Ostatnio wróciłem do porównywania opisów wizji u proroków z różnych tradycji i uderzyło mnie coś, co trudno zbagatelizować. Kiedy czytasz opis powołania Izajasza w szóstym rozdziale jego księgi - rozżarzony węgiel, nieznośne światło, głos jak grzmot, poczucie unicestwienia własnej tożsamości - a potem sięgasz po hadisy opisujące pierwsze objawienie Muhammada w jaskini Hira, to schemat jest zadziwiająco podobny. Fizyczny ucisk, niemożność oddechu, poczucie że coś zewnętrznego wypełnia całe jestestwo. Zaratustra w Awestyjskich Gathach też opisuje moment kontaktu z Ahurą Mazdą jako coś, co przekraczało jego rozumienie i ogarniało go z zewnątrz, nie przychodziło od środka. Dlatego pytam wprost: czy to był ten sam typ doświadczenia? Ten sam mechanizm, inna etykieta kulturowa? Albo zupełnie różne rzeczy, które my z zewnątrz próbujemy wcisnąć w jeden schemat?
To jest właśnie to pytanie, które mnie od lat nie daje spokoju. Pracując z różnymi tekstami sakralnymi zauważyłam, że opisy te mają pewną wspólną strukturę: jest moment poprzedzający - często samotność, post, noc - potem jakieś fizyczne zachwianie, intensywne doznanie zmysłowe, i na końcu poczucie misji, której nie można odmówić. Ale zaraz, Wedrowiec, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem Twój punkt wyjścia - czy Ty pytasz o samą fenomenologię tego co przeżyli, czy też o to, co wywoływało to doświadczenie?
A czy nie jest tak, że może te opisy są podobne, bo późniejsi redaktorzy tych tekstów pisali je według jakiegoś wzorca który był dla nich zrozumiały? Tzn. że Muhammad nie powiedział dokładnie co czuł, tylko jego uczniowie opisali to słowami które znali z wcześniejszych tradycji? Pytam szczerze, bo czytałam gdzieś że w Arabii przed islamem znali teksty żydowskie i chrześcijańskie.
Przepraszam że się wtrącę, bo jestem dopiero na początku drogi z takimi tematami, ale czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć co znaczy 'trans' w tym kontekście? Bo jak słyszę trans to myślę o hipnozie albo o tańczeniu na rytuałach, a tu chyba chodzi o coś innego?
Mam takie swoje przemyślenie z praktyki. Pracuję z energią od dłuższego czasu i czasem podczas sesji coś przechodzi przeze mnie, jakby nie było moje - inne myśli, inne obrazy, inne poczucie przestrzeni. To nie jest wymyślone. I kiedy czytam opis Ezechiela z tymi kołami i oczami na obwodzie, to nie myślę: halucynacja. Myślę: ten człowiek usiłował słowami swojego czasu opisać coś co nie ma słów. Pytanie co dokładnie to było to inna sprawa, ale że coś przeżył - w to nie wątpię.
Warto tu wrzucić konkretny materiał porównawczy, bo rozmowa trochę idzie w ogólniki. Mojżesz przy krzewie gorejącym: oślepiające światło, głos z wnętrza ognia, rozkaz usunięcia sandałów jako gest sacrum, a potem opór i poczucie własnej niewystarczalności. Muhammad w Hirze: trzecie ściśnięcie i polecenie 'czytaj', które nie brzmi jak własna myśl. Izajasz szósta pieśń: wizja tronu, serafiny, żar na wargach, poczucie bycia nieczystym wobec tego co widzi. Zaratustra: rozmowa z Wohhu Manu przy świcie, poczucie że myśl nie należy do niego. Arjuna w Gicie kiedy Kryszna objawia Wiśwarupa-darszan: terror i zachwyt jednocześnie, prośba żeby bóg wrócił do ludzkiej postaci bo widok jest nie do zniesienia. Czy to nie za dużo zbieżności żeby mówić o przypadku?
A co z kwestią fizyczności tych opisów? Mam na myśli to, że niemal wszędzie mamy jakiś fizyczny komponent - Muhammadowi drżały ręce i pocił się zimnym potem nawet w upale, Izajasz dosłownie mówi o dotknięciu jego ust przez żar, Mojżesz chowa twarz. To nie jest czyste doświadczenie umysłowe. To coś, co przyszło przez ciało. Czy to nie jest ważna wskazówka co do mechanizmu?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie które mi się kręci w głowie: czy były kiedyś kobiety które miały takie same opisy? Bo jak patrze na ta listę - Mojżesz, Izajasz, Muhammad, Zaratustra - to sami mężczyźni. Może kobiety miały podobne doświadczenia ale nie zostały uznane za prorokinie i ich opisy przepadły?
To co Melania mówi o Hildegardzie jest ważne, bo ona działała w ramach Kościoła i miała ochronę opata, dzięki czemu jej pisma przetrwały. Ale zastanawiam się - czy opisy Hildegardy faktycznie pasują do tego schematu który tu omawiamy? Fizyczne zachwianie, misja, kontakt 'z zewnątrz'? Czy ktoś czytał jej Scivias?
Czytałem fragmenty Scivias i tak, schemat jest obecny. Hildegarda opisuje 'żywą światłość' która nie jest jak światło słoneczne, jest bardziej jak powietrze które jednocześnie widzi i mówi. Ma też wyraźne fizyczne skutki - migreny, które część badaczy interpretuje neurologicznie, ona sama jako konsekwencję wizji. Ale chcę wrócić do czegoś ważnego co Wedrowiec napisał na początku. Mówił o doświadczeniu 'z zewnątrz'. To jest kluczowy element który pojawia się u wszystkich tych postaci - poczucie że to nie jest własna myśl, własny obraz, własne słowo. Czy nie właśnie ta jakość odróżnia doświadczenie prorockie od np. natchnienia artystycznego?
A skąd w ogóle wiadomo że te opisy są wiarygodne a nie po prostu wymyślone żeby dodać powagi? Serio pytam, bo każdy kto chciał żeby go słuchali mógł powiedzieć że 'Bóg mi kazał'. Jak odróżnić prawdziwego proroka od kogoś kto po prostu twierdził że nim jest?
Ale te kryteria to łatwo podrobić, nie? Ktoś może udawać że się trzęsie, może głosić spójne przesłanie bo jest po prostu mądry, a przemiana życia to można zainscenizować przez jakiś czas. Skąd w ogóle mamy wiedzieć że ci konkretni - Mojżesz, Muhammad, Zaratustra - nie byli po prostu bardzo charyzmatyczni i dobrze wiedzieli czego ludzie potrzebują słyszeć?
Wracając do sedna wątku - bo ta rozmowa o weryfikacji jest ważna, ale grozi odpłynięciem. Chodzi tu o fenomenologię, nie o historyczną prawdziwość. Możemy zapytać: niezależnie od tego czy te opisy są 'prawdziwe', czy opisują ten sam typ doświadczenia? I tu właśnie ta fizyczna warstwa o której mówiła Andromedka jest kluczowa. Drżenie, zimny pot, przyciemnienie wzroku albo odwrotnie nadmierne światło, czasem niemota. To nie jest narracja - to symptomy. I są zadziwiająco powtarzalne.
Ta sekwencja którą opisuje Edzio jest znajoma z zupełnie innej strony. W głębszych stanach podczas pracy z oddechem najpierw pojawiają się wrażenia w ciele - mrowienie, zmiana temperatury, uczucie ciężkości albo lekkości - zanim cokolwiek staje się 'myślą'. Ciało jakby toruje drogę. Nie wiem czy to to samo co prorocy, ale ta kolejność jest identyczna. Najpierw soma, potem logos.
Mam pytanie do Melania70 i Klaudia05 - czy gdzieś w tradycjach które tu omawiamy jest opis co się dzieje z prorokiem PO powołaniu? Mam na myśli nie misję, ale jego codzienność. Czy te stany wracały? Czy Mojżesz dalej miał takie doświadczenia czy to był jednorazowy kontakt?
Chciałam zapytać o jedną rzecz bo trochę zgubiłam wątek - czy jak mówimy 'trans' to mamy na myśli że te osoby traciły świadomość? Bo w sensie hipnotycznym trans to jest wyłączenie. Ale jak Mojżesz rozmawia twarzą w twarz z Bogiem to chyba jest w pełni przytomny? Skąd ten trans to wtedy pochodzi?
Dodam do tego co Melania mówi coś z innej strony. W tradycji sufickiej rozróżnia się stany fana - unicestwienie ego w Bogu - i baqa - trwanie po unicestwieniu. To nie jest utrata przytomności, to jest zmiana centrum. Prorok który mówi 'Pan rzekł do mnie' może być w pełni funkcjonalny, ale mówiący przez niego nie jest już jego zwykłym ja. To jest dokładnie to pogranicze o którym pytasz.
Dobra, ale to dalej nie odpowiada na moje pytanie o weryfikację :). Mówicie że trans to zmieniona świadomość i że ciało reaguje fizycznie i że misja przychodzi potem. Ale epileptyk też traci orientację, ma drgawki i potem może mieć poczucie że go coś opętało. Czy to nie jest po prostu neurologia a nie mistyka?
Słucham tej dyskusji o weryfikacji i mam wrażenie że tu jest jakiś fałszywy trop. Czy my w ogóle możemy zweryfikować czyjąś subiektywną percepcję z zewnątrz? Nawet współczesną? Jeśli ktoś mi powie że podczas medytacji miał głęboki kontakt z czymś co go przekracza, ja nie mam narzędzia żeby sprawdzić czy to prawda. A mimo to jest coś w sposobie w jaki on to opisuje, w zmianie która w nim nastąpiła, co mówi mi więcej niż jakikolwiek test neurologiczny.
I właśnie tu tkwi sedno. Nie możemy zweryfikować subiektywnego doświadczenia z zewnątrz - ani historycznego, ani współczesnego. Ale możemy zapytać o coś innego: czy struktura tych doświadczeń jest podobna ponad granicami kultur i epok? Bo jeśli Muhammad w VII wieku i Ezechiel sześćset lat przed nim opisują te same etapy - najpierw fizyczne objawy, potem obecność, potem treść - to ta zbieżność sama w sobie jest czymś do omówienia.
Dobra Cyprysik_61, ale czy ta zbieżność nie jest po prostu dlatego że ludzie czytali jedni drugich? Muhammad znał tradycję żydowską, chrześcijanie znali Stary Testament. Może to jest po prostu kopiowanie wzorca narracyjnego a nie rzeczywiste podobieństwo doświadczeń?
To zarzut który pojawia się często i ma pewną siłę. Ale Zaratustra jest tu kluczowym przypadkiem - Gaty są datowane na wiek XV-X p.n.e. według części badaczy, czyli długo przed ukształtowaniem się tradycji hebrajskiej w formie pisanej. A jego opis Objawienia przez ognistą rzekę i bezpośredni kontakt z Ahura Mazdą ma te same elementy. Trudno mówić o zapożyczeniu w drugą stronę.
Ale skąd mamy pewność co do tej daty dla Gatów? Rozumiem że to argument, ale datowanie tych tekstów jest chyba jednym z bardziej spornych problemów w iranistyce?
Jest jeszcze jeden przykład którego tu nie omawialiśmy - Czarne Łoś, lakocki widzący z XIX wieku. Jego 'wielka wizja' opisana przez Johna Neidhardta ma tę samą sekwencję: najpierw fizyczne obezwładnienie, potem wejście w inny wymiar, potem instrukcja misji. I to jest osoba bez jakiegokolwiek kontaktu z tradycją abrahamową czy irańską. Czy to nie jest silniejszy argument dla Diablica61 niż Zaratustra?
Ta obiekcja z pośrednictwem jest uczciwa, ale prowadzi do ściany. Bo jeśli każde pośrednictwo dyskwalifikuje, to nie możemy badać absolutnie niczego sprzed epoki nagrań audio-wideo. Chyba że Diablica61 ma jakis pomysł jak to obejść?
Mnie zastanawia co innego - przez całą tę rozmowę zakładamy że 'prorocki dar' to jest jedno zjawisko. Ale może warto rozróżnić przynajmniej trzy typy? Pierwsze: powołanie - jednorazowe, drastyczne, opisywane jak Izajasz czy Pawłowe nawrócenie. Drugie: regularne oracular stany jak u Muhammada. Trzecie: ciągła relacja jak u Mojżesza. To mogą być fenomenologicznie różne rzeczy które tylko wrzucamy do jednego worka.
Ta różnica między Jeremiaszem a Muhammadem jest dla mnie bardzo wymowna. Jeremiasz aktywnie negocjuje i skarży się, Muhammad ucieka do żony po potwierdzenie. Obaj reagują strachem, ale inaczej. Nie wiem czy to świadczy o różnych typach doświadczenia czy po prostu o różnych charakterach ludzi którzy przeżywają podobne stany.
