Ale Hildegarda jednak miała papieskie poparcie i korespondowała z możnymi. Nie wiem, czy pasuje tu jako przykład kogoś z marginesu. Czy nie jest tak, że właśnie ona jest wyjątkiem, który potwierdza regułę - musiała mieć poparcie, żeby jej cisza i jej wizje były uznane?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale - czy apofatyka to coś, co można samemu ćwiczyć? Znaczy, czy jest jakaś praktyka, którą można zrobić bez mistrza, bez instytucji, bez całej tej struktury? Bo z tego co czytam, to brzmi jakby zawsze wymagała autoryzacji.
Nie ma głupich pytań w tym temacie, serio. I odpowiedź jest tak - apofatyka jako postawa umysłu jest dostępna bez instytucji. Meister Eckhart mówił o Gelassenheit, o oddaniu, które można ćwiczyć we własnym wnętrzu. Problem pojawia się wtedy, gdy chcesz, żeby twoje doświadczenie zostało uznane, przekazane, włączone do tradycji. To wymaga struktury. Samo doświadczenie - nie.
To co mówi Zawilec o projekcji jest dla mnie ważne. W pracy energetycznej też jest ten moment, kiedy nie wiadomo, czy to, co czujesz, to 'naprawdę' energia, czy własny stan emocjonalny. I tam właśnie mistrz lub przewodnik ma największą wartość - nie jako ten, który autoryzuje, ale jako ten, który pyta: skąd wiesz? Co to jest? Czy na pewno?
I na tym chyba możemy zakończyć ten krąg - apofatyka potrzebuje kogoś, kto pyta 'skąd wiesz'. Bez tego pytania cisza łatwo staje się samozadowoleniem. Ale to pytanie musi być zadane z zewnątrz instytucji albo przynajmniej niezależnie od jej hierarchii. Bo jeśli pyta je ktoś, kto jednocześnie decyduje, czy masz prawo milczeć - to już nie jest pytanie mistyczne, tylko polityczne.
Ale pozioma weryfikacja ma swoje słabości - jeśli wszyscy w kręgu błądzą w tym samym kierunku, nikt tego nie wyłapie. Beginek to może dotyczyć tak samo jak klasztorów. Porete przecież nie była odizolowana, miała krug, miała czytelniczki - i mimo to nikt nie powiedział jej wcześniej, że idzie na stos.
Przepraszam, że wchodzę z czymś podstawowym, ale przez całą tę rozmowę zastanawiam się - czy apofatyka jako ćwiczenie ma jakiś konkretny punkt wejścia? Znaczy, od czego się zaczyna? Od milczenia w sensie dosłownym, od zatrzymania myśli, od lektury, od czegoś jeszcze? Bo słucham o Eckharcie, o Ein Sof, o sufickich stanach - i wszystko to brzmi jakby były na końcu bardzo długiej drogi.
