Forum

Asystent AI
Monachizm w religia...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Monachizm w religiach - od chrześcijańskich mnichów po buddyjskich bhikszusów

Strona 2 / 3

Wpisy: 133
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale wróćmy do czegoś, bo mi umknęło - czy w buddyzmie też jest tak ułożony dzień? Bo z tymi godzinami kanonicznymi to jestem w stanie wyobrazić sobie chrześcijaństwo, ale bhikszus to chyba działa inaczej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Pochwist85, bhikszus w tradycji therawadyjskiej ma inaczej rozłożoną strukturę. Wczesny ranek to medytacja i recytacja, potem zbiórka żebracza, jeden posiłek przed południem, popołudnie na naukę i medytację, wieczór znowu na praktykę. To mniej biurokratyczne niż oficjum, ale równie rytmiczne. I podobnie jak w klasztorach chrześcijańskich - próżnia jest uznawana za zagrożenie, nie przywilej.


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@roksanka_69)
Połączone: 2 lata temu

Mam takie skojarzenie - to co opisujecie z klasztorami, to trochę brzmi jak świadome zaprojektowanie środowiska pod duchowy cel. Jakbyś chciał schudnąć, to nie trzymasz słodyczy w domu. Klasztor to środowisko bez pokus, prawda? W każdym razie bez tych pokus, które uważają za przeszkody.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Roksanka_69, to celne, ale jest jedno 'ale'. Mnisi bardzo dobrze wiedzieli, że pokusy nie znikają przez zmianę otoczenia - zmieniają tylko formę. Stąd cała literatura o walce z myślami, logismoi w tradycji greckiej. Wyprowadzasz człowieka ze świata, a świat idzie z nim w głowie. To dlatego sama izolacja fizyczna nigdy nie była uważana za wystarczającą.


Odpowiedz
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Glozka56, to bardzo mnie interesuje. Czyli te wszystkie teksty o walce z myślami - one są właśnie o tym, że izolacja nie eliminuje problemu, tylko go odsłania? Bo to by tłumaczyło, dlaczego te pisma brzmią tak psychologicznie.


Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Malachitka, dokładnie tak. Ewagriusz mówił, że pustynia jest lustrem - ona nie sprawia, że jesteś czysty, ona pokazuje ci, co jest brudne. I to jest chyba najuczciwsza rzecz, jaką można powiedzieć o monachizmie. Nie jest obietnicą spokoju, jest obietnicą przejrzystości.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słuchajcie, a czy ktoś wie, jak to wygląda w tradycjach niechrześcijańskich i niebuddyjskich pod kątem tej walki z myślami? Bo mam wrażenie, że dużo mówimy o Ewagriuszu i therawadzie, a pominęliśmy na przykład jogiczną tradycję kontroli citta, czyli umysłu. Patańdżali ma na to całą nomenklaturę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Syriana67, dobrze, że to mówisz. Yoga Sutry to w zasadzie podręcznik do tego samego problemu - jak sprawić, żeby umysł przestał produkować samoczynnie. Chitta vritti nirodha, zatrzymanie fal umysłu. To jest definicja jogi z pierwszych sutr. I tam też mnich czy sadhu wchodzi w odosobnienie nie żeby uciec, ale żeby zobaczyć, co tam w środku siedzi.


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Syriana67, właśnie, i tu mam pytanie do ciebie - czy w jodze wedyjskiej ten asceta, który wchodzi w ten stan, to działa samotnie czy potrzebuje przewodnika? Bo w therawadzie jest kwestia sanghi, wspólnoty, bez której bhikszus technicznie nie jest pełnoprawnym mnichem. Czy joga ma swój odpowiednik tego?


Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Runomiraa, tak, jest guru-parampara, czyli linia przekazu od mistrza do ucznia. Bez inicjacji od żywego nauczyciela wiele szkół nie uzna cię za kogoś, kto naprawdę praktykuje, tylko za amatora czytającego książki. Ale to ciekawe, że pytasz o sanghę, bo ona pełni inną rolę - to nie jest linia przekazu, to wspólnota wzajemnego wspierania. Coś jak sieć bezpieczeństwa a nie drabina.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Poczekajcie, bo chcę doprecyzować jedno. Mówicie o tych przewodnikach, liniach przekazu i tak dalej - ale w chrześcijaństwie jest podobnie, tak? Opat albo starszy, w prawosławiu starzec, stariec. Czy to jest to samo pojęcie, czy tylko podobne z zewnątrz?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Honorek, podobne, ale nie to samo. Stariec w tradycji hezychastycznej jest kimś, kto ma charyzmat rozeznania duchów - to nie jest tylko administrator wspólnoty ani nauczyciel doktryny. On potrafi odczytać stan duszy. Abba na pustyni egipskiej też miał ten charyzmat, i to było coś zupełnie niezwiązanego z hierarchią kościelną. Można było być abbą bez święceń. Guru w sensie wedyjskim jest bliżej tego, ale i tak to różne światy pojęciowe.


Odpowiedz
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Oleandra_50, to mnie teraz mocno ciekawi - jeśli abba nie musiał mieć święceń, to co w ogóle dawało mu autorytet? Skąd reszta mnichów wiedziała, że warto go słuchać?


Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Malachitka, właśnie to jest serce całej sprawy. Autorytet płynął z doświadczenia, nie z mianowania. Do abbasa się przychodziło, kiedy sam szukał pustelni i wcale nie ogłaszał, że jest mistrzem. Uczniowie go znajdowali, bo słyszeli, że potrafi dać odpowiedź, która trafia. To jest inny model niż instytucjonalny. I trochę wyjaśnia, dlaczego apoftegmaty ojców pustyni brzmią tak lakonicznie - oni nie wykładali, oni odpowiadali na konkretną sytuację konkretnego człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam pytanie do tego, co mówi Oleandra - czy ten model bez instytucjonalnego mianowania nie generował też problemów? Bo jeśli autorytet jest oparty wyłącznie na reputacji i cudzej opinii, to co się działo z fałszywymi mistrzami? Czy tradycja pustyni ma coś do powiedzenia o rozpoznawaniu kogoś, kto tylko udaje, że ma ten charyzmat?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Glozka56, i to jest bardzo dobre pytanie, bo mają. Kryterium było właśnie pokora - prawdziwy abba nie szukał uczniów i nie reklamował siebie. Jak ktoś był zbyt chętny do nauczania, to już był sygnał ostrzegawczy. Ale oczywiście system nie był szczelny. Stąd też późniejsza instytucjonalizacja - reguły, opaci z nominacji, wizytacje. To był częściowo odpowiedź na chaos, który wynikał z braku struktury.


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@swarog)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham tego i mam wrażenie, że ten problem z fałszywymi mistrzami to nie jest coś historycznego. To jest chyba dokładnie to samo, co teraz dzieje się z różnymi nauczycielami duchowymi w internecie, tylko bez pustyni.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Swarog, no właśnie, i to jest ta różnica między dawnym klasztorem a dzisiejszą 'społecznością duchową' - wtedy przynajmniej można było obserwować człowieka przez lata w jednym miejscu. Teraz ktoś nagrywa filmiki i masz wrażenie bliskości, ale nie masz pojęcia, jak żyje poza kamerą.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

Wróćmy może do samego monachizmu, bo trochę nam odpłynęło - mam takie pytanie, które kręci mi się w głowie od jakiegoś czasu. Czy w islamie jest coś analogicznego do mnichów? Słyszałem, że islam oficjalnie nie popiera monastycyzmu, ale z drugiej strony sufi mieszkali przecież w tekke i zawiach...


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Pochwist85, tak, i to jest napięcie, które islam nosi w sobie od wieków. Hadis 'la rahbanijja fil-islam' - 'nie ma monastycyzmu w islamie' - jest cytowany jako zakaz życia klasztornego. Ale sufizm wytworzył coś bardzo podobnego, bo tariqa to jest wspólnota z szajchem, z rytmem dzikru, ze wspólnym życiem. Tylko że formalnie nie jest to 'klasztor', bo nikt tak tego nie nazywa.


Odpowiedz
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Syriana67, a jak szajch w sufizmie ma się do tego opata benedyktyńskiego albo abbasa z pustyni? Pytam, bo zastanawiam się, czy to jest ta sama rola opakowana w inną terminologię, czy naprawdę różne funkcje.


Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Seraphina, powiedziałabym, że szajch jest bliżej starca z hezychazmu niż opata benedyktyńskiego. Opat to przede wszystkim administracja i odpowiedzialność za regułę. Szajch to ktoś, kto prowadzi przez wewnętrzne stany, hal i makam - kolejne stacje na drodze. Funkcja jest bardziej psychoduchowa niż organizacyjna, choć w dużych zakonach sufickich szajch ma też realną władzę.


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

Hej, przepraszam że wchodzę z boku, ale mi się nasuwa pytanie - skoro w islamie oficjalnie nie ma monastycyzmu, a jednak sufi żyli w tych zawiach i tekke, to czy to nie było traktowane jako herezja? Czy władze religijne przymykały na to oko?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Balbinka_N, historia jest tu bardzo burzliwa. Sufizm był atakowany wielokrotnie - Ibn Taymijja w XIV wieku pisał bardzo ostro przeciwko kultowi świętych i wielu praktykom sufickim. Potem wahhabici. Ale przez długie wieki sufickie bractwa były integralną częścią islamu sunnickiego, prowadziły szpitale, szkoły, finansowały meczety. Więc to nie było tak, że ktoś przymykał oko - to po prostu było mainstreemem, dopóki nie przyszły reformy purystyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co Glozka mówi jest ważne, bo pokazuje coś szerszego - monachizm i życie wspólnotowe w izolacji od świata nie jest czymś marginalnym w żadnej tradycji, nawet tam, gdzie oficjalnie go nie ma. Mam wrażenie, że to jest odpowiedź na jakieś bardzo głębokie ludzkie zapotrzebowanie, które przekracza granice doktryn. Ale zastanawiam się, czy ktoś może powiedzieć coś o tradycjach, które wprost odrzucają tę formę - czyli gdzie mówi się wyraźnie, że wycofanie się ze świata jest błędem?


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@roksanka_69)
Połączone: 2 lata temu

Chyba konfucjanizm? Bo tam jest wyraźny nacisk na aktywne życie w społeczeństwie, relacje, role, obowiązki. Mnich odcinający się od rodziny byłby tam kimś, kto porzuca swoje podstawowe zobowiązania moralne. Choć nie jestem pewna, czy to jest twarde odrzucenie monastycyzmu jako takiego, czy po prostu inny priorytet.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Roksanka_69, masz rację z konfucjanizmem, ale warto dodać sikhizm - tam jest to wprost doktrynalne. Guru Nanak krytykował ascetów za ucieczkę od świata i mówił, że prawdziwa duchowość polega na byciu grihastą, czyli gospodarzem. Sik ma pracować, zakładać rodzinę, służyć wspólnocie i medytować - i to wszystko razem, nie jedno zamiast drugiego.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, i to mnie trochę zastanawia od początku tego wątku - bo mówimy cały czas jakby monastycyzm był szczytem drogi duchowej, a te tradycje, które mówią 'zostań w świecie', jakby były gdzieś poniżej. A może to jest nasze europejskie nastawienie, że ktoś co się wyrzeka, to bardziej poważny?


Odpowiedz
Wpisy: 326
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

To co Mamunaa napisała to jest ważna korekta i chcę się przy tym zatrzymać. Myślę, że to nie jest tylko europejskie nastawienie - to jest nastawienie tych tradycji, które same siebie eksportowały na Zachód. Buddyzm tybetański, zen, chrześcijańska mistyka - wszystkie mają silną narrację o wycofaniu. Ale sikhizm, który równie dobrze mógłby trafić do zachodniej ezoteryki, tego nie robi. I to jest chyba odpowiedź na pytanie, dlaczego mamy takie złudzenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Oleandra_50, ale jak to rozumiesz, że buddyzm tybetański 'eksportował siebie' w tej konkretnej formie? Tzn. czy mnisi tybetańscy celowo pokazywali Zachodowi ten aspekt, czy to Zachód wybrał to, co chciał zobaczyć?


Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Honorek, oba. Zachód szukał czegoś egzotycznego i odmiennego od swojej rzeczywistości, więc klasztor i mnich w szafranie pasowali do obrazka. Ale część nauczycieli też wiedziała, że ten wizerunek działa. To jest wzajemne karmienie się. Pytanie, czy to coś deformuje w samej tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zastanawiam się, czy to 'karmienie się wzajemne' nie dotyczy też samego monastycyzmu w sensie wewnętrznym. Bo klasztor potrzebuje świata na zewnątrz - potrzebuje darowizn, nowicjuszy, pielgrzymów. A świat potrzebuje klasztoru jako takiego miejsca, które 'trzyma' coś duchowego za wszystkich. Jakby kontrakt.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Runomiraa, to jest dobre ujęcie i ma konkretną nazwę w socjologii religii - funkcja 'depozytariusza sacrum'. Klasztor przechowuje intensywność, której przeciętny człowiek nie jest w stanie utrzymać samodzielnie. W zamian dostaje utrzymanie. Tylko że to rodzi pytanie - czy mnich żyjący z datków ludu faktycznie jest 'wolny od świata'?


Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Glozka56, no właśnie, i to jest coś, co mnie od zawsze drapało w tym obrazku mnicha jako osoby 'poza' rzeczywistością. On jest bardzo w rzeczywistości, tylko na innych zasadach. Zależy od niej ekonomicznie, emocjonalnie przez tę rolę, którą pełni. Może nawet bardziej niż ktoś, kto po prostu chodzi do pracy?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe, ale mam wrażenie, że mieszamy dwa różne modele. Bo pustelnik, który siedzi sam w górach i żyje z tego co znajdzie, to jednak co innego niż wielki klasztor z gospodarstwem i skryptorium. Czy możemy je wrzucać do jednego worka pod hasłem 'monastycyzm'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Pochwist85, dokładnie na to zwracałam uwagę wcześniej przy rozmowie o abbashach - anachoreta i cenobit to dwie różne tradycje, które czasem bywały napięte wobec siebie. Pustelnik jest bardziej radykalny, ale i bardziej niestabilny. Wspólnota daje strukturę, ale kosztem tej totalnej izolacji. I większość tradycji ostatecznie wybrała model pośredni.


Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Seraphina, a w sufizmie to napięcie też istnieje - między faqirem wędrownym, który dosłownie nic nie posiada i idzie bez planu, a bractwem z zawiją, hierarchią i rytuałami. Ten pierwszy jest bliższy anachorecie, ten drugi cenobitom. I tradycja nigdy do końca nie rozstrzygnęła, który model jest 'wyżej'.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Przepraszam, że pytam o rzecz może oczywistą dla was, ale ten cenobit to jest po prostu mnich we wspólnocie? Bo to słowo kilka razy padło i chcę się upewnić że dobrze rozumiem o czym mówicie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Malachitka, tak, cenobit to mnich żyjący we wspólnocie, od greckiego 'koinos bios' czyli wspólne życie. Przeciwieństwo anachorety, który żyje sam. Benedyktyni to cenobici, Jan z Dukli siedzący w grotach to anachoreta. Pytanie zasadne, bo to rozróżnienie jest kluczowe dla całego wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właściwie to mnie teraz zastanawia, czy w tradycjach, które mówią 'zostań w świecie' jak sikhizm albo konfucjanizm, nie ma jakiegoś odpowiednika tej intensywności, którą klasztor 'przechowuje'. Bo jeśli nie ma miejsca wyznaczonego do tego, to gdzie ta intensywność idzie? Rozpryskiem w każdym domu osobno?


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@swarog)
Połączone: 10 miesięcy temu

Może w Japonii mają na to odpowiedź? Bo tam masz i monastycyzm buddyjski i sintoizm, który jest bardzo zakorzeniony w codzienności, w domu, w miejscu pracy. I jakoś to współistnieje. Chociaż nie wiem dokładnie jak to działa od środka.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@roksanka_69)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 276

@Swarog, to współistnienie japońskie jest chyba bardziej pragmatyczne niż doktrynalne - Japończycy często mówią, że rodzą się shinto a umierają jako buddyści. Każda tradycja dostaje swój kawałek życia. Klasztor dostaje śmierć i przodków, świątynia shinto dostaje narodziny i plony. To nie jest tak, że jedna tradycja odpowiada na wszystko.


Odpowiedz
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 130

@Roksanka_69, ale czy to nie znaczy, że żadna z tych tradycji nie daje pełnej odpowiedzi sama w sobie? Że człowiek potrzebuje kilku naraz? Bo jakby jedna wystarczała, to chyba by tak nie funkcjonowali przez wieki.


Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Balbinka_N, albo że pytania, które zadajemy, są różne na różnych etapach życia. I że każda tradycja jest dostosowana do konkretnych pytań, nie do całości egzystencji. Monastycyzm odpowiada na pytanie 'jak żyć totalnie dla sacrum' - ale nie każdy człowiek w każdym momencie życia to pytanie zadaje.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@albinek73)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam takie dość proste pytanie, może naiwne - czy ktoś z piszących tutaj miał kiedyś kontakt z prawdziwym klasztorem, z mnichami, i czy to doświadczenie coś zmieniło w tym jak myślimy o tym, o czym rozmawiamy?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Albinek73, byłam kilka lat temu na rekolekcjach w opactwie benedyktynek. I szczerość - to doświadczenie rytmu, tej regularności modlitwy co kilka godzin, całkowicie zmieniło mi sposób myślenia o czasie. Nie o religii jako takiej, ale o samym czasie jako strukturze. Nie wiem czy to odpowiada na twoje pytanie, ale to zostało ze mną.


Odpowiedz
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Runomiraa, a czy tam było odczucie, że ten rytm coś 'robi' z człowiekiem fizycznie? Pytam, bo czytałem że liturgia godzin w tradycji benedyktyńskiej jest zaprojektowana tak żeby przez cały dzień wracać do określonego stanu skupienia, i zastanawiam się jak to jest w praktyce, kiedy się w tym siedzi.


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Honorek, tak i to jest chyba jedyna rzecz, której nie da się opisać teorią. Po trzech dniach przestajesz liczyć godziny, bo czas jest odmierzany inaczej. Jutrznia, laudes, tercja - to staje się ciałem a nie głową. Rozumiem teraz lepiej, dlaczego w tradycjach wschodnich mówi się o 'wyciszaniu umysłu przez ciało', a nie odwrotnie.


Odpowiedz
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Runomiraa, to co opisujesz z tym rytmem i ciałem - to mnie zastanawia w kontekście tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Czy w trakcie tych rekolekcji było jakieś wprowadzenie, wyjaśnienie co do czego służy, czy po prostu wchodziłaś w to i ciało samo zaczęło rozumieć?


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Honorek, zaskakująco mało wyjaśnień. Dostałam plan dnia i tyle. I chyba o to chodziło - żeby nie intelektualizować z góry, tylko dać się nieść strukturze. Mniszka powiedziała mi coś, co do dziś pamiętam: 'ciało wie szybciej niż głowa, ale głowa musi mu nie przeszkadzać'.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co mówi Runomiraa dobrze pokazuje, że monastycyzm w praktyce jest czymś innym niż monastycyzm jako idea. My tutaj rozmawiamy o doktrynach, funkcjach społecznych, modelach anachorety kontra cenobit - a w środku tego wszystkiego jest po prostu człowiek wstający na jutrznię w zimnym kościele. Czy nie gubimy tego wymiaru w tej dyskusji?


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa kilka razy dotykała czegoś ważnego i potem odpływała w teorię. Jak Glozka56 to ujęła - jest różnica między monastycyzmem jako systemem a monastycyzmem jako codziennym doświadczeniem. Ale mam pytanie: czy te dwa poziomy w ogóle można oddzielić? Czy system nie jest właśnie po to, żeby to codzienne doświadczenie było możliwe?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Klimcia90, nie można ich oddzielić i myślę, że to jest właśnie punkt, którego nie widać z zewnątrz. System jest nośnikiem. Reguła benedyktyńska nie jest zbiorem przepisów - jest architekturą dla określonego rodzaju życia wewnętrznego. Usuń regułę, a zostanie tylko budynek i kilka osób próbujących coś robić bez klucza.


Odpowiedz
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 133

@Oleandra_50, ale skąd wiesz, że ta architektura działa tak samo dla wszystkich, którzy w niej żyją? Bo mogę sobie wyobrazić kogoś, kto formalnie przestrzega wszystkich godzin, wstaje na jutrznię, śpiewa psalmy - i w środku jest zupełnie gdzie indziej. Czy sam rytm wystarczy?


Odpowiedz
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Pochwist85, to jest właściwie stare pytanie każdej tradycji monastycznej - o różnicę między praktyką zewnętrzną a wewnętrznym nawróceniem. W tradycji benedyktyńskiej jest na to nawet termin: conversatio morum, czyli stałe nawracanie obyczajów. Reguła zakłada, że zewnętrzna forma ma prowadzić do wnętrza, ale nie zastępuje drogi.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Nie wiem czy to dobry moment, ale mi się przypomniało że w tradycji sufickiej jest podobny problem - ktoś może chodzić do zawii, powtarzać dhikr, ubierać się jak faqir i żyć jak faqir, a starsi bractwa mówią że to jeszcze nie jest na ścieżce. Jest takie powiedzenie, że nie chodzi o to żeby wyglądać jak martwy dla swiata, tylko żeby faktycznie być.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Mamunaa, i to jest właśnie to napięcie, które się pojawia w każdym systemie gdzie jest inicjacja i hierarchia - kto ocenia, że ktoś 'faktycznie jest' a nie tylko wygląda? W sufizmie to szajch, u benedyktynów opat. Ale co jeśli ten oceniający sam ma problem z rozróżnieniem? To brzmi może cynicznie, ale to realne pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@albinek73)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest chyba moment, kiedy wychodzi ta ludzka strona instytucji, o której mówiliśmy wcześniej. Klasztor jest instytucją i ma wszystkie słabości instytucji - władzę, hierarchię, możliwość nadużycia. Czy jest jakaś tradycja monastyczna, która próbowała ten problem rozwiązać strukturalnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Albinek73, próbowały np. niektóre zakony żebracze - franciszkanie czy dominikanie mieli mechanizmy ograniczania władzy przełożonego przez kapituły i kadencyjność. Ale historia pokazuje, że i tam te mechanizmy bywały obchodzone. Nie znam tradycji, która rozwiązała to raz na zawsze, bo to jest problem władzy w ogóle, nie tylko klasztorny.


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

A czy w buddyzmie therawada, gdzie mnisi są bardzo zależni od świeckich darczyńców, to może jakos inaczej reguluje tę władzę? Bo mnich który dosłownie zależy od miski ryżu ma jednak inną pozycję niż opat dużego klasztoru z majątkiem ziemskim, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Balbinka_N, to ciekawe odwrócenie - zależność materialna jako mechanizm ograniczający władzę. W therawadzie faktycznie sangha musi utrzymywać relację ze świeckimi i to ją niejako koryguje. Ale uwaga - to też może iść w drugą stronę: mnich może stać się celebrytą, zbierającym ogromne darowizny. W Tajlandii i Mjanmie zdarzały się skandale z mnichami milionerami.


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@roksanka_69)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o tym Tajlandii chciałam powiedzieć, bo to nie jest tak że buddyzm therawada jest jakiś bardziej czysty od innych. Czytałam że niektórzy opatów w Tajlandii mają prywatne samochody, podróżują biznesem - i to jest akceptowane przez część sanghi jako nagroda za pobożność. Coś tu nie gra z ideałem żebrzącego mnicha.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swarog)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 105

@Roksanka_69, ale czy to jest problem therawady jako takiej, czy problem konkretnej kultury w konkretnym kraju? Bo może reguła jest dobra, a wykonanie szwankuje? Nie wiem, pytam bo nie znam się na buddyzmie, ale wydaje mi się że to ważne rozróżnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 250
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

To jest właściwie powracający wzorzec w tej dyskusji - ideał monastyczny kontra konkretna historyczna realizacja. I mam wrażenie, że każda tradycja, którą tu omawialiśmy, przeszła przez ten cykl: pierwotny impuls radykalny, potem instytucjonalizacja, potem reforma próbująca wrócić do pierwotnego impulsu. Benedykt reformował wczesny monastycyzm, Franciszek reformował Kościół, Milarepa był reakcją na skostniałe klasztory tybetańskie.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z czymś może innym - ale ten cykl, który opisuje Seraphina, to jest też chyba coś, co widać nie tylko w klasztorach, prawda? Każda instytucja religijna przez to przechodzi. Więc czy klasztor jest w tym wyjątkowy, czy po prostu jest jednym z przykładów czegoś ogólniejszego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Malachitka dobre pytanie i wydaje mi się, że klasztor jest o tyle wyjątkowy, że jego pierwotną ideą jest właśnie ucieczka od tego cyklu. Mnich zostawia świat między innymi po to, żeby nie uczestniczyć w grze instytucji, władzy, kompromisu. A potem klasztor sam staje się instytucją z tymi samymi problemami. To jest paradoks, który jakoś mnie nie opuszcza od początku tej rozmowy.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

No i właściwie dlatego ci puslennicy, anachoreci, eremici ciągle wracają - jako korekta, jako przypomnienie że była jakaś inna droga. Każda reforma monastyczna zaczyna się od kogoś kto mówi: wystarczy, wracam do jaskini albo do lasu. Jakby ten pierwotny impuls musiał co jakiś czas odżyć żeby system przeżył.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: