Baltazar stawia ważne pytanie i powiem wprost - tantra jest bardziej podatna z jednego konkretnego powodu. Większość praktyk duchowych ma wyraźną granicę między życiem codziennym a rytuałem. Tantra tej granicy nie uznaje, bo cała egzystencja jest polem praktyki. To jest jej siła, ale też słabość - trudniej powiedzieć 'tu kończy się duchowość, tu zaczyna się przekraczanie granic'.
Czyli rozumiem że to 'rozmycie granicy' jest zarówno celem filozoficznym tantry jak i jej największym zagrożeniem praktycznym? Jeśli tak, to czy tradycyjne systemy miały jakiś sposób żeby sobie z tym radzić - coś co my zatraciliśmy przenosząc to na Zachód?
Ta 'tantra spa' to naprawdę trafne określenie. Też to widziałam - reklamy w stylu 'odkryj świętą seksualność' i w opisie jest coś o czakrach i oddechu, ale zero filozofii, zero kontekstu, zero wymagań wstępnych. Wajdelota, jak ty to właściwie postrzegasz - to jest degradacja tradycji czy po prostu coś innego co używa tej samej nazwy?
Mogę zapytać o coś trochę innego? Przez całą tę dyskusję mówiliśmy głównie o buddyjskiej tantrze tybetańskiej i o hinduskiej tantrze kaszmirskiej. Ale czy jest jeszcze jakaś inna gałąź? Gdzieś czytałam o tantrze śaktyjskiej - to jest coś odrębnego czy podgrupa hinduskiej?
Dziękuję, to naprawdę dużo wyjaśnia! A czy w tej tantrze śaktyjskiej kult Kali wiąże się z jakimiś szczególnie radykalnymi praktykami? Kali ma taką mroczną ikonografię, zawsze mnie to zastanawiało w tym kontekście.
Ja chciałam dopytać do tego co Wajdelota powiedział o Śakti jako 'energii twórczej' - bo to jest kolejny termin, który na Zachodzie trochę poszedł w kierunku 'kobieca energia' i takiej esencjalistycznej wizji kobiecości. Czy w oryginalnej tradycji Śakti ma jakikolwiek związek z kobiecością biologiczną czy to jest coś innego?
No i to jest chyba odpowiedź na pytanie z tytułu wątku w jakimś sensie. Tantra oryginalna to droga duchowa. Tantra zachodnia pop-kulturowa to zależy od kogo. Mogę się mylić, ale mam wrażenie że przez ostatnie kilkadziesiąt postów doszliśmy do tego samego wniosku tyle że różnymi drogami. Wajdelota, ty byś się z tym zgodził czy jednak byś coś tutaj doprecyzował?
Wajdelota - ta 'siatka asekuracyjna' to klucz do wszystkiego co tu powiedzieliśmy. Ale mam pytanie: czy w tradycyjnej tantrze ta siatka kiedykolwiek była doskonała? Czy nie było nadużyć también w historycznych, 'autentycznych' liniach przekazu? Bo trochę wydaje mi się że mówimy o tradycji jak o złotym wieku, który może nigdy nie istniał.
Wróćmy może do pytania które padło wcześniej o Kali i mroczną ikonografię tantry śaktyjskiej - bo Orakliaa pytała i chyba nie dostała pełnej odpowiedzi. Mnie też to ciekawi. Ta mroczność Kali - czaszki, krew, taniec na ciele Śiwy - to jest coś stricte symbolicznego czy były/są też dosłowne rytuały wokół tego?
Ikonografia Kali działa na kilku poziomach jednocześnie i to jest piękne w tradycji śaktyjskiej. Czaszki to mala - girlanda 51 lub 52 czaszek reprezentujących litery alfabetu devanagari, czyli całość języka i manifestacji. Krew to moc twórcza i niszcząca zarazem. Taniec na Śiwie - Śiwa jako świadomość bez ruchu, Kali jako ruch bez świadomości, dopiero razem tworzą rzeczywistość. Czy były dosłowne rytuały? Tak, niektóre szkoły kapalikowskie i aghori używały elementów cmentarnych, krwi zwierzęcej. To jednak zawsze było osadzone w konkretnym kontekście inicjacyjnym.
To co Wajdelota mówi o Śiwie i Kali jako świadomości i ruchu bardzo mi się łączy z tym co słyszałam o czakrach - że Muladhara to jakaś uśpiona energia Kundalini, a Sahasrara to czysta świadomość. Czy to jest ta sama metafora tylko przełożona na ciało?
Ta metafora z benzyną jest dobra ale mam wątpliwość. Zakładamy że każda osoba która uczestniczy w jakimś warsztacie powinna dążyć do wyzwolenia wg tantrycznej soteriologii. A co jeśli ktoś po prostu chce poprawić relacje z ciałem albo z partnerem i tantra - nawet okrojona - mu w tym pomaga? Czy to jest złe wypalanie paliwa, czy po prostu używanie samochodu do jazdy po sklepach zamiast do rajdów górskich?
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie. Dużo mówiliście o energii seksualnej jako 'nośniku' - ale co jeśli ktoś jest po prostu aseksualny albo ma bardzo niskie libido? Czy tantra jako droga duchowa jest dla nich zamknięta? Czy można praktykować 'bez paliwa' tak to ujmując?
Jaspisowa dotknęła czegoś o czym rzadko się mówi. W tradycji tybetańskiej Wadżrajany masz całe systemy praktyk bezcelibatowych i celibatowych - mnisi i mniszki praktykują tantrę bez partnera, pracując z wewnętrznymi wizualizacjami bóstw. Energia seksualna w ich modelu to nie jest coś co wymaga aktywności seksualnej, to jest potencjał obecny w ciele niezależnie od aktywności. Czy to odpowiada na pytanie o aseksualność? Częściowo tak - to nie jest bariera.
To jest chyba jedno z najbardziej zaskakujących rzeczy w tej dyskusji dla mnie. Zawsze myślałam że tantra = seks w jakimś stopniu. A teraz wychodzi że można praktykować tantrę w pełni celibatowo? Czy to nie jest sprzeczność wewnętrzna?
Czeremcha ma rację, ale rozumiem skąd to pytanie z tytułu się bierze. Bo to co trafia do mainstreamu pod nazwą tantra to jest niemal wyłącznie ten aspekt seksualny - i dlatego dla przeciętnego człowieka który szuka informacji to jest synonim. Może tytuł wątku jest błędny z perspektywy znawcy, ale idealnie opisuje to co widać z zewnątrz. I może właśnie dlatego ta rozmowa była potrzebna?
Baltazar ma rację że tytuł wątku trochę nas zawęził, ale nie żałuję że tak było - bo dzięki temu doszliśmy do tych wszystkich rzeczy o Kali, Kundalini, celibatowej tantrze... Mam wrażenie że gdyby pytanie brzmiało inaczej, nie doszłybyśmy do połowy z tego. Wajdelota - mam jeszcze jedno pytanie, bo trochę mnie nurtuje. Mówiłeś o wizualizacjach bóstw u mnichów tybetańskich jako zamienniku pracy z partnerem. Czy te bóstwa mają płeć? I czy to ma znaczenie dla praktykującego?
Ja właśnie chciałam się zapytać o to samo co Wajdelota dopowiedział na końcu - bo ta paralela z Jungiem mi się od razu nasunęła. Czy to znaczy że psychologia analityczna i tantra opisują to samo zjawisko tylko różnym językiem? Bo animaanimus u Junga to też integracja wewnętrzna, nie dosłowna relacja z kimś...
Dobra, wracam na chwilę do wątku z aseksualnością bo Jaspisowa zadała to pytanie i mam wrażenie że Wajdelota dał odpowiedź trochę techniczną - tak, można celibatowo, tak, wizualizacje - ale nie odpowiedział czy aseksualność z definicji zamyka jakieś drzwi albo przeciwnie otwiera inne. Bo wydaje mi się że ktoś kto nie ma napięcia seksualnego jako 'zakłócenia' może mieć czystszy start?
Eremitka pyta o coś co tradycja rozstrzyga niejednoznacznie. Jedne szkoły - szczególnie Kashmir Śajwizm - powiedzą że ktoś z naturalnie spokojniejszą energią seksualną ma mniejszą pracę do wykonania na poziomie wstępnym. Inne - szczególnie niektóre linie śaktyjskie - powiedzą że właśnie intensywność energii jest materiałem do pracy i że spokój jest neutralny, ani zaletą ani wadą. Ale uwaga: żadna szkoła którą znam nie powie że aseksualność wyklucza. To byłoby sprzeczne z samą logiką systemu, który mówi że energie są jak woda - mogą płynąć różnymi kanałami.
To co Wajdelota powiedział o sanghie jako systemie kontroli jest według mnie najważniejszą rzeczą w tym wątku i dziwie sie ze padła tak późno. Bo cały czas rozmawialiśmy o tym czy tantra jest duchowa czy seksualna a prawdziwy problem jest chyba bardziej socjologiczny - że przenosimy praktyki w próżni społecznej i potem sie dziwimy ze coś idzie nie tak. Mam rację?
