Zaczytałem się ostatnio w Corpus Hermeticum i uderzyło mnie coś, co chyba znają wszyscy, ale rzadko się nad tym zatrzymują - ta zasada 'co na górze, to na dole'. Hermetyzm mówi, że mikrokosmos i makrokosmos są ze sobą powiązane przez sieć korespondencji. Każda planeta odpowiada metalom, roślinom, organom ciała, symbolom, dniom tygodnia. Mars to żelazo, krew, czerwień, wtorek. Słońce to złoto, serce, niedziela. Ale mam pytanie do was - czy to jest jakiś porządek odkryty czy nadany? Bo im więcej o tym czytam, tym bardziej zastanawiam się, czy te korespondencje mają wewnętrzną logikę, czy to my je projektujemy na rzeczywistość.
To jedno z najciekawszych pytań w całej hermetyce. Mam swoje zdanie, ale najpierw chcę wiedzieć - skąd wychodzisz? Bo jest różnica między pytaniem filozoficznym 'czy to obiektywne', a praktycznym 'czy to działa'. W runach mam podobny dylemat. Runa Tiwaz odpowiada Marsowi, wojnie, sprawiedliwości - i w rzutach to się potwierdza, działa jako system. Ale czy to znaczy, że odkryłem rzeczywistą strukturę wszechświata, czy że mój umysł interpretuje wyniki przez pryzmat systemu, który sobie przyswoiłem? Nie jestem pewien, że da się to rozdzielić.
Mam to zapisane w notatkach od miesięcy i wciąż wracam do tego problemu. W numerologii działa podobna zasada - liczba 7 koresponduje z Neptunem, z mistycyzmem, z głębią. Ale jak zaczęłam porównywać różne systemy, okazało się, że np. w kabale 7 to Netzach, czyli Wenus i uczucia. Te dwa systemy przypisują tę samą liczbę zupełnie różnym jakościom energetycznym. Więc które korespondencje są 'prawdziwe'? Albo - czy oba systemy są lokalnie spójne, ale globalnie sprzeczne?
Widzę tu problem, który pojawia się zawsze, gdy zestawiamy różne tradycje. Każdy system magiczny buduje swoją wewnętrzną sieć skojarzeń i ta sieć ma sens jako całość. Gdy zaczniesz mieszać przypisania z różnych systemów, natychmiast tracisz spójność. Sama pracuję z czakrami i tam też masz korespondencje - kolory, kamienie, planety, żywioły. I one działają jako system, bo twój umysł i energetyka ciała odpowiadają na te skojarzenia. Nie wiem czy to odkrywanie, czy budowanie - ale może to nie jest najważniejsze pytanie?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę uciekacie od meritum. Pytanie było konkretne - czy wszystko odpowiada wszystkiemu, tak jak mówi zasada hermetyczna. Ale wy od razu przeszliście do 'czy to działa'. Mnie jako sceptyczkę bardziej ciekawi, co hermetyści rozumieli przez to 'odpowiadanie'. Czy chodzi o przyczynowość - że Mars dosłownie wpływa na żelazo i krew - czy o coś bardziej symbolicznego?
Ja podejdę do tego od innej strony, bo moje doświadczenie jest głównie ze snami. I tam korespondencje są absolutnie realne - nie w sensie filozoficznym, ale przeżyciowym. Kiedy śnię o wodzie, zawsze pojawia się emocja, nie akcja. Kiedy śnię o ogniu, to albo transformacja, albo gniew. Te skojarzenia są żywioł-emocja-sytuacja i są niezmienne od lat. To brzmi jak korespondencja hermetyczna, tyle że zakorzeniona w psychice. Może hermetyści opisali coś, co jest prawdą psychologiczną, i dlatego to 'działa'?
Powiem o czymś konkretnym, bo ta rozmowa zaczyna mi trochę dryfować w stronę czystej filozofii. Pracuję z kamieniami i bioenergią od lat i wielokrotnie sprawdzałem korespondencje metaliczne w praktyce. Żelazo przy pracy z energią Marsa zachowuje się inaczej niż miedź przy pracy z energią Wenus - i nie chodzi o autosugestię, bo sprawdzałem to na osobach, które nie wiedziały z czym pracuję. Więc moje doświadczenie mówi, że coś tu jest. Nie wiem co dokładnie, ale nie jest to tylko projekcja umysłu.
Czy możecie mi powiedzieć wprost - czy te korespondencje da się jakoś zastosować praktycznie dla kogoś, kto dopiero zaczyna? Bo czytam i rozumiem, że jest spór filozoficzny, ale mnie bardziej interesuje co z tym zrobić. Chcę rozumieć jak to działa w praktyce, nie tylko w teorii.
Wracając do wątku głównego - Jagusieńka zadała kluczowe pytanie o przyczynowość kontra symbolikę. Chcę dodać trzeci wariant, który pojawia się w hermetyzmie: synchroniczność. Nie chodzi o to, że Mars powoduje agresję ani że agresja jest tylko metaforą Marsa - chodzi o to, że oba fenomeny wyrażają ten sam archetyp w różnych warstwach rzeczywistości jednocześnie. To jest ta zasada 'korespondencji' w sensie dosłownym - nie przyczyny i skutku, ale współbrzmienia. I to jest coś, czego nauka nie umie ani potwierdzić, ani obalić.
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale skąd w ogóle wiadomo, że to Hermes Trismegistos te zasady sformułował? Gdzieś czytałem, że to postać w dużej mierze legendarna. I czy to ma znaczenie dla ważności samych korespondencji?
Mam pytanko bo nie za bardzo rozumiem - jak ta zasada 'co na gorze to na dole' ma sie do numerologi? Bo ja pracuje z liczbami i tez mam takie poczucie ze liczba zyciowa jakby opisuje pewien wzorzec kory sie powtarza na roznych poziomach zycia czlowieka. Czy to jest to samo co te korespondencje hermetyczne o ktorych piscie?
Mam jeszcze jedną myśl do tej dyskusji. Mówimy cały czas o tym, czy korespondencje są 'prawdziwe', ale może warto zapytać - co by oznaczało, że są nieprawdziwe? Jeśli każdy system ezoteryczny buduje spójną sieć skojarzeń i ta sieć działa w praktyce dla swoich użytkowników, to czy fakt, że różne systemy dają sprzeczne przypisania, naprawdę podważa całą ideę? Może 'wszystko odpowiada wszystkiemu' oznacza, że relacje między rzeczami są realne, ale konkretne przypisania są zawsze perspektywiczne - zależą od systemu, przez który patrzysz?
Wracając do pytania Wieszczki o to, co by oznaczało, że korespondencje są nieprawdziwe - mam na to konkretną odpowiedź. Dla mnie byłoby to, gdyby różne systemy niezależnie od siebie przypisywały te same symbole do zupełnie różnych archetypów. Ale tak nie jest. Mars to agresja, inicjatywa i metal żelazny w hermetyzmie, w alchemii, w astrologii i w tarociie - i nikt się tu nie kłóci. Skąd ta zbieżność, skoro systemy powstawały oddzielnie?
Słuchałam tej dyskusji i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół pytania 'czy to prawda', a może ważniejsze jest pytanie 'jak to wpływa na doświadczenie'. Pracuję z astrologią i kamieniami i powiem szczerze - kiedy dobierałam kamienie do danego znaku bez myślenia o korespondencjach, efekty były losowe. Kiedy zaczęłam traktować przypisania poważnie i budować wokół nich intencję, coś się zmieniło. Nie potrafię powiedzieć czy to kamień, czy intencja, czy obie razem.
No właśnie, to co Paprotka opisuje to klasyczny efekt potwierdzenia. Szukamy wzorców i je znajdujemy, szczególnie gdy system jest wystarczająco elastyczny. Ale mam pytanie do Czarka albo Kornelki - czy w oryginalnych tekstach hermetycznych jest jakaś procedura weryfikacji? Czy autorzy Corpus Hermeticum w ogóle martwili się o to, że korespondencje mogą być błędne?
przepraszam ze wchodze z innej strony ale mam pytanie do Kornelki - pisalas wczesniej ze w numerologi 7 to Netzach ale w kabale Netzach to tez Wenus tak? Bo ja mam liczbe zyciowa 7 i zawsze mialam to skojarzone z mistycyzmem i glebokoscia, ale jesli to Wenus to co z tym milosc i piekno robia w systemie?
Ale zaraz, bo mnie to zastanawia - jeśli 7 w numerologii i 7 w kabale to ta sama zasada, to czy osoba z życiową 7 powinna pracować z Wenus? Bo to by oznaczało, że numerologia i kabała mówią o tej samej osobie tym samym językiem, tylko innymi słowami. Czy tak to działa?
Zostałam przy tym pytaniu o 7 i Wenus, bo Kornelka powiedziała coś ważnego - że nie ma prostego przełożenia. Ale właśnie tego nie rozumiem do końca. Jeśli systemy mówią o tej samej zasadzie, to po co w ogóle pracować z Wenus, skoro i tak chodzi o tę samą energię? Gdzie się zaczyna praktyczna różnica między 'rozumiem zasadę' a 'pracuję z konkretnym symbolem'?
To co Edzio.ka opisuje znam ze snów. To uczucie rozpoznania, które nie jest zaskoczeniem, raczej potwierdzenie czegoś co już wiedziałam. Ale Gracjan słusznie pyta - bo to może być tylko psychologia, nie?
To mnie zastanawia, bo kiedy pracuję z astrologią i korespondencjami, to nigdy nie mam wrażenia, że 'steruję'. Raczej że się ustawiam. Jakbym dopasowywała się do czegoś, co już istnieje. I to jest zupełnie inne doświadczenie niż ta manifestacja z TikToka.
ale jak wy wiecie ktory system wybrać do konkretnego pytania? bo ja mam numerologie i chciałam spytac o relacje, ale ktos mi mowil ze to bardziej tarot. czy korespondencje mowilyby ze oba moga byc uzyte do tego samego pytania tylko inaczej?
przepraszam że się wtrącam ale chciałam zapytać - czy korespondencje działają tylko jeśli się w nie wierzy? bo czytam tę rozmowę od początku i cały czas mam wrażenie, że to może być piękna metafora ale nie wiem czy coś poza tym. I nie mówię tego złośliwie, naprawdę jestem ciekawa czy ktoś tu ma doświadczenie, że korespondencja zadziałała kiedy ktoś nie wiedział co to jest
Wchodzę w ten wątek, bo on dotyka czegoś ważnego dla całej rozmowy o korespondencjach. To co Edzio.ka opisuje można interpretować dwojako: albo korespondencje istnieją niezależnie od naszej wiedzy o nich, albo ciało ma swoją mądrość i intuicyjnie sięga po to czego potrzebuje, a my potem nakładamy na to siatkę systemu. Obie odpowiedzi są hermetycznie spójne - bo mikrokosmos ciała też odpowiada makrokosmosowi, czy tego chcemy czy nie.
Klimcia ubrała to w słowa lepiej niż ja bym potrafił. I to jest chyba rdzeń tego tematu - korespondencje hermetyczne nie są teorią o tym, jak działa magia. Są teorią o tym, jak zbudowana jest rzeczywistość. Mikrokomos i makrokosmos nie komunikują się, one są tą samą strukturą w różnych skalach. Dlatego pytanie 'czy korespondencje działają' jest trochę jak pytanie 'czy działają proporcje'. Działają, bo są opisem, nie instrukcją.
Ale Pyromanta, jeśli są opisem a nie instrukcją, to po co w ogóle praktyka? Czytam w tym wątku o zapalaniu świeczek, dobieraniu kamieni, godzinach planetarnych. Jeśli to opis tego co już jest, to co zmienia rytuał?
Pyromanta, to porównanie z dotykiem wody jest naprawdę dobre. Ale mam pytanie - jeśli rytuał jest tym 'dotykiem', to czy można dotknąć czegoś przez przypadek? Znaczy, czy ktoś kto nie wie nic o korespondencjach może mimo wszystko na nie natrafić?
Ale to chyba nie jest to samo co świadoma praca z korespondencjami? Bo jeśli trafiam przypadkowo, to i tak nie rozumiem, dlaczego coś zadziałało. I następnym razem mogę równie dobrze trafić źle.
