Krąży takie przekonanie, że sintoizm to najstarsza, nieprzerwana, rdzenna religia Japonii, ciągnąca się od czasów prehistorycznych aż do dziś. Tymczasem im głębiej w to wchodzić, tym bardziej się okazuje, że to obraz mocno wyidealizowany. Bo sintoizm jako odrębna religia – z doktryną, z nazwą, ze świadomością bycia "religią" – uformował się tak naprawdę dopiero w czasach nowożytnych. Przez większość japońskiej historii kult kami był wtopiony w buddyzm i nie funkcjonował jako coś osobnego.
Kult lokalnych bóstw jest rdzenny, to pewne. Ale samo słowo "sintō" przez stulecia nie oznaczało religii. W Nihon Shoki z 720 roku pojawia się raczej jako "obyczaje związane z kami" przeciwstawione buddyzmowi – termin opisowy, nie nazwa wyznania. I co ciekawe, to złożenie chińskie, shen-dao, "droga bogów". Nazwa rdzennej religii Japonii jest obcego pochodzenia i powstała dopiero po to, by odróżnić swoje od przybyłego buddyzmu.
Więc zanim zmierzymy, "ile zostało", trzeba ustalić, od czego liczyć. Jeśli punktem odniesienia ma być jakiś czysty, przedbuddyjski sintoizm, to jest spore podejrzenie, że czegoś takiego nigdy nie było – że to projekcja wstecz, dokonana znacznie później i z powodów politycznych. Ciekaw jestem, jak Wy to widzicie.
To dość mocna teza. Bo intuicyjnie każdy myśli: torii, kami, świątynie, oczyszczenia, kult przodków – przecież to musi być coś rdzennego, starszego od buddyzmu, który przyszedł z Korei i Chin dopiero w VI wieku.
Teza Kurody idzie jeszcze dalej, niż tu padło. On twierdził, że przez cały okres Heian i Kamakura kult kami funkcjonował jako wbudowany element kenmitsu – ortodoksyjnego systemu szkół buddyzmu egzoterycznego i ezoterycznego, który dominował życie religijne przednowoczesnej Japonii. Kami nie były "obok" buddyzmu. Były jego lokalną manifestacją wewnątrz buddyjskiego porządku.
A kiedy właściwie pojawiają się pierwsze próby "oddzielenia" sintoizmu, wyodrębnienia go jako czegoś własnego? Bo skoro przez wieki był wtopiony, to musiał być jakiś moment przełomu.
Motoori Norinaga poświęcił bodaj trzydzieści lat życia na komentarz do Kojiki. Kojiki, najstarsza kronika z 712 roku, była przed nim praktycznie nieczytelna – pisana archaicznym językiem, mieszanką znaków chińskich używanych fonetycznie i znaczeniowo. Norinaga ją odczytał na nowo i ogłosił, że to w niej jest zapisany czysty, rdzenny duch Japonii, sprzed całego skażenia. To on w dużej mierze "stworzył" sintoizm, jakiego dziś szukamy jako "pierwotnego".
A czym właściwie różni się Kojiki od Nihon Shoki? Bo oba są wymieniane jako te najstarsze, a nie rozumiem, po co dwie kroniki niemal naraz.
A te mity – chodzi o Izanagi i Izanami, o stworzenie wysp, o Amaterasu w jaskini? Bo to są chyba najbardziej znane japońskie opowieści.
I to jest dla mnie ważne, bo wśród tego całego "sintoizm to konstrukt nowożytny" łatwo zgubić to, co faktycznie jest stare. Kegare, misogi, kult bóstw miejsca, sezonowe matsuri, idea czystości – to są elementy, które realnie sięgają głęboko. Pytanie raczej brzmi: które warstwy są stare, a które domalowane.
Dorzucę jedną rzecz, którą lubię przypominać. Najstarsze sanktuaria nie miały budynków. Kami zstępowały w konkretne miejsca natury – w skały iwakura, w drzewa, w góry, w wodospady. Yorishiro, czyli "to, na czym kami spoczywa", to mogła być sosna, kamień, słup. Świątynia jako budynek to późniejszy pomysł, najpewniej pod wpływem ciągłej obecności architektury buddyjskiej. Część najstarszych sanktuariów do dziś nie ma "budynku boga" – kami mieszka w samej górze.
A te tysiące torii, czerwone bramy – skąd się wzięły? Bo to dziś najbardziej rozpoznawalny symbol sintoizmu, a przecież sama idea bramy oddzielającej święte od świeckiego jest dość uniwersalna.
A to prawda, że przez środek dróżki prowadzącej do sanktuarium nie wolno chodzić, bo to "ścieżka boga"?
A jak właściwie wygląda modlitwa do kami? Bo w kościele wiadomo, a tam?
A te klaśnięcia mają jakieś znaczenie, czy to tylko forma?
Wróćmy może do głównego wątku, bo mnie ciekawi konkret: ile dziś znanych nam "sintoistycznych" rzeczy faktycznie istniało przed buddyzmem, czyli przed VI wiekiem? Da się to jakoś rozdzielić?
I tu jest sprawa, o której rzadko się mówi: spisanie mitów w VIII wieku to był projekt polityczny. Dwór Yamato porządkował mit, żeby uzasadnić swoją władzę. Amaterasu jako przodkini rodu cesarskiego, zstąpienie wnuka Ninigiego na ziemię z trzema regaliami – to nie była "naturalna" mitologia ludowa, tylko mit dynastyczny ułożony tak, by inne rody i ich bóstwa podporządkować linii cesarskiej.
A te trzy regalia cesarskie – lustro, miecz, klejnot – to są realne przedmioty, czy mityczne?
Dorzucę, że styl architektoniczny Ise, shinmei-zukuri, uważa się za jeden z najstarszych japońskich stylów świątynnych, świadomie utrzymywany w archaicznej, prostej formie – surowe drewno cyprysowe, strzecha, brak czerwonej farby, brak chińskich ozdób dachowych. To miało zachować "czystość" sprzed wpływów kontynentalnych. Choć i tu jest paradoks: sama idea, by trzymać archaiczny styl, jest wynikiem świadomego wyboru, a nie naturalnej ciągłości.
Przepraszam, że wejdę z czymś prostszym – a Amaterasu jest dziś nadal czczona normalnie, czy to już tylko mit z książek? Bo nie wiem, czy ludzie się do niej realnie modlą.
To jest chyba w ogóle ciekawa cecha – że w Japonii "praktyka" i "wiara" to nie to samo. Ludzie chodzą do sanktuariów, kupują amulety, robią rytuały noworoczne, a zapytani, czy "wierzą", często mówią, że nie są religijni.
To prowadzi nas wprost do XIX wieku. Bo właśnie wtedy państwo postanowiło tę tysiącletnią symbiozę rozerwać. Shinbutsu bunri. Może ktoś to rozwinie, bo to moim zdaniem najważniejszy moment w całej historii sintoizmu.
A ten "sintoizm państwowy" to było coś, w co ludzie musieli wierzyć obowiązkowo? Czy raczej rytualnie uczestniczyć?
A świątynie zostały wtedy upaństwowione?
I tu dochodzimy do najtrudniejszego dziedzictwa – do Yasukuni. Bo sintoizm państwowy potrzebował też kultu poległych za cesarza i ojczyznę. Yasukuni-jinja w Tokio, założone w 1869, miało deifikować dusze żołnierzy poległych za cesarza jako kami. To zmieniło charakter samego pojęcia kami – teraz państwo mogło "tworzyć" bóstwa z poległych obywateli.
A kiedy właściwie skończył się sintoizm państwowy? Bo skoro był tak wpleciony w cesarstwo i militaryzm, to musiało się to rozsypać po 1945.
A co się stało z sanktuariami po odcięciu od państwa? Bo skoro przez kilkadziesiąt lat były finansowane centralnie, to nagle zostały bez środków.
A jest jeszcze ko-shintō, prawda? Te współczesne próby "rekonstrukcji" pierwotnego sintoizmu sprzed buddyzmu. To chyba bezpośrednio dotyka pytania z tytułu.
A jak w tym wszystkim wygląda życie po śmierci według sintoizmu? Bo z tego, co piszecie, wynika, że to dopiero Hirata dorobił, a wcześniej tego nie było. To gdzie według starego sintoizmu szły dusze?
