Mam pytanie do Arnold i Pyromantka82, bo ta wymiana jest dla mnie ważna. Czy jest jakikolwiek scenariusz, w którym sposób ujawnienia przez Kościół byłby identyczny niezależnie od tego, czy treść była pełna czy niepełna? Pytam serio, bo jeśli tak, to ten argument o sposobie jako sygnale kompletności traci siłę.
przepraszam ale mam troche inne pytanie. Czy ktoś wie czy benedykt XVI wypowiedzil sie kiedys o Fatimie poza tym co bylo oficjalne? Bo on był prefektem kongregacji nauki wiary przed papiestwem i to on firmował to ujawnienie w 2000 roku. Chyba wie więcej niz inni?
a czy jak Benedykt już był papieżem to powiedział coś, co by wskazywało że ma inne zdanie niż to oficjalne z 2000 roku? Bo papież może mówić rzeczy których kardynał nie powie.
Feniksa55 w 2010 podczas podróży do Fatimy Benedykt XVI powiedział coś, co wywołało spore zamieszanie. Stwierdził mniej więcej, że przepowiednia fatimska nie jest zamknięta i wciąż się realizuje, dotycząc prześladowań Kościoła XXI wieku. Dla wielu był to sygnał że interpretacja z 2000 roku nie jest ostateczna. Ale czy to zmiana zdania, czy naturalna ewolucja rozumienia, trudno ocenić.
Ale czy jest możliwe, że Benedykt po prostu stosował typową retorykę przepowiedni, która jest z definicji otwarta? Bo tak działają objawienia maryjne w ogóle, nie tylko fatimskie. Zawsze można powiedzieć, że 'jeszcze nie wszystko się dopełniło'. Nie mówię, że tak było, pytam serio.
Rozalinda przepraszam że wejdę z takim prostym pytnaniem, ale co to znaczy że wizja była 'symboliczna'? Bo ja zawsze myślałam że Łucja dosłownie widziała te obrazy. Czy ona sama mówiła że to symbole czy to Kościoł tak interpretowal?
W kontekście tego co mówi Niezapominajka_68, jest tu coś, co mnie zatrzymuje od dawna. W tradycji mistycznej zachodniej Kościoła istnieje coś, co można by nazwać przejęciem narracji. Wizjoner dostaje doświadczenie, a potem Kościół nim zarządza. Łucja przez dziesiątki lat miała ograniczony głos, a kiedy w końcu go miała, była już osobą bardzo starą i żyjącą w klauzurze. To nie jest neutralny kontekst dla 'potwierdzenia' interpretacji instytucji.
Wracam do kwestii tego co Rozalinda mówiła o wewnętrznej sprzeczności w dokumencie z 2000 roku. Mam wrażenie, że nikt jeszcze nie zapytał o coś podstawowego: czy ten komentarz Ratzingera był konsultowany z Łucją przed publikacją? Jeśli tak, to jest to jeden scenariusz. Jeśli nie, to mamy sytuację, w której instytucja interpretuje prywatne doświadczenie mistyczne bez zgody osoby, która go miała.
To co piszecie o tym że tekst jest ten sam ale intepretacja sie zmienia, to mi przypomina coś co widziałam kiedyś o Księdze Daniela. Że przez wieki każde pokolenie dopasowywało ją do swoich własnych prześladowań. Czy Fatima działa tak samo? Że każda epoka ma swoje odczytanie tej samej wizji?
a mozna zapytac, bo nie wiem jak to działa, czy Łucja gdziekolwiek sama powiedziała co jej zdaniem trzecia tajemnica znaczy? Nie watykan, nie ratzinger, tylko ona sama? Bo wszyscy mowimy o interpretacjach ale nie wiem czy ona kiedyś sie wypowiadała na temat sensu
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, które mi się kręci. Czy ktoś tutaj uważa, że jest coś takiego jak 'prawdziwa' trzecia tajemnica, która różni się od ujawnionej? Pytam bez ironii, bo ta dyskusja oscyluje między 'Kościół dobrze interpretował' a 'mechanizm kontroli informacji', ale mało kto mówi wprost o tym, że może istnieć jakaś ukryta wersja. Czy ktoś w to wierzy?
To co Ninka_73 pisze jest dla mnie bardzo ważne. Bo ja tak naprawdę siedzę tu i myślę: dobrze, przyjmuję, że nie możemy wiedzieć na pewno. Ale co to znaczy praktycznie dla kogoś, kto traktuje Fatimę jako część swojej duchowości? Czy żyje z tą niepewnością normalnie, codziennie? Czy raczej ta niepewność gdzieś z tyłu głowy ciągle pracuje?
Kocanka zadała pytanie, które mnie też od lat kręci. Ale chcę dodać coś z innej strony: ten sam mechanizm działa w tradycjach, które nie mają żadnej instytucji stojącej za objawieniem. Wizje i kontakty mistyczne w szamanizmie, w tradycjach afrykańskich, w sufizmie, zawsze są weryfikowane przez wspólnotę, nie przez pojedynczego człowieka ani centralne biuro. Fatima jest wyjątkowa właśnie dlatego, że mamy tu jeden podmiot, który jednocześnie doświadcza, interpretuje i zatwierdza. I to jest strukturalny problem, niezależnie od dobrej woli kogokolwiek.
przepraszam ze wchodze w środek, ale to co Bogusia pisze mnie trafia. Czy jest mozliwe ze ktos kto miał wizje w dzieciństwi, a potem spędza całe życie w klasztorze pod opieką ludzi z konkretną interpretacją tych wizji, może po kilkudziesieciu latach być niezależnym swiadkiem swojego własnego doświadczenia? To chyba niemożliwe dla żadnego człowieka?
Słuchajcie, ja rozumiem ten argument o ramach interpretacyjnych i zgadzam się że to ważne. Ale mam wrażenie, że trochę zbyt szybko przechodzimy od 'być może interpretacja jest narzucona' do 'być może tekst jest inny'. To są dwa bardzo różne zarzuty. Jeden dotyczy hermeneutyki, drugi dokumentacji. Czy macie jakieś konkretne powody, żeby sądzić, że ten drugi jest uzasadniony?
dodam do tego co Arnold mówi: istnieje też problem samego charakteru pisma Łucji. Tekst opublikowany w 2000 roku to zaledwie cztery strony. Tymczasem z listów i wspomnień Łucji wiemy, że opisywała swoje doświadczenia z dużą dokładnością i rozbudowaniem narracyjnym. Dysproporcja między jej stylem a lakonicznością dokumentu jest czymś, na co zwracali uwagę też niektórzy badacze katoliccy, nie tylko krytycy zewnętrzni.
To co Pyromantka mówi o Hildegardzie i Terezji jest bardzo trafne i otwiera coś, od czego może warto wyjść. Porównując Fatimę z innymi uznanymi tradycjami wizyjnymi w Kościele, dostrzegamy, że te tradycje były zazwyczaj dokumentowane przez samego wizjonera przez lata, z wielokrotnym powracaniem do doświadczenia. Łucja to robiła w swoich Wspomnieniach, które są obszerne i szczegółowe. Fakt, że finalna 'trzecia tajemnica' jest tak inaczej skonstruowana niż jej własne Wspomnienia, to nie jest argument za ukrytym tekstem, ale jest powodem, żeby pytać o warunki, w jakich ten tekst powstawał i był zapisywany.
