Czyli mamy sytuację, gdzie człowiek był prawdopodobnie najbardziej pobożnym wyznawcą na sali, a jednocześnie był czczony jako Bóg przez innych. Jak on sam reagował na kult rastafariański za życia? Czy w ogóle był świadomy jego skali?
To co opisujesz na tym lotnisku w 1966 to jest tak zwany Grounation Day - rastas obchodzą go 21 kwietnia i jest to dla nich ważniejsze niż Boże Narodzenie. Sam fakt, że z prywatnej wizyty cesarza zrobiło się jedno z dwóch najświętszych świąt w kalendarzu rastafariańskim, mówi wiele o tym, jak ruch przetwarza historię w sacrum.
To ciekawe, że kalendaryz świąt jest tak precyzyjnie datowany. Większość ruchów mesjanistycznych działa na bardziej abstrakcyjnym czasie mitycznym, a tu masz konkretne daty z archiwów historycznych, które stają się sakralne. To jakby zrobić święto z dnia, który można zweryfikować w Wikipedii.
A czy rastas w ogóle czytają historyków, czy raczej trzymają się własnych źródeł? Pytam bez złośliwości, naprawdę nie wiem jak to wygląda w praktyce.
A propos tych mansji - ktoś wcześniej mówił o Nyahbinghi jako najstarszej. Skąd właściwie pochodzi ta nazwa? Bo brzmi zupełnie inaczej niż te inne.
To bębnienie na ceremoniach Nyahbinghi - czy to ma jakieś analogie do szamanistycznych praktyk z innych tradycji? Bo bęben jako sposób wejścia w zmieniony stan świadomości pojawia się w wielu miejscach na świecie.
A marihuana w tym wszystkim - bo chyba nie da się rozmawiać o rastafari bez poruszenia tego tematu. Czy to jest sakrament w sensie teologicznym, czy raczej element kultury, który przywarł do ruchu?
Herb, czyli ganja, jest w teologii rastafariańskiej sakramentem - rastas cytują konkretne fragmenty Biblii jako uzasadnienie, między innymi Rodzaju 1:29 o roślinach danych człowiekowi i Psalmy. Nazywają ją 'drzewem życia' lub 'świętą trawą'. W Bobo Ashanti i Nyahbinghi palenie ganja podczas I-ses, czyli sesji modlitewnych, ma charakter rytualny. Ale warto powiedzieć, że część wyznawców w ogóle nie pali - szczególnie w Twelve Tribes jest to bardziej kwestia osobistego wyboru niż dogmatu.
Ciekawe jak Etiopski Kościół Prawosławny odnosił się do właśnie tej praktyki, skoro już wiemy, że był krytyczny wobec ubóstwienia Selassiego. Czy ganja to kolejna linia konfliktu?
To co Nekromanta58 mówi o tej cytowanej wypowiedzi Selassiego - że najpierw wyzwolenie Afryki, potem ubóstwienie - brzmi jakby sam cesarz próbował odwrócić całą logikę ruchu. Rastas mówią: on jest Bogiem. A on mówi: najpierw zróbcie coś konkretnego. To chyba dość niekomfortowe dla wyznawców?
Ale zaraz, to jest dokładnie ten sam mechanizm co z proroctwy - jeśli spełnione, to dowód. Jeśli niespełnione, to też dowód, tylko wymaga reinterpretacji. Jak można falsyfikować taką wiarę? Czy w ogóle ktoś z rastafarian się tym przejmuje?
Jak właściwie rastas tłumaczą tę śmierć? Bo Grounation Day i Coronation Day to daty historyczne, których nie można cofnąć, ale śmierć cesarza w areszcie domowym za czasów Dergue to jest coś, co wymaga chyba sporej teologicznej gimnastyki.
Część mansji po prostu kwestionuje samą śmierć - twierdzi, że Selassie nie umarł, tylko odszedł w inny wymiar bytu, znikł jak prorok. Nyahbinghi oficjalnie uznaje śmierć ciała, ale podkreśla, że JAH żyje w sensie duchowym i mistycznym - co jest bliższe teologii niż twierdzeniu historycznemu. Twelve Tribes z kolei przesunęło akcent na powrót Chrystusa jako następne wydarzenie, więc Selassie staje się ogniwem w łańcuchu, nie punktem końcowym.
To jest bardzo podobne do tego, co dzieje się z Lubawiczem - część chasydów Chabad po śmierci Menachema Mendela Schneersona w 1994 roku też zaczęła mówić o jego mistycznej obecności i możliwym powrocie. Mesjanizm wokół konkretnej historycznej osoby produkuje te same struktury teologiczne niezależnie od kultury.
Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego spotkania, ale pytanie Bogumiły jest chyba bardziej poważne niż wygląda. Bo skoro oba ruchy niezależnie dochodzą do tych samych odpowiedzi na śmierć mesjasza, to może to mówi coś o tym, jak w ogóle działa wiara w konkretną osobę?
A wracając trochę do tych mansji - jest jakaś hierarchia między nimi? Znaczy czy Nyahbinghi uznaje Twelve Tribes albo odwrotnie, czy oni się nawzajem traktują jako autentycznych wyznawców? Bo wychodzi na to, że mają dość różne teologie.
Ten brak centralnej struktury przypomina mi wczesne chrześcijaństwo przed soborem nicejskim - wiele wspólnot, wspólna postać centralna, ale różne interpretacje kim ona jest i co jej nauczanie znaczy. Różnica jest taka, że chrześcijaństwo przez sobory wyciągnęło jedną wersję na wierzch. Rastas tego mechanizmu nie mają.
Dwusieczny miecz. Brak struktury chroni przed instytucjonalną korupcją, ale jednocześnie każdy może się ogłosić autorytetem i to się zdarza - pojawiają się pseudoguru, którzy mieszają rastafari z czym chcą i robią z tego biznes. Bob Marley paradoksalnie stał się dla wielu ludzi ważniejszym punktem wejścia do rastafari niż cokolwiek teologicznego.
No właśnie, Marley - bo to jest osobny temat. On był wyznawcą Twelve Tribes, co nie jest takie powszechnie znane, i jego teologia była konkretna, a nie ta reggae-&-love wersja z koszulek. Czy rastafari ma problem z tym, że kultura pop zawłaszczyła jego wizerunek bardziej niż sama religia?
Boli. Czytałam kilka wywiadów z wyznawcami Nyahbinghi i dla nich komercjalizacja symboli - dreadlocks jako moda, rastafariańskie kolory na gadżetach - to jest dokładnie to Babilon, przed którym ostrzega ich teologia. Więc przynajmniej mają gotową kategorię na ten problem.
A dreadlocks - bo to jest temat sam w sobie. Jakie jest ich teologiczne uzasadnienie? Wiem, że Nazirejczycy w Biblii nie strzygą włosów, ale czy to jedyne źródło, czy jest więcej warstw?
To jest chyba jeden z niewielu przypadków, gdzie element stroju jest tak gęsto nasycony teologią, polityką i historią jednocześnie. W żadnej innej religii, którą znam, fryzura nie dźwiga takiego ciężaru znaczeń - czy ktoś kojarzy analogie?
Do dreadlocks - to ciekawe pytanie Bogumiły, bo mi na myśl przychodzą sikh z ich niestrzyżonymi włosami pod turbanem i podobnie gęstą teologią za tym stojącą. Tam też jest przymierze z bogiem, czystość ciała, opór wobec władzy. Czy ktoś wie czy rastas w ogóle mają świadomość tej paraleli?
Sikhowie w Pendżabie i rastas na Jamajce doszli do podobnych wniosków przez zupełnie różne drogi, bez kontaktu ze sobą. To jest właśnie ten rodzaj zbieżności, który trudno tłumaczyć przypadkiem. Pytanie brzmi czy ważniejsze jest źródło - nazirejczycy, etiopscy wojownicy - czy to, co ten symbol robi społecznie i politycznie. Bo dreadlocks jako odmowa asymilacji to chyba silniejsza warstwa niż biblijna.
Ale poczekajcie, bo mam wrażenie że gubimy trochę wątek początków ruchu. Cała ta teologia dreadlocks, mansji, Selasje jako JAH - to sie musiało jakoś skrystalizować w konkretnym czasie i miejscu. Kto właściwie był tym pierwszym głosem, zanim Marley to wszystko wyniósł na stadiony?
To jest sedno całego tematu i dobrze że wracamy do korzeni. Leonard Howell jest powszechnie uważany za pierwszego rastafarian - w 1933 roku zaczął głosić w Kingston że koronacja Haile Selassiego w 1930 roku to wypełnienie proroctwa Marcusa Garvey'a. Założył Pinnacle, pierwszą rastafariańską komune, w 1940 roku - i stamtąd pochodzi wiele pierwotnych praktyk. Ale Howell był też postacią kontrowersyjną, wielokrotnie aresztowaną, i historia go trochę wymazała na rzecz Marleya.
a to proroctwo Garvey'a - bo słyszałam o nim tylko w skrócie. On dosłownie przepowiedział Selassiego, czy to bardziej interpretacja wsteczna? Bo to jest kluczowe dla zrozumienia, jak legitymizowali swoją wiarę.
