W całej historii żydowskiego mesjanizmu był dziesiątki rzekomych mesjaszy – Bar Kochba, Abu Isa, Dawid Alroj, Aszer Lemmlein i wielu innych. Ale tylko jeden z nich potrafił poderwać niemal cały świat żydowski naraz, od Jemenu po Amsterdam, od Maroka po Polskę. Sabataj Cwi. I tu zaczyna się największy paradoks: ten, który wstrząsnął żydostwem najmocniej, skończył jako odstępca, który przeszedł na islam, by ratować głowę. To nie jest historia o szaleńcu z marginesu. To jest historia, w której uczestniczyły całe gminy, rabini, kupcy, ludzie sprzedający dobytek, by ruszyć do Ziemi Świętej. Pytanie, które chciałbym tu rzucić: jak to możliwe, że tak wielu ludzi, w tym uczonych rabinów, dało się porwać człowiekowi, który prawdopodobnie cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową?
Bo to nie był tylko on. Sam Sabataj był chwiejny, raz przekonany o swojej misji, raz pogrążony w czarnej rozpaczy. Gdyby został sam, skończyłby jako lokalny dziwak ze Smyrny. Tym, co zmieniło wszystko, było spotkanie z Natanem z Gazy w 1665. To Natan dał temu teologię.
A kim w ogóle był Sabataj, zanim się to wszystko zaczęło? Bo o samym początku mało się mówi.
Te dziwne zachowania to już od młodości? Czyli on naprawdę był chory, a nie tylko grał rolę?
Jaki grunt masz na myśli? Bo rozumiem, że samo pojawienie się charyzmatycznego człowieka to za mało.
Ten rok 1666 z szóstkami – czy to przypadkiem nie chrześcijanie też się go bali, przez 666 z Apokalipsy?
A jak to się stało, że spotkali się Sabataj i Natan? Bo to chyba kluczowy moment.
Czyli przyszedł się leczyć, a wyszedł jako mesjasz. To dość niezwykłe odwrócenie ról.
A co to dokładnie były te "dziwne czyny"? Bo to się ciągle przewija, a nie wiem, o co chodzi.
Ale jak można twierdzić, że łamanie przykazań jest święte? To brzmi jak czysta sprzeczność.
To brzmi prawie jak wczesne chrześcijaństwo – Paweł też mówił, że Chrystus jest końcem Prawa. Czy to przypadkowe podobieństwo?
A ta kabała luriańska, o której piszecie – co to właściwie jest? Bo widzę, że bez niej nic z tego nie da się zrozumieć.
A kim był ten Luria? Bo skoro wszystko od niego się zaczyna, to ciekawe, co to za postać.
Wróćmy może do samych wydarzeń 1665 i 1666. Bo rozumiem już tło, ale chciałbym wiedzieć, jak to konkretnie wyglądało, gdy ruch eksplodował.
Mamy nawet świadectwa z pierwszej ręki. Glikl z Hameln, niemiecka Żydówka, w swoich pamiętnikach opisuje, jak jej teść spakował dobytek w beczki z żywnością i czekał gotowy do drogi do Ziemi Świętej. Ludzie sprzedawali domy, likwidowali interesy, pakowali się. To nie była egzaltacja garstki. To była gotowość całych rodzin do porzucenia wszystkiego.
To mi pokazuje, jak bardzo realne to było dla zwykłych ludzi. Nie teologiczna debata, tylko pakowanie beczek i czekanie na wyjazd.
A byli tacy, którzy od początku mówili, że to oszustwo? Bo trudno uwierzyć, żeby wszyscy się dali ponieść.
A żona Sabataja? Bo gdzieś przewinęło się, że była postacią kontrowersyjną.
Czyli nawet wybór żony był wpisany w teologię zbierania iskier z miejsc nieczystych?
A kiedy zaczęły się kłopoty z władzami tureckimi? Bo skoro ruch był tak głośny, sułtan musiał w końcu zareagować.
I to był koniec? Mesjasz, który zamiast umrzeć za wiarę, zakłada turban i przechodzi na islam?
Ale część jednak nie odpuściła, prawda? Bo inaczej nie byłoby o czym mówić dalej.
To jest właściwie to samo, co zrobiło chrześcijaństwo z ukrzyżowaniem. Klęska zostaje przemieniona w sedno tajemnicy.
Tej idei "odkupienia przez grzech"?
A jak na to reagowali sami wyznawcy? Bo część przecież dalej wierzyła nawet po apostazji.
Dönme – to ci, co przeszli na islam pozornie, a w środku zostali sabatajanistami?
Czyli powstała kryptoreligia – zewnętrznie islam, wewnętrznie kult Sabataja?
