Słuchajcie, mam takie praktyczne pytanie w środku tej dyskusji - bo rozumiem, że to jest ważne filozoficznie, ale mnie to osobiście dotyka. Zaczęłam interesować się wróżbami i kartami i kilka razy ktoś mi mówił "to nie jest prawdziwe New Age" albo "to jest zbyt komercyjne". Jeśli nie ma ortodoksji, to kto to ocenia? Kto decyduje, co jest autentyczne?
To jest coś, z czym się spotkałem przy czakrach. Czytałem kilka różnych źródeł i każde mówiło coś trochę innego o tym, ile ich jest, jak działają, co oznaczają kolory. I nie wiedziałem, które jest "prawdziwe". Zapytałem na jednej grupie i dostałem odpowiedź, że "tradycja mówi co innego niż New Age" i że powinienem wybrać. Ale jak mam wybrać, jeśli nie ma żadnego kryterium wyboru?
To jest może odpowiedź na pytanie z tytulu - amalgamat czy religia? Może to jest trzecia opcja. Coś w rodzaju duchowego bufetu, który nie pretenduje do bycia religią, ale zaspokaja podobną potrzebę. I ludzie to kupują świadomie, bo nie chcą religii, tylko właśnie bufetu. Czy to jest uczciwe jako forma?
To jest coś, o czym nie myślałem, a mnie samego trochę dotyczy. Czytałem o czakrach przy problemach ze snem i gdzieś sugerowali, że lęki to kwestia czakry splotu słonecznego. I zastanawiałem się, czy nie odpuścić wizyty u lekarza, bo "może to energetyczne". Na szczęście poszedłem do lekarza. Ale to pytanie - czy w New Age jest jakiś głos, który mówi "to idź do specjalisty"? Bo nie trafiłem na żaden.
A ja się zastanawiam czy to jest problem New Age samego w sobie, czy problem tego jak konkretne osoby to stosują? Bo jak idę na horoskop dla zabawy, to nikt mi nie mówi, żebym nie szła do lekarza. To jest chyba kwestia tego, do kogo trafisz i jak bardzo to traktujesz serio, nie?
Eee, przepraszam że wchodzę z innej strony, ale to co piszecie o brtaku standardów - czy Kościół nie miał przez wieki swoich uzdrowicieli, pielgrzymek do cudownych źródeł, egzorcystów? I to też było zamiast lekarza. Nie mówię, że New Age jest spoko bo to samo, ale chyba żadna religia nie jest tu bez winy 🙂
A może tym "tekstem źródłowym" jest właśnie ta idea, że każdy ma swoją prawdę i nikt ci nie może narzucić drogi? To nie jest tekst, ale to jest zasada organizująca wszystko inne. I każde New Age, niezależnie od tego, czym się zajmuje, do tej zasady wraca. Może to jest to centrum, którego szukamy od początku tej dyskusji?
Szczerze? Nie. Nikt mi nigdy nie powiedział, że New Age cokolwiek gwarantuje. Ale też nikt mi nie mówi, że iPhon gwarantuje mi szczęście, a mimo to go kupuję. Może to jest bardziej marka konsumencka niż religia?
Moze troche oba na raz? To znaczy na zewnątrz jest marka, mozesz wejść i wyjść, ale dla osób które naprawdę w to weszły to jest coś głębokiego. Mam koleżankę która zaczęłam od kart dla zabawy a teraz buduje całe swoje decyzje wokół astrologii. Dla niej to chyba jest coś bliskiego religii nawet jeśli ona samej by tak nie powiedziała.
Czyli New Age nie może mieć heretyków, bo nie ma ortodoksji. To jest logiczne. Ale zastanawiam się, czy to go dyskwalifikuje jako religię, czy tylko jako religię w zachodnim, chrześcijańskim sensie. Bo hinduizm też nie ma jednej ortodoksji i jednego tekstu kanonicznego, a jednak nikomu nie przychodzi do głowy twierdzić, że to nie jest religia.
Przepraszam że tak po amatorsku, ale - to znaczy, że za kilka tysięcy lat New Age mógłby stać się prawdziwą religią? Bo kiedyś hinduizm też był nowy, nie? Po prostu to kwestia czasu? Czy jest coś co go fundamentalnie wyklucza?
A co jeśli brak założyciela to nie błąd, tylko cecha? Może New Age jest pierwszą próbą stworzenia religii zbiorowej, oddolnej, bez proroka? I dlatego tak trudno go opisać kategoriami, które mamy, bo te kategorie były tworzone dla systemów z prorokiem?
Chcę coś dodać z własnego doświadczenia, bo tu jest cały czas teoria. Kiedy zacząłem czytać o czakrach, nie myślałem "wchodzę w New Age". Po prostu szukałem czegoś pomocnego. I to jest może odpowiedź - dla większości ludzi to nie jest wybór systemu przekonań, tylko zestaw technik. Jak ktoś idzie na jogę żeby się rozciągnąć. Może pytanie o to, czy to religia, jest pytaniem, które mają tylko obserwatorzy z zewnątrz?
I tu wracamy do początku, bo to jest właśnie pytanie, od którego zaczęłam ten wątek. Czy coś może być religią bez samoświadomości religijnej? I im dłużej czytam wasze odpowiedzi, tym bardziej myślę, że New Age jest może pierwszym przypadkiem, gdzie ta samoświadomość jest aktywnie unikana. Nie "nie wiemy czy to religia", ale "wolimy żeby to nie było religią", bo nazwa "religia" kojarzy się z tym wszystkim, od czego ludzie uciekają. I to jest może jego najważniejsza cecha definitywna.
Przepraszam, że pytam o podstawy, ale co to jest ta teologia w tym kontekście? Chodzi o to, że musi być jakiś bóg, czy coś innego? Bo słyszałam, że buddyzm też nie ma boga w tym sensie co chrześcijaństwo, a jest religią.
Właśnie o tym myślałem słuchając tej dyskusji. Ten "wszystko jest połączone" to jest naprawdę powtarzający się motyw. Czy ktoś spotkał osobę w kręgach New Age, która by temu zaprzeczyła? Bo mam wrażenie, że to jest jeden z niewielu dogmatów, których nikt nie kwestionuje. I do tego dochodzi to przekonanie o ciągłym wzroście i przebudzeniu. Ale czy to wystarczy?
Ale ja znam ludzi, którzy się interesują kryształami i horoskopami i w ogóle nie myślą o karmie. Po prostu chcą wiedzieć co ich czeka i czy kamień im pomoże. Nie ma tam żadnej filozofii. To nie jest chyba to samo co religia?
Mam poczucie, że ta rozmowa cały czas krąży wokół pytania o definicję, a może warto ją odwrócić. Zamiast pytać "co łączy New Age", zapytajmy "co by musiało się zdarzyć, żebyś przestał to nazywać New Age, a zaczął mówić, że to coś innego". Gdzie jest granica?
ale czy w runach nie ma mistrzów i uczniow? ja sie uczyłem od kogoś kto sie uważa za nauczyciela i mówił ze "nie jestem gotowy" na pewne rzeczy. to jest chyba jakas hierarhi nie?
Przepraszam że znowu wchodzę z takim pytaniem, ale mam znajomą, która chodzi do kościoła i jednocześnie robi horoskopy i wierzy w anioły stróże w takim bardziej... kosmicznym sensie niż katolickim. Czy ona jest w New Age czy w katolicyzmie? Bo wydaje mi się, że ona samą siebie nie przypisuje do żadnego z tych pojęć.
Ale to otwiera zupełnie nowe pytanie - jeśli New Age czerpał z religii ludowych, to może nie jest syntezą religii wschodnich i zachodnich, tylko raczej powrotem do czegoś, co zawsze istniało pod powierzchnią zorganizowanych religii? Takiej warstwy "bezpańskiej duchowości"?
Jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że wszyscy szukamy jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu wątku - czy to amalgamat czy religia. A może to jest fałszywa alternatywa? Może to jest amalgamat, który pełni funkcje religii dla jednych, a dla innych nie pełni żadnych? I obie te rzeczy mogą być prawdą jednocześnie?
Ja to rozumiem tak: jak ktoś robi coś bo wierzy że to zmienia jego życie na lepsze i jest z tego część jego codzienności, to jest religia czy nie jest - ale i tak to działa tak samo. Więc po co tę nazwę przyklejać?
Właśnie to mnie na początku popchnęło do założenia tego tematu. To nie jest tylko akademickie pytanie. Znam osobę, która chciała oficjalnie zaznaczyć swoją "wiarę" w dokumentach i nie miała jak - bo New Age nie istnieje instytucjonalnie. I zastanawiałam się czy to luka w systemie, czy raczej cecha definicyjna tego ruchu. Może on celowo istnieje poza strukturami, bo struktury go zabiją?
