dodam od siebie - przy Słowianach warto unikać szałwii, bo to roślina rdzennych Amerykanów i używanie jej w słowiańskim rytuale to takie trochę mieszanie porządków. Lepiej dym ze świętego drewna, jałowiec, żywica sosnowa albo po prostu kadzidło z ziół które rosną u nas. Mołodzieck to nie Biała Kobieta, to inne energie i inne rośliny do niej trafiają.
ta debata o szałwii pojawia się zawsze i zawsze trochę odbiega od tematu haha. Ja mam inne pytanie - Florek pisał wcześniej że zasadzony kwiat jako dar mu się podoba. Czy ktoś w ogole próbował robić takie przygotowanie energetyczne na zewnątrz, w naturalnym miejscu? Bo przy pracy z takimi energiami jak młodość czy wiosna wydaje mi się że zamknięcie w pokoju z kadzidłami to może nie być najlepszy kontekst.
właśnie o to mi chodziło z tym kwiatem - żeby całe to przygotowanie i ofiarowanie działo się na zewnątrz, albo przynajmniej otwarte na naturę. Sam rytuał planuje przy jakimś drzewie, niedaleko domu jest stara lipa i jakoś tak czuję że to właściwe miejsce. ale nie wiem czy powinienem poczekać na jakiś konkretny moment - wschód słońca, pełnię, poranek - czy to nie ma aż takiego znaczenia?
lipa to bardzo dobry wybór, w słowiańszczyźnie to drzewo mocno kobiece, łączone z miłością i delikatnością. Nie pamiętam żeby ktoś wyraźnie łączył ją z postacią Mołodzieck ale intuicyjnie to bardzo pasuje. A jeśli chodzi o czas - ja osobiście czuję różnicę między porankiem a wieczorem, jakość uwagi jest inna. Przy pracy z czymś co dotyczy witalności i odrodzenia - poranek brzmi spójnie.
kotwica - to słowo mi coś otworzyło. Czy to musi być coś znalezionego w miejscu rytuału, czy coś przyniesionego z domu? Mam kamyczek który zbierałam dawno temu z plaży i zawsze mi leżał na parapecie, zastanawiam się czy coś takiego miałoby sens zabrać na takie spotkanie
a wracając jeszcze na chwilę do tego przygotowania energetycznego - bo ono się tu kręci jako temat, ale mi się wydaje że dość powierzchownie go omawiamy. Czy ktoś wie coś o tym jak wyglądało przygotowanie do obrzędów wiosennych w tradycji słowiańskiej zanim to trafiło pod temat Mołodzieck? bo ona sama może być słabo udokumentowana, ale sama idea przygotowania ciała i umysłu przed świętym działaniem to jest coś co musiało istnieć w jakiejś formie.
no ale to co mówi Ulistkowa nie powinno chyba zniechęcać. jak nie ma formy to forma wychodzi od praktykującego i to moze byc tyle samo warte co zapisane rytuały. nie wszystko musi sie opierać na archeologu czy badaczu żeby miało sens dla konkretnej osoby. tradycja to nie muzeum
Pereplut to prawda ale jest różnica między "sam tworzę bo nie mam źródeł" a "sam tworzę i mówię że to słowiański rytuał". Pierwsze jest uczciwe, drugie to trochę wishful thinking. Florek od począktu pyta o Mołodzieck w kontekście przygotowania energetycznego i fajnie że ta rozmowa idzie w praktyczną stronę, tylko gdzieś po drodze zgubiło się to że właściwie nie wiemy czy ta postać w ogóle wymagała jakiegoś specjalnego przygotowania
Dionizy ma rację i to jest uczciwe. Ja nigdy nie twierdziłem że odtwarzam coś historycznego - bardziej szukam inspiracji i ramy. Ta postać, nawet jeśli słabo udokumentowana, daje mi kierunek. A kierunek to już coś. Przygotowanie energetyczne którego szukam nie musi byc słowiańskie z nazwy, ma być spójne z tym co chcę zrobić. Chyba że ktoś uważa że to nie ma sensu w ogóle?
no ale Runolog, skoro Florek sam mówi ze to inspiracja a nei rekonstrukcja to czego sie tu czepiac? każdy gdzies zaczyna i większosc z nas nie miała zadnego mistrza ani babci szeptuchy co by nas prowadziła. nie wszyscy mamy gotowe skrypty rytuałów od dziadkow
i wlasnie to mi sie tu podoba - ta szczerosc Florka ze szuka ramy, a nie ze odtwarza cos z kroniki. Bo to daje przestrzen do rozmowy o tym co naprawdę działa w przygotowaniu energetycznym, zamiast dyskutować kto ma lepsze źródła historyczne 🙂 A wracajac do kamyczka Brygitki - ja mam podobnie z pewnym kamieniem który przywlokłam z gór, leży przy mnie od lat i jest już taki... moj. Rozumiecie o co chodzi?
muszę wtrącić bo to ważne dla całej rozmowy o przygotowaniu - w materiałach etnograficznych z przełomu XIX i XX wieku, Moszyński i inni, opisują że przed obrzędem były zakazy dotykania, kontaktu z pewymi osobami, ziołowe oczyszczenia ciała. Ale nigdzie nie znalazłam czegoś co by odpowiadało naszemu "przygotowaniu energetycznemu" jako oddzielnej praktyce. To raczej wynikało z całego kontekstu życia - rytuał był częścią kalendarza, nie wyciągniętą z codzienności chwilą skupienia. Nie mówię że to złe, mówię żeby wiedzieć że to coś innego niż tradycja.
Ulistkowa ale to troche jak mówic ze nie można gotowac zupy bo babcia wrzucała wszystko do jednego garnka i inaczej. Zycie sie zmienilo, formy sie zmieniły. sam kontekst "całego kalendarza" dla kogoś kto pracuje 8h dziennie i żyje w bloku to abstrakcja. musimy budowac coś co w naszych warunkach ma sens
ojejku, to jest sedno. Ulistkowa ma rację w tej jednej rzeczy - świadomość intencji zmienia rytuał. Rytuał który wiem że tworzę sam ma inną energię niż rytuał który myślę że mi przekazano. oba mogą działać, ale inaczej. i tak na marginesie - czy ktoś w ogóle ma doświadczenie z pracą przy lipie konkretnie, nie teorię? Bo mnie ciekawi co się tam faktycznie czuje, nie co powinno się czuć.
Jaromir, właśnie to mnie najbardziej ciekawi w tej konkretnej lipie - jest stara, rosnąca troche na uboczu, i za każdym razem jak tam siadam to jest jakiś specyficzny spokój. Jeszcze nic tam nie robiłem w sensie rytuałowym ale to miejsce jakoś działa. Może to po prostu drzewo i cień, ale moze nie. Chcę to sprawdzić właśnie przez to przygotowanie energetyczne zanim wejdę tam z intencją.
właśnie. I tutaj wracamy do czegoś podstawowego co w tej rozmowie trochę ginie między dyskusjami o szałwii i kamieniach. Przygotowanie energetyczne jest po to żeby intencja była czysta i skupiona, nie żeby rytuał wyglądał odpowiednio. Jeśli Florek wie co chce powiedzieć tej lipie i dlaczego to czyste myśli przed wyjściem z domu są już przygotowaniem. Nie każde przygotowanie musi mieć formę
Szeptucha, powiem szczerze że trochę się tu nie zgadzam. Forma ma znaczenie właśnie dlatego że porządkuje nie tylko umysł ale ciało i energię wokół. Medytacja w ciszy to jedno, ale fizyczny gest oczyszczenia, czy to woda, czy dym, czy po prostu zatrzymanie się i świadome oderwanie od dnia, to coś innego niż samo myślenie. Nie dlatego że myślenie jest złe, tylko że jesteśmy też ciałem.
kurcze Dreamweaver to mi cos otworzylo. mycie rąk jako sygnal przejścia - to jest coś co rozumiem na poziomie codziennym, nie tylko rytualnym. a przy Slowianach woda to też duzy temat prawda? pamiętam cos o rosach majowych i oczyszczeniu wodą przed wiosennymi obrzędami ale nie wiwm czy dobrze kojarzę
o rosa majowa, to brzmi niesamowicie 🙂 czy to tylko maj czy generalnie ważny był czas świtu? bo słyszałam że wiele rytuałów słowiańskich było właśnie o wschodzie, że to "czas między" kiedy granice są cieńsze. czy to ma coś wspólnego z tym co Florek planuje?
Galaktyka, "czas między" to pojęcie które weszło masowo przez celtycki New Age i nakłada się na tradycję słowiańską jak nakładka na zdjęcie. Nie mówię że świt nie ma znaczenia - ma, i to w wielu tradycjach niezależnie od siebie. Ale "granice są cieńsze" to konkretna historia z określonego nurtu. Nie twierdzę że to fałsz, ale nie mieszajmy Celtów ze Słowianami jakby to było to samo.
Runolog, to mi daje do myślenia. Zorza Jutrzenna jako czas otwarcia, początku - a Mołodzieck jest właśnie o początku, o świeżości. Może ten rytuał przy lipie powinien być o świcie właśnie z tego powodu, a nie dlatego że "granice są cieńsze". Inne uzasadnienie, ale bardziej spójne z tym co robię. Dzięki, naprawdę.
o matko, o 4 rano pod lipą, to troche ekstremalne 😉 ale rozumiem o co chodzi. mam pytanie bo mi sie cos tu kręci w głowie - czy Molodzieck to jets bogini która jest konkretnie przypisana do jakiegoś momentu doby? bo słyszałem że część bóstw słowiańskich było bardziej sezonowych niż dobowych że ważniejszy byl rok niż dzien
Ulistkowa ale to samo można powiedzieć o połowie panteonu który tutaj omawiamy. Perun jest poświadczony lepiej, ale nei aż tak żeby rekonstruować z tego pełny rytuał. W którymś momencie albo godzimy się ze część to twórcza rekonstrukcja, albo nie robimy nic. I chyba każdy tu sam decyduje gdzie mu ta granica leży.
to może mi powiedzcie - czy w takim razie przygotowanie do rytuału z tak słabo udokumentowaną boginią powinno wyglądać inaczej niż z czymś lepiej poświadczonym? bo zaczynam myśleć że może właśnie ta niepewność wymaga więcej uważności z mojej strony, nie mniej
właśnie, tu bym przestrzegła. "Mniej przewidywalne" może być fajne ale też może oznaczać że nie masz jak sprawdzić czy coś poszło źle. Przy bardziej poświadczonych rytuałach masz przynajmniej tradycję jako punkt odniesienia. Przy pracy improwizowanej skąd wiesz że to co czujesz to kontakt z Mołodzieckiem a nie z czymś zupełnie innym?
Jaromir, ale to jest właśnie w czym przygotowanie pomaga, nie? Jeśli wchodzisz w rytuał z czystą głową i skupioną intencją, to przynajmniej masz szansę na rzetelny odbiór. 🙁 Jak wchodzisz rozproszony albo po tygodniu totalnego chaosu w życiu to co możesz powiedzieć o tym co dostałeś?
a w ogóle wrócę do tego świtu bo mi to chodziło po głowie - czy ta praca z Mołodzieckiem to musi być koniecznie przy lipie? bo rozumiem że Florek ma swoje miejsce, ale Mołodzieck jako bogini młodości to jakieś konkretne drzewo, kwiat, roślina jej przypisane? bo przy boginiach greckich i indyjskich to ma duże znaczenie co się do rytuału wnosi jako element naturalny
