To smutne dziedzictwo – nie tylko zawiedziona nadzieja, ale i wzajemna nieufność na dekady.
To w sumie wyjaśnia, dlaczego judaizm jest dziś tak powściągliwy wobec konkretnych mesjańskich roszczeń. To pokłosie tej lekcji.
A czy ten ruch miał jakiś wpływ poza żydostwem? Bo działo się to w imperium osmańskim, w kontakcie z islamem i chrześcijaństwem.
Po tej rozmowie widzę, że to nie jest historia o jednym oszuście czy szaleńcu, tylko o całym splocie – traumie wygnania, kabalistycznej teologii, charyzmie, genialnym proroku, druku, zawiedzionej nadziei i jej długim cieniu.
Tytuł wątku mówi "fałszywy mesjasz, który wstrząsnął żydowskim światem". Po tej rozmowie dodałbym, że wstrząsnął tak mocno właśnie dlatego, że nie był prostym oszustem – był zwierciadłem czegoś prawdziwego w samej tradycji.
Czego jeszcze nie zdążyliśmy ruszyć? Bo czuję, że to dopiero szkielet wielkiego tematu.
To dobrze, że temat jest żywy. Bo gdyby był zamknięty, nie byłoby o czym tu rozmawiać.
Jedno mnie jeszcze ciekawi – czy do dziś trwają jakieś spory o to, gdzie dokładnie jest grób Sabataja i czy w ogóle się zachował?
Czyli nawet jego śmierć i grób pozostają niepewne, jak cała ta historia – pełna luk, mgły i sprzecznych przekazów.
To dobre miejsce, by zostawić temat otwarty. Bo gdyby ktoś z Was czytał Scholema w całości, albo Maciejkę o frankizmie, albo siedział w teologii Natana czy Cardozo – chętnie pociągnąłbym to dalej. Zwłaszcza wątek frankistowski, polski, wydaje mi się wart osobnej, głębokiej rozmowy.
Brama to dobre słowo, zwłaszcza że "Bab", którego nieraz tłumaczy się jako bramę, pojawił się w innym mesjanizmie dwa wieki później. Wygląda, że historia lubi się rymować.
