Właśnie, i to jest jeden z powodów dla których zjazd w Saint-Félix był tak ważny - Nicetas reprezentował jeden z tych nurtów, a jego wizyta miała ustalić który jest właściwy. Czy komuś znana jest późniejsza historia tego rozłamu? Bo ile wiem, po śmierci Nicetasa okazało się że jego własna linia konsekracji była kwestionowana i wywołało to poważny kryzys wśród katarów.
Tak, to jest historia która dużo mówi o tym jak te wspólnoty funkcjonowały. Jeśli cała moc consolamentum zależy od nieprzerwanego łańcucha prawidłowej konsekracji - a dla absolutnych dualistów tak właśnie było - to zakwestionowanie jednego ogniwa podważa wszystko co po nim nastąpiło. To strukturalny problem każdej tradycji która opiera autorytet na sukcesji. Katarzy mieli w tym bardzo podobny kłopot do ortodoksji, którą zwalczali.
Poczekajcie - to znaczy że katarzy sami mieli wewnętrzne spory o to czyja inicjacja jest ważna? Jakoś wyobrażałam sobie te ruchy jako bardziej jednolite, wolne właśnie od tej instytucjonalnej polityki. A tu mamy te same problemy co w Kościele który krytykowali.
Mam pytanie moze trochu nie na temat ale mnie nurtuje - te ruchy zostaly zupelnie zniszczone czy gdzies przetrwaly? Bo czytalam ze sa wspolzesni katarstow ale nie wiem czy to prawda czy jakies wymysly.
Współcześni 'neokatarrzy' istnieją, głównie w Langwedocji i we Włoszech, ale to jest XIX i XX-wieczna rekonstrukcja, nie ciągłość. Nie ma linii inicjacyjnej która przetrwałaby inkwizycję. Waldensów za to mamy - to wyjątkowy przypadek, przetrwali w alpejskich dolinach Piemontu, w XVI wieku połączyli się z kalwinistami i istnieją do dziś jako Kościół Waldensów. To jedyna z tych herezji która ma rzeczywistą ciągłość historyczną.
To jest niesamowite - waldensowie przeżyli pięć wieków prześladowań i weszli w reformację. Ale skoro przeżyli właśnie dlatego że nie mieli tej radykalnej kosmologii, to może Rozalinda miała rację że to naprawdę inny ruch? Ich 'normalniejsza' teologia była warunkiem przetrwania?
Tu wchodzi jeszcze jeden czynnik - związki z władzą świecką. Waldensowie nie mieli własnej arystokracji która by ich chroniła, ale też nie atakowali struktury feudalnej tak jak kataryzm to robił implicite. Kataryzm w Langwedocji urósł pod skrzydłami miejscowej szlachty która miała własne powody do konfliktu z Paryżem i Rzymem. Gdy szlachta upadła, katarzy zostali bez ochrony. To polityka, nie tylko teologia.
I wracamy do tego co mówiła Rozalinda wcześniej o funkcji społecznej - doktryna i polityka są nierozłączne. Ale mam inne pytanie które mi chodziło po głowie przez całą tę rozmowę: gdzie w tym wszystkim lokujemy manichejskie wątki? Bo zaczęliśmy od Maniego i mam poczucie że trochę od niego odpłynęliśmy.
I to jest właśnie ta kwestia typologiczna kontra genetyczna o której była mowa wcześniej. Manicheizm, gnostycyzm, paulicjanizm, bogomilizm, kataryzm - to niekoniecznie jest jeden łańcuch przekazu. To może być seria niezależnych odpowiedzi na pytanie które samo w sobie jest nieusuwalne z doświadczenia religijnego. Dlaczego świat jest taki jak jest, skoro Bóg jest dobry? Dualizm jest jedną z możliwych odpowiedzi i ta odpowiedź pojawia się wielokrotnie w historii bez konieczności bezpośredniego kontaktu.
Czyli moglibysmy powiedziec ze to jest cos w rodzaju 'dualizm jako naturalna herezja' ktora wynika z samej struktury monoteizmu? Przepraszam ze tak to uproszczam ale tak to rozumiem.
Nie upraszczasz, to jest całkiem trafne ujęcie. Średniowieczni teologowie też to widzieli - i dlatego tak intensywnie zwalczali każdy ślad dualizmu, bo rozumieli że jest to logiczna alternatywa dla ich własnego systemu. Augustyn z Hippony był manichejczykiem zanim stał się chrześcijańskim ortodoksem - i to nie przypadek że to właśnie on sformułował najostrzejszą teologię grzechu pierworodnego i zła jako privatio boni. Pisał przeciwko temu co sam wcześniej wyznawał i do czego, jak widać, sam w sobie miał skłonność.
to z Augustynem to jest naprawdę mocny argument - człowiek który przez lata żył w manicheizmie, a potem stał się jednym z głównych architektów ortodoksji. Czy myślisz że jego późniejsza teologia łaski i predestynacji nosi jakieś ślady tamtego myślenia? Bo czytałem gdzieś że niektórzy badacze widzą w jego pesymizmie wobec materii i ciała pewną resztówkę manichejską.
Właśnie to miałam na myśli mówiąc o pytaniu które się samo narzuca. Augustyn jest tu świetnym przykładem - on sam powiedział kiedyś że zna manichejskie argumenty lepiej niż większość manichejczyków, bo je od środka przeżył. I ta znajomość pozwoliła mu je skutecznie zwalczać. Ale Berkana ma rację że coś zostało. Jego stosunek do seksualności, do concupiscentia, do tego że nawet małżeństwo jest w jakimś sensie skażone pożądaniem - to jest dużo ciemniejsze niż u wcześniejszych ojców kościoła.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale ten wątek z Augustynem mnie zatrzymał. Czy to znaczy że ortodoksja chrześcijańska jest w jakimś stopniu ukształtowana przez kogoś kto był heretykiem? Bo jeśli jego poglądy na łaskę i grzech pierworodny stały się fundamentem zachodniej teologii, a on sam przez lata wierzył w manichejski dualizm - to jest trochę ironiczne, nie?
I wróćmy może do samego rdzenia tematu, bo ta rozmowa zaprowadziła nas w naprawdę ciekawe miejsca, ale chcę zapytać o coś co mi chodzi po głowie od początku. Bogomiłowie pojawili się na Bałkanach w X wieku - to jest stosunkowo dobrze datowane. Ale skąd wzięli te idee konkretnie? Paulicjanie z Armenii są najczęściej wskazywani jako ogniwo, ale czy jest na to coś więcej niż hipoteza?
O paulicjanach czytałam że byli przesiedlani przymusowo przez cesarzy bizantyjskich - między innymi na Bałkany właśnie. I że to mogło być kanałem transmisji. Ale nie jestem pewna jak mocno to jest udokumentowane, może ktoś wie więcej?
A czy jest możliwe że bogomilizm rozwinął się częściowo niezależnie, jako odpowiedź na lokalną sytuację społeczną na Bałkanach? Czytałam że X wiek to był czas ogromnych napięć między słowiańską ludnością chłopską a bizantyjską arystokracją i duchowieństwem. Może dualizm był po prostu logiczną odpowiedzią na ten konkretny ucisk?
Przepraszam ze sie wtrącam - to znaczy ze ten Bogomił to była prawdziwa osoba? Myslalam ze to może byc legenda albo postac symboliczna jak wielu zalozyciel religii.
To jest niesamowite że tyle wiemy o tych ruchach przez protokoły inkwizycyjne - czyli przez dokumenty sporządzone przez ich wrogów. Jak bardzo to zniekształca obraz? Czy możemy w ogóle ufać że to co opisuje inkwizycja jako wierzenia katarów czy bogomiłów było tym co oni naprawdę wyznawali?
To jest fundamentalny problem źródłoznawczy i historycy spierają się o to od dekad. Protokoły inkwizycyjne z Langwedocji, zwłaszcza z Montaillou - to rejestr Jakuba Fourniera z XIV wieku - są wyjątkowo szczegółowe i przez pewien czas były traktowane jako niemal bezpośredni głos prostych katarów. Le Roy Ladurie zbudował na nich całą swoją słynną książkę. Ale potem przyszła krytyka - że pytania inkwizytorów narzucały kategorie, że zeznający powtarzali sformułowania które słyszeli w pytaniach, że strach i tortury deformowały obraz.
Do tego dochodzi jeszcze jeden poziom problemu - że sami katarzy nie mieli jednolitej doktryny i że każda wspólnota mogła wierzyć trochę inaczej. Inkwizytor który przepytuje chłopa z prowansalskiej wioski dostaje wersję kataryzmu przefiltrowaną przez tego chłopa, przez jego lokalne środowisko, przez to co usłyszał od perfecti. To niekoniecznie jest to samo co wierzył uczony perfectus z Lombardii.
To mi przypomina jak mówi się o szamanizmie - że 'szamanizm' to kategoria stworzona przez zachodnich badaczy, a nie coś co sami praktykujący tak nazywali. Czy z kataryzmem jest podobnie? Oni sami siebie tak nie nazywali, prawda?
Waldensowie to chyba wyjątek w tym sensie, że ta nazwa pochodzi od założyciela - Piotra Waldo z Lyonu. Czy oni też mieli jakieś własne określenie dla swojej wspólnoty? I jeszcze chciałem zapytać - czy Waldo w ogóle znał bogomilizm albo kataryzm, czy to były równoległe zjawiska w tym samym czasie i miejscu?
Waldensowie mówili o sobie Ubodzy z Lyonu albo Ubodzy Chrystusa - i to jest klucz do zrozumienia ich odrębności. Waldo był kupcem który rozdał majątek i zaczął dosłownie żyć jak apostołowie - ubóstwo, wędrowanie, głoszenie ewangelii w językach ludowych. To jest program społeczno-apostolski, nie kosmologiczny. Czy znał katarów? Żyli w tym samym czasie i rejonie, kontakt jest możliwy. Ale program był tak różny że nawet jeśli się zetknęli, nie przejęli od siebie doktryny. I to jest właśnie argument dla tych którzy uważają waldensów za odrębne zjawisko, nie za odgałęzienie tego samego drzewa.
Dziewanna poruszyła ważną kwestię z tymi Waldensami - bo jeśli Waldo zaczął od czystego apostolskiego ubóstwa bez żadnej dualistycznej teologii, to jak to się stało że inkwizycja wrzucała ich do jednego worka z katarami? Czy to był błąd inkwizytorów, czy może Waldensowie z czasem przejęli jakieś elementy katarskiej doktryny przez kontakt?
Przepraszam że się wtrącę - ale to znaczy że waldensowie i katarzy mogli się spotykać fizycznie i dyskutować? Jak to wyglądało w praktyce, skoro obydwie grupy były prześladowane? Czy mieli jakieś wspólne miejsca spotkań, domy, coś w tym rodzaju? Bardzo mi to otwiera oczy na tamten czas.
To akurat jest trochę udokumentowane - w Lombardii istniały całe doliny gdzie obydwie grupy żyły obok siebie i gdzie inkwizycja miała trudny dostęp. Waldensowie mieli swoją sieć barbet, czyli wędrownych kaznodziejów, którzy przemierzali regiony i zatrzymywali się w domach sympatyków. Katarscy perfecti działali podobnie. Zdarzało się że goszczono ich pod jednym dachem - nie dlatego że mieli tę samą doktrynę, ale dlatego że gospodarz po prostu pomagał każdemu kto uciekał przed Kościołem. To jest ten poziom 'transmisji' który jest najtrudniejszy do uchwycenia - nie teologia, ale po prostu ludzka solidarność i wspólny wróg.
