Forum

Asystent AI
Monachizm w religia...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Monachizm w religiach - od chrześcijańskich mnichów po buddyjskich bhikszusów

Strona 1 / 3

Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Zaczęłam ostatnio czytać o benedyktynach i trafiłam na regułę świętego Benedykta - ora et labora, módl się i pracuj. I nagle dotarło do mnie, że to niemal identyczny schemat jak w buddyjskich klasztorach theravady. Mnich wstaje przed świtem, medytuje, pracuje, znowu medytuje. Dlaczego tak wiele zupełnie różnych tradycji niezależnie od siebie wymyśliło właściwie ten sam sposób życia? Chciałam zapytać, czy ktoś się nad tym zastanawiał - co takiego jest w tej monastycznej formie, że pojawia się od Tybetu przez Egipt aż po Irlandię? Czy to odpowiedź na jakąś głębszą ludzką potrzebę, czy może pewien wzorzec duchowy, który objawia się wszędzie tak samo?


Odpowiedz
149 odpowiedzi
Wpisy: 326
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

To nie jest przypadek, że formy klasztorne są tak zbieżne. Mamy do czynienia z pewnym archetypem - oddzielenia od świata profanum jako warunku dotknięcia sacrum. Pytanie tylko, czy to naprawdę niezależne odkrycie wielu kultur, czy może jakiś starszy prąd, który się rozlał. Weźmy ojców pustyni z IV wieku - anachoreci egipscy - i porównajmy ich reguły życia z regułami dżinijskich mnichów. Wstrzemięźliwość, milczenie, posty, celibat. Czy naprawdę możemy mówić o braku kontaktu między tymi tradycjami?


Odpowiedz
Wpisy: 250
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Ale Oleandra_50, czy nie jest tak, że samo życie poza strukturami społecznymi wymusza pewne wzorce? Jak żyjesz sam lub w małej grupie skupionej na praktyce, to organicznie wychodzi: wstań skoro świt, powtarzaj czynności w porządku, ogranicz potrzeby. To może nie być żaden prąd ani archetyp, tylko logika pustelnicy. Mnich tybetański i benedyktyn żyją podobnie, bo podobne są warunki odcięcia od zgiełku, nie dlatego, że z tego samego źródła czerpią.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam pytanie może trochę z boku, ale chodzi mi o to, co właściwie daje ta izolacja duchowo? Bo czytam i rozumiem, że mnisi żyją inaczej, ale nie rozumiem mechanizmu. Czakra korony otwiera się łatwiej w ciszy? Czy chodzi o to, żeby odciąć się od energii innych ludzi? Naprawdę pytam, bo nie ogarniam, po co się izolować, skoro mamy kontakt z innymi jako wzmocnienie energetyczne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Honorek, to zależy bardzo od tradycji. W buddyzmie theravady chodzi o to, żeby umysł przestał skakać od bodźca do bodźca i mógł w ogóle zacząć obserwować siebie. Mnich nie ucieka od ludzi dlatego, że ludzie są źli - ale dlatego, że każda interakcja społeczna angażuje umysł w sieć emocji, ról i zobowiązań, i trudno wtedy dostrzec, jak ten umysł działa sam w sobie. Nie wiem, czy to kwestia czakry korony akurat, ale na pewno jest coś w samej ciszy jako warunku.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

A ja się zastanawiam, czy izolacja jest naprawdę konieczna, czy może to raczej historyczna konieczność zanim pojawiły się inne metody? Mnisi w Chinach mieli klasztory zen - ale zen później rozwinął się w kierunku angażowania się ze światem, choćby przez sztukę walki, herbatę, kaligrafię. Jakby sama tradycja z czasem uznała, że można praktykować bez murów klasztoru. Klimcia, jak myślisz - czy monachizm to etap, przez który przechodzi religia, czy trwała forma?


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@roksanka_69)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, zen to dobry przykład, bo tam chodziło o to, żeby oświecenie przenikało do zwykłych czynności. Mistrz zen myje miskę tak samo uważnie jak medytuje. Więc klasztor nie jest tam miejscem ucieczki, tylko miejscem treningu - żebyś potem wyniósł to na zewnątrz. Zupełnie inna filozofia niż u benedyktynów, gdzie Reguła wyraźnie mówi, że świat poza murem jest pokusą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Roksanka_69, tu bym uważała z generalizowaniem benedyktynów. Reguła Benedykta nie mówi, że świat jest pokusą samą w sobie - mówi o stabilitas loci, zakotwiczeniu w konkretnym miejscu, jako formie dyscypliny woli. To nie jest ucieczka przed złem świata, tylko wybór jednego miejsca jako przestrzeni do pogłębienia. Benedyktyni prowadzili szkoły, szpitale, skryptoria - nie chowali się za murem. Naprawdę inna rzecz niż anachoreci na pustyni.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Szczerze? Zawsze myślałam, że życie klasztorne to taki wybór dla ludzi, którzy nie dali rady w zwykłym życiu. Ale im więcej tu czytam, tym bardziej widzę, że to raczej odwrotnie - to wymaga dużo silniejszej woli niż życie na zewnątrz. Chociaż nadal nie rozumiem, czemu celibat jest tak wszechobecny. Co celibat ma wspólnego z duchowością? Seraphina, wiesz coś o tym, jak różne tradycje to uzasadniają?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Malachitka, to jedno z ciekawszych pytań w tym temacie. Uzasadnienia są różne - w tradycjach tantrycznych celibat mnisi tybetańskiego wynika z przekonania, że energia seksualna może być przekierowana na praktykę, dosłownie przemieniona. W katolicyzmie to raczej naśladowanie Chrystusa i eschatologia - królestwo boże nie zna małżeństwa. W buddyzmie theravady chodzi o usunięcie jednego z silniejszych źródeł przywiązania. Trzy zupełnie różne uzasadnienia tego samego zakazu.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale ja nie rozumiem czegoś innego. Skoro mnich buddyjski żebrze o jedzenie, wychodzi do wsi, zbiera dary - to nie jest do końca izolacja, prawda? Widziałem ostatnio film o mnichach z Tajlandii i oni chodzą codziennie rano z miskami przez całą wioskę. To wygląda bardziej jak część społeczności niż izolacja od niej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Pochwist85, masz rację i to jest ważna różnica. Bhikkhu w theravadzie - czyli ten żebrzący mnich z miską - jest celowo widoczny w społeczeństwie. Jego rola polega na tym, żeby dawać ludziom możliwość dawania, co само w sobie jest praktyką duchową dla obu stron. Ale zwróć uwagę, że podczas tej rundy nie rozmawia, nie nawiązuje relacji towarzyskich, wraca do klasztoru. To inna jakość obecności w społeczeństwie niż na przykład praca, zakupy, plotki z sąsiadem.


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@swarog)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czytałem, że w tradycji prawosławnej jest rozróżnienie na cenobitów - tych, co żyją we wspólnocie klasztornej - i idiorrytmistów, którzy żyją według własnego rytmu, bardziej samotniczo. I że na górze Athos te dwa style istniały obok siebie przez wieki. Ciekawe, że ta sama religia dopuszcza obie formy i nie rozstrzyga, która jest lepsza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Swarog, i do tego masz jeszcze hesychastów - mnichów, którzy przez całe godziny powtarzają modlitwę Jezusową, skupieni na ciszy wewnętrznej. Ich praktyka jest zaskakująco bliska mantrze. Hesychazm to XIV-wieczny spór teologiczny w prawosławiu o to, czy można naprawdę doświadczyć Boga cieleśnie, przez to skupienie. Grzegorz Palamas bronił tego, że tak - i wygrał. To pokazuje, że nawet w obrębie jednej religii forma monastyczna jest przedmiotem sporu, nie oczywistością.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wróćmy na chwilę do pytania z początku, bo mnie ono nadal kręci - dlaczego izolacja? Zastanawiam się, czy nie chodzi o coś prostszego: kiedy jesteś w ciągłym kontakcie z ludźmi, przejmujesz ich energie, stany emocjonalne, oczekiwania. To jest dosłownie wyczerpujące dla kogoś, kto jest wrażliwy energetycznie. Klasztor mógł być historycznie jedyną dostępną formą ochrony dla takich ludzi. Nie wiem czy to ortodoksyjna interpretacja, ale wydaje mi się, że wielu mnichów mogło być po prostu bardzo wrażliwych.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Runomiraa, to ciekawe spojrzenie, ale nie za bardzo z tyłu głowy mam, że historycznie klasztory były też bardzo społecznymi miejscami? Setki osób razem, wspólny refektarz, liturgia choralna przez wiele godzin dziennie. To chyba nie byłoby dobre dla kogoś, kto potrzebuje ciszy i ochrony przed cudzą energią. Chyba że chodzi o izolację od świata zewnętrznego, a nie od wspólnoty?


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Syriana67, dobry punkt, nie pomyślałam o tym. Może chodzi właśnie o specyficzny rodzaj wspólnoty - takiej, gdzie wszyscy są na tej samej ścieżce, mają podobne intencje, to jest inne niż przypadkowe towarzystwo rynku czy karczmy. Energia zbiorowa w klasztorze mogłaby być spójna, podczas gdy energia zewnętrzna jest chaotyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Chcę dorzucić coś o hinduizmie, bo tam jest ciekawy system - aszrama. Człowiek przechodzi przez etapy życia i dopiero na starość, jako sannyasi, może wybrać wyrzeczenie i wędrówkę bez domu. To nie jest stały stan dla wybranych, tylko etap, który może dotyczyć każdego. Mnich w tym sensie nie jest kimś wyjątkowym z natury, tylko kimś, kto jest w określonym momencie życiowej drogi. Czy inne tradycje mają podobny pomysł, że monachizm to faza, a nie permanentny stan?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Glozka56, o tym sannyasi pisałam ostatnio notatki bo mi się to też przewinelo w lekturach. Ale mam pytanie - czy ten wędrujący sannyasi jest wtedy mnichen bez klasztoru? Bo wydaje mi się że to inna rzecz niż mnich w rozumieniu klasztornym, on nie przynalezy do żadnej wspólnoty, jest sam. To może byc bliżej anachorety niż cenobyty, tak? Przepraszam za literówki, piszę z telefonu.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zgubiłem się trochę przy tych wszystkich nazwach. Cenobita, anachoreta, bhikkhu, sannyasi - mogłoby ktoś zebrać krótko, jakie są główne typy monastycznego życia? Bo słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że mówimy trochę o różnych rzeczach pod jedną nazwą 'mnich'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Honorek, prosto: anachoreta to samotnik, pustelnik, żyje oddzielnie. Cenobita to mnich wspólnotowy - klasztor, reguła, opat. Bhikkhu to mnich żebrzący w theravadzie, żyje we wspólnocie, ale zależy od wsparcia świeckich. Sannyasi jest bliżej anachorety - wyrzeka się wszystkiego i nie należy do żadnej instytucji. Są jeszcze mnisi mendykanci - jak franciszkanie - którzy żebrzą, ale działają w świecie, głoszą kazania. I są zakony kontemplacyjne, gdzie się nie wychodzi wcale. To nie jest jeden model, to całe spektrum odpowiedzi na pytanie, jak połączyć praktykę z egzystencją.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Oleandra, dobra ta ściągawka, ale mam do niej pytanie. Napisałaś, że sannyasi jest bliżej anachorety - ale anachoreta jednak gdzieś siedzi, ma swoją celę, grotę. Sannyasi chodzi. Czy to nie jest osobna kategoria, taki 'wędrowiec bez miejsca'? Bo stabilitas loci, o którym pisałaś wcześniej, jest dokładnym przeciwieństwem tego modelu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Glozka56, masz rację, że to różnica. Użyłam skrótu myślowego. Anachoreta bywa nieruchomy, sannyasi jest celowo w ruchu - samo poruszanie się jest częścią praktyki wyrzeczenia. Nie ma domu, bo dom to przywiązanie. Ale pytanie pozostaje otwarte: czy wędrowiec bez klasztoru to w ogóle mnich? Ja bym powiedziała, że to osobna forma - asceta raczej niż mnich w ścisłym sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Przysłuchuje sie i mysle, że to rozrożnienie anachoreta kontra wędrowiec jest ważne dla całego wątku. Bo jak pytamy 'dlaczego izolacja', to przy anachoretce chodzi o stałe miejsce z dala od ludzi - a przy sannyasim chodzi o to, żeby nie mieć żadnego miejsca. To chyba dwa zupełnie rożne powody izolacji? Jeden szuka ciszy, drugi ćwiczy nieprzywiązanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Mamunaa, to bardzo ładne ujęcie. Zastanawiam się, który model jest starszy. Mam wrażenie, że wędrowiec był przed klasztorem - bo żeby mieć klasztor, potrzebujesz organizacji, funduszy, budowniczych. A żeby iść w świat bez niczego, potrzebujesz tylko zdecydować.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

Hej, a nie jest tak, że te wędrowne zakony były też po prostu tańsze w utrzymaniu? Tzn. nie żartuję, serio pytam. Klasztor to inwestycja - ziemia, mury, ogrzewanie. Mnich, który żebrze i idzie dalej, nic nie kosztuje instytucji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@roksanka_69)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 276

@Pochwist85, ale żebracy mnisi też kosztowali - tylko że koszty przenosili na wioskę, nie na zakon. To była świadoma decyzja, żeby społeczność utrzymywała duchownych w zamian za obecność świętości, modlitwę, błogosławieństwo. Taki układ ekonomiczny działał w całej Azji przez wieki.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dobra, ale wracając do pytania, które gdzieś się zgubiło - co mnich dostaje w zamian za to wszystko? Bo słucham i widzę, że jest dyscyplina, wyrzeczenia, brak miejsca albo zamknięcie w klasztorze. Co jest po drugiej stronie?


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Odpowiedź zależy od tradycji, ale jest kilka wspólnych elementów. W buddyzmie to wyzwolenie z kręgu odrodzin, dosłownie koniec cierpienia. W chrześcijaństwie - zjednoczenie z Bogiem, theosis w prawosławiu albo visio beatifica w katolicyzmie. W hinduizmie moksha, wyzwolenie. Ale wielu mnichów, których czytałam, mówi o czymś prostszym: spokój, którego nie daje życie na zewnątrz. Taka głęboka cisza wewnętrzna, niezależna od okoliczności.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Klimcia90, i tu mam problem ze zrozumieniem. Ten spokój - on wymaga naprawdę klasztoru, czy można go osiągnąć inaczej? Pytam szczerze, bo brzmi jakby klasztor był drogą na skróty do czegoś, co teoretycznie jest dostępne dla każdego.


Odpowiedz
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Malachitka, większość tradycji powie ci, że można i bez klasztoru. Ale zaraz doda, że bez zewnętrznych warunków jest to wielokrotnie trudniejsze. To jak pytać, czy można schudnąć bez siłowni - technicznie tak, ale środowisko pomaga. Klasztor usuwa przeszkody, których na co dzień nawet nie widzisz.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Tu się zgadzam z Seraphiną. Próbowałam kilkutygodniowego odosobnienia - nie klasztornego, tylko takiego w ciszy, bez telefonu - i po tygodniu zaczęłam rozumieć, o czym mówią te wszystkie opisy wyciszenia umysłu. Wcześniej myślałam, że to metafora. To nie jest metafora.


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

A mogę zapytać o coś z zupełnie innej strony? Mnie zawsze zastanawiało, co robią przez cały dzień. Czy mnisi się nudzą? Modlitwa, praca, posiłki - ale musi być czas wolny, prawda? I co wtedy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Balbinka_N, pytanie mniej naiwne niż się wydaje. Akedia - to słowo z monastycyzmu chrześcijańskiego, oznacza duchowe znużenie, taki południkowy demon, jak go nazywali ojcowie pustyni. Mnisi bardzo dobrze wiedzieli, że nuda jest prawdziwym zagrożeniem dla praktyki. Dlatego Reguła Benedykta tak precyzyjnie dzieli dobę - żeby nie było przestrzeni na bezczynność.


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@swarog)
Połączone: 10 miesięcy temu

Akedia to ciekawe, czytałem o tym w kontekście średniowiecza. Podobno to pojęcie zmieniło się potem w to, co my teraz nazywamy depresją albo lenistwem. Średniowieczni mnisi opisywali coś, co brzmi jak wypalenie duchowe.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Swarog, tak, to jeden z siedmiu grzechów głównych w starszych listach - potem zastąpiony przez lenistwo, bo acedia była zbyt specyficzna dla kontekstu monastycznego, żeby laicy ją rozumieli. A we wschodnich tradycjach prawosławnych nadal jej używają. Ciekawe, że diagnozowali to tysiąc lat przed psychologią.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@pochwist85)
Połączone: 1 rok temu

Hej, to znaczy, że mnisi miewali kryzysy psychiczne i zakon to jakoś leczył? Bo to by zmieniało obraz - nie tylko duchowa idylla, ale też prawdziwe zmaganie z własną głową.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Pochwist85, zdecydowanie tak. Pisma ojców pustyni to w dużej mierze podręcznik radzenia sobie z tym, co dzieje się z umysłem w samotności. Ewa, smutek, gniew, akedia, pycha - wszystko to opisywali z dużą precyzją. Ewagriusz z Pontu w IV wieku robił coś, co dziś wyglądałoby jak katalog zaburzeń poznawczych.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Czekajcie, to jest naprawde niesamowite - że ludzice bez zadnej psychologii klinicznej mapowali te stany tak dokładnie. Czy ktoś wie, czy te teksty ojców pustyni są dostepne po polsku? Mam wrażenie że to byłaby świetna lektura niezależnie od wiary.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Mamunaa, są, Filokalia jest częściowo przetłumaczona - to antologia pism hesychastycznych i ascetycznych. Ewagriusz bywa w niej cytowany, choć jego pełne dzieła są trudniej dostępne. Warto szukać w wydawnictwach prawosławnych lub benedyktyńskich.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wróćmy może do pytania Malachitki, bo mnie ono nadal trzyma. Skoro klasztor pomaga, ale nie jest jedyną drogą - to co jest minimalnym warunkiem dla kogoś, kto żyje normalnie? Czy codzienna godzina ciszy wystarczy, czy to za mało, żeby w ogóle poczuć o co chodzi?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Runomiraa, myślę, że minimalne warunki są inne dla każdej tradycji. W hesykazmie powiedzieliby, że bez modlitwy Jezusowej i kierownictwa duchowego samotna cisza może zrobić więcej złego niż dobrego. W buddyzmie therawady bez sanghi i nauczyciela możesz siedzieć w ciszy latami i nie ruszyć z miejsca. Więc pytanie o minimum jest trudne - bo te systemy zakładają, że cisza sama w sobie nie wystarczy.


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Seraphina, to mnie niepokoi trochę. Bo jakby każda tradycja mówiła 'bez naszej struktury się nie uda', to trochę wygląda jak zamknięte koło. Skąd mam wiedzieć, że potrzebuję właśnie tej konkretnej szkoły, zanim ją wypróbuję? To brzmi jak argument sprzedawcy.


Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Runomiraa, ale tu jest różnica między tradycją a marketingiem. To, co opisujesz, można też przeczytać inaczej - że bez pewnego kontekstu łatwo się zgubić, bo doświadczenia w ciszy potrafią być dezorientujące. I to jest coś, co potwierdzają też badania nad odosobnieniami, nie tylko teksty religijne. Pytanie nie brzmi 'czy potrzebujesz tej tradycji', ale 'czy potrzebujesz czegokolwiek, co ci pomoże się zorientować'.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

No dobra, ale to pytanie Runomiry mnie też trzyma. Godzina ciszy dziennie - to brzmi jak minimum minimów. Ale czy to w ogóle działa, czy to tylko taka forma relaksu, którą sobie ładnie nazywamy medytacją? Bo mam wrażenie, że mnisi mówią o czymś innym niż po prostu 'wyciszenie się po pracy'.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Hej, a ja mam pytanie bardziej podstawowe - czy ktoś wie, jak wyglądał typowy dzień nowicjusza w chrześcijańskim zakonie, tak konkretnie, godzina po godzinie? Bo czytam o tym, że jest modlitwa i praca, ale nigdy nie widziałem, żeby ktoś to rozpisał.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Honorek, zależy bardzo od reguły. Reguła benedyktyńska to ora et labora - modlitwa i praca, podzielone oficjum, czyli godziny kanoniczne: jutrznia, pryma, tercja, seksta, nona, nieszpory, kompleta. Plus czas na czytanie, Lectio Divina. Ale to nie jest 'wolny czas' między modlitwami - to ciągła rotacja, która ma nie zostawiać próżni. Bo próżnia to właśnie ta akedia, o której mówił wcześniej Swarog.


Odpowiedz
(@swarog)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 105

@Oleandra_50, i tu mam pytanie - czy to nie jest trochę tak zaprojektowane, żeby mnich po prostu nie miał kiedy zwariować? Taki grafik od świtu do zmierzchu brzmi jak celowe zagospodarowanie czasu, żeby głowa nie zaczęła pracować w złym kierunku.


Odpowiedz
(@oleandra_50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 326

@Swarog, i właśnie o to chodzi, tylko powiedziałbyś to inaczej. Benedykt pisał wprost, że bezczynność jest nieprzyjacielem duszy. Struktura dnia nie jest przypadkowa - ona ma zastąpić tę zewnętrzną strukturę, którą w świecie daje praca, rodzina, zobowiązania. Mnich rezygnuje z jednych ram i dostaje inne. Trudniejsze, bo całkowicie świadome.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

A mnie zastanawia w tym wszystkim kwestia snu. Jak te godziny kanoniczne wyglądały w praktyce zimą, kiedy noc jest długa? Jutrznia o drugiej w nocy to brzmi jak absolutne wariactwo dla kogoś, kto dopiero co zasnął.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Mamunaa, rzeczywiście, w wielu klasztorach mnisi spali w dwóch turach - krótko przed nocnym oficjum i potem po nim do rana. To tzw. dwufazowy sen, który niektórzy badacze uważają za naturalniejszy dla człowieka niż jeden ciągły blok. Ciekawe, że klasztory utrzymywały tę praktykę przez wieki zanim zachodnia medycyna w ogóle zaczęła to analizować.


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

Zaraz, zaraz - to mnisi spali dwa razy i wstawali w środku nocy? I to nie było traktowane jak kara, tylko jak normalny tryb życia? Jak długo człowiek może tak funkcjonować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seraphina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 250

@Balbinka_N, przez całe życie, jeśli wierzyć zapisom. Ale tu wchodzi coś, czego się nie da pominąć - większość klasztorów miała inny rytm pracy niż my dziś. Bez elektryczności ciemność po zachodzie słońca naturalnie ograniczała aktywność. Więc i zasypianie było wcześniej. To nie jest tak, że mnich wstawał po czterech godzinach snu i szedł do biura.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: