To wychodzi na to że im starsza tradycja tym trudniej dotrzeć do samego doświadczenia, bo warstwa tekstualna jest grubsza. Ale paradoksalnie te najstarsze teksty - Gathy, Rigweda - brzmią jakoś bardziej bezpośrednio, bardziej jak mówi ktoś kto coś właśnie przeżył. Czyy ktoś jeszcze to czuje czytając je, czy to tylko moje wrażenie?
To co mówi Kalinowa jest naprawdę trafne - Gathy brzmią jak zapis czegoś na gorąco, niemal jak monolog wewnętrzny. Ale tu jest pułapka interpretacyjna. To że coś brzmi bezpośrednio, może być efektem formy poetyckiej, nie bliskości doświadczenia. Archaiczna poezja religijna często ma ten surowy, urwany rytm właśnie dlatego, że była śpiewana, a nie dlatego że jest reportażem z objawienia. Pytanie jest chyba inne: czy w ogóle da się oddzielić formę od doświadczenia gdy mówimy o prorocach?
Właśnie to mnie tu uderza - że my ciągniemy te opisy przez nasze pojęcia. Trans, zmieniona świadomość, próg - to są kategorie psychologii i antropologii, a nie islamu czy zaratusztrianizmu. Nie twierdzę że są złe, ale jak nakładamy na opis Muhammad nasze siatki pojęciowe, to czy jeszcze rozmawiamy o jego doświadczeniu, czy już o naszym modelu?
Mam wrażenie że ta rozmowa trochę odchodzi od tego co mnie tu przyciągnęło. Tytuł wątku pyta czy oni doświadczali tego samego zjawiska. A my teraz dyskutujemy o metodologii porównania. To ważne, ale chciałabym wrócić do konkretów - bo czy jest coś, jakiś jeden element który pojawia się u wszystkich tych proroków bez wyjątku? Coś co przekracza różnice kulturowe?
Ten opór o którym Diablica pisze jest naprawdę mocny motyw. Izajasz mówi 'biada mi, jestem człowiekiem nieczystych warg'. Jeremiasz wprost mówi że nie chce być prorokiem. Jonasz ucieka. To jest niemal schemat - powołanie, opór, przełamanie. Czy to tylko tradycyjna forma narracyjna żeby pokazać pokorę proroka, czy to rzeczywiście opisuje jakąś wewnętrzną walkę?
Malachit dotknął czegoś istotnego. Ten schemat powołania-oporu-przełamania jest tak powtarzalny że religioznawcy dali mu nawet nazwę - mówi się o 'szamańskiej chorobie inicjacyjnej' w przypadku szamanów, ale podobny schemat mają prorocy semiccy. Eliade opisywał to jako element niemal universalny w mistyce. Pytanie jest jednak: czy ten schemat jest rzeczywiście w doświadczeniu, czy w narracji którą tradycja nałożyła post factum żeby uwiarygodnić proroka? Bo pokora jako motyw literacki była wysoko ceniona.
Jeśli to tylko motyw literacki, to dlaczego jest tak fizycznie opisany? Ten strach Muhammada - że pobiegł do Chadidży i prosił ją żeby go okryła, bo się trzęsł - to nie brzmi jak retoryczna pokora. To brzmi jak konkretne wspomnienie. Podobnie opis Jeremiasza że słowo Boga jest jak ogień w kościach którego nie może zatrzymać. To są dość specyficzne metafory cieleśności.
Właśnie ten ogień w kościach Jeremiasza - czy ktoś wie jak to brzmi w oryginale hebrajskim? Bo mi się wydaje że tłumaczenie może dużo zmieniać. I czy jest jakaś paralela u Zaratustry - czy Gathy mają podobne obrazy cielesności doświadczenia?
Słucham tej dyskusji o ogniu i jakoś mi się tu nasuwa pytanie może trochę z boku - czy te obrazy ognia, światła, dźwięku dzwonu są przypadkiem nie-językowe? Tzn. czy prorocy sięgali po te metafory bo naprawdę nie mieli lepszych słów na coś co było sensoryczne ale nie zmysłowe? Bo tak to rozumiem - że próbowali opisać coś co nie ma dobrego odpowiednika w języku.
Przepraszam że wchodzę z czymś może podstawowym, ale chce się upewnić czy dobrze rozumiem. Czy wy mówicie że prorocy mogli mieć jedno i to samo doświadczenie, ale opisywali je różnymi słowami bo mieli inne języki i kultury? Albo że mieli różne doświadczenia które wyglądają podobnie bo te same metafory się ludziom narzucają? Bo to są chyba dwie różne rzeczy i nie wiem której stronie się przychylasz w tej dyskusji, Edzio.
A mnie zastanawia coś innego - czy prorocy sami wiedzieli że to jest objawienie gdy to się działo? Czy może dopiero potem interpretowali to jako objawienie? Muhammada podobno Chadidża przekonała że to był anioł, a nie demon. To znaczy że on sam na początku nie wiedział co to było. Mojżesz chyba od razu wiedział bo krzak mówił. Ale Zaratustra - czy jest jakaś tradycja o tym co on myślał gdy to się po raz pierwszy działo?
Wróciłem do tego co napisałeś o momencie rozpoznania i nie mogę przestać o tym myśleć. Bo jeśli Muhammad nie wiedział na początku czy to anioł czy demon - a dopiero Chadidża mu to rozstrzygnęła - to pojawia się pytanie: skąd ona wiedziała? Co dało jej pewność? Z tego co czytałem, miała przeprowadzić jakiś test z zakryciem, ale szczegółów nie pamiętam dokładnie. I to jest właśnie coś czego u proroków semickich chyba nie ma tak wyraźnie - że ktoś z zewnątrz weryfikuje doświadczenie. Mojżesz wraca z Synaju i po prostu mówi co ma mówić, Izajasz opisuje wizję w świątyni - i nie ma sceny w której ktoś mu mówi 'tak, to było naprawdę od Boga'. Czy może jest i ja tego nie znam?
