Klaudia05 trafia w sedno. I to jest ciekawe że niemal we wszystkich tradycjach abrahamicznych pojawia się ten sam mechanizm: autorytet instytucjonalny który decyduje że żywe proroctwo jest niebezpieczne. W islamie po Muhammadzie każdy kto twierdził że jest prorokiem był uznawany za fałszywego proroka, Musajlama z VII wieku jest tego przykładem. W judaizmie Sanhedryn mógł w zasadzie osądzić proroka. Więc może pytanie nie tylko brzmi czego doświadczali prorocy, ale też kto i dlaczego decydował że to jest autentyczne.
To co Wedrowiec mówi o weryfikacji - to mnie bardzo ciekawi. Tzn. jak to działało w praktyce? Był jakiś konkretny test autentyczności proroka czy to było bardziej intuicyjne?
Słuchając tej dyskusji o kryterium myślę o tym jak szamani są weryfikowani przez swoją wspólnotę. Tam nie ma tekstu który możesz sprawdzić ani proroctwa które czekasz aż się spełni. Weryfikacja jest żywa - czy szaman skutecznie leczy, czy duchy go słuchają, czy jego widzenia okazują się trafne w praktyce. To jest zupełnie inny model autentyczności niż w tradycjach księgi.
Okej ale wracając do tego co pytałam wcześniej a temat jakoś poszedł dalej - czy w którejkolwiek z tych tradycji mówi się wprost co prorok robił zanim dostał objawienie? Bo rozumiem że nie da się wywołać, ale może są wzorce? Zaratustra szedł po wodę i miał objawienie nad rzeką, Mojżesz był na górze, Muhammad w jaskini. Czy to przypadek że wszyscy byli sami i w ciszy?
Właśnie to zestawienie - jaskinia, góra, rzeka, drzewo - zwróciłam uwagę że to są miejsca graniczne. Nie jesteś w mieście, nie jesteś w domu, jesteś gdzieś między cywilizacją a tym co poza nią. Czy to jest ważne? Czy może chodzi tylko o ciszę i można ją mieć wszędzie?
To co Klaudia mówi o niepowtarzalności miejsca sprawia że wracam do pytania które gdzieś po drodze zgubiłem. Mówimy o tym że doświadczenia są podobne, ale treść jest różna, i że nie możemy dojść do surowego doświadczenia przez tekst. Ale co z prorokami którzy prorokowali wielokrotnie? Izajasz miał wiele wizji. Ezechiel jest w zasadzie serią wizji. Czy to zmienia coś w tym obrazie?
Ezechiel jest właśnie tym przypadkiem który najbardziej komplikuje każdą prostą teorię. Jego wizje są na tyle dziwne i szczegółowe że od XVIII wieku pojawiają się próby interpretacji od kół-w-kołach jako rydwanów UFO po diagnozy psychiatryczne. Ale jak czytasz Ezechiela uważnie to widać coś innego - że ma rozbudowany język techniczny, hebrajskie słowo chaszmal, które pojawia się tylko u niego, coś błyszczącego lub elektrycznego. On przetwarza doświadczenie przez bardzo specyficzny zasób językowy. I to jest właśnie odpowiedź na Teodor53 - wielokrotność wizji nie ułatwia nam dostępu, bo każda kolejna jest już filtrowana przez poprzednie.
To co Wedrowiec mówi o Ezechielu - ta psychiatryczna interpretacja mnie zawsze denerwuje trochę, bo to jest przykład wciśnięcia współczesnej kategorii na starożytny tekst. Ale z drugiej strony rozumiem skąd to się bierze. Te koła, te cztery twarze, ta ruchoma chwała - to jest opis czegoś czego język po prostu nie ogarnia. Czy ktoś ma poczucie że Ezechiel opisuje to samo doświadczenie co Izajasz w szóstym rozdziale, tylko że ma zupełnie inny język?
Nawiązując do tego co Bartez83 mówi - to jest właściwie problem każdej relacji z doświadczenia mistycznego. Rumi też to robił przecież. Jego wiersze są literaturą, nie protokołem. Ale nikt nie twierdzi że Rumi kłamał. To że forma jest artystyczna nie znaczy że treść jest fałszywa. Tylko że dotarcie do tego co leżało pod spodem jest niemożliwe.
Sens jest, tylko trzeba wiedzieć co pytamy. Nie możemy zapytać: czy ich subiektywne przeżycia neuronalne były identyczne. Możemy natomiast pytać: czy istnieje wspólna struktura opisu, wspólny zestaw elementów, wspólna dynamika narracyjna. I tam odpowiedź jest wyraźna - tak. Opór, wezwanie, transformacja, misja. To jest wzorzec który pojawia się niezależnie od tradycji. Co to wzorstwo oznacza - to jest już pytanie otwarte.
Mnie zastanawia jedna rzecz w tej strukturze którą Wedrowiec wymienił. Ten opór - prawie każdy prorok na początku mówi: nie nadaję się, nie umiem mówić, jestem nieczyste usta, jestem za młody. Mojżesz, Jeremiasz, Izajasz. To jest prawie protokół. A szamani też mają coś podobnego - chorobę szamańską, odmowę, ucieczkę przed powołaniem. Czy to jest element autentyczności czy po prostu element który nadaje narracji wiarygodność?
Wróćcie na chwilę do tego co mówiłam o kontekście przed objawieniem, bo Andromedka odpowiedziała ale nie do końca. Chodzi mi o jedno konkretne pytanie: czy jest jakaś tradycja w której uczniowie starali się celowo reprodukować te warunki? Tzn. iść na pustynię, odosobnić się, wejść w stan podobny do tego co przeżył prorok?
Ta liczba czterdzieści pojawia się tyle razy że sam zacząłem się zastanawiać czy to jest dokładny opis czasu czy raczej symbol pewnego okresu przejścia. Czterdzieści lat na pustyni, czterdzieści dni Mojżesza na Synaju, czterdzieści dni Jezusa na pustyni, Ramadan ma jakieś tam własne rytmy czterdziestodniowe w tradycji. Czy ktoś wie czy to liczba dosłowna czy symboliczna w tych tekstach?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i jedno pytanie mnie nie opuszcza. Mówicie o tych wzorcach, strukturze, warunkach - ale czy ktokolwiek z was uważa że w ogóle możliwe jest że te doświadczenia mają jedno wspólne źródło? Nie mówię o psychologii ani o neurologii, pytam dosłownie - czy jest jakaś tradycja która twierdzi że ci wszyscy prorocy czerpali z tego samego miejsca?
Perenializm jest spójna ale ma jeden kłopot - jeśli wszyscy dotykają tej samej rzeczywistości, to dlaczego treść objawień jest w miejscach tak sprzeczna? Monoteizm Mojżesza kontra wielobóstwo Rigwedy, zakaz obrazów w islamie kontra wizerunki w hinduizmie. Jeśli jedno źródło, to skąd tak różne instrukcje? Klaudia wspomniała że treść jest różna a forma podobna, ale to tylko przesuwa problem.
Właśnie to jest napięcie które czuję przez całą tę rozmowę. Z perspektywy porównawczej te podobieństwa są uderzające i kuszące. Ale wyznawca konkretnej tradycji powie: nie, moje objawienie jest autentyczne i ostateczne, a podobieństwa do innych to albo przypadek albo dowód że tamci mieli przebłysk tej samej prawdy. Nie da się chyba pogodzić porównawczego spojrzenia z wyznaniowym i obydwa podejścia są wewnętrznie spójne.
To co Teodor napisał to jest chyba właśnie to miejsce gdzie ta rozmowa dotarła do czegoś prawdziwego. Nie mamy narzędzia żeby rozstrzygnąć - i może to jest w porządku? Może samo pytanie jest ważniejsze niż odpowiedź? Mnie ta rozmowa dała więcej niż bym oczekiwała i wcale nie dlatego że coś zostało udowodnione 🙂
To co Edytka napisała mnie zastanawia. Że samo pytanie jest ważniejsze niż odpowiedź. Ale to trochę jak powiedzieć, że podróż jest ważniejsza od celu - brzmi pięknie, ale czy nie jest to ucieczka od niewygodnego faktu, że po prostu nie wiemy? Bo ja jestem sceptyczna z natury i wolę to nazwać wprost: nie mamy dostępu do tych doświadczeń i koniec.
Mam wrażenie że ta rozmowa cały czas krąży wokół jednego nerwu - chcemy porównywać doświadczenia, ale każda tradycja mówi, że jej doświadczenie jest nieprzekazywalne i jedyne. To trochę jak próba porównania snów dwóch osób. Możemy porównać opisy, ale nie same sny. I tu jest ten mur.
To nie jest wybór między psychologią a transcendencją. Można powiedzieć że ludzka psychika jest akurat tym kanałem przez który transcendencja się wyraża - i że podobieństwa strukturalne w tym kanale wcale nie obalają autentyczności doświadczenia. Fizyk używa matematyki żeby opisać świat, co nie znaczy że świat to tylko matematyka.
To porównanie z fizyką mi się podoba, ale chcę je docisnąć. Fizyk może sprawdzić swoje równania eksperymentem. Możemy przetestować czy grawitacja działa. Nie możemy przetestować czy objawienie Muhammada było autentyczne w sensie transcendentnym. To jest ta asymetria która mnie zawsze zatrzymuje.
To co Edzio mówi o spójności i spełnieniu proroctw - to mi przypomina że chyba za mało mówiliśmy o proroctwach jako takich w tej rozmowie. Bo Zaratustra przepowiadał pewien schemat kosmiczny, Izajasz mesjasza, Muhammad koniec czasów. Czy te przepowiednie mają podobną strukturę? Czy też tam widać ten wspólny wzorzec?
Wątek eschatologii jest ciekawy, ale chcę wrócić do pytania z tytułu wątku, bo trochę odeszliśmy. Wedrowiec pytał o samo doświadczenie prorockie - o trans, o sposób odbioru. Eschatologia to treść przepowiedni, a nie fenomenologia objawienia. Czy możemy odróżnić te dwie warstwy i mówić o każdej osobno?
Klaudia ma rację, że to dwie warstwy. Ale one nie są od siebie niezależne. Sposób w jaki prorok doświadcza objawienia często determinuje strukturę tego co mówi. Ezechiel miał wizję, więc jego proroctwo jest wizyjne, obrazowe, wielowarstwowe. Amos był pasterzem, miał słyszane słowo - i jego proroctwa są zwięzłe, moralne, bezpośrednie. Forma i doświadczenie są splecione.
No dobrze ale to znaczy że każdy prorok miał trochę inny rodzaj doświadczenia, tak? Bo jak czytam o Muhammadzie to on miał te stany opisywane jako bardzo fizyczne - pot, dzwonienie, ociężałość ciała. A Mojżesz przy krzaku gorejącym to było raczej wizyjne i słyszane naraz. To są różne modalności w ogóle.
To jest coś czego wcześniej nie wiedziałam - że Muhammad sam rozróżniał te tryby. Pytanie do Edzio: czy te różne tryby objawiały mu różne rodzaje treści? Tzn. czy to co przyszło jako 'dzwonienie' było inaczej zaszyfrowane niż to co przyszło przez anioła-człowieka?
A czy Zaratustra miał w ogóle opisane tryby objawienia? Bo o nim najmniej się tu mówiło a jest chyba najstarszym z tych proroków których porównujemy. Malachit wspomniał wcześniej Rigwedę ale to jeszcze co innego.
