Słyszałem ostatnio o raelianizmie i zastanawiam się, czy ktoś tu miał z tym do czynienia. Chodzi o ruch założony w latach 70. przez Francuza Claude'a Vorihlona, który twierdził, że spotkał kosmitów zwanych Elohim i otrzymał od nich misję. Ci kosmici mają być odpowiedzialni za stworzenie człowieka poprzez manipulację genetyczną, a religie świata to podobno zniekształcone wspomnienia kontaktów z nimi. Biblia, Koran, wszystko według raelian to alegorie technologii obcych. Ciekawe jest to, że ruch ma dziesiątki tysięcy wyznawców na całym świecie i oficjalne struktury. Pytanie jest takie: czy to coś, co można traktować jako wierzenie duchowe, czy to raczej science fiction ze strukturą religijną doczepiową na siłę?
Dobra, bo zupełnie nie kojarzyłem tego ruchu. Ten Vorilhon sam siebie nazywa prorokiem czy jak? Bo jeśli tak, to już trochę mi to wygląda jak klasyczna sekta. Gdzie jest granica między nową religią a sektą w ogóle?
A co z samą klonowaniem człowieka? Bo pamiętam, że raelanie gdzieś pod koniec lat 90. albo na początku 2000. zrobili medialną burzę, że sklonowali człowieka przez swoją firmę Clonaid. Czy to się w ogóle potwierdziło? Bo jeśli nie, to właśnie o tym mówiła Edek - roszczenia do faktyczności, które przy weryfikacji się sypią.
Czytam i zastanawiam się nad czymś innym. Czy raelanie mają jakieś rytuały? Bo jak się patrzy na to jako wierzenie, to co właściwie wyznawca robi na co dzień, jak praktykuje? Bo sama filozofia to jedno, ale praktyka codzienna to drugie i to też definiuje czy coś jest religią.
Przepraszam że się wtrącę, ale ten "przekaz komórkowy" to brzmi jakóś niesamowicie. Czy to znaczy że oni wierzą ze po śmierci zostaną sklonowani przez tych kosmitów? Bo jeśli tak to to trochę przypomina mi starożytny Egitp i mumifikację, żeby ciało było zachowane.
Ale czy to nie jest trochę niebezpieczne myślenie? Mam na myśli: jeśli ktoś uwierzy, że zachowanie się zgodnie z wolą Raela to warunek nieśmiertelności, to masz potężną dźwignię kontroli nad ludźmi. Tak jak z piekłem w tradycyjnych religiach.
Właśnie, bo to jest dla mnie klucz do oceny każdego ruchu. Nie doktryna, ale to jak traktuje ludzi którzy chcą odejść. Wie ktoś jak to wygląda u raelian? Czy są jakieś relacje byłych wyznawców?
Ja bym spojrzała na to jeszcze z innej strony. Raelianizm pojawił się w latach 70. czyli w czasie bardzo konkretnej fascynacji UFO i ezoterycznymi ruchami Nowej Ery. To był czas Chariot of the Gods von Dänikena, czas kiedy wiele podobnych koncepcji powstawało. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu produkt tamtej epoki który przetrwał, a nie coś z prawdziwą duchową głębią.
Dobra ale wróćmy do meritum bo mi tu rozmowa rozjeżdża. Czy ktoś z was w ogóle spotkał żywego raelianina albo zetknął się z tym ruchem osobiście? Bo to nie jest do końca margines, podobno są gminy raelian w Polsce.
Zaraz, zaraz. Te "Angels" to co, oficjalna struktura organizacji? Bo to brzmi jakby dochodziło do rzeczy, które mogłyby być po prostu nadużyciami, a nie filozofią.
No to teraz rozumiem czemu te ruchy budzą takie emocje. Ale wróćmy do pytania Feliksa z początku wątku - czy to religia czy science fiction? Bo mi się wydaje że po tym wszystkim co tu padło, to jest ani jedno ani drugie. To jest ideologia która ubiera się w kostium nauki i religii jednocześnie, żeby uniknąć krytyki z obu stron.
Ale właśnie to mnie zastanawia w całej tej rozmowie. Mówimy dużo o tym jak ruch działa organizacyjnie, jak wygląda hierarhia, co twierdzi doktryna. Ale jakie to robi wrażenie na ludziach którzy do tego wchodzą? Czy ktoś wchodził do czegoś takiego świadomie jako filozoficzną ciekawostkę, czy raczej przez jakiś kryzys, potrzebę sensu?
Muszę powiedzieć że ta rozmowa trochę mnie niepokoi w jednym sensie. Zaczynamy od pytania o raelianiźmie jako wierzeniu, a kończymy na opisywaniu mechanizmów manipulacji. Czy nie ryzykujemy że te same argumenty można by użyć do zdyskredytowania każdego nieortodoksyjnego systemu przekonań? Bo to jest śliski teren.
Przepraszam za głupie pytanie ale właśnie przeczytałam cały wątek od początku i nikt nie napisał - ile tych raelian właściwie jest na świecie? Bo jak mówicie o "organizacji" i "hierarchii" to wyobrażam sobie jakieś duże struktury, ale może to jest garstka ludzi i przesadzamy?
A wracając do tego Clonaid bo ta sprawa mnie nie daje spokoju. Czy ktokolwiek próbował pociągnąć ich do odpowiedzialności prawnej za to ogłoszenie? Bo jeśli twierdzi się publicznie że sklonowało się człowieka i nie można tego udowodnić, to chyba można o oszustwo?
No i to jest właśnie klasyczny lejek. Na początku wszystko rozsądne i ciekawe, a potem stopniowo wciągają. Czytałam o tym w kontekście innych organizacji i schemat jest zawsze podobny. Pytanie czy raelianie są pod tym względem jakoś wyjątkowi czy to standard dla takich grup?
Przepraszam że wchodzę w połowie, ale chciałam zapytać - czy raelianizm ma jakieś modlitwy, rytuały czy coś w tym styu? Bo jak mówicie że to "religia" to zastanawiam się jak to wygląda w praktyce dla zwykłego wyznawcy.
Ta transmisja DNA to ciekawy element bo łączy coś quasi-naukowego z tym co normalnie byłoby gestem błogosławieństwa w tradycyjnych religiach. Czy jest jakaś dokumentacja jak to dokładnie wygląda? Bo bez kontekstu można to interpretować bardzo różnie.
Ale zaraz, czy np. w katolicyzmie ksiądz nie jest pośrednikiem? Spowiedź, eucharystia - to wszystko wymaga kapłana. I jakoś ta religia funkcjonuje od dwóch tysięcy lat bez bycia automatycznie sektą. Gdzie jest ta granica?
Słuchajcie, myślę że ta rozmowa dała już bardzo dużo odpowiedzi na moje pierwotne pytanie - religia czy science fiction. Wychodzi na to że to ani jedno ani drugie w czystej postaci, ale też nie jest to niewinną hybrydą. Mam wrażenie że raelianie stworzyli coś co wykorzystuje estetykę nauki i estetykę religii jednocześnie, żeby uniknąć krytyki właściwej dla obu. Jak ktoś mówi że to pseudonauka, odpowiadają że to wiara. Jak ktoś pyta o dowody wiary, odpowiadają że mają naukę. To całkiem sprytna ucieczka.
Raelianie mają coś co nazywają "tithes" - dosłownie dziesięcina, przejęta z tradycji judeochrześcijańskiej. Podobno wynosi do trzech procent rocznych dochodów dla zwykłych członków, a dla tak zwanych "przewodników" więcej. Co ciekawe jest to formalnie dobrowolne, ale presja społeczna w takich grupach sprawia że "dobrowolność" to dość elastyczne pojęcie.
To mnie przypomina coś całkiem innego - Świadkowie Jehowy mieli konkretne daty końca świata, które nie wyszły, i organizacja to jakoś przeżyła. Czy to znaczy że grupy religijne są odporne na falsyfikację własnych twierdzeń?
Przepraszam że trochę z boku, ale jak słucham o tym "moving goalpost" i o tej ambasadzie - to czy zwykli raelianie wiedzą że ta ambasada nigdy nie zostanie zbudowana? Tzn. czy wewnątrz organizacji jest jakakolwiek dyskusja o tym że te plany są nierealne, czy to jest temat tabu?
Dobra, ale wróćmy na chwilę do tego co powiedział Feliks na początku - czy to religia czy science fiction. Bo po tej całej dyskusji mam wrażenie że może to złe pytanie. Może lepsze pytanie brzmi: czy to niebezpieczne? I na to mamy już chyba jakieś odpowiedzi.
No właśnie, to mnie zastanawia od początku tej dyskusji - czy raelianizm w Polsce w ogóle istnieje? Bo rozmawiamy o tym ruchu jak o jakiejś globalnej sile, a ja nie słyszałam nigdy żeby ktoś w Polsce przyznał się do bycia raelianinem.
Słyszę że raelianizm wymaga tej struktury i składek - ale co tak właściwie dostaje szeregowy raelianin w zamian? Tzn. co jest atrakcją, co trzyma ludzi? Bo samo czekanie na kosmitów przez pięćdziesiąt lat to chyba za mało.
Poczekajcie, co to jest ta "sensual meditation"? Bo trochę mi to brzmi niepokojąco, tzn. czy to był pretekst do czegoś co nie było dobrowolne? Czy raelianie miali jakiś skandal w tym kierunku?
