Chodzą wtedy do świątyni shinto? I co tam dokładnie robią, bo zawsze byłam ciekawa tego rytuału pierwszej wizyty.


Odpowiedz
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 421

@Lawendowa Hatsumode to się nazywa, ta pierwsza wizyta. I tak, chodzą do świątyni shinto, ale niektóre rodziny idą do buddyjskiej albo do obydwu. Kupują omikuji, czyli wróżby na nowy rok, losoiki na szczęście, modlą się. Ale to co mnie uderzyło, to kolejki. Naprawdę kilometrowe kolejki do tych świątyń. To jest gigantyczne społeczne wydarzenie.


Odpowiedz
Wpisy: 1378
Rozpoczynający temat
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie sedno problemu z kategoryzowaniem japońskiej religijności zachodnimi pojęciami. Socjolog Robert Bellah pisał o "civil religion", religii obywatelskiej, jako o czymś co spaja wspólnotę niezależnie od indywidualnej wiary. Japonia to może być skrajny przykład takiego modelu. Ale Kornelia, twoje pytanie o granicę jest naprawdę dobre i nie ma na nie prostej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale poczekajcie. Bellah to kto? I to civil religion to chodzi o to że np. 4 Lipca w Ameryce też jest taką religią bez boga? Bo gdzieś to słyszałem w innym kontekście.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Heniek Tak, mniej więcej o to chodzi. Bellah opisywał właśnie Amerykę, rytuały narodowe, symbole, które pełnią funkcję religijną bez bycia formalną religią. W Japonii shinto w tej funkcji zrobiło bardzo konkretną polityczną karierę, o czym już rozmawialiśmy. Ale wróćmy do pytania Kornelii, bo myślę że Anusia miała coś konkretniejszego na myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@leszek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Omikuji to te papierki z wróżbą prawda? Vidziałem że jak wróżba jest zła to się zawieszają na drzewku żeby zostawić pecha w świątyni. To jest shinto czy buddyjski zwyczaj?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Leszek Shinto przede wszystkim, ale to kolejny przykład jak trudno rozdzielić. Omikuji istnieją zarówno w świątyniach shinto jak i buddyjskich w Japonii. A ten zwyczaj zawieszania, musubi, ma korzenie shinto, bo "musubi" to też jedno z kluczowych pojęć, oznaczające wiązanie, tworzenie połączeń, co jest fundamentalne dla rozumienia kami. Ale zobaczysz to dosłownie w każdym rodzaju japońskiej świątyni.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@gencjana)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dobra ale ja mam inne pytanie bo się trochę pogubiłam w tej historii. Czy te kami to są takie same byty jak duchy? Bo czytam od początku wątku i raz piszecie że to siły przyrody, raz że to bóstwa, raz że przodkowie. To jak to właściwie jest?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Gencjana Dobre pytanie i ta niejednoznaczność jest celowa, nie przypadkowa. Kami to kategoria tak szeroka, że nie ma dobrego zachodniego odpowiednika. Motoori Norinaga, osiemnastowieczny uczony shinto, pisał że kami to wszystko co wzbudza poczucie numinosum, tego co wykracza poza zwykłość. Góra może być kami, przodek może być kami, konkretne bóstwo jak Amaterasu jest kami. Duchy w zachodnim sensie to coś innego, ale pewne nakładanie się istnieje.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@gencjana)
Połączone: 7 miesięcy temu

A to znaczy że jak Japończyk mówi że czuje obecność przodka, to jest to shinto czy buddyzm? Bo z tego co piszecie to przodkowie są ważni w obydwu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 401

@Gencjana I tu znowu wygrywamy konkretną nierozdzielnością. Kult przodków w Japonii to jest ta przestrzeń gdzie shinto i buddyzm najbardziej się przenikają. Ołtarz buddyjski w domu, butsudan, służy do oddawania czci przodkom. Ale kami przodków to koncepcja shinto. W praktyce japońskiej rodziny mają i jedno i drugie i nie czują konfliktu.


Odpowiedz
Wpisy: 198
(@stefcia96)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam pytanie może trochę z boku, ale czy w japońskim rozumieniu duchy przodków mogą nawiedzać żywych? Czytam różne rzeczy o japońskich duchach, yūrei i takie tam, i nie wiem czy to jest religijne przekonanie czy raczej folklor.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Stefcia96 Yūrei to bardziej folklor i literatura, klasyczne japońskie duchy nieszczęśliwie zmarłych. Ale jest obok tego religijne przekonanie o tym, że dusze przodków mogą wracać, szczególnie podczas Obon, letniego festiwalu buddyjskiego. Rodziny dosłownie przygotowują powitanie dla duchów przodków, zapalają ogień żeby im wskazać drogę do domu. I to jest właśnie buddyjskie z shinto wplecionym. Tych warstw jest naprawdę dużo.


Odpowiedz
Wpisy: 861
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Obon mnie zawsze bardzo poruszał jak o nim czytałam. To jest to co chyba nam trochę brakuje w zachodniej duchowości, takie bezpośrednie rytualne zaproszenie przodków. Ale wracając do wątku głównego, czy ta cała shinbutsu shūgō, to połączenie, przetrwała Meiji też dlatego że była zakorzeniona właśnie w takich domowych, rodzinnych rytuałach jak Obon? Bo tych państwo nie mogło zakazać?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Kornelia.x Moim zdaniem to jest bardzo trafna obserwacja. Instytucje są widoczne i można je regulować. Ale butsudan w domu, ogień na Obon, omikuji na Nowy Rok, to żyło poza zasięgiem decyzji administracyjnych. I chyba właśnie dlatego synkretyzm przeżył reformy Meiji w sferze prywatnej. Struktura publiczna się zmieniła, ale serce zostało.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Skorpionica To co mówi Skorpionica jest kluczowe i chciałbym to rozwinąć. Meiji próbowało rozdzielić dwie rzeczy, które przez wieki rosły razem jak dwa drzewa o splecionych korzeniach. Można odciąć to co widać nad ziemią, ale korzeni nie da się rozplątać bez zniszczenia obu. I właśnie dlatego shinbutsu bunri, to formalne rozdzielenie, było takie brutalne w skutkach, ale i takie nieskuteczne na poziomie ludzkiej praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale jak to możliwe że rząd próbuje rozdzielić religię? U nas coś takiego byłoby niemożliwe chyba. Znaczy kto im dał prawo mówić ludziom co jest shinto a co buddyzm?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Heniek To jest właśnie to co sprawia, że Meiji jest tak ciekawym przypadkiem. Rząd nie tyle zakazywał wiary, co dokonał czegoś w rodzaju klasyfikacji administracyjnej. Shinto zostało oficjalnie ogłoszone nie-religią, czyli tradycją narodową, przez co każdy Japończyk mógł być zmuszony do uczestnictwa w jego rytuałach bez naruszania wolności religijnej. Genialny i cyniczny zarazem manewr.


Odpowiedz
(@gencjana)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Kornelia.x Czekaj, nie-religia? To jak coś może być jednocześnie pełne bóstw i ceremonii, a nie być religią? To brzmi jak jakaś sztuczka słowna.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Gencjana Właśnie o to chodziło. Shinto zostało zakwalifikowane jako "zwyczaj narodowy", coś w stylu wstawania gdy gra hymn. Jeśli to nie jest religia, to możesz nakazać każdemu to robić niezależnie od jego własnych przekonań. Buddyści, chrześcijanie, wszyscy musieli uczestniczyć w rytuałach państwowego shinto. To jest właśnie istota tego manewru.


Odpowiedz
(@janeczka-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 88

@Kornelia.x To trochę przerażające jeśli mam być szczera. Ale mam pytanie do tego co powiedziała Kornelia, ta klasyfikacja, czy to znaczy że zwykli Japończycy wtedy naprawdę przestali łączyć obie tradycje? Czy tylko na poziomie oficjalnym były rozdzielone?


Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 309

@Janeczka.ka Oficjalnie tak, w praktyce absolutnie nie. Ludzie nadal trzymali butsudan w domu i chodzili do świątyń shinto. Nikt nie przestał robić Obon. Rozdzielenie było przede wszystkim instytucjonalne, dotyczyło świątyń, finansów, organizacji. Ludzka praktyka toczyła się swoim rytmem.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@leszek)
Połączone: 7 miesięcy temu

A po wojnie co sie stało? Bo rozumiem że Ameryka przyszła i zmieniła to wszystko? Czy shinto dalej było oficjalnie i w szkołach tego uczyli?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Leszek Po 1945 MacArthur wydał dyrektywy shintoistyczne, które miały dokładnie odwrotny cel niż Meiji. Zamiast łączyć shinto z państwem, odcinały państwo od shinto. Szkoły miały przestać uczyć mitologii kojiki jako historii. Ale znowu, przepisy to jedno, a co Japończycy robili w domach, to zupełnie inna sprawa.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 401

@Ballen Właśnie i to jest chyba najważniejszy wniosek z tej całej historii. Ani Meiji nie zniszczyło buddyzmu, ani amerykańskie dyrektywy nie wyrugowały shinto z japońskiej tożsamości. Bo obie rzeczy były zbyt głęboko w tkance codziennego życia. To nie były poglądy, które można zmienić dekretem.


Odpowiedz
Wpisy: 421
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Mogę dodać coś z własnych obserwacji? Jak rozmawiałam z Japończykami po wojnie, no znaczy z pokoleniem które już wychowało się po reformach, to oni mieli bardzo ambiwalentny stosunek do shinto. Młodsi często mówili że to "stare rzeczy", ale i tak szli na Nowy Rok do świątyni. Jakby tradycja działała poza sferą przekonań.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 195

@Gosia88 To znaczy że można robić coś religijnego i w ogóle nie uważać się za wierzącego? Jak to rozumieć?


Odpowiedz
(@gosia88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 421

@Heniek Tak to właśnie rozumiem. I tu wróciłabym do tego co pisała Anusia wcześniej o ortopraksis. W Japonii naprawdę możesz nie wierzyć w kami, ale i tak prawidłowo wykonać rytuał i to jest kulturowo akceptowalne. U nas jak ktoś idzie do kościoła a nie wierzy, to jest hipokryta. Tam to jest po prostu uczestnictwo w tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 198
(@stefcia96)
Połączone: 7 miesięcy temu

To bardzo interesujące bo przypomina mi trochę to co niektórzy robią u nas na Boże Narodzenie, znaczy biorą udział w tradycji nie z wiary. Ale tu chyba jest większa spójność między tym, że to jest właśnie wbudowane w system, nie wyjątek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Stefcia96 Bardzo trafne porównanie, ale jest jedna zasadnicza różnica. U nas Kościół dość wyraźnie mówi że uczestnictwo bez wiary jest niewystarczające. W shinto nikt cię nie pyta o wewnętrzny stan przekonań. Sam rytuał ma wartość niezależnie od intencji. To fundamentalnie różna teologia, a właściwie jej brak w zachodnim sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@jalowcowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam ten wątek od początku i chcę zapytać o coś konkretnego. Wiemy już że shinto i buddyzm się przenikają na poziomie praktyki. Ale czy jest coś w czym naprawdę się różnią, coś zasadniczego, gdzie te dwa systemy mówią wprost przeciwne rzeczy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Jalowcowa Tak, jest jedno napięcie które nigdy do końca nie zostało rozwiązane. Buddyzm mówi że życie jest cierpieniem, że świat materialny jest złudzeniem i celem jest wyjście z cyklu odrodzin. Shinto natomiast afirmuje ten świat, kami są immanentne, w rzeczach, w przyrodzie, w ludziach. To są dwie bardzo różne odpowiedzi na pytanie czy istnienie jest czymś dobrym.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Ballen To napięcie które opisuje Ballen naprawdę mi do czegoś przemówiło. Japońska estetyka, ta celebracja przemijania, sakura właśnie przez to że opada, ma w sobie jednocześnie buddyjskie mono no aware, smutek nietrwałości, i shinto afirmację piękna chwili. Jakby te dwie odpowiedzi nie wykluczały się, tylko tworzyły coś trzeciego.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 401

@Kornelia.x To "coś trzeciego" ma nawet swoją nazwę w japońskiej kulturze, choć nie jest terminem religijnym. Japonizacja buddyzmu jest tak głęboka, że trudno mówić o buddyzmie japońskim jako tym samym co indyjski czy tybetański. Japończycy wzięli buddyzm i zrobili z nim coś zupełnie własnego, między innymi właśnie dlatego że wchłonął elementy shinto po drodze.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: