Wracając do historii – co się stało z samym Sabatajem po konwersji? Bo to się często gubi.
Umarł w dniu Jom Kipur? To brzmi prawie zbyt symbolicznie, by było prawdą.
To prowadzi nas chyba do Franka? Bo Jakub Frank to już temat polski, a podobno był spadkobiercą Sabataja.
Czyli Frank wziął ideę świętego grzechu i zrobił z niej praktykę?
To naprawdę mroczne. Z mistycznej idei naprawy świata wyrasta coś, co obraca się przeciw własnemu narodowi.
A jak to wszystko wpłynęło na judaizm w dłuższej perspektywie? Bo skoro to był taki wstrząs, musiało zostawić ślad.
Czyli według Scholema droga od mistycznego mesjasza do nowoczesnego, świeckiego Żyda jest jakoś ciągła?
A chasydyzm? Bo to akurat ciekawy wątek. Słyszałem dwie wersje – że chasydyzm wyrósł z sabatajanizmu i że powstał przeciw niemu.
To pokazuje, jak głęboko ten jeden epizod sięgnął – że ukształtował, choćby przez reakcję, całe późniejsze nurty.
A wracając do osoby Sabataja – jak dziś badacze oceniają, czy on naprawdę wierzył w swoją misję, czy był świadomym oszustem?
Czyli właściwie to Natan jest najważniejszą postacią całej historii, choć w popularnej wersji wszyscy pamiętają Sabataja?
A skąd właściwie tyle wiemy o tych wydarzeniach? Bo skoro rabini próbowali to wymazać, to źródła powinny być skąpe.
To ciekawe, że trzeba było czekać aż do XX wieku, żeby ktoś poważnie się tym zajął.
A czy zostało coś z sabatajanizmu do dziś? Realnie, czy to już całkiem martwa sprawa, tylko dla historyków?
A jest jakaś dobra literatura po polsku? Bo Scholem to chyba głównie angielski i hebrajski.
"Księgi Jakubowe" czytałam i przyznam, że dopiero po nich zrozumiałam, jak bardzo ta historia jest też polska, nie tylko bliskowschodnia.
Frank był więziony na Jasnej Górze? Pierwsze słyszę. To brzmi nieprawdopodobnie.
To naprawdę niewiarygodne sploty. Mesjasz ze Smyrny, turban sułtana, dönme w Salonikach, Frank na Jasnej Górze, frankiści wśród polskiej szlachty.
A wracając do antynomizmu – czy podobne idee "świętego grzechu" pojawiały się gdzie indziej w historii religii? Bo to brzmi jak schemat, który mógł się powtarzać.
Mnie zawsze uderzało, jak bardzo ta historia jest opowieścią o sile zawiedzionej nadziei. Bo prawdziwym bohaterem nie jest ani Sabataj, ani Natan, tylko ta zbiorowa tęsknota za odkupieniem, która była tak ogromna, że potrafiła unieść tak kruchego człowieka aż tak wysoko, a potem przeżyć nawet jego upadek, przerabiając klęskę na tajemnicę.
To trochę przerażające, jak elastyczna potrafi być wiara, gdy musi obronić to, w co już zainwestowała.
To brzmi jak coś, co badano w psychologii społecznej, prawda? Ta odmowa przyznania się do błędu po zawiedzionym proroctwie.
Czyli można powiedzieć, że im bardziej coś było nie do obrony, tym bardziej wyrafinowanej teologii potrzebowało?
A czy są jacyś badacze, którzy bronią Sabataja albo przynajmniej widzą w nim coś więcej niż chorego człowieka i klęskę?
To w sumie zmienia obraz. Bo w popularnej wersji sabatajanizm to orgia przekroczeń, a okazuje się, że większość to byli cisi ludzie wierzący po kryjomu.
A jak długo trwało to "ciche" wierzenie? Bo dönme w Salonikach to jedno, ale czy w samym żydostwie europejskim też ktoś wierzył jeszcze długo?
Czyli przez całe stulecie po apostazji żydowskie gminy żyły w cieniu podejrzeń o ukrytych wyznawców mesjasza-apostaty?
