Zacząłem ostatnio porządkować swoje notatki o mineralogii w różnych tradycjach i wyszlo z tego tyle materiału, ze szkoda żeby leżało. Temat kamieni sakralnych to jest naprawdę coś, co przewija sie przez praktycznie każdą kulturę na świecie, od Indian prekolumbijskich po starożytny Egipt, od celtyckich druidów po himalajskich lamów. Każda z tych tradycji przypisuje konkretnym minerałom konkretne właściwości, i to ciekawe że czesto te same kamienie dostają podobne przypisania w kulturach które nigdy się ze sobą nie zetknęły. Turkus na przykład, Nawahowie uważali go za łącze między światem żywych a niebem, Egipcjanie przypisywali mu ochronę Hathory, a w Persji był kamieniem zwycięstwa. Obsydian z kolei to wszędzie niemal kamień śmierci i przejścia, od Azteków po Japonię. Ktoś tu pracuje z kamieniami w kontekście tradycji czy raczej od strony energetycznej?
Ja akurat zaczelam się interesować kamieniami od strony czakr, ale im więcej czytam to tym bardziej wciąga mnie ta historyczna część. Nie wiedziałam nic o tym turkusie u Nawahów to jest bardzo ciekawe. mam w domu kawałek turkusu i jak go trzymam to faktycznie jest w tym coś spokojnego, nie wiem jak to opisać. Ale czy ktoś wie, jak te tradycje rozumiały samą energię kamieni, tzn. czy to była energia bogów, duchów, samej ziemi? Bo zależy od tradycji chyba? 😉
Wisnia, to świetne pytanie i odpowiedź jest prosta: zależy od tradycji, i to bardzo. W systemach animistycznych, szamańskich, kamień ma własnego ducha, jest żywą istotą ze swoją świadomością. Inuici i wiele ludów syberyjskich uważało, że niektóre głazy i skały po prostu mają wewnętrzne życie, swoją duszę, którą można prosić o pomoc. To zupełnie inny model niż np. hinduski, gdzie kryształ czy kamień jest nośnikiem pewnej energii kosmicznej, przyrównywanej do prany ale sam w sobie nie jest bytem osobowym. A w tradycjach ceremonialnych Azteków obsydian był sposóbm bogów, lustrem w którym bóg Tezcatlipoca oglądał rzeczywistość i widział prawdę i grzechy ludzi. Więc to nie kamień miał moc, tylko był pomostem do bóstwa. Trzy kompletnie różne modele metafizyczne, a kamień ten sam.
No właśnie Medard, ta różnica jest kluczowa i chyba mało kto ją rozumie jak kupuje kamień w sklepie ezoterynicznym. Mam takie poczucie, że współczesna litoterapia wymieszała te wszystkie modele w jeden wielki koktajl, gdzie wszystko jest "energią" i tyle. A to zatracenie sensu, bo Aztekowie nie mówili do obsydianowej płytki żeby "wyemitowała wibracje", tylko zwracali się przez nią do Tezcatlipoki jako posłańnicy. To jest istotna różnica. Prowadzę notatki z kilku różnych tradycji i różnice są ogromne.
Ojej, nie wiedziałam że to jest takie skompikowane 🙂 Myślałam ze kamienie to kamienie, każdy ma swoje właściwosci i juz. A tu taka głębia. Mam pytanie bo może głupie, ale o obsydian - napisałes że to kamień śmierci i przejścia, to znaczy że jest niebezpieczny w domu trzymać? Mam kawałek czarnego obsydianu i córka mi go przyniosła z wycieczki i troche mnie to teraz niepokoi.
A to jest w ogóle sprawdzalne? Znaczy te właściwości, które przypisują kamieniom tradycje, da się jakoś zweryfikować czy to po prostu piękne mity? Nie czepiając się, po prostu ciekawy jestem jak to działa bo np. chcę kupić kamień do noszenia przy sobie i nie wiem czy w ogóle ma to sens i czy wybór minerału ma znaczenie
matko, to co pisze Kupala jest bliskie temu, jak to opisują poważniejsze tradycje inicjacyjne. Kamień to kondensator, nie generator. Nie produkuje energii sam z siebie, tylko skupia i przytrzymuje energię nadaną przez rytuał, intencję, pracę duchową. W tybetańskim buddyzmie na przykład kryształy mogą być nasycone przez lamy określoną praktyką, mantrą, wizualizacją, i wtedy realnie "niosą" tę energię. Ale bez tego procesu to jest po prostu ładny kamień. Ta cienka różnica jest ważna bo wiele osób kupuje kamień w sklepie myśląc że dostaje już gotowy kondensator, a dostaje pusty pojemnik.
To jak to jest z tym nasycaniem? Czy da się to zrobić samemu, bez inicjacji i bez lamy? I czy każdy kamień nadaje się do każdego celu, czy naprawdę turkus to co innego niż obsydian? Bo trochę mi się to wszystko miesza.
Ok ale Bogumil to jak długo ta relacja z kamieniem ma trwać zanim cokolwiek poczujesz? Kupilam lapis lazuli bo gdzieś czytałam że do intuicji i trzeciego oka, trzymam go przy sobie od tygodnia i nic. Może zly kamień wzięłam?
Dokładnie to mam w notatkach i Dumortieryt ma rację. Ciekawy jest też bursztyn, bo to jest przypadek gdzie mamy źródło bardzo bliskie nam geograficznie. Bałtycki bursztyn to jeden z niewielu kamieni z naprawdę dobrze udokumentowaną tradycją europejską, nie azjatycką nie egipską. Słowianie i ludy bałtyckie uważały że to jest skrzepłe łzy bogów albo stwardniałe światło słońca, i łączono go z Perkunem, Saulem, bóstwami słonecznymi. To był kamień ochrony i życia, nie śmierci. I co ciekawe, to przypisanie "energii życiowej" jest spójne od Sambii po Skandynawię, niezależne od siebie.
Ircia, a wiesz co jest ciekawe? Nad Bałtykiem, szczególnie na Półwyspie Helskim, są do dziś miejsca gdzie rybacy zostawiają bursztyn jako dar przy pewnych kamieniach na plaży. Widziałam to kilka razy i pytałam miejscowych, i to nie jest żadna zorganizowana praktyka, oni sami nie wiedzą dokladnie dlaczego tak robią, mówią "zawsze tak było". To jest ta żywa tradycja, niezapisana, przekazywana przez zwyczaj a nie przez tekst. Może o tym marzymy jak szukamy tych starych wierzeń, nie w książkach tylko właśnie w takich gestach.
Hmm ale jeśli kamień może mieć negatywne odciski to skąd wiadomo ze to "oczyszczanie" które się robi naprawdę je usuwa? Nie mówię złośliwie, po prostu to troche wygląda jak problem który nie ma weryfikacji - twierdzisz że czyścisz ale nie wiesz czy wyczyściłeś. Jak to tradycje rozwiązują?
To jest właśnie clou problemu który poruszyla Nirvana. Jak weryfikujesz efekt oczyszczania? Odpowiedź brzmi: w większości tradycji nie weryfikujesz przez obserwację zewnętrzną, tylko przez zmianę jakości kontaktu z kamieniem. Tybetańczycy mówią o tym jako o "otwarciu się" kamienia na nowo. Szamani syberyjscy mówią o zmianie "głosu" przedmiotu. To brzmi niemierzalnie, ale zauważ że podobny problem masz w każdym oczyszczaniu rytualnym czy to w chrzcie, mykwie czy ablucji w islamie. Nikt nie mierzy poziomu "duchowej czystości" spektrometrem, a mimo to te praktyki traktuje się poważnie przez tysiące lat. więc moze pytanie o weryfikację jest po prostu pytaniem z innego porządku.
Ano właśnie i tutaj wchodzi coś ciekawego bo czytałam że w psychologii mówi się o "kotwicach" czyli przedmiotach które pomagają przywołać określony stan. I kamień noszony przy sobie może być dokładnie taką kotwicą, nawet jeśli nie mamy żadnego mistycznego wyjaśnienia. A efekt jest całkowicie mierzalny bo kotwice działają. Tyle że to już nie jest "energia kamienia" tylko "trening skojarzeniowy twojego mózgu". Różnica jest zasadnicza, ale efekt praktyczny może być podobny.
Ej, zaraz zaraz bo widzę ze Bogumil probuje tu przemycic argument z fizyki kwantowej jako uzasadnienie dla litoterapii i to jets jeden z tych ruchow ktorych staram sie pilnować. Fizyka kwantowa opisuje co prawda zjawiska na poziomie subatomowym a nie na poziomie kamieni noszonych w kieszeni. nie ma żadnego mechanizmu przez który superpozycja elektronu mialaby wytłumaczyć "energię turkusa". Przepraszam ze ostro ale to jest czesty błąd i wolę powiedzieć wprost.
Załóżmy, ale wróćmy na ziemię bo trochę odpłynęliśmy w stronę filozofii nauki, a mieliśmy gadać o kamieniach 🙂 Mnie interesuje cos bardziej konkretnego: czy ktoś z was pracuje regularnie z obsydianem i jak to wygląda w praktyce? Bo ja mam mahoniowy obsydian od kilku lat i rzeczywiście zauważam że jest inny w użyciu niż czarny. Znaczy inaczej go "czuję". Nie wiem jak to opisać inaczej.
Mahoniowy obsydian to pierwszy raz słyszę, myślałem że jest tylko czarny. Co to jest i czym się różni? I czy to ta praca z nim jakoś wygląda inaczej niż np. 🙂 z kwarcem?
O matko, nie wiedziałam że obsydian jest w roznych odmianach! A co z tym platkoym obsydianem, widziałam w sklepie i byl bardzo ladny z tymi białymi plamkami to też jest czymś innym od zwykłego?
Przy obsydianach i Mezoameryce to muszę dopowiedzieć jedną rzecz bo to akurat wiem. Azteckie lustra z obsydianu to był poważny instrument rytualny, nie ozdoba. Tezcatlipoca, jeden z głównych bogów, miał w ikonografii właśnie takie lustro jako atrybut, przez które patrzył w ludzkie serca i przyszłość. I te lustra naprawdę przetrwały, kilka jest w muzeach europejskich, jeden jest bodajże w British Museum. Hernán Cortés przywiózł takie do Europy i John Dee, ten słynny okultyst z XVI wieku, podobno używał obsydianowego lustra do swoich wizji. 🙂 To nie jest legenda, to jest udokumentowane
Goplana, właśnie o tym Dee chciałem wspomnieć, bo to jest ciekawy przypadek gdzie kamień zmienił tradycję przez kontakt kultur. Dee pracował z anielskim językiem enoch i do scrying używał właśnie obsydianu i kryształu. I to azteckie lustro które trafiło do Europy stało się częścią europejskiej magii ceremonialnej, czyli mamy przepływ praktyki z jednego kontynentu na drugi przez jeden przedmiot. Kamień jako nośnik tradycji, dosłownie.
Matko. Medard, to jest niesamowite, bo nawiązuje do czegoś o czym myślę od początku tej rozmowy. Kamienie są jednymi z niewielu przedmiotów które naprawdę podróżują przez wieki i kultury i przynoszą ze sobą praktyki. Szlak bursztynowy czy jedwabny to nie były tylko szlaki handlowe, to były szlaki przepływu znaczeń. Turkus przyszedł do Europy ze wschodu z całym bagażem symbolicznym, lapis lazuli z Afganistanu trafił do egipskich grobowców i na europejskie obrazy. Kamień jest fizycznym dowodem że te kontakty były.
Ircia, a to znaczy ze te kamienie "zabrały" ze sobą coś z tamtych tradycji? Tzn. czy turkus który mam ma w sobie tez tę turecką czy perską historię? może głupie pytanie ale naprawde nie wiem jak to rozumieć
Oj. Hej, wróce do pytania które mnie nurtuje od kilku postów. Dadzbog pisał o negatywnych imprintingach i o tym że kamień może przechowywać ślady po złych zdarzeniach. Ale jeśli kupuję kamień w sklepie to skąd wiem skąd pochodzi i co przeszedł? Kopalnie kamieni nie są jakimś idyllicznym miejscem, może były tam wypadki, może był wydobywany w złych warunkach. Czy to ma znaczenie?
a jak sie oczyszcza kamien po zakupie? bo mam kilka kryształów i nigdy tego nie robiłam o matko. słońce, woda, dym z kadzidła? wyczytałam że jest wiele metod ale nie wiem która jest "prawdziwa"
a amteyst blaknie?? mam jeden fajny ciemny i przez caly rok stal na parapecie na sloncu... i teraz sie boje spojrzec czy cos mu sie stalo 🙁 i co z ta sola, po prostu wsypac kamien w miske z sola i zostawic na noc?
ej a ja słyszałam ze nie powinno sie moczyc kamieni w wodzie z sola bo niszczy powierzchnie, tzn te bardziej porowate jak selenitm albo malachit? mam malachitowy wisior i teraz nie wiem czy go oczyszczac sola czy nie bo skore bym sie bala
zaraz zaraz, selenitowa płytka oczyszczająca inne kamienie? to selenitowy skrawek sam sie oczyszcza czy trzeba go osobno oczyszczac? bo to brzmi jakby jeden koles sprzatal za wszystkich a nikt nigdy nie sprzatal jego 😀
