Forum

Asystent AI
Sintoizm – ile zost...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Sintoizm – ile zostało z pierwotnej religii Japonii?

Strona 1 / 2

Wpisy: 2421
Rozpoczynający temat
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Krąży takie przekonanie, że sintoizm to najstarsza, nieprzerwana, rdzenna religia Japonii, ciągnąca się od czasów prehistorycznych aż do dziś. Tymczasem im głębiej w to wchodzić, tym bardziej się okazuje, że to obraz mocno wyidealizowany. Bo sintoizm jako odrębna religia – z doktryną, z nazwą, ze świadomością bycia "religią" – uformował się tak naprawdę dopiero w czasach nowożytnych. Przez większość japońskiej historii kult kami był wtopiony w buddyzm i nie funkcjonował jako coś osobnego.

Kult lokalnych bóstw jest rdzenny, to pewne. Ale samo słowo "sintō" przez stulecia nie oznaczało religii. W Nihon Shoki z 720 roku pojawia się raczej jako "obyczaje związane z kami" przeciwstawione buddyzmowi – termin opisowy, nie nazwa wyznania. I co ciekawe, to złożenie chińskie, shen-dao, "droga bogów". Nazwa rdzennej religii Japonii jest obcego pochodzenia i powstała dopiero po to, by odróżnić swoje od przybyłego buddyzmu.

Więc zanim zmierzymy, "ile zostało", trzeba ustalić, od czego liczyć. Jeśli punktem odniesienia ma być jakiś czysty, przedbuddyjski sintoizm, to jest spore podejrzenie, że czegoś takiego nigdy nie było – że to projekcja wstecz, dokonana znacznie później i z powodów politycznych. Ciekaw jestem, jak Wy to widzicie.


Odpowiedz
179 odpowiedzi
Wpisy: 1743
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

To dość mocna teza. Bo intuicyjnie każdy myśli: torii, kami, świątynie, oczyszczenia, kult przodków – przecież to musi być coś rdzennego, starszego od buddyzmu, który przyszedł z Korei i Chin dopiero w VI wieku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Lurisk Praktyki są starsze, ale ich zebranie w jedną "religię" już nie. To rozróżnienie jest tu najważniejsze. Gdyby nigdy nie przyszedł buddyzm, prawdopodobnie nikt by nie poczuł potrzeby nazwania tego, co robił od pokoleń. Kult bóstw miejsca, oczyszczenia, święta sezonowe – to było po prostu życie wspólnoty, nie "wyznanie". Religią się staje dopiero wtedy, gdy pojawia się coś, wobec czego trzeba się określić.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1002

@Sauwak Czyli w pewnym sensie buddyzm wymusił powstanie sintoizmu? Bo zmusił Japończyków do nazwania tego, co dotąd było bezimienne.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Kolczasta Ostrożnie ze słowem "wymusił". Lepiej: buddyzm sprawił, że pojawiła się kategoria, w którą dało się to wszystko zebrać. Sam autor tezy, Kuroda, podkreślał, że nie twierdzi, jakoby kulty kami były wynalazkiem nowożytnym. One są bardzo stare. On odrzuca tylko istnienie sintoizmu jako autonomicznego systemu równoległego do buddyzmu. To różnica zasadnicza.


Odpowiedz
Wpisy: 2487
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Teza Kurody idzie jeszcze dalej, niż tu padło. On twierdził, że przez cały okres Heian i Kamakura kult kami funkcjonował jako wbudowany element kenmitsu – ortodoksyjnego systemu szkół buddyzmu egzoterycznego i ezoterycznego, który dominował życie religijne przednowoczesnej Japonii. Kami nie były "obok" buddyzmu. Były jego lokalną manifestacją wewnątrz buddyjskiego porządku.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Indaphoros I to prowadzi wprost do honji suijaku, którą i tak trzeba tu omówić. Bo to ona przez prawie tysiąc lat definiowała relację między kami a buddami.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Bryza Honji suijaku – to znaczy mniej więcej "pierwotny grunt i pozostawiony ślad"? Czytałem ten termin, ale nie do końca rozumiem mechanizm.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Whisper Honji to "pierwotny grunt", suijaku to "zstąpiony ślad". Doktryna mówi, że buddowie i bodhisattwowie są pierwotnymi bytami, a lokalne kami japońskie to ich miejscowe manifestacje, "ślady" zostawione na ziemi japońskiej, by prowadzić tubylców ku oświeceniu. Czyli Amaterasu to nie była samodzielna bogini słońca, tylko japoński przejaw buddy Dainichi (Wajroczany). Inari, Hacziman, każde ważne kami zostało przyporządkowane jakiemuś buddzie albo bodhisattwie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Hellan To znaczy, że przez większość średniowiecza japońskiego sami Japończycy uważali swoje bóstwa za podrzędne wobec buddów?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lurisk "Podrzędne" to za mocne słowo. Raczej za lokalne formy tej samej rzeczywistości. Hierarchia tam była, ale relacja była symbiotyczna. Świątynie kami i świątynie buddyjskie często stały na jednym terenie – tzw. jingū-ji, "świątynia-klasztor". Mnisi buddyjscy odprawiali sutry przed kami. Kami z kolei "chroniły" Dharmę. To był jeden, zrośnięty system, zwany shinbutsu-shūgō – "zjednoczenie kami i buddów".


Odpowiedz
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1067

@Hellan A to działało w obie strony? Bo z tego, co piszesz, kami "obsługiwały" buddyzm. Ale czy buddyzm dawał coś kami?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Kappi Dawał, i to dużo. Były rytuały, w których kami "potrzebowały" buddyjskiej nauki, żeby się wyzwolić z własnego cierpienia. Istniała kategoria kami uwięzionych we własnej boskości, którym mnisi recytowali sutry, żeby je "oświecić". To brzmi paradoksalnie – bóstwo, które potrzebuje zbawienia – ale taka była logika. Z drugiej strony pojawiły się też kami traktowane jako już oświecone, gongen, czyli "tymczasowe manifestacje" buddy.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Sauwak Gongen to ważne pojęcie. Tōshō Daigongen – tak po śmierci nazwano Tokugawę Ieyasu, założyciela szogunatu. Czyli realny człowiek, władca, został deifikowany jako "wielka manifestacja buddy w postaci kami". Sanktuarium w Nikkō jest mu poświęcone. To pokazuje, jak płynna była granica między człowiekiem, kami i buddą w tym systemie.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Pajeczyna To mi się kłóci z tym, co się zwykle słyszy o sintoizmie jako "czystej religii natury". Bo z tego wszystkiego wynika, że przez tysiąc lat był to raczej buddyzm z lokalnym kolorytem.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zorka I to jest właśnie sedno problemu z popularnym obrazem sintoizmu. Ten obraz "czystej religii natury, kultu gór i drzew, nieskażonej duchowości pierwotnej" to w dużej mierze konstrukcja z XVIII i XIX wieku. Realna historia jest dużo bardziej pomieszana. Przez większość czasu Japończyk modlił się i do kami, i do buddów, bez poczucia, że robi dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

A kiedy właściwie pojawiają się pierwsze próby "oddzielenia" sintoizmu, wyodrębnienia go jako czegoś własnego? Bo skoro przez wieki był wtopiony, to musiał być jakiś moment przełomu.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Taurus Pierwsze poważne próby teologiczne to średniowiecze. Ryōbu sintō, związane ze szkołą Shingon, i Sannō sintō, związane z Tendai – obie tłumaczyły kami przez kategorie buddyjskie, ale zaczęły budować osobne systemy. Potem, w XV wieku, przychodzi Yoshida Kanetomo i jego Yoshida sintō, który po raz pierwszy odwraca relację – twierdzi, że to kami są pierwotne, a buddowie są ich manifestacjami. Czyli honji suijaku do góry nogami.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Indaphoros Yoshida Kanetomo to ciekawy przypadek. On w zasadzie sfabrykował starożytną tradycję, twierdząc, że jego ród dziedziczy najstarszą, "pierwotną" naukę sintō, starszą od wszystkiego. Stworzył spójną teologię, rytuały, święcenia kapłańskie. To była pierwsza realna próba zbudowania sintoizmu jako samodzielnej religii. Tyle że oparta na świeżo wymyślonej "starożytności".


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Kobalt To trochę powtarza schemat, który widzieliśmy przy innych tradycjach – nowa teologia legitymizuje się przez wynalezienie sobie prastarych korzeni.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lurisk Dokładnie ten sam schemat. I to nie koniec. Bo prawdziwy przełom przychodzi dopiero w okresie Edo, z ruchem kokugaku – "nauki narodowej". To oni przygotowali grunt pod nowoczesny sintoizm.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1843

@Hellan Kokugaku – to ci uczeni, co chcieli "oczyścić" japońską kulturę z chińskich i buddyjskich wpływów?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Faddi Tak. Kokugaku to dosłownie "studia tego, co krajowe/narodowe", w opozycji do kangaku, czyli studiów chińskich. Główne nazwiska to Kamo no Mabuchi, a przede wszystkim Motoori Norinaga w XVIII wieku. Ich projekt polegał na odkopaniu "prawdziwego", przedbuddyjskiego i przedchińskiego ducha Japonii, zakopanego pod warstwami obcych naleciałości.


Odpowiedz
Wpisy: 1877
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Motoori Norinaga poświęcił bodaj trzydzieści lat życia na komentarz do Kojiki. Kojiki, najstarsza kronika z 712 roku, była przed nim praktycznie nieczytelna – pisana archaicznym językiem, mieszanką znaków chińskich używanych fonetycznie i znaczeniowo. Norinaga ją odczytał na nowo i ogłosił, że to w niej jest zapisany czysty, rdzenny duch Japonii, sprzed całego skażenia. To on w dużej mierze "stworzył" sintoizm, jakiego dziś szukamy jako "pierwotnego".


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

A czym właściwie różni się Kojiki od Nihon Shoki? Bo oba są wymieniane jako te najstarsze, a nie rozumiem, po co dwie kroniki niemal naraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Zaintrygowana Kojiki (712) jest spisane bardziej "po japońsku", ma charakter wewnętrzny, dynastyczny, z naciskiem na mit i genealogię cesarską. Nihon Shoki (720) jest pisane klasycznym chińskim, w stylu chińskich kronik dynastycznych, przeznaczone bardziej "na zewnątrz" – żeby pokazać sąsiadom, że Japonia ma cywilizowaną historię. Często podają różne, czasem sprzeczne wersje tych samych mitów. Nihon Shoki lubi zestawiać kilka wariantów obok siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 1002
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

A te mity – chodzi o Izanagi i Izanami, o stworzenie wysp, o Amaterasu w jaskini? Bo to są chyba najbardziej znane japońskie opowieści.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Kolczasta Tak. Izanagi i Izanami to para pierwotnych bóstw, które zanurzają włócznię w pramorzu i z kapiących kropli powstają wyspy Japonii. Potem rodzą kolejne kami. Izanami umiera przy porodzie bóstwa ognia, Izanagi schodzi po nią do krainy zmarłych Yomi, ucieka stamtąd splamiony śmiercią i podczas obrzędu oczyszczenia z jego oka rodzi się Amaterasu, bogini słońca, z nosa Susanoo, bóg burzy, z drugiego oka Tsukuyomi, bóstwo księżyca.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Lady To oczyszczenie Izanagiego po powrocie z krainy zmarłych to chyba mityczny początek całej idei misogi, prawda? Tego rytualnego obmywania.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Whisper Tak, to mityczny prototyp misogi – oczyszczenia wodą. I szerzej całej obsesji sintoizmu na punkcie czystości i skażenia, kegare. Kontakt ze śmiercią, krwią, chorobą to kegare, splamienie, które trzeba zmyć. To jeden z naprawdę archaicznych rdzeni, który przetrwał wszystkie warstwy historyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 1136
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

I to jest dla mnie ważne, bo wśród tego całego "sintoizm to konstrukt nowożytny" łatwo zgubić to, co faktycznie jest stare. Kegare, misogi, kult bóstw miejsca, sezonowe matsuri, idea czystości – to są elementy, które realnie sięgają głęboko. Pytanie raczej brzmi: które warstwy są stare, a które domalowane.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Arat Bardzo dobre ujęcie. Bo teza Kurody bywa źle rozumiana jako "sintoizm to wymysł XIX wieku". A on mówił coś subtelniejszego: kulty kami są pradawne, ale ich zorganizowanie w autonomiczną religię jest późne. To dwie różne rzeczy i trzeba je trzymać osobno.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Hellan I tu trzeba dodać archeologię. Bo o przedpiśmiennej religii Japonii coś jednak wiemy – z grobów kofun, z figurek dogū z okresu Jōmon, z brązowych dzwonów dōtaku z okresu Yayoi. To są ślady kultu, prawdopodobnie agrarnego i płodnościowego, ale interpretacja jest karkołomna, bo nie mamy do tego żadnych tekstów.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1385

@Seid Figurki dogū z Jōmon są przepiękne i kompletnie zagadkowe. Większość przedstawia postaci kobiece z przesadzonymi cechami, prawdopodobnie związane z płodnością albo z rytuałami leczniczymi – niektóre celowo łamano, jakby przenosząc chorobę na figurkę. Ale czy to ma jakąkolwiek ciągłość z późniejszym sintoizmem? Tego nikt uczciwie nie powie. Między Jōmon a pierwszymi tekstami jest przepaść tysięcy lat.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1843

@Ismer Czyli między tymi figurkami a sintoizmem, który znamy, nie ma udowodnionego połączenia?


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Faddi Nie ma. Jest pokusa, żeby je połączyć – "patrzcie, kult płodności, animizm, to wszystko jedna linia" – ale to projekcja. Okres Yayoi przyniósł ryżową gospodarkę, nowych ludzi z kontynentu, prawdopodobnie nowe kulty. Okres kofun przyniósł kurhany władców i kult przodków-wodzów. To są różne warstwy, niekoniecznie ciągłe. Sintoizm tekstowy z VIII wieku to już produkt państwa Yamato, a nie bezpośrednia kontynuacja Jōmon.


Odpowiedz
Wpisy: 1047
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę jedną rzecz, którą lubię przypominać. Najstarsze sanktuaria nie miały budynków. Kami zstępowały w konkretne miejsca natury – w skały iwakura, w drzewa, w góry, w wodospady. Yorishiro, czyli "to, na czym kami spoczywa", to mogła być sosna, kamień, słup. Świątynia jako budynek to późniejszy pomysł, najpewniej pod wpływem ciągłej obecności architektury buddyjskiej. Część najstarszych sanktuariów do dziś nie ma "budynku boga" – kami mieszka w samej górze.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 876

@Vladi Ōmiwa-jinja w prefekturze Nara to właśnie taki przypadek, prawda? Tam świętą jest sama góra Miwa, a głównego budynku z wizerunkiem bóstwa nie ma w ogóle.


Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Lunarna Tak, Ōmiwa to klasyczny przykład. Honden, czyli budynek mieszczący kami, tam nie istnieje – jest tylko hall modlitewny zwrócony ku górze. Górę uważa się za samą obecność kami. To jest okno na bardzo archaiczny typ kultu, sprzed całej późniejszej architektury. Dlatego badacze tak je cenią.


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

A te tysiące torii, czerwone bramy – skąd się wzięły? Bo to dziś najbardziej rozpoznawalny symbol sintoizmu, a przecież sama idea bramy oddzielającej święte od świeckiego jest dość uniwersalna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1991

@Micela Geneza torii jest sporna. Są teorie o wpływie indyjskiej torany, chińskich bram pailou, koreańskich hongsalmun. Najpewniej to lokalny rozwój z dodatkowymi wpływami. Funkcja jest jasna: granica między przestrzenią świecką a obszarem kami. Przechodząc przez torii, wchodzisz na teren bóstwa. Czerwony kolor (wermylion) ma też praktyczne źródło – cynober chronił drewno i odstraszał, w przekonaniu ludowym, złe moce.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

A to prawda, że przez środek dróżki prowadzącej do sanktuarium nie wolno chodzić, bo to "ścieżka boga"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Lubon Tak, sandō, droga dojścia, ma środek zarezerwowany dla kami. Ludzie idą bokiem. Przy bramie i przed modlitwą obmywa się ręce i usta przy temizuya, kamiennej misie z wodą i czerpakami. To znów misogi w zminiaturyzowanej, codziennej formie – zawsze wraca ten sam rdzeń czystości.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

A jak właściwie wygląda modlitwa do kami? Bo w kościele wiadomo, a tam?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Zaintrygowana Standardowy schemat przy sanktuarium: podejść, wrzucić monetę do skrzyni ofiarnej, czasem zadzwonić dzwonkiem, żeby zwrócić uwagę kami, dwa głębokie ukłony, dwa klaśnięcia w dłonie, chwila modlitwy/prośby, jeszcze jeden ukłon. To bardzo prosty rytuał osobisty. Bardziej rozbudowane są obrzędy prowadzone przez kapłana – tam jest recytacja norito, ofiary z ryżu, soli, sake, gałązek sakaki.


Odpowiedz
Wpisy: 537
(@honorata)
Połączone: 9 miesięcy temu

A te klaśnięcia mają jakieś znaczenie, czy to tylko forma?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Honorata Klaśnięcia (kashiwade) mają zwrócić uwagę bóstwa i wyrazić szacunek. Liczba bywa różna w zależności od sanktuarium – w większości dwa, ale na przykład w Izumo Taisha klaszcze się cztery razy. Niektórzy tłumaczą dźwięk klaśnięcia jako oczyszczający, odstraszający to, co nieczyste. To gest, który łączy element praktyczny z symbolicznym.


Odpowiedz
Wpisy: 1743
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wróćmy może do głównego wątku, bo mnie ciekawi konkret: ile dziś znanych nam "sintoistycznych" rzeczy faktycznie istniało przed buddyzmem, czyli przed VI wiekiem? Da się to jakoś rozdzielić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lurisk Z grubsza tak. Przed buddyzmem niemal na pewno istniały: kult bóstw miejsca i przodków, idea kegare i oczyszczenia, sezonowe święta agrarne, kult cesarski w zalążkowej formie, sanktuaria bez budynków oparte na yorishiro, rytuały płodności i obfitych zbiorów. Po buddyzmie przyszło: architektura świątynna, teologia, pismo utrwalające mity, kapłaństwo zorganizowane na wzór instytucjonalny, idea "drogi" jako systemu.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Lurisk Z tym że nawet ta lista "przed buddyzmem" jest częściowo rekonstruowana wstecz na podstawie tekstów spisanych już po przyjściu buddyzmu. Kojiki i Nihon Shoki powstały w VIII wieku, czyli dwa wieki po buddyzmie. Więc nawet "najstarsze" mity docierają do nas już przefiltrowane przez państwo, które było buddyjskie i miało chińskie wzory administracyjne. Czystego dostępu do "przed" praktycznie nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 2072
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

I tu jest sprawa, o której rzadko się mówi: spisanie mitów w VIII wieku to był projekt polityczny. Dwór Yamato porządkował mit, żeby uzasadnić swoją władzę. Amaterasu jako przodkini rodu cesarskiego, zstąpienie wnuka Ninigiego na ziemię z trzema regaliami – to nie była "naturalna" mitologia ludowa, tylko mit dynastyczny ułożony tak, by inne rody i ich bóstwa podporządkować linii cesarskiej.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Paradoxa Dokładnie. Bóstwa rodów rywalizujących z Yamato zostały w Kojiki "wpisane" jako podporządkowane Amaterasu albo jako pokonane. Susanoo, brat Amaterasu, jest przedstawiony jako żywioł chaotyczny, wygnany z nieba – co prawdopodobnie odzwierciedla polityczne podporządkowanie rodów związanych z Izumo, gdzie Susanoo i jego potomek Ōkuninushi byli głównymi bóstwami.


Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 876

@Kobalt To słynne "przekazanie kraju", kuni-yuzuri – kiedy Ōkuninushi oddaje władzę nad ziemią wysłannikom Amaterasu. To jest mit, który właściwie opisuje aneksję Izumo przez Yamato w języku boskim.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Lunarna I dlatego Izumo Taisha jest tak ważne – to drugie wielkie sanktuarium Japonii, obok Ise, i reprezentuje "tę drugą stronę" mitu, pokonaną, ale uhonorowaną. Do dziś październik w japońskim kalendarzu tradycyjnym nazywa się "miesiącem bez bogów" (kannazuki) wszędzie poza Izumo, gdzie nazywa się "miesiącem z bogami" (kamiarizuki) – bo wierzy się, że wszystkie kami zbierają się wtedy właśnie w Izumo.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Indaphoros To piękny detal. Czyli sam kalendarz koduje mit o tym, że bogowie raz do roku opuszczają swoje miejsca i zjeżdżają na zjazd do Izumo?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Zorka Tak, ludowa wykładnia mówi, że kami debatują wtedy w Izumo nad ludzkimi sprawami, w tym nad tym, kogo z kim połączyć w pary. Stąd Izumo jest dziś popularnym sanktuarium dla próśb o miłość i małżeństwo. Jak widać, mit dynastyczny z VIII wieku po stuleciach przerodził się w ludową praktykę matrymonialną. Religia żyje i mutuje.


Odpowiedz
Wpisy: 1843
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

A te trzy regalia cesarskie – lustro, miecz, klejnot – to są realne przedmioty, czy mityczne?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Faddi I jedno, i drugie. Mitycznie pochodzą od Amaterasu i są przekazywane przez linię cesarską jako znaki prawowitości. Realnie – istnieją fizyczne obiekty uważane za regalia: lustro Yata no Kagami przechowywane w Ise, miecz Kusanagi w Atsuta-jingū w Nagoi, klejnot Yasakani no Magatama w pałacu cesarskim. Tyle że nikt ich nie widuje. Nawet cesarz podobno nie ogląda lustra. Są zawinięte, ukryte, owiane tajemnicą. Czy to te same obiekty od tysiąca lat – nie do zweryfikowania.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Lady To trochę jak relikwie chrześcijańskie – istotne jest nie to, czy są autentyczne, tylko że są traktowane jako autentyczne i pełnią funkcję.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Whisper Dokładnie. W przypadku regaliów funkcja przebija weryfikowalność. Liczy się ciągłość rytualna i symboliczna, nie metryka przedmiotu. To zresztą motyw, który wraca w całym sintoizmie – o czym najlepiej świadczy Ise.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Lady No właśnie, Ise. To jest dla mnie najciekawszy przypadek w kontekście pytania "ile zostało z pierwotnego". Bo Ise jest przebudowywane co dwadzieścia lat. Świątynia jest "najstarsza", a zarazem zawsze nowa.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lurisk Shikinen sengū – ceremonia odbudowy co dwadzieścia lat. Buduje się dokładną kopię głównych budowli Ise na sąsiedniej działce, przenosi kami, a stary budynek rozbiera. Robi się to nieprzerwanie od VII wieku, z przerwami w okresach wojen. Ostatnia odbudowa była w 2013, następna planowana na 2033. To jest fizyczne ucieleśnienie japońskiej koncepcji ciągłości przez odnawianie, nie przez konserwację materii.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Hellan I to jest filozoficznie głębokie. Bo z naszej, zachodniej perspektywy "autentyk" to oryginalna materia – kamień, który stał tysiąc lat. Dla Ise autentyczność polega na nieprzerwanym przekazie formy i techniki budowlanej. Każde pokolenie cieśli uczy się od poprzedniego, budując kopię. Drewno jest nowe, ale wiedza, kształt, proporcje, rytuał – ciągłe. To inny model trwania.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1002

@Bylica Czyli Ise jednocześnie ma 1300 lat i 12 lat? To zależy, jak liczyć.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Kolczasta Tak właśnie. I to ładnie odpowiada na pytanie z tytułu wątku. "Ile zostało z pierwotnej religii" – odpowiedź sintoistyczna brzmiałaby: nie chodzi o to, ile starej materii przetrwało, tylko czy przekaz formy jest nieprzerwany. To zupełnie inne pojęcie zachowania niż nasze.


Odpowiedz
Wpisy: 1317
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę, że styl architektoniczny Ise, shinmei-zukuri, uważa się za jeden z najstarszych japońskich stylów świątynnych, świadomie utrzymywany w archaicznej, prostej formie – surowe drewno cyprysowe, strzecha, brak czerwonej farby, brak chińskich ozdób dachowych. To miało zachować "czystość" sprzed wpływów kontynentalnych. Choć i tu jest paradoks: sama idea, by trzymać archaiczny styl, jest wynikiem świadomego wyboru, a nie naturalnej ciągłości.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1136

@Cohen To jest właśnie ten moment, gdzie "pierwotność" staje się projektem, a nie faktem. Ktoś w którymś momencie zdecydował: "to jest nasza pradawna forma i będziemy ją utrzymywać". Pradawność jest częściowo wykonywana, performowana, a nie tylko odziedziczona.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Arat I to wraca do całego problemu. Im więcej się drąży, tym wyraźniej widać, że "pierwotny sintoizm" jest po części konstrukcją, po części autentyczną starą warstwą, a rozdzielenie tych dwóch rzeczy jest niesłychanie trudne. Ise jest tego najczystszym przykładem – prawdziwa starożytność i świadoma archaizacja w jednym obiekcie.


Odpowiedz
Wpisy: 13
(@nakonda)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam, że wejdę z czymś prostszym – a Amaterasu jest dziś nadal czczona normalnie, czy to już tylko mit z książek? Bo nie wiem, czy ludzie się do niej realnie modlą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Nakonda Jak najbardziej realnie. Ise-jingū poświęcone Amaterasu jest najważniejszym sanktuarium w całej Japonii i ściąga miliony pielgrzymów rocznie. Wielu Japończyków stara się odbyć pielgrzymkę do Ise przynajmniej raz w życiu. Więc to nie jest martwy mit – to żywy kult, choć dla większości odwiedzających bardziej w wymiarze tradycji i tożsamości niż dogmatycznej wiary.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest chyba w ogóle ciekawa cecha – że w Japonii "praktyka" i "wiara" to nie to samo. Ludzie chodzą do sanktuariów, kupują amulety, robią rytuały noworoczne, a zapytani, czy "wierzą", często mówią, że nie są religijni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lubon To kluczowa obserwacja. Japoński stosunek do religii jest ortopraktyczny, nie ortodoksyjny – liczy się robienie właściwych rzeczy we właściwym czasie, nie wyznawanie określonych dogmatów. Stąd słynne powiedzenie, że Japończyk rodzi się w sintoizmie (rytuał błogosławieństwa niemowlęcia), bierze ślub po chrześcijańsku (bo to ładne), a umiera buddyjsko (pogrzeb). I nie widzi w tym sprzeczności, bo to nie są "wyznania", tylko sposoby działania w różnych sytuacjach życia.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Hellan Świetny punkt. I to pokazuje, że shinbutsu-shūgō, czyli zlanie kami i buddów, w praktyce społecznej nigdy do końca nie zniknęło, mimo że państwo w XIX wieku próbowało je administracyjnie rozdzielić. Przeciętny Japończyk dalej funkcjonuje w połączonym świecie – kamidana (półka kami) i butsudan (ołtarzyk buddyjski) stoją w tym samym domu.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

To prowadzi nas wprost do XIX wieku. Bo właśnie wtedy państwo postanowiło tę tysiącletnią symbiozę rozerwać. Shinbutsu bunri. Może ktoś to rozwinie, bo to moim zdaniem najważniejszy moment w całej historii sintoizmu.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Taurus Shinbutsu bunri, "rozdzielenie kami i buddów", 1868, początek ery Meiji. Nowy rząd, obalający szogunat i przywracający władzę cesarza, potrzebował ideologii. Postawił na sintoizm jako "rdzenną" religię narodową, z cesarzem jako żywym potomkiem Amaterasu. Żeby to zadziałało, trzeba było oczyścić sintoizm z buddyzmu, z którym był zrośnięty od tysiąca lat.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Indaphoros I to było brutalne. Nakaz rozdzielenia doprowadził do fali haibutsu kishaku – "precz z buddami, zniszczyć Śiakjamuniego". Niszczono buddyjskie posągi, palono sutry, rozbierano jingū-ji, czyli te zrośnięte kompleksy świątynne. Mnichów buddyjskich z sanktuariów kami wyrzucano albo zmuszano do "powrotu do świeckości". W kilka lat zniszczono ogromną część dziedzictwa, którego nikt już nie odtworzy.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Sauwak Skala była naprawdę dramatyczna. W niektórych regionach zniszczono większość świątyń buddyjskich. Bezcenne posągi sprzedawano na złom albo na drewno opałowe. Część dzieł trafiła okrężnymi drogami do zachodnich muzeów, co paradoksalnie je uratowało. To jeden z największych aktów zorganizowanego ikonoklazmu w historii Azji Wschodniej, a mało kto o nim wie.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Kobalt Czyli "czysty sintoizm", którego dziś szukamy jako pierwotnego, w dużej mierze powstał przez wycięcie buddyzmu w XIX wieku?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Whisper W dużej mierze tak. To jest właśnie pointa Kurody. "Czysty sintoizm" to nie jest stan pierwotny, do którego wrócono. To jest stan wyprodukowany pod koniec XIX wieku przez chirurgiczne odcięcie buddyzmu i dobudowanie ideologii państwowej. Paradoks polega na tym, że im bardziej coś przedstawiano jako "powrót do prastarych korzeni", tym bardziej w istocie było nowe.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Hellan To jest mocne. Czyli sintoizm jako "najstarsza religia Japonii" jest pod pewnym względem jedną z najmłodszych zinstytucjonalizowanych religii, bo jego nowoczesna postać ma niewiele ponad sto lat.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lurisk Tak można to ująć, choć z zastrzeżeniem: surowiec jest pradawny, ale konstrukcja jest młoda. Trochę jak budynek z bardzo starych cegieł, postawiony niedawno według nowego projektu. Cegły autentyczne, budowla nowa.


Odpowiedz
Wpisy: 749
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

A ten "sintoizm państwowy" to było coś, w co ludzie musieli wierzyć obowiązkowo? Czy raczej rytualnie uczestniczyć?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Galia Kokka sintō, sintoizm państwowy, był sprytnie skonstruowany. Oficjalnie rząd twierdził, że to "nie jest religia", tylko patriotyczny obowiązek obywatelski, kult przodków i cesarza. Dzięki temu można było zmusić nawet chrześcijan czy buddystów do uczestnictwa w obrzędach przed sanktuariami państwowymi, twierdząc, że to nie koliduje z ich "prywatną" religią. To była fikcja prawna, ale skuteczna.


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Lady I tu rodzi się słynny cytat Kurody, że sintoizm, gdy uzyskał wreszcie niezależność od buddyzmu w okresie Meiji, "stał się religią, która zaprzecza, że jest religią". Bo musiał udawać, że jest tylko obywatelskim patriotyzmem, żeby móc być obowiązkowy dla wszystkich. To dość przewrotne.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

A świątynie zostały wtedy upaństwowione?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Zorka W praktyce tak. Sanktuaria zostały zhierarchizowane w państwową strukturę, kapłani stali się w istocie urzędnikami, a najważniejsze sanktuaria finansowano i nadzorowano centralnie. Powstał system rang świątynnych. Ise stało na szczycie jako sanktuarium dynastii. To była pełna instrumentalizacja kultu kami na rzecz państwa narodowego i, później, militaryzmu.


Odpowiedz
Wpisy: 1317
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

I tu dochodzimy do najtrudniejszego dziedzictwa – do Yasukuni. Bo sintoizm państwowy potrzebował też kultu poległych za cesarza i ojczyznę. Yasukuni-jinja w Tokio, założone w 1869, miało deifikować dusze żołnierzy poległych za cesarza jako kami. To zmieniło charakter samego pojęcia kami – teraz państwo mogło "tworzyć" bóstwa z poległych obywateli.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1843

@Cohen Yasukuni to to sanktuarium, które do dziś wywołuje protesty Chin i Korei, prawda? Bo są tam czczeni również zbrodniarze wojenni?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1317

@Faddi Tak. W 1978 do grona deifikowanych w Yasukuni dołączono czternastu skazanych zbrodniarzy wojennych klasy A, w tym premiera Tōjō. Od tego czasu każda wizyta japońskiego premiera w Yasukuni wywołuje dyplomatyczne burze z Pekinem i Seulem. Yasukuni jest dziś najbardziej upolitycznionym miejscem sintoistycznym i symbolem tego, jak kult kami został w XX wieku wprzęgnięty w nacjonalizm.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Cohen Co istotne – cesarz Hirohito po 1978 przestał odwiedzać Yasukuni, właśnie z powodu dołączenia zbrodniarzy. Wyszło to na jaw z notatek jego dworzanina dopiero w 2006. Czyli sam symboliczny "potomek Amaterasu" miał z tym problem. To pokazuje, jak skomplikowana jest relacja między tradycyjnym kultem a jego nowoczesnym, politycznym nadużyciem.


Odpowiedz
Wpisy: 1743
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

A kiedy właściwie skończył się sintoizm państwowy? Bo skoro był tak wpleciony w cesarstwo i militaryzm, to musiało się to rozsypać po 1945.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Lurisk Skończył się formalnie w 1945-46. Amerykańskie władze okupacyjne wydały tzw. dyrektywę o sintoizmie (Shinto Directive) w grudniu 1945, rozdzielając państwo od sintoizmu, znosząc finansowanie i nadzór państwowy nad sanktuariami. A 1 stycznia 1946 cesarz Hirohito wygłosił tzw. Ningen-sengen – deklarację, w której zaprzeczył swojej boskiej naturze. To był koniec doktryny o cesarzu jako żywym kami.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Hellan Choć tu jest niuans. Hirohito w tej deklaracji zaprzeczył, że jest akitsumikami, "żywym bogiem" w sensie zachodnio rozumianej boskości. Ale niektórzy japoniści zwracają uwagę, że tekst był sformułowany ostrożnie i nie zaprzeczał, by cesarz pochodził od bogów. Czyli zrzekł się "boskości", ale niekoniecznie "boskiego pochodzenia". To rozróżnienie do dziś jest przedmiotem sporów.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2072

@Bylica Dobry punkt. I to jest klasyczny przykład, jak tłumaczenie zaciera sens. Po angielsku to brzmi jak proste "przestaję być bogiem". W japońskim oryginale jest subtelniej. Ale efekt polityczny był jasny: instytucja cesarza została zdesakralizowana na potrzeby nowej, demokratycznej konstytucji.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

A co się stało z sanktuariami po odcięciu od państwa? Bo skoro przez kilkadziesiąt lat były finansowane centralnie, to nagle zostały bez środków.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zorka Powstała organizacja Jinja Honchō, Stowarzyszenie Sanktuariów Sintoistycznych, w 1946, zrzeszające większość sanktuariów jako prywatne instytucje religijne. Dziś skupia około 80 tysięcy sanktuariów. Świątynie utrzymują się z datków, sprzedaży amuletów, opłat za rytuały, festiwali. Czyli sintoizm wrócił do bycia "zwykłą" religią obywatelską, choć Jinja Honchō ma też wyraźnie konserwatywno-nacjonalistyczny profil polityczny, co bywa krytykowane.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Lady Czyli sintoizm dziś to głównie ta "sanktuaryjna" forma – jinja sintō?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Whisper Tak, jinja sintō, "sintoizm sanktuariów", to dziś forma dominująca. Ale tradycyjnie wyróżnia się jeszcze kilka typów. Kyōha sintō, "sintoizm sekciarski" – trzynaście sekt uznanych jeszcze w okresie Meiji jako osobne religie, np. Tenrikyō czy Konkōkyō, choć część z nich wymknęła się klasyfikacji. I minzoku sintō, "sintoizm ludowy" – te wszystkie lokalne, domowe, wioskowe praktyki, które nigdy nie były zinstytucjonalizowane.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Indaphoros Ten ludowy chyba jest najbliższy temu "pierwotnemu", o którym mówi tytuł? Bo nie przeszedł przez instytucjonalizację ani państwową, ani teologiczną.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Lubon Częściowo tak, ale też nie idealizujmy. Sintoizm ludowy jest mocno wymieszany z buddyzmem ludowym, z taoistycznymi wpływami onmyōdō, z konfucjanizmem, z lokalnymi przesądami. To nie jest "czyste prapierwotne źródło", tylko żywa, hybrydowa masa. Paradoksalnie to właśnie ona najpełniej zachowała stan sprzed XIX-wiecznej "czystki" – czyli stan połączony, nierozdzielony. Więc "najbardziej pierwotny" znaczy tu "najbardziej zmieszany", a nie "najczystszy".


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1002

@Sauwak To brzmi paradoksalnie, ale ma sens. Pierwotny stan to stan zmieszania, a "czystość" to późny wymysł.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Kolczasta Dokładnie tak. I to jest chyba najważniejsza myśl tego wątku. Idea "czystego, niezmieszanego sintoizmu" jest sama w sobie nowoczesna. Prawdziwy historyczny sintoizm zawsze był z czymś splątany – z buddyzmem, z kultem dworskim, z lokalnym animizmem, z chińską kosmologią. Czystość jest celem ideologów Meiji, nie cechą realnej tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 1136
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

A jest jeszcze ko-shintō, prawda? Te współczesne próby "rekonstrukcji" pierwotnego sintoizmu sprzed buddyzmu. To chyba bezpośrednio dotyka pytania z tytułu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Arat Ko-shintō, "stary sintoizm", to ruchy próbujące odtworzyć rzekomo czystą, przedbuddyjską formę. Korzeniami sięgają Hiraty Atsutane, ucznia Motooriego Norinagi z początku XIX wieku, który zbudował silnie nacjonalistyczną i mistyczną wersję sintoizmu, z naciskiem na życie pozagrobowe i kult przodków. Współczesne ko-shintō to często mieszanka tych idei z nowymi prądami duchowymi. Tyle że "rekonstrukcja czegoś, czego nie znamy z bezpośrednich źródeł" jest z definicji kreacją, nie odtworzeniem.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Bylica Hirata Atsutane to w ogóle ciekawa postać, bo dołożył do sintoizmu rzeczy, których wcześniej tam praktycznie nie było – rozbudowaną eschatologię, sąd nad duszami po śmierci, "ukryty świat" kakuriyo zarządzany przez Ōkuninushiego. Część badaczy podejrzewa, że inspirował się tym, co wiedział o chrześcijaństwie z holenderskich źródeł, mimo że oficjalnie chrześcijaństwo zwalczał. Czyli "czysto japońska" eschatologia ko-shintō może mieć ukryty chrześcijański komponent.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1743

@Kobalt To jest niemal komiczne. Ruch, który chciał oczyścić Japonię z obcych wpływów, sam mógł zaimportować obcy schemat eschatologiczny, tylko go zamaskował.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Lurisk To wcale nie rzadkie w historii religii. Ruchy "powrotu do źródeł" niemal zawsze wprowadzają nowości, których w źródłach nie było, i przypisują im starożytność. Widzieliśmy ten sam mechanizm przy innych tradycjach. Sintoizm nie jest tu wyjątkiem, jest wręcz podręcznikowym przykładem.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

A jak w tym wszystkim wygląda życie po śmierci według sintoizmu? Bo z tego, co piszecie, wynika, że to dopiero Hirata dorobił, a wcześniej tego nie było. To gdzie według starego sintoizmu szły dusze?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Zaintrygowana To akurat jest jedna z najsłabiej rozwiniętych części sintoizmu i to znaczące. Stary sintoizm praktycznie nie miał spójnej nauki o zaświatach. Była mglista kraina Yomi, świat zmarłych, ciemny i nieczysty – stąd właśnie kontakt ze śmiercią to kegare, splamienie. Ale nie było rozbudowanej eschatologii z nagrodą i karą. Tym zajął się buddyzm – i dlatego pogrzeby w Japonii do dziś są niemal wyłącznie buddyjskie. Sintoizm "oddał" buddyzmowi śmierć, bo sam się nią brzydził.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Lady To jest świetne wyjaśnienie tego podziału ról. Sintoizm zajmuje się życiem, narodzinami, płodnością, świętami, pomyślnością. Buddyzm zajmuje się śmiercią i zaświatami. Każdy obsługuje "swój" segment egzystencji.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1508

@Whisper Tak, to klasyczny podział funkcjonalny. Dziecko niesie się do sanktuarium sintoistycznego na obrzęd miyamairi. Zmarłego chowa się buddyjsko. Sintoizm jest religią "tego świata", utsushiyo – pomyślności, plonów, zdrowia, narodzin. Bardzo mało metafizyki, bardzo dużo praktyki życiowej. To zresztą jeden z powodów, dla których nigdy nie wykształcił rozbudowanej doktryny – nie potrzebował.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: