Zastanawiam się od jakiegoś czasu, co tak naprawdę spaja ten cały ruch New Age. Bo z jednej strony mamy kryształki, z drugiej astrologie, z trzeciej jakieś elementy hinduizmu przepuszczone przez zachodnie filtry, do tego szamanizm, kabała, anioły, prawo przyciągania... Gdzie tu jest jakaś wspólna oś? Czy to w ogóle można nazwać religią, czy to tylko worek, do którego wrzucamy wszystko, co nie pasuje do głównego nurtu?
Dobre pytanie, bo sam się nad tym głowiłem. Mam wrażenie, że wspólnym mianownikiem jest pewne przekonanie o tym, że człowiek sam może kształtować swoją duchowość bez pośrednika instytucjonalnego. Żaden ksiądz, żaden rabin, żaden imam. Ty i twoja wewnętrzna prawda. To chyba klej całego tego ruchu, nie?
Właściwie to jest starszy spór w religioznawstwie. Paul Heelas w swojej książce "The New Age Movement" z połowy lat 90. opisywał to jako "self-spirituality", czyli duchowość skoncentrowaną na jaźni. Ale to nie znaczy, że to religia w sensie formalnym. Religia według większości definicji potrzebuje przynajmniej jakiegoś wspólnego ciała doktrynalnego, a New Age celowo tego unika. Każdy buduje sobie własny system. To raczej metareligia albo pole, z którego się czerpie.
A co z czakrami w tym kontekście? Bo czakry to przecież system z tradycji wedyjskiej, a w New Age są traktowane zupełnie inaczej niż w oryginalnym hinduizmie. Czy to nie jest właśnie przykład tego, jak New Age wyrywa elementy z kontekstu i zmienia ich znaczenie?
Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedno: skoro nie ma żadnego centrum, żadnej wspólnej księgi, żadnej organizacji, to skąd biorą się te powtarzające się motywy? Prawo przyciągania, energia, wibracje, przebudzenie... To pojawia się wszędzie niezależnie od siebie. Czy to znaczy, że jednak jest jakaś wspólna źródłowa idea?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale czy New Age to w ogóle coś, w co się "wierzy", czy raczej coś, co się "robi"? Bo ja znam kilka osób, które chodza na joge, kupuja krysztaly i czytaja horoskopy, ale nie powiedziałyby chyba, że wyznają jakąś religię. Gdzie jest granica?
A mnie zastanawia, od kiedy właściwie mówimy o New Age jako o czymś konkretnym. Słyszałem, że to lata 60. i 70., ale czy to nie jest naciągane? Przecież spirytyzm w XIX wieku też był bardzo popularny i miał podobne cechy.
Ciekawi mnie jeden wątek, który tu się pojawił, czyli to łączenie psychologii z ezoteryka. Sama to widzę u siebie - pracuję ze snami i czakrami, ale interpretuję to przez Junga. Czy to jest New Age, czy to jest po prostu eklektyczna praktyka? Gdzie się kończy jedno, a zaczyna drugie?
To wszystko brzmi bardzo akademicko. Mnie bardziej interesuje praktyczna strona - czy New Age daje ludziom coś, czego religie tradycyjne nie dają? Sama odeszłam od Kościoła i ciągnie mnie do różnych rzeczy, ale nie wiem, jak to poukładać w całość.
No i tu jest chyba największy problem z tym, żeby New Age nazwać religią - nie ma żadnego mechanizmu weryfikacji. Kto mówi, że czyja interpretacja jest poprawna? W hinduizmie są teksty, w chrześcijaństwie jest teologia, a tu każdy guru może powiedzieć cokolwiek i nie ma instancji odwoławczej.
Myślę, że rynek jest tym mechanizmem ewolucji w New Age. Serio. Idee, które się sprzedają, przeżywają - te, które nie trafiają w potrzeby ludzi, zanikają. To brzmi cyniczne, ale może właśnie tak działają ruchy bez centralnej struktury.
Właśnie zastanawiam się, czy to przesunięcie od kosmologii do terapii nie jest właśnie dowodem na to, że New Age to nie jest jedna religia, tylko kilka różnych fal tego samego zjawiska. Pierwsza fala - ezoteryczna, kosmologiczna. Druga - psychologiczna i uzdrowicielska. Trzecia - ta obecna, self-help z duchową etykietką. Każda z nich ma inne centrum grawitacji.
To co z tymi, którzy są w New Age, ale wierzą w jakiegoś konkretnego Boga albo bogów? Bo znam osoby, które pracują z czakrami i jednocześnie są pogankami i modlą się do bogini. To jest New Age czy coś innego?
Słucham i mam takie praktyczne pytanie do was - jeśli ktoś, tak jak ja, szuka czegoś po odejściu z tradycyjnej religii, to jak w tym New Age w ogóle się zorientować? Skoro nie ma centrum, nie ma autorytetów, nie ma tekstu - to od czego się zaczyna? Bo trochę się gubie w tym, co tu mówicie.
Wracając trochę do pytania o to, co łączy New Age - bo chyba za bardzo poszliśmy w stronę zagrożeń. Zastanawiam się, czy nie jest tak, że tym spoiwem jest pewna antropologia, czyli określona wizja człowieka. W New Age człowiek jest zasadniczo dobry, ma nieograniczony potencjał, choroba i cierpienie są efektem blokad, a nie kondycji ludzkiej. To jest bardzo optymistyczna wizja, zupełnie odmienna od chrześcijańskiego grzechu pierworodnego czy buddyjskiej dukkha. Może właśnie to jest ten wspólny mianownik?
Hej, przepraszam że wchodzę z takim przyziemnym pytaniem, ale właśnie próbuję to wszystko poukładać. Jak mówicie "hybryda psychologii z metafizyką i rynkiem" - to rozumiem psychologię i metafizykę, ale dlaczego rynek? Rynek to sklep z kryształkami?
Czytam i mam takie pytanie - bo rozmaiwamy o New Age jak o czymś jednolitym, ale co z tymi, którzy np. robią tarot i jednocześnie nie wierza w żadne duchy ani nic? Moja koleżanka mowi, że tarot to tylko "narzedzie do refleksji", nie żadna magia. Czy to jest New Age czy co innego?
Ale właśnie to mnie trochę irytuje w tej całej rozmowie. Mówimy od wielu postów o tym, co New Age "jest" albo "nie jest", a ja dalej nie wiem, jak w tym w ogóle się orientować jako osoba, która szuka. Czy nie ma jakichś praktycznych wskazówek, co jest wartościowe, a co jest naciąganiem?
Wchodzę z trochę innym kątem. Zacząłem od afirmacji i przez długi czas myślałem, że to jest New Age. Potem ktoś mi powiedział, że afirmacje to właściwie klasyczna psychologia poznawcza i że nie ma tu żadnej metafizyki. Teraz sam nie wiem, czy jestem "w" New Age, czy nie. Czy to w ogóle ma znaczenie?
I tu wracamy właśnie do sedna tematu. Może New Age jest amalgamatem właśnie dlatego, że pozwala każdemu wybrać poziom zaangażowania - od czysto psychologicznego po głęboko metafizyczny. Inne religie mają jeden wymagany poziom. New Age ma skalę i każdy ustawia się sam. Czy to jest wada, czy to jest jego specyfika?
No ale to brzmi jakby tradycyjne religie były lepsze, bo mają kontrolę. A znam sporo przypadków nadużyć w instytucjach religijnych, gdzie ta "kontrola" jakoś nie działała. Więc czy instytucja naprawdę chroni?
Dobra, ale wracając do tego co mówiłam wcześniej - bo mam wrażenie że ta dyskusja coraz bardziej kręci się wokół zagrożeń i manipulacji, a ja nadal szukam czegoś pozytywnego. Czy ktoś może powiedzieć, co konkretnie New Age ma do zaoferowania komuś, kto szuka, ale nie chce być manipulowany? Czy w ogóle da się z tego korzystać bezpiecznie?
Dokładnie i to jest może odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. New Age jest amalgamatem między innymi dlatego, że te trzy warstwy są celowo - albo niecelowo - nierozdzielone. Tradycyjna religia mówi ci wyraźnie, w co wierzysz i co robisz. New Age pozwala ci wchodzić w dowolnej warstwie, ale nigdy nie jesteś pewny, w której jesteś.
Czytam całą tę rozmowę i mam jedno podstawowe pytanie, może naiwne - czy ktokolwiek z was, kto zajmuje sie New Age albo praktykami z nim zwiazanymi, naprawdę czuje, że należy do jakiejś wspólnoty? Bo dużo tu mówimy o indywidualizmie i braku centrum, ale czy to nie jest samotna droga?
Zastanawiam się, czy my nie robimy błędu traktując New Age jako jeden podmiot, który "przetrwa" albo "nie przetrwa". To trochę jak pytać, czy internet przetrwa. Poszczególne platformy giną, ale sam fenomen trwa. Może New Age jest bardziej formatem kulturowym niż ruchem i w tym sensie nigdy nie zniknie, tylko będzie się przelewał w różne formy?
Właśnie, bo ja na przykład lubię horoskopy i trochę interesuję się rytuałami, ale nigdy bym siebie nie nazwała osobą "w New Age". To brzmi jakby trzeba było do czegoś należeć. Może większość ludzi po prostu podchodzi do tego jak do supermarketu - bierze co chce i wychodzi?
Ale przynależność nie jest jedynym wyznacznikiem religii. Buddyzm therawady nie ma zboru w sensie chrześcijańskim, nie wymaga formalnego wstąpienia, a jest religią. Może kryterium jest inne - może to jest pytanie, czy masz jakiś spójny obraz rzeczywistości, który tłumaczy, dlaczego coś robisz. I tutaj New Age ma problem, bo każdy ma inny obraz.
